Był z siebie zadowolony, kiedy jego rozmówca rzekł, iż rozumie. Oznaczało to ten stan, kiedy można z kimkolwiek się porozumieć. Niestety, kiedy usłyszał kolejne słowa, zadowolenie zmieniło się w całkowite przeciwieństwo tego uczucia. Nie przewidział, bo skąd miał to wiedzieć, że Mulciber jest paranoicznie ostrożny? I będzie potrzebował jeszcze jakiegoś dowodu? Oczywiście jego wywód był w całości logiczny i pasował do tego typu osobowości, jaką przed chwilą poznał. Im głębiej się wypowiadał, tym ogarnęło go pewne przerażenie. Nie był nieukiem, który nie wiedział o innych sztukach magii, nauczanej w szkole. Pewne rzeczy poznawało się dopiero po jej opuszczeniu. Jego twarz wyrażała te wszystkie emocje. Niezadowolenie mieszało z przerażeniem. Dzięki temu ochroniarz został kompletnie zignorowany. Był dla niego teraz absolutnym tłem, wręcz posągiem. Nie miał żadne znaczenia w tej chwili, gdyż wzrok był skupiony wyłącznie na Robercie. Nikt nie byłby zadowolony z takiej propozycji, nawet jeśli chodziło o wspólne cele. Wziął większy łyk, by ukryć zdenerwowanie.
- Tak. - Potwierdził krótko, bo i tak na więcej nie miał czasu. Było o wiele gorzej, niż przypuszczał. Początek wypowiedzi sugerował coś okropnego...ale to przerosło jego oczekiwania. Ostatnie zdanie było gwoździem, który sądził, że dawno temu wbił. Teraz już nie był taki pewny.
- Nie będę ukrywał, gdyż i tak po mnie widać, jak bardzo nie podoba mi się wykorzystanie tego zaklęcia. Z drugiej strony rozumiem pana stanowisko. - Powiedział lekko trzęsącym się głosem. To było tak samo kiepskie, jak uwarzenie i wypicie Veritaserum. Była to sytuacja z cyklu: Zgodzę się i nie będzie już potrzeby, nie da jej to nici z targu. I jak tu postąpić tak, by nie za bardzo zdenerwować rozmówce, a jednocześnie uzyskać pomoc? Potrzebował dodatkowych informacji.
- Znajduje się obecnie w sytuacji, gdzie mam do wyboru Smoczą ospę lub Skrofungulus. Jeśli się zgodzę, może pan wyciągnąć informacje o miejscu pobytu moich rodziców i stanę się zbędny. To nie wróży dobrze mojej najbliższej przyszłości. Z drugiej bez tego nie uzyskam pana pomocy. Mam nadzieje, że rozumie pan, jak niełatwa to jest decyzja. - Oczywiście sam nie do końca znał wszystkie możliwości tego zaklęcia, jednak jakiś pogląd miał. On mógłby bardzo łatwo go zabić. Doskonale wiedział o tym, gdyż ich było dwóch, a on jeden. Swoje szanse na przeżycie w sytuacji, kiedy będzie nieprzydatny, wyliczył na około dziesięć procent. Zdecydowanie nie odpowiadała mu sytuacji, gdzie jego życie zależy od kaprysu jego osoby.