- Tak, ostrożność przychodzi z wiekiem, jednak czy faktycznie jest taka słuszna, życie jest tylko jedno, czasem trzeba zaryzykować. - Miała podobne spostrzeżenia, co Ursula. Wydawałoby się, że wraz z upływem czasu mniej rzeczy będzie zaskakiwać, człowiek będzie gotowy na wszystko, jednak okazało się to nieprawdą. Świat pędził do przodu, młodsze pokolenia robiły się coraz bardziej otwarte, odbiegały od tradycji. Czy było to dobre? Nie do końca by się z tym zgodziła, świat w jej mniemaniu gubił gdzieś swój porządek, ale nie miały na to większego wpływu.
- Z czasem pewnie nauczą się jej używać, oby przed tym jednak nie doprowadzili do większych szkód. - Nie chciała zakładać najgorszego, ale wiadomo, że zazwyczaj nauka przychodziła poprzez własne błędy. Wolałaby aby ta dwójka ich uniknęła, tak właściwie to sporo już przeszli. Nie wnikała, nie dopytywała jak doszło do tego, że nagle po tym okresie milczenia pojawili się w Snowdonii oznajmiając, że biorą ślub. Im mniej wiedziała, tym spała spokojniej, tego też nauczyła się z czasem. Na niektóre rzeczy nie miała najmniejszego wpływu, choć chciałaby, aby było zupełnie inaczej. Nie był to dla niej lekki czas, zastanawiała się czasami, czy gdzieś popełniła błąd, że to wszystko kreowało się w ten sposób, jednak nie było sensu teraz się na tym skupiać, to niczego by nie zmieniło, a czasu nie można było cofnąć, pozostawało pogodzić się z tym, jak wyglądały życia jej dzieci aktualnie.
- Tak, wiele się zmieniło, niby niedawno my byłyśmy na ich miejscu, ale wtedy nie wiem, nie wyglądało to tak jak teraz, pewnie będzie tylko gorzej. - Z upływem lat. Miała wrażenie, że ostatnio brakowało stabilności, to co kiedyś było normą, niedługo zacznie być czymś zupełnie innym, nie do końca chyba umiała to zaakceptować, jednak co innego mieli robić? To nie był ich czas, mieli swój moment, teraz pozostawali raczej tłem, wsparciem młodych, którzy żyli w zupełnie inny sposób od nich. Niekoniecznie uważała, że ten rozwój, ta zmiana była odpowiednia.
Mogli czekać na to, aż któreś z dzieci postanowi skorzystać z ich pomocy, starała się wierzyć w to, że jeśli wydarzy się coś złego to postanowią przyjść i się tym podzielić, chociaż wiele razy już przecież udowadniali, że woleli radzić sobie sami. Nie oczekiwali wsparcia, rad, woleli popełniać błędy, a przy tym pozostawać przy swojej drodze. Cóż, chciałaby się jeszcze komuś do czegoś przydać, ale właściwie nie do końca wydawało jej się, iż to będzie możliwe. Marna jest rola rodzica, kończyła się na tym, że głównie mógł patrzeć i nic więcej.
- Nie sądzę, iż jest to jego zasługa, ale dobrze, że wszystko jest pod kontrolą, skrzaty jednak potrafią zdziałać cuda. - Gdyby to jej mąż faktycznie miał być odpowiedzialny za to, jak wyglądały te stoły... to na którymś z nich na pewno znajdowała by się ogromna głowa dzika, na szczęście nie doprowadzili do takiej katastrofy, nie wszyscy bowiem byli w stanie zaakceptować taki widok, dla nich nie był niczym szczególnym, ale dla tych bardziej miastowych... tak - mógł wzbudzić kontrowersje, a tych przecież zamierzali uniknąć.
- Myślę, że nic tu po nas, możemy udać się do stołu. - Skoro skontrolowały wizję Gerarda mogły wyruszyć dalej, aby mieć oko na gości, czy rodzinę, musiały czuwać nad tym, aby dalsza część ceremonii przebiegła bez żadnych, niepotrzebnych kontrowersji.