12.11.2025, 22:06 ✶
— Grzeczni to my raczej nigdy nie byliśmy — zauważyła ze zmarszczonymi brwiami. Początkowo nie zrozumiała jego słów. Przypomniała sobie natomiast ich pierwszy pocałunek. A raczej to, jak przywaliła mu wtedy w nos. Potem przyszła łazienka w Hogwarcie, para unosząca się znad umywalki i ich śmiech tłumiony pośpiechem. Czas zabrał im niewinność oraz spontaniczność, zostawiając jedynie echo dawnych wybryków, ale nawet im jako parze przyjaciół daleko im było do wzorowych uczniów.
Rowle miała tendencję do zasłaniania czułości żartem, błyskiem ironii, która byla bezpieczniejszą opcją niż przyznanie się, że przez jego słowa zrobiło jej się odrobinę przykro.
— Niech ci się nie śni uciekać, Ari. Do ślubu został trochę ponad tydzień. Będzie dobre jedzenie, a ja nie przeżyję tego bez ciebie. Wiesz, jak nie znoszę publicznych imprez. Na samą myśl o szykowaniu się robi mi słabo — próbowała go przekonać, zanim otumaniony umysł połączył wszystkie kropki.
,,Naprawdę jesteśmy tak grzeczni, żeby zaczynać od ślubu?”
,,Nie chcę, byś... podejmowała to ryzyko, kiedy ta konstrukcja jest jeszcze tak niestabilna.” A może Mona po prostu była głupia. Albo pocałunek spowolnił jej czasami bystry gadzi móżdżek. Obie opcje były wielce prawdopobnie. Westchnęła dramatycznie na własne zachowanie.
— Nie, chodziło mi o… — poprawiła się, orientując, że źle ją zrozumiał. — Moja przyjaciółka wychodzi za mąż. Ceremonia ślubna zaplanowana jest w Snowdonii. Chciałam żebyś poszedł ze mną jako osoba towarzysząca — wyjaśniła. Dlaczego założyła, że Icarus czytał jej przychodzącą korespondencję? Skąd mógł wiedzieć o ślubie Yaxleyówny?
Myśl o ich ceremonii ślubnej sprawiła, że rudowłosa się rozluźniła. Nie była to rozmowa na ten moment, wiedziała o tym doskonale.
Ale… Nie powiedział również… nie.
— Nie musisz mi niczego obiecywać. Ja już i tak wybrałam — szepnęła cicho. Następnie splotło ich palce i uniosła dłoń mężczyzny, muskając wargami kostki jego palców. W przeciwieństwie do bohaterów książek, które Mona niegdyś pochłaniała bez opamiętania — stosów romansideł, mugolskich i magicznych, piętrzących się w kątach jej mieszkania — ona sama nie potrafiła być romantyczna. Nie można było odmówić natomiast jej tego, że wypowiedziane słowa przypominały coś na kształt przysięgi, złożonej bez świadków (Świstek nie mogl robić za świadka, był w tym kiepski) pod przygasającym ogniem.
Były również całkowicie szczere. Kobieta już dawno wybrała lata temu. Wierzyła, że czasy, kiedy żałowała własnego serca, minęły bezpowrotnie.
Rowle miała tendencję do zasłaniania czułości żartem, błyskiem ironii, która byla bezpieczniejszą opcją niż przyznanie się, że przez jego słowa zrobiło jej się odrobinę przykro.
— Niech ci się nie śni uciekać, Ari. Do ślubu został trochę ponad tydzień. Będzie dobre jedzenie, a ja nie przeżyję tego bez ciebie. Wiesz, jak nie znoszę publicznych imprez. Na samą myśl o szykowaniu się robi mi słabo — próbowała go przekonać, zanim otumaniony umysł połączył wszystkie kropki.
,,Naprawdę jesteśmy tak grzeczni, żeby zaczynać od ślubu?”
,,Nie chcę, byś... podejmowała to ryzyko, kiedy ta konstrukcja jest jeszcze tak niestabilna.” A może Mona po prostu była głupia. Albo pocałunek spowolnił jej czasami bystry gadzi móżdżek. Obie opcje były wielce prawdopobnie. Westchnęła dramatycznie na własne zachowanie.
— Nie, chodziło mi o… — poprawiła się, orientując, że źle ją zrozumiał. — Moja przyjaciółka wychodzi za mąż. Ceremonia ślubna zaplanowana jest w Snowdonii. Chciałam żebyś poszedł ze mną jako osoba towarzysząca — wyjaśniła. Dlaczego założyła, że Icarus czytał jej przychodzącą korespondencję? Skąd mógł wiedzieć o ślubie Yaxleyówny?
Myśl o ich ceremonii ślubnej sprawiła, że rudowłosa się rozluźniła. Nie była to rozmowa na ten moment, wiedziała o tym doskonale.
Ale… Nie powiedział również… nie.
— Nie musisz mi niczego obiecywać. Ja już i tak wybrałam — szepnęła cicho. Następnie splotło ich palce i uniosła dłoń mężczyzny, muskając wargami kostki jego palców. W przeciwieństwie do bohaterów książek, które Mona niegdyś pochłaniała bez opamiętania — stosów romansideł, mugolskich i magicznych, piętrzących się w kątach jej mieszkania — ona sama nie potrafiła być romantyczna. Nie można było odmówić natomiast jej tego, że wypowiedziane słowa przypominały coś na kształt przysięgi, złożonej bez świadków (Świstek nie mogl robić za świadka, był w tym kiepski) pod przygasającym ogniem.
Były również całkowicie szczere. Kobieta już dawno wybrała lata temu. Wierzyła, że czasy, kiedy żałowała własnego serca, minęły bezpowrotnie.
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła