• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition

[22.09.1972] Mulciber Dreamhouse Mabon Edition
Harpagan
Śnisz, a ja jestem twoim koszmarem
wiek
22
sława
III
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Sprzedawca w Czarcim Oku
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.

Charlotte Mulciber
#11
09.11.2025, 20:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2025, 14:36 przez Charlotte Mulciber.)  

Gdy Philomena się do niej zwróciła, zanim Charlotte zdążyła jeszcze usiąść, ta wykonała lekkie dygnięcie. Pociągnięcie szminką usta rozciągnęły się w uśmiechu, a głowa skinęła ostrożnie na potwierdzenie jej słów.
- Prababciu Philomeno - powiedziała miękko, akcentując nieznacznie drugą część tego słowa. Przedrostek pra nie pasował do Philomeny Mulciber, która była żoną brata jej dziadka, Williama Mulcibera, a przez to "babcią" ojca, Thaddeusa. Mimo że Philomena zdawała się być wieczna tak, jak Mulciber Manor, to w głębi duszy Charlotte wolała nazywać ją babcią, tak po prostu. Może i nie były ze sobą blisko, może i Lilianna Mulciber nie kochała babci swojego męża na tyle, by Charlotte jako dziecko biegała wokół jej spódnicy, ale jednak szacunek, podziw i zwykłe dobre wychowanie sprawiały, że Lottie najzwyczajniej w świecie kreowała sobie w głowie obraz Philomeny jako kogoś, kto był bliski jej sercu. Może nie zbyt bliski, ale wciąż: bliski. - Minęło wiele lat, to prawda.
Nie pamiętała Philomeny jako młodej kobiety. Czasem w ogóle powątpiewała, czy mogła być młoda.

Gdy do pomieszczenia weszła Scarlett, odruchowo zerknęła na Richarda, a widząc jego gest, kiwnęła głową. Powróciła jednak spojrzeniem do dziewczyny i w miarę kulturalnie otaksowała ją wzrokiem.
- Miło cię widzieć, Scarlett - powiedziała szczerze, bo młoda osoba w tym wiekowym, szlachetnym towarzystwie od razu sprawiła, że Charlotte poczuła się jakoś tak... Luźniej. Swobodniej. Wyciągnęła dłoń i uścisnęła ją z pewnością i siłą osoby, która była pewna siebie i była silna. Tego jeszcze nie wiedziała, ale ich obie łączyło nie tylko jedno miejsce, ale również osoba Baldwina. Blondwłosy pajac zaszedł jej nerwom za skórę (czy nerwy mogą mieć skórę?), trącił kilka strun, za co dostał metaforyczną gazetą w dłoń, ale lubiła go, cholernika. Nie na tyle, by wiedzieć że ten upodobał sobie akurat Scarlett na swoją dziewczynę, ale na tyle, by uratował ją we śnie, gdy morderca nawiedzał jej umysł. I to trzykrotnie, psia jego mać. Niby tylko sen, ale musiała mu odpowiednio za to podziękować, bo może i miała ciężki charakter, tak nie była niewdzięczna, wbrew wszystkiemu co mówiła o niej jej matka.

Nie uszło jej uwadze, że Alexander prawie nie mrugał. W odpowiedzi na jedno z jego spojrzeń zmrużyła nieco swoje srebrne oczy, a skóra pod rękawem zapiekła niemiłosiernie. Miała do niego ogromny, ogromny żal za tę kartkę, którą mu zrobiła ze Stanleyem, ale uznała że skoro on nie chce utrzymywać kontaktu - niech i tak będzie. Prawdziwe, miłe kartki to i tak dostawała Lorien, ukochana ciocia, która wyglądała dzisiaj przepięknie. Jeszcze piękniej, niż zazwyczaj. I chociaż obawiała się trochę o to, jak zareaguje na to, że przyszła w zupełnie innej sukience, niż ta jej wysłała, to chyba jej to nie uraziło. Później jej wyjaśni. Nie wiedziała, jakie stosunki miała z Richardem, ale ona sama odczuwała ogromną przyjemność z faktu, że naciągnęła kuzyna nie tylko na nową sukienkę, ale i buty - była pewna, że Lorien również uzna to za zabawne. Ale nie na tyle, by teraz zaczęła o tym paplać jak trzpiotka. Nie podobało jej się, że Lorien była tak blisko z Alexandrem, lecz domyślała się, że łączyły ich inne stosunki - bardziej rodzinne - niż ją z gospodarzem. Serce drgnęło, gdy zobaczyła jak ten na nią patrzy. Od niej kartki na pewno by nie zwrócił, kutas, przemknęło jej przez myśl, którą zamaskowała uśmiechem w kierunku Lorien.
- Dziękuję - powiedziała cicho w jej kierunku, zanim nie przeniosła znowu wzroku na Alexandra. Posmutniała nieco na jego "toast", a wzrok odruchowo powędrował w kierunku Richarda. Wbrew pozorom Charlotte miała w sobie empatię, zwłaszcza gdy kogoś lubiła. Strata rodziny była bolesna, ale bliźniaka? Nie wyobrażała sobie, co teraz czuł Richard. Mogła się tylko domyślać, skoro opuścił Anglię.

Czuła na sobie wzrok Seliny, więc i w jej kierunku skierowała swoje srebrne oczy. Nie bała się jej wzroku, nie bała się tej obcości, którą sobą prezentowała. Widywała gorsze przypadki, a jedyne co teraz czuła, to lekkie ukłucie dyskomfortu. Czy chciała dostrzec, kim była Charlotte Mulciber? Jeżeli tak, mogłaby się potem podzielić wnioskami, bowiem sama Charlotte tego nie wiedziała. Uśmiechnęła się na wróżbę, którą Selina jej przedstawiła.
- Srebrny młot może otworzyć żelazną bramę - wymruczała cicho w odpowiedzi, uśmiechając się z lekkością osoby, która doskonale wiedziała, co Selina mogła mieć na myśli. Prawda była jednak taka, że daleko jej było do wróżbitów czy wybitnych interpretatorów - wzięła więc to, co powiedziała Selina, nazbyt dosłownie, jednakowoż odpowiedź była na tyle grzeczna, wypowiedziana uprzejmym, pełnym ciepła tonem, który wibrował tak, jak wibrowało teraz srebrne piętno na jej przedramieniu. Rumień poruszył się niespokojnie, jakby był żyjącą istotą, zapłonął żywym ogniem, a kropla potu spłynęła po plecach Mulciberówny. Schowała prawą dłoń pod stołem, jakby bała się, że owe srebro, o którym rozprawiają, ujawni swą obecność.

Musiała wytrzymać. Musiała wyjąć rękę spod stołu, chwycić za kielich pewnie, tak jak na Mulciberównę przystało. Musiała unieść go lekko, dołączając się do toastu. Musiała umoczyć usta w winie, musiała wytrzymać spojrzenie tych, którzy patrzyli na nią jak sępy. A może sroki? Sepy chciały rozerwać padlinę na strzępy, a oni wydawali się... Zainteresowani. Czy mogła ich winić? Pojawiła się tu jak koszmar senny, niespodziewanie i nagle, gdy przez tyle lat trzymała się na uboczu. Kłótnie dorosłych, a przynajmniej bardziej dorosłych od niej, zdawały jej się teraz być głupie. Czego matka się bała, odcinając ją od tej części rodziny? A może chciała stworzyć swoją własną, mocno związaną, tak mocno jak kamienna tabliczka, którą oplatał bluszcz? Bluszczowi rodzice - to było jedno z gorszych zjawisk, które istniało na tym świecie. Gdyby tylko Lilianna była taka, jak Lorien i dała jej przestrzeń, być może jej matka siedziałaby tu z nimi. A może to jej by tu nie było i siedziałaby tylko z nią podczas Mabon? Robiłyby kasztanowe ludziki, wwiercając się w twardy owoc korkociągiem tak, jakby wwiercały się w ludzką czaszkę. Śmiałyby się razem, popijając wino, bo przecież miały tylko siebie. Co teraz mogła robić jej matka? Pamiętajcie o kasztanach, gdy jesień puka do głów. Jak miłość ma kolce, i jak ona lśni. Charlotte lekko potrząsnęła głową, pozwalając by jasne pasma poruszyły się miękko i musnęły skórę na skroniach.
- Przepiękne korale - powiedziała w kierunku Scarlett cicho, tak by nie zakłócać porządku rozmów innych osób. Nigdy nie widziała korali, wykonanych z kwiatów. Były oryginalne i zdradzały o niej więcej, niż Scarlett mogła chcieć zdradzić. Nie był to wybór kobiety, która w stu procentach podążała za wytycznymi, narzuconymi przez rodzinę. A może po prostu Charlotte to chciała w niej dostrzec?

@Alexander Mulciber @Scarlett Mulciber @Richard Mulciber @Lorien Mulciber @Philomena Mulciber
adwokat diabła
They will eat from the ground
beneath my throne
wiek
93
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
publicyska, prawniczka
Szczupła kobieta w podeszłym wieku, która swój wysoki wzrost (177 cm) podkreśla chętnie obcasami, nie pozwalając byle komu patrzeć na siebie z góry. Całą swoją prezencją zwraca uwagę: upinaną w wymyślne kształty fryzurą z siwych włosów, eleganckim i drogim strojem, ciężką biżuterią.

Philomena Mulciber
#12
11.11.2025, 18:14  ✶  
Babka podzieliła toast Alexandra, lecz zaraz oczy jej przesunęły się ku pustemu miejscu naprzeciw wnuka.
— Za nieobecnych — dodała, nim przechyliły się kielichy zgromadzonych. Kim był bowiem Donald? Żywym? Umarłym? Brakło dla niego, zawieszonego pomiędzy, miejsca w tym toaście.
Philomena nigdy nie pożądała siedziska głowy rodu. Co więcej, nie była ukontentowana i tym, że to ona zasiada po prawicy Alexandra, które to miejsce powinna zajmować ciężarna Loretta Mulciber.
Oto pater familias domu Mulciber — ojciec bez dzieci, które zabezpieczyłyby ich przyszłość. Mąż bez żony, bo cóż to za żona, której obok niego nie było, a dla Londynu wciąż pozostawała Lorettą Lestrange. Czyż można było się temu dziwić, gdy jedynymi świadkami owego małżeństwa byli bezimienni Cyganie, jeśli nie sam tylko wiatr — w miejsce tego, gdzie winny być papier i socjeta.
Oto, kto zasiadał do stołu: odpryski przypadkowych fragmentów drzewa genealogicznego. Pozbawione struktury, filarów, fundamentu, stabilnej linii dziedziczenia. Patchwork poszarpany przez waśnie i śmierć, pozszywany byle jak, na słowo honoru, którego tylu ze zgromadzonych nie miało.
Z jednej strony stołu siadali przebierańcy: Alexander naśladujący ojca, Lorien paradująca w szatach Seliny, Richard, który — dzięki bogom — nie musiał zerwać ze swojego trupa skóry, bo niechybnie by to w przeciwnym razie uczynił. Pozostałe miejsca zajmowały kobiety, a w każdej z nich ziarno niepokorności. Selina, która pod szatą pani domu nigdy nie przestała być nawiedzoną cygańską wieszczką szczepiącą pod angielską skórą jej wnuków coś obcego i nieprzewidywalnego. Scarlett, o której Philomena wierzyła, że zaciska wokół niej coraz mocniej swe szpony, podczas gdy serce dziewczyny pałętało się poza zasięgiem wzroku starej na Nokturnie. Charlotte, która odrzuciła starania Duncana, a kontroli nad nią nie miał nikt. Aktorzy i wolne duchy, gdy potrzebny był ktoś pomiędzy.
— Richardzie — ton Philomeny był formalny i wystudiowany, uprzejmy, lecz sama treść słów nie mogła nie być elegancko zaowalowanym napomnieniem — dlaczego nie ma wśród nas twoich synów? — Starucha przeniosła wzrok na siedzącą u boku ojca Scarlett. — Twoja córka pokazała się od znakomitej strony podczas pracy w mojej kancelarii. Masz powody, by być z niej dumnym. Sprawuje się niemal bez zarzutu i rokuje obiecującą karierę.
Mulciberowa skinieniem głowy okazała Scarlett aprobatę, która na co dzień, w warunkach kancelarii, była raczej oszczędna i surowa. Nie mogła dziewczyna liczyć na ulgi przez wzgląd na pokrewieństwo.
Farsę pomiędzy Alexandrem a Lorien wchodzącą w rolę pani domu Philomena oglądała bez przyjemności. Przypominało to perwersyjne podchody, w które zostali wciągnięci wszyscy członkowie rodu. Maskarada, której nie sposób byłoby zerwać bez zachwiania fundamentem całego spotkania. Spełniali tym bardziej fantazję umierającej dziewczynki czy chłopca, który nagle został sam z ciężarem władzy? Philomena wspomniała zabawki, które zamierzała im tego wieczora zwrócić — w swoich kostiumach przypominali jej teraz dzieci bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Patrzyła również na młodziutkie kuzynki usadzone obok siebie — która będzie miała wpływ na którą? Charlotte pobrudzi śliczną Scarlett Nokturnem czy to Scarlett wzbudzi w zbuntowanej Charlotte nostalgię za godnością czystokrwistych panien?
— Charlotte, skoro dziś zasiadamy tu wspólnie, pierwszy raz od tak dawna, rada byłabym, gdybyś dała nam się poznać. — Nie była to pułapka zastawiona na dziewczę, aby się nad nim pastwić. Była to zachęta do refleksji, sprawdzian. — Czy myślałaś, jakie miejsce w naszym świecie chciałabyś pewnego dnia zająć? — Nasz świat pozostał niezdefiniowany; sam jego bowiem zakres, jaki wytyczy Charlotte, mógł posłużyć za odpowiedź.


głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia
Ancymon
"Niewierny jest ten, kto żegna się, gdy droga ciemnieje"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nie jest ani wysoka, ani niska, mierzy dokładnie 168 cm. Włosy w kolorze jasnego blondu, ślepia kocie w odcieniu lodowego błękitu. Oczy duże, nosek mały i nieco zadarty, pełne usta na których często widnieje zaczepny bądź pogardliwy uśmiech. Pachnie słodko, lecz nie mdło, mieszanką wanilii, porzeczki i paczuli.

Scarlett Mulciber
#13
13.11.2025, 19:51  ✶  
Toast. Jej spojrzenie powoli przesuwało się po obecnych, zatrzymując na pustym krześle.
W końcu i powróciło do siedzącej tuż przy niej Charlotte, gdy ta odezwała się bezpośrednio do niej.
Na jej usta wpłynął delikatny uśmiech
-Dzięki...Tworzenie ich było mordęgą - rzuciła cicho, muskając opuszkami palców pojedyncze koraliki. Przez moment przyglądała się kuzynce, a w jej głowie przetasowało się kilka pytań z nią związanych, a jednak żadne z nich nie wypadło z jej ust. Dlaczego nie poznała jej wcześniej?
Jej wzrok poszybował w kierunku prababki, gdy wspomniała o jej braciach. Kiedy ostatni raz ich widziała? Musiałaby nad tym zastanowić się nieco dłużej. Leonarda jeszcze w kamienicy Mulciberów przed przeprowadzką, a Charliego... hum... prawdopodobnie od ich kłótni. Później zrobił się bałagan, którego nie byli w stanie posprzątać, a być może nie chcieli? Każdy przekonany o własnych racjach.
Najwidoczniej są na tyle niewdzięczni, że postanowili zaszyć się niczym szczury w Norwegii.-rzuciła w myślach, gryząc się w język w ostatniej chwili.
Wiedziała, że ich nie będzie, w końcu żywo towarzyszyła podczas przygotowań, aczkolwiek miała nadzieje, że jej bracia pójdą po rozum do głowy i nie postawią ojca w tej niezręcznej sytuacji, aby po raz kolejny ten musiał świecić za nich oczyma. Jaką wymówkę znaleźli tym razem? Czym się zasłonią?
Z jej ust wydobyło się bezdźwięczne westchnienie.  Scarlett uważała nie przybycie za brak szacunku, nie tylko do rodziny, ale i do samego Richarda. Według niej ojciec był dla nich nazbyt wyrozumiały, gdyż pod koniec dnia to on się za nich tłumaczył. Prawdą było, że byli dorośli, więc tym bardziej niesprawiedliwym było, że to na nim zalegały niewygodne pytania.
Uniosła wzrok, a jasne tęczówki osiadły na prababce, gdy temat zszedł na nią.
I chociaż nawet nie drgnął jej kącik ust to jej oczy zdawały się zaśmiać z wręcz dziecięcą radością, gdy poczuła w serduszku przyjemny żar, komplement który był wynagrodzeniem wszystkich zarwanych nocy, gdy wkuwała kodeks karny, gdy znosiła pracę do domu, gdy starała się robić więcej niż od niej wymagano - bo jeśli za coś się brała, chciała być w tym najlepsza, udowodnić sobie i światu, gdyż ewentualna porażka nie wchodziła w grę.
W dodatku te słowa nie padły od byle kogo, a od kobiety w której Scarlett była zauroczona od pierwszego wejrzenia. W której znalazła kobiecy wzór do naśladowania, chcąc w przyszłości być właśnie kimś takim jak prababcia. Siła jaka biła od Philomeny jej imponowała, wzmagała apetyt aby starać się bardziej, inspirować mocniej, szukać kontaktu i powodu do rozmowy, aby zrozumieć jej spojrzenie na świat. Jak gdyby towarzystwo prababci miało ją ukształtować. Tak jak towarzystwo Seliny, której grywała na skrzypcach gdy tylko znajdywała chwilę, a taką chwilę znaleźć należało. I było to absurdalne, że tak bardzo różniły się od siebie kobiety na które Scarlett tak często spoglądała. Bo każda z nich miała w sobie namiastkę, której tej było brak, zupełnie inną ale równie potrzebną.
I chociaż nic nie było w stanie zapełnić tych brakujących elementów, to i tak nie śmiała odwracać od nich wzroku.
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#14
15.11.2025, 12:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.11.2025, 13:00 przez Alexander Mulciber.)  
"Za nieobecnych".

W jednej chwili poczuł chęć wylania wina na podłogę. Na łamach homeryckiego eposu, Odyseusz podlewał ziemię krwią i winem, próbując wywołać duchy swych zmarłych. Czuwał przy tak przygotowanej uczcie, ogniem i mieczem odganiając nieproszone zjawy. Wszystkie bowiem pragnęły skosztować. Alexander dopuściłby do siebie wszystkie duchy, poza tym jednym. Duchem brata, którego nienawidził. Którego się bał. Gardło miał ściśnięte, a jednak podniósł kielich do ust. Postąpił tak, jak należało postąpić, a więc upił słodkiego wina, choć było mu gorzkim na języku. Nie patrzył przy tym na babkę. Potrzebował widzieć ją samym tylko kątem oka, bo zbyt wielką pokusą byłoby zajrzeć do wnętrza jej głowy. Czy wiedziała, zapytywał się wciąż. Czy wiedziała o...? Odstawił pusty kielich na stół. Przez chwilę po prostu milczał, wpatrzony w krzesło na drugim końcu stołu.

Jeżeli Richard odniósł wrażenie, że Alexander próbuje być swoim ojcem, cóż, właśnie takie wrażenie miał odnieść. W końcu wszyscy na tej kolacji udawali, z nim samym na czele. Czym bowiem różniła się potrzeba noszenia twarzy ojca od noszenia twarzy brata? Alexander skupił spojrzenie na kuzynie, próbując przeniknąć protektywną osłonę oklumencji. Wszędzie tylko pieprzeni oklumenci, miał ochotę przewrócić oczami. Żeby się czegoś o nich dowiedzieć, trzeba było nawiązać rozmowę, zamiast normalnie zajrzeć do głowy. Jakież to było... Alexander szukał w myślach odpowiedniego słowa. Nienaturalne, zdecydował się wreszcie, nałożywszy na talerz porcję jedzenia, zanim podjął się kontynuacji nawiązanej przez babkę rozmowy.

wykaz intencji/jasnowidzenie Richarda, percepcja (4k)
Rzut PO 1d100 - 24
Akcja nieudana

– I ja muszę pochwalić Scarlett – odezwał się Alexander. – Wzięła na siebie organizację dzisiejszej kolacji i wysiłek zgromadzenia nas wszystkich przy jednym stole. Za co jestem, rzecz jasna, wdzięczny. – Trudno było wyczuć, czy nawiązuje do rodzinnych niesnasek, czy może mówi to, co powiedzieć wypada, absolutnie niepomny przy tym na reakcję zebranych. W bardziej niż zwykle monotonnie jednostajnym tonie Alexandra nie sposób było przecież odróżnić prawdy od kłamstwa. A jednak, chociaż wciąż miał poważną twarz, gdy zwrócił się bezpośrednio do Scarlett, wydawał się... Żartować. – To kiedy pokojowy order Merlina? – Brakowało jeszcze wujasowego puszczenia oczka, żeby nieco ośmielić postawioną w centrum uwagi małolatę, ale nie miał na to, niestety, nastroju. Myślami wciąż był daleko, przy łóżku Donalda w Lecznicy Dusz. Powinienem skończyć list do niego, przypomniał sobie nagle o liście, który leżał, napoczęty, na ojcowskim biurku. Natychmiast poprawiło mu to nastrój. Znajdował coś na kształt perwersyjnej przyjemności w pisaniu cotygodniowego sprawozdania, które na jego życzenie dostarczano pogrążonemu w śpiączce bratu. Jakikolwiek sen śnił Donald Mulciber, nie pozwolił mu śnić go spokojnie. Następnie Alexander skupił uwagę na Charlotte, siedzącej obok Scarlett. A więc babka uskuteczniła swoje przesłuchanie poczynając od najmłodszych. Niemal słyszał rozbrzmiewające w tle: "doprowadzić oskarżonych przed oblicze sądu", gdy Philomena zapytała o nieobecnych na kolacji Charlesa i Leopolda.

Alexander zaczął kroić sztukę mięsa na swym talerzu.

Proszę o odpisy do 20 listopada do godziny 23:59. Wszystko tak jak wcześniej, kolejka nie obowiązuje, standardowo 1 post na turę, jak gdyby ktoś chciał więcej, kontaktujmy się na discord, żeby spoko wyszło.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#15
15.11.2025, 13:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.11.2025, 14:00 przez Bard Beedle.)  
Myliła się. Wszystko było dokładnie na swoim miejscu. Selina podniosła czarne oczy na Lorien, gdy ta napełniła jej kielich winem. Nie było już przecież u jej boku męża, który by o to zadbał. Na ustach prorokini wykwitł delikatny, choć nieco nieobecny uśmiech, który zdawał się niepasującym do jej twarzy. A jednak wyglądała tak pięknie, gdy się uśmiechała. Wiek powoli zaczynał się odznaczać w subtelnych liniach zmarszczek na jej twarzy, przydając jej godności. Wdzięcznie przyjęła kielich. Przez chwilę mogłoby się zdawać, jak gdyby wszystko było... Tak jak wtedy, gdy jeszcze nie spędzała dni snując się w milczeniu po domu. Gdy jeszcze umiała podtrzymać rozmowę. Gdy odróżniała ludzi i miejsca, a czas nie był dla niej wyłącznie przyjacielską sugestią. Wszystko jest na swoim miejscu, pomyślała Selina, z ukontentowaniem podnosząc kielich do powleczonych szminką ust. Gdyby tylko wino było tak słodkim, jak wtedy, gdy nosiła suknię podarowaną Lorien. Och, nigdy już nie będzie tak słodkim. Gorycz żałoby po Duncanie czuła w każdym łyku.

Rzut Symbol 1d258 - 169
Piłka (zmienne koleje losu)


– Myślę, że to wspaniały prezent, Philomeno – rzuciła w sposób kompletnie wyrwany z kontekstu Selina, nie zwracając uwagi na rozmowę przy stole. Przechyliła delikatnie swój kielich, jak gdyby łapała światło świecy odbijające się w tafli wina. Wciąż lekko się uśmiechała, już nie do Lorien, a sama do siebie. – Ale poślij go, proszę, drugiemu z mych synów. Dlaczego nie ma go wśród nas – powtórzyła jak echo wcześniej padłe przy stole słowa teściowej, a jej twarz na powrót przybrała obojętny wyraz.

Bo poza tym, wszystko było dokładnie na swoim miejscu.


Odkryj wiadomość pozafabularną
bard by Lorraine Malfoy
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#16
15.11.2025, 22:05  ✶  

Strata członka rodziny, była bardzo bolesna. Zwłaszcza, jeżeli był naprawdę bliski sercu. Kiedy babka dodała słowa "Za nieobecnych", a jej spojrzenie powędrowało ku pustemu miejscu, również i Richard tam spojrzał. To było jedno, a nie dwa, nie trzy miejsca. Więc najpewniej musiało chodzić o członka rodziny ich gałęzi. Nie jego chłopców, nie córki jego brata, o synu jego nie wspominając. Wzrokiem podążył na kuzyna, zastanawiając, jak zareaguje. Reakcji nie było żadnej. Przynajmniej nie takiej, jakiej może by chciał zobaczyć Richard.

Ich spojrzenia mogły się także zetknąć w momencie próby naruszenia bariery ochronnej umysłu Richarda. To nie był dla niego pierwszy raz, jak tego doświadczał. Musiał skutecznie chronić swoją pamięć. Opanowanie oklumencji, było bardzo skuteczne.

Zaraz po toaście, można było nakładać jedzenie na swoje talerze. Richard, jednak nie miał apetytu. Pozwolił sobie na początek zapełnić kubek kawą, czy to była dostępna w dzbanku, czy poprosił o to służbę. Obserwował przy okazji Lorien, która siedząc obok Seliny, pomagała jej. Nie na tym skupił się, ale chciał ujrzeć coś innego. Nić powiązań jaka łączyła ją z jego kuzynem Alexandrem. Użył swojej zdolności rodowej, aby ową linię podejrzeć, wykorzystując moment, że niektórzy skupiali uwagę w rozmowie z innymi osobami przy stole.


Rzut na percepcję. Chęć ujrzenia Nici Powiązań Lorien z Alexandrem
Rzut Z 1d100 - 22
Akcja nieudana


Słysząc swoje imię, wzrok skierował na Philomenę, a to znaczy, że musiał "przerwać" swoje mentalne obserwacje. Być może spodziewał się tego pytania o nieobecność synów. Ale może nie od babki? Nie spodziewał się także usłyszeć słów pochwał z jej ust na temat Scarlett, jego córki. Wiedział, że podjęła pracę w kancelarii, ale chyba nie wspomniała mu, u kogo. Nawet Alexander postanowił dorzucić swoje sykle. Richard spojrzał na Scarlett, dostrzegając iż te pochwały, komplementy dla niej dużo znaczą. Czy to widział w jej oczach? Czy oczekiwała, że powie słowa, które chciałaby usłyszeć? Nie być tą ostatnią, ale przed swoimi braćmi, w których, jako potomków przedłużenia nazwiska ich rodziny, pokładało się nadzieje?

"Dlaczego to musicie być wy?" – zapytał sam siebie. Dlaczego wpieprzają się do życia jego dzieci? Charles przez to ucierpiał.
Tak. Zaskoczyli go. Ale nie pozwolił tego po sobie pokazać. Lekkim uśmiechem obdarzył córkę, mówiąc te słowa:
- Jestem z niej dumny.
Nie kłamał. Sama dawała sobie nawet radę w Norwegii. Miała tam przyszłość. Przejęła biznes po zmarłej właścicielce i swojej mentorce. Sama budowała swoją ścieżkę. Doradzał jej, kiedy tego potrzebowała.
Spojrzeniem powrócił na oblicze Philomeny, aby odpowiedzieć na jej wcześniejsze pytanie:
- Charles ma problemy zdrowotne. Leonard został z nim na wszelki wypadek. Z kolei Sophie, nie jest jeszcze gotowa na duże rodzinne spotkania.
Usprawiedliwił swoich synów, uznając, że tyle powinno im wystarczyć. Mógł kłamać, aby nie naruszać "stabilnej” atmosfery rodzinnej przy tej kolacji. Większość z nich wiedziała, jak Londyn wpłynął na Charlesa i jak to się po części odbijało na wszystkich. Mógł także mówić prawdę, gdyż Scarlett wiedziała, że jeden z jej braci często chorował. Nie bez powodu wspomniał także o Sophie, córce swojego brata. Może i nie padło o niej słowo, a mógł też wyprzedzić kolejne pytania, gdyby takie miały paść.

"Pokojowy Order Merlina." Nie brzmiało to dla Richarda zadowalająco. Nie w tej rodzinie. Jakby faktycznie ta cała kolacja miała być początkiem "pogodzenia się" obu gałęzi. Tak odnosił to Richard. "Nie na jego warunkach…" – dopowiedział sobie w myślach. Czy może zadziało się coś, o czym Richard nie wiedział, słysząc pytanie o jakimś orderze? Nie pytał. Z córką, najwyżej porozmawia później.

Mógłby zadawać pytania. Mógłby oczekiwać odpowiedzi. W końcu to spotkanie rodzinne. Philomena chce poznać lepiej Charlotte. Selina była jak i nie była z nimi obecna. Prorokini, utrzymująca z nimi konwersację na podstawie wypowiadanych wróżb. Richard spojrzał w jej kierunku, kiedy znów coś rzekła. Ostatecznie jednak, swoją uwagę skierował na kuzyna.

- Jak sytuacja u Donalda? Coś się poprawiło?
Zapytał o swojego drugiego kuzyna. Nieobecnego. Może sytuacja jest bez zmian. Może coś nowego wiadomo. Może wydarzyło się coś, czego oficjalnie się nie mówi? Czy Alexander, zechce się podzielić informacjami?
W oczekiwaniu na odpowiedź, zachowując pozory kultury, nie mając specjalnie apetytu, nałożył sobie trochę pieczeni.
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#17
15.11.2025, 23:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.11.2025, 23:22 przez Lorien Mulciber.)  

Prawda była taka, że Lorien ostatnimi czasy bardzo często… po prostu dysocjowała. Zwłaszcza, kiedy rozmowa odbiegała od jej ulubionych tematów (głównie jej samej, prawa brytyjskiego i z kompletnie niezrozumiałego dla niej powodu wyższości ziaren owsa nad pszenicą). Dlatego skupiła się sama na sobie, kontrolując tylko czy z ciocią wszystko w porządku. Philomena była zajęta pacyfikowaniem młodzieży, więc tak naprawdę Lorien nie musiała im poświęcać więcej uwagi niż to konieczne. A raczej.. Nie powinna tego robić. Wszyscy wiedzieli, że słowa wypowiedziane bez zastanowienia mogą zostać użyte przeciwko oskarżonemu. Nie do końca było jeszcze wiadomo o co konkretnie zostaną panny Mulciber oskarżone, ale w szerokim prawniczym arsenale matrony rodu zawsze się coś znalazło.
Owszem - gdy padło “za nieobecnych” jej dłoń drgnęła na kieliszku. Ale nie odwróciła wzroku w stronę pustego. Po co. Wiedziała że jest puste. Wiedziała gdzie jest Donald.
Coś tam usłyszała o synach szwagra - no tak mistrz od chujoświeczek się nie pojawił, rzeczywiście. Dopiero w sumie zauważyła, że się nie pojawił. I ten drugi, Leonard, też nie. Faktu, że nie było przy nich Sophie zwyczajnie w świecie nie skomentowała. Nie było nic do komentowania.

Początkowo była zajęta przeprowadzaniem wiwisekcji na paszteciku (wpierw należy pasztecik rozwinąć, potem oddzielić farsz dyniowy od naleśnika, potem z farszu wydłubać każdy jeden kawałek grzybka i wszystkie większe kawałeczki dyni), podniosła głowę znad talerza.
Wpierw słysząc pytanie Seliny, na które nie zdążyła odpowiednio szybko zareagować, bo chwilkę później Richard wpierdolił się ni z tego ni z owego w delikatny temat z gracją trolla w składzie porcelany.
Czy w tych pieprzonych norweskich igloo kurwa kultury was już nie uczą?! Nie wie, że niektórych tematów się tu nie porusza?! - Warknęła, na szczęście tylko w myślach, zaciskając mocniej palce na srebrnym nożu, który służył jej za skalpel w ważnej operacji na paszteciku. Przez sekundę pozwoliła sobie na fantazję, że właśnie tak obiera szwagra. Warstwa po warstwie. Aż dojdzie do pustki w przestrzeni międzyczaszkowej. Przecież nie trzeba było być geniuszem, żeby wiedzieć, że może wspominanie pogrążonego w śpiączce mężczyzny przy jego matce nie jest dobrym pomysłem?
Kobieta odnalazła wzrokiem Richarda.
- Donald ma się dobrze. Dziękujemy za Twoją troskę.- Odpowiedziała na jego pytanie próbując wykrzesać z siebie resztkę uprzejmości, mówiąc na tyle głośno, że na pewno ją usłyszał. A przy okazji tonem, który wyraźnie dawał do zrozumienia, że to koniec dyskusji o wszelkich “nieobecnych”.

Złagodniała, kiedy odwróciła się powoli w stronę Seliny. Znów się uśmiechnęła, odłożyła sztućce na talerz.
- Ciociu... Donald nie mógł się dzisiaj pojawić, ale widziałam się z nim dziś rano…- Skinęła dłonią na służącego, żeby nalał pani domu w międzyczasie zupy do porcelanowej miseczki.
Wspomnienie porannej wizyty w Lecznicy Dusz wyrwało ją z rytmu zdania. Magomedycy powtarzający wciąż to samo. Biała, sterylna ściana. Świeże kwiaty. Aparatura i eliksiry… Buteleczka z jasnym płynem. A potem... Nie. Nie chciała o tym myśleć.
Mogła przysiąc, że poczuła na sobie karcące spojrzenie Philomeny, choć była pewna że ta jest zajęta rozmową w innej części stołu. Paranoja.
- Nie może dzisiaj z nami spędzić wieczoru, ale obiecał odwiedzić cię tak szybko jak to możliwe.- Dokończyła nieznacznie tylko ciszej. Kąciki ust, wciąż wykrzywione w uśmiechu zaczęły drżeć, ale nawet na moment nie odwróciła wzroku od czarownicy. Przecież wszystko było na swoim miejscu.
Dokładnie tak jak powinno być.
Harpagan
Śnisz, a ja jestem twoim koszmarem
wiek
22
sława
III
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Sprzedawca w Czarcim Oku
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.

Charlotte Mulciber
#18
16.11.2025, 12:39  ✶  

- Stworzyłaś je sama? To niesamowite - powiedziała ze szczerym podziwem. Każda osoba, która potrafiła stworzyć coś tak pięknego z niczego, imponowała Charlotte, która nie potrafiła zrobić nawet kasztanowego ludzika. Synowie Richarda... Cośtam o nich wspominał, ale chyba nie do końca dobrze go słuchała (to ci nowość, jakby ona słuchała kogokolwiek dłużej niż przez kilka sekund), bo zrobiła uprzejmie zaskoczoną minę, gdy padło pytanie na ich temat. Zerknęła na Richarda, mrużąc nieco oczy. Tłumaczył się za nich jak ojciec, który musiał sprzątać syf swoich pociech. Ale... Czyż nie na tym polegało rodzicielstwo? Posłała jeszcze uśmiech w kierunku Scarlett, dostała już tyle pochwał, że kolejne nie były potrzebne - nie publiczne. Może potem jej powie, że dobra robota, nie chciała jej zawstydzać.

Skrzywiła się nieco na ten brak taktu, gdy zapytał o Donalda, ale nie powiedziała nic. Wbiła wzrok w pucharek, który właśnie odstawiała. Richard nigdy nie należał do turboempatycznych osób, poza tym sam stracił brata całkiem niedawno. Tak właśnie sobie tłumaczyła tę złośliwość, którą wzięła za niezręczność. Biedny, biedny Richard. Ciekawe czy spodoba mu się prezent, który przygotowała?

Lotte sięgnęła po sałatkę, gdy uwaga Philomeny przeniosła się na nią. Uniosła ostrożnie srebrne oczy, by zderzyć jej spojrzenie ze swoim. Odchrząknęła cicho, odkładając sałatkę na miejsce, bo przecież nie wypadało zabierać się za konsumpcję, gdy seniorka rodu pytała o tak ważne rzeczy.
- Jeszcze szukam swojej drogi, prababciu - odpowiedziała gładko, zgrabnie ubierając nie mam bladego pojęcia w eleganckie słowa. - Próbuję różnych rzeczy, rozmawiam z wieloma ludźmi. Staram się szukać.
Ale kurwa nic nie znajduję, bo nic kurwa nie potrafię - prawie jej się wymsknęło, ale zamiast słów jej usta zacisnęły się w kreskę. Jej dar, za który chwalił ją ojciec, był bezużyteczny w legalnej pracy, a przynajmniej tak uważała. Teraz, gdy wszyscy miziali się po mózgach, ona nawet nie próbowała odczytywać aur i nici swojej rodziny. Bo nie wypadało. Znowu sięgnęła po sałatkę, to pytanie nieco starło uśmiech z jej twarzy.
adwokat diabła
They will eat from the ground
beneath my throne
wiek
93
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
publicyska, prawniczka
Szczupła kobieta w podeszłym wieku, która swój wysoki wzrost (177 cm) podkreśla chętnie obcasami, nie pozwalając byle komu patrzeć na siebie z góry. Całą swoją prezencją zwraca uwagę: upinaną w wymyślne kształty fryzurą z siwych włosów, eleganckim i drogim strojem, ciężką biżuterią.

Philomena Mulciber
#19
22.11.2025, 12:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2025, 18:08 przez Philomena Mulciber.)  
Nikt wśród zebranych nie miał do powiedzenia jednego złego słowa o Scarlett, co było tym więcej godne uznania, że dziewczyna nie pozostawała bierna i obojętna. Skupiała się na właściwych rzeczach, nie wprowadzała niepotrzebnego zamętu. (Choć za głowę się będzie trzeba złapać, jak wyjdzie ten Nokturn).
— Przekaż synowi życzenia najrychlejszego powrotu do zdrowia — domknęła łaskawie wątek Philomena, która mogła jedynie zgadywać, czy wnuk kłamie, czy też nie. — Czy to oznacza, że i ty zamierzasz wkrótce wrócić na stałe do Norwegii, Richardzie?
Stara Mulciberowa — jak na hipokrytkę przystało — winę za niesubordynację dorosłych nawet synów składała na barkach ich ojca, mimo że jej własne dzieci dalekie były ideału i wiele by jej można w tej dziedzinie zarzucić. Spojrzeć starczy na losy i żywot Francisa.
Niektórzy może i mogli odebrać jej pytania jako przesłuchanie — nigdy do końca ton Philomeny nie tracił tej doniosłej, formalnie uroczystej barwy, której używała, aby wymuszać respekt na sali sądowej. Jakiż jednak inny temat miałaby poruszyć podczas rodzinnej kolacji, jeśli nie temat rodziny. Tego, gdzie się podziewali, czym się zajmowali… jakie były ich opinie.
Z wyrazem głębokiego zdegustowania stara patrzyła na Lorien, która na talerzu masakrowała pasztecik w sposób nieprzystający oficjalnemu posiłkowi — komentarz był zbędny. Sama również miała swoje dziwactwa, choć odgrywały się one niemal niezauważalnie. Patrzyła nieco za długo na puste talerze przed sobą — wyglądała zacieku. Nie tknęła od razu sztućców, obejrzała je pierw z wierzchu, szukając skazy. Gdy na jej talerzu znalazła się przepiórka i starucha ujęła srebra po raz pierwszy, zrobiła to słabo, niemal samymi koniuszkami palców. Obróciła dyskretnie nóż, aby obejrzeć go z drugiej strony, zajrzała między ząbki widelca. Obniżyło to lęk, lecz wciąż odczuwała niepokój, gdy odkrawała pierwszy kęs smakowicie zarumienionego ptaszka. Inspekcja nie była odpowiednio dokładna. Nie było ku temu warunków.
Słowa Seliny przyjęła z naturalnością. Ot, zwyczajny, spodziewany element rozmowy. Znała Cygankę nie od wczoraj, znała Alexandra, znała ich sztuczki. Czuła się w obowiązku — przyjemnym obowiązku — odbierać im ich wyjątkowość i mieszać ją z codziennością.
— Twojemu drugiemu synowi potrzebny jest już tylko jeden prezent. Na nic mu się nie zda piłka — odpowiedziała, nie zmieniwszy tonu, nie zmieniwszy wyrazu twarzy, i wróciła do jedzenia.
Przy całej swojej niechęci do Seliny, przy całym niezacieralnym obrzydzeniu do jej pochodzenia, Philomena nigdy nie uważała synowej za słabą. Żałosny teatr wystawiany wokół plugawej Cyganki, od kiedy jej głowę zajęło szaleństwo, sprawiał, że Mulciberowa momentami czuła wobec niej dalekie echo żalu. Nie z powodu utraconego zdrowia — nie dbała o to, co dzieje się w głowie Seliny; nie chciała tego wiedzieć, po cóż jej to. Żałowała jedynie tego, co z nią robili. Jakim upokorzeniem było traktowanie starej kobiety niczym nierozumnego dziecka, dla którego cały stół zmuszany jest siedzieć jak na szpilkach: omijać słowa, omijać gesty. Jakim upokorzeniem dla Seliny było pokazanie, że jedno słowo ma potencjał wytrącić ją z równowagi. Ten sam rytuał upokorzenia Lorien stosowała na Donaldzie, wysiadując u jego boku w Lecznicy.
Philomena nie poddała się więc niezręczności ani napięciu, które przejęły niektórych po pytaniu o Donalda. Nie zamierzała traktować Seliny Mulciber jak chorej. Honorowała ją tym, że wciąż okazywała jej niezadowolenie, gdy synowa na to zasługiwała, i okazywała jej chłodny szacunek należny pani Mulciber w każdym innym momencie.
— Poszukiwanie siebie właściwym jest młodości — zwróciła się jak gdyby nigdy nic do Charlotte. — Alexander szukał drogi dla siebie po całym świecie i wierzę, że wracając do nas, do Anglii, przywiózł z tych podróży wiele cennego doświadczenia. — Biada Alexandrowi, jeśli była to nieprawda. — Zalecam równocześnie ostrożność. Z niektórych dróg nie ma powrotu i łatwo nieumyślnie zamknąć je przed sobą na dobre.


głosujcie na mnie, bo nie macie innego wyjścia
Ancymon
"Niewierny jest ten, kto żegna się, gdy droga ciemnieje"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nie jest ani wysoka, ani niska, mierzy dokładnie 168 cm. Włosy w kolorze jasnego blondu, ślepia kocie w odcieniu lodowego błękitu. Oczy duże, nosek mały i nieco zadarty, pełne usta na których często widnieje zaczepny bądź pogardliwy uśmiech. Pachnie słodko, lecz nie mdło, mieszanką wanilii, porzeczki i paczuli.

Scarlett Mulciber
#20
23.11.2025, 18:05  ✶  
-Dzięki... jak chcesz to wiesz, możemy razem coś wystrugać - rzuciła, zerkając na Charlotte, niby bez większego zainteresowania, niby nonszalancko, ale była jej ciekawa, nawet bardzo, w myślach już opowiadała Baldwinowi o tajemniczej kuzynce, tworząc teorie spiskowe o tym dlaczego nie poznała jej wcześniej. Bo wyglądało na to, że jedynie Ona nie poznała dziewczyny.
Zerknęła na Alexandra, gdy włączył się do pochwały prababci, na jej ustach rozkwitł łobuziarski uśmiech, którym najczęściej go obdarzała.
To kiedy pokojowy order Merlina? - zachichotała.
-Pracuje nad tym - wyznała z głupim uśmiechem. Oczami wyobraźni widziała minę Baldwina, gdyby  usłyszał to zabawne zestawienie.
W swoich myślach była dość nieskromna, o ile kiedykolwiek można by przypisać jej skromność za cokolwiek. Uważała, że zasłużyła na miłe słowa, że zapracowała na każde z nich - szczególnie, że ci chwalący byli w pochwałach niezwykle oszczędni. Bunia dużo wymagała i niekiedy miała wrażenie, być może złudne, że w stosunku do niej jest surowsza, wymaga więcej - ale to tylko nakręcało młodą Mulciber.
Alexander zaś dużo marudził i wiecznie upominał - w odczuciu Scarlett, której młodzieńcza głowa pełna była niezbyt rozsądnych pomysłów, ekscytacji i pasji do zrobienia czegoś co jest cool, a On jest już stary więc po prostu nie rozumie i dlatego zrzędzi.
A jednak całe te jego marudzenie, nawet jeśli przewracała oczyma po raz kolejny czytając wykład, dawał jej poczucie bycia zaopiekowaną. I być może też temu tak często pisała, tak często pytała, mimo że zdawała sobie sprawę jaka reakcja ją spotka - chyba to lubiła, chociaż nie przyznałaby tego głośno.
-Wielka szkoda, że ich nie ma - rzuciła nonszalancko apropo nieobecności braci, sięgając po kielich, aby zamoczyć usta w szkarłatnym trunku. Trochę kłamała, ale tak tylko trochę. W zasadzie to ich obecność lub jej brak stała jej się obojętna. Chociaż z pewnością bawiłaby się doskonale widząc ich przy stole, na moment zapomniałaby nawet o tym, że uważała siebie za jedynaczkę. Ona nie chciała z nimi konkurować, bo jak można konkurować z kimś kto szura po podłodze? Scarlett zwyczajnie uważała się za lepsze, to bardziej udane dziecko (pewnie dlatego, że byli skłóceni) - nawet jeśli nie było to do końca prawdą, bo problematyczność miała na drugie imię. Z tą jednak różnicą, że jej akcje prawie nigdy nie wychodziły na światło dzienne, a zazwyczaj pozostawały sekretem.
Mary i strzygi szeptały za firanami, gdy Ona brylowała w wyjątkowo dobrym humorze i tylko czasem pozwalała sobie zerknąć w ich kierunku.
Skrzywiła się, gdy poczuła, że wino ciąży jej na języku niczym trucizna. Zmusiła się do przełknięcia, biorąc głęboki wdech nosem.
Akurat jej reakcja zbiegła się z pytaniem Seliny, a później pytaniem jej ojca o Donalda co wzbudziło nieme zamieszanie, a jej wstręt do wina gładko zlał się z podjętym tematem. Odstawiła kielich, przenosząc wzrok na talerz. Nie chciała w tym uczestniczyć, wolała strategicznie przemilczeć, zapatrzyć się na serwetkę, która była lekko odgięta toteż dyskretnie zaczęła ją wygładzać.
Rozejrzała się po stole, a zaraz spojrzała na kuzynkę
Jeszcze szukam swojej drogi, prababciu
-Myślę, że sama do Ciebie przyjdzie -dorzuciła dość optymistycznie Scarlett, chociaż brzmiała jakby po prostu tak miało być - Po prostu miej otwartą głowę i nie przegap okazji - dodała, sięgając po pasztecik - i nie przejmuj się... bo to zły doradca... - stwierdziła ciszej.
Ona sama nigdy nie miała takiego problemu także nie była w stanie zrozumieć kuzynki. Całe życie zwyczajnie los zsyłał jej wybory, a Ona zdawała się zawsze pochwycić ten właściwy, ten który pozwoli jej być spokojnym, nawet jeśli wybory były trudne i wiązały się z poświęceniem. Być może los był dla niej łaskawy, a być może to Ona miała nosa do chwytania okazji. Niemniej jednak te zawsze pojawiały się, gdy tego potrzebowała.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (7426), Bard Beedle (2311), Charlotte Mulciber (3851), Lorien Mulciber (5080), Philomena Mulciber (4168), Richard Mulciber (5037), Scarlett Mulciber (3905)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa