• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Spalona Noc, 8 IX 1972] hurt / no comfort

[Spalona Noc, 8 IX 1972] hurt / no comfort
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#1
02.12.2025, 01:54  ✶  

To była pora rzucić kością losu.

Morpheus sięgnął po swoją magię, jakby było to powietrze, którym oddychał, chociaż zupełnie co innego było esencją jego życia. Ciężkość na sercu spadła do żołądka, gdy magia przesunęła dla nich świat, zmieniając pole, na którym stali pewnie, chociaż gniewnie, w rozżaloną ogniem ulicę, która płakała uciekającymi mieszkańcami, którzy zaczynali zauważać ogień i dym i pył i padać w panikę.

Wylądowali w zaułku, który ciężko tak nazwać, bo przynależał do jednej z eleganckich kamienic, stojącej niedaleko Praw Czasu. Kamienica była siedzibą domu aukcyjnego i zdarzało się Longbottomowi bywać w nim, nie tylko prywatnie, ale również służbowo. Czasami artefakty, które pojawiały się w rękach rzeczoznawców, wywracały działalność lokalu do góry nogami, jak ostatnio, gdy przedmiot sprawił, że skóra Morpheusa mieniła się różnymi kolorami. Zrobiło mu się niedobrze na to odległe-chociaż-wcale-nie wspomnienie. Dwa miesiące. Tylko tyle wystarczyło, aby jego życie legło w gruzach. A podobno patronowała mu kapłanka, a nie Wieża.

— Uważaj! — przyciągnął do siebie Dolohova, gdy koło nich przeleciało jakieś zaklęcie i rozbryzgnęło się na ścianie za nimi wodnistą, obleśną plamą, którą ktoś w panice rzucił, żeby ugasić zarzewie ognia i spudłował, robiąc to w biegu. Longbottom nie planował być rycerzem w lśniącej zbroi, ale nie mógł nic na to poradzić, że instynktownie próbował ochronić puste, ptasie kości ukochanego od złamań i pergaminową skórę od jakiegokolwiek zasinienia.

W zaułku nie byli bezpieczni, musieli ruszyć do przodu, do schronienia, jakie miały dać celebrycie Prawa Czasu. Widzieli front przybytku, ale dym i popiół coraz bardziej się kłębił dookoła nich, jak nitki nieprzyjemnej sieci. Morpheus kątem oka spostrzegł kogoś stojącego w dymie, drgnął, odwrócił się w tamtą stronę, ale był to tylko kłąb, wznoszący się z rozbitej witryny.

Longbottoma drapało w gardło, pomimo chustki.



attempting to do some shibari stuff with the red string of fate
god (self-diagnosed)
shitposting comes to me
in divine visions
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, rektor
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#2
06.02.2026, 17:03  ✶  
Nienawidził uczucia narastającego w nim z każdą kolejną minutą spędzoną w płonącym Londynie. Strach – coś tak przewidywalnego w tych okolicznościach, dla każdego kto zapoznawać się będzie w przyszłości z biografami ocalałych, będzie brzmiał wręcz naturalnie. Tylko, że Dolohov nie potrafił pogodzić się z tym, jak bardzo przeszywało go to na wskroś, jak próbowało wezbrać ciemne chmury nad wszystkim co chciał widzieć w bliższej i dalszej przyszłości. Jego przyszłość miała być jasna. Jego przyszłość pachniała kwiatami i tomiszczami opasłych ksiąg, była bielą ścian budynku tworzącego się instytutu, od których odbijało się letnie słońce. Ta wizja była kaleka już od momentu, kiedy Longbottom pierwszy raz otworzył dzisiaj usta – wielkie drzewo pośrodku wewnętrznego ogrodu porastało nagle nie jaśminem, lecz tuzinami persymon, od których uginały mu się gałęzie, ale teraz... teraz to drzewo płonęło i nie widział w tym żadnego wielkiego objawienia.

Nie potrafił oddać się rozpaczy, ale to pożerało go od środka. Nie widział strumienia energii lecącego w jego kierunku – a był człowiekiem, który powinien to widzieć. To była... panika! Może... wcale nie powinien tam wracać, ale jeśli tam nie wróci, to gdzie niby pójdzie?

Nie spojrzał nawet w miejsce, w którym stał chwilę temu. Nie chciał wiedzieć jak wyglądałby, gdyby nie obecność Morpheusa. Nie, nie, nie... nie! Zachłysnął się gryzącym w płuca powietrzem trochę tak, jakby miał zanieść się szlochem, ale był na to zbyt dumny. Po bladych policzkach nie polały się łzy. Mimo tego ten strach był w nim widoczny. Dolohov mógł pozować na kogo tylko chciał, udawać przed innymi, ale prawda była taka, że gdyby mierzyć to wszystko miarą przetrwania, stanowił teraz balast. Nie miał siły biec. Wsparł się rękoma o kolana, próbując jakoś pozbierać w sobie wszystkie emocje.

| Zawady: Porywczy, Tchórz, Niedowaga.
@Morpheus Longbottom


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#3
28.02.2026, 12:48  ✶  

Popiół osiadał na włosach, na powiekach, na ustach, wciskał się w płuca, dusił ostatnie tchnienia. Ludzie, objęci w uścisku, zastygali jak figury wyrzeźbione przez rozpacz, by zerwać się zaraz, w próbach ratunku. Nikt nie szukał zgubionych przy panicznej aportacji brwii, a jeszcze nie zasypane ślady po butach przerażały. Czy udało się? Czy było już za późno? Czas zatrzymał się w jednym, przerażającym geście: w wyciągniętej dłoni, w zasłoniętej twarzy, w ciele pochylonym nad drugim ciałem.

Ponad tym wszystkim huczał żywioł, triumfujący, nieubłagany. A gdy ogień strawi, co będzie mógł, mimo usilnych prób czarodziejów,, a popiół przykryje resztę jak grób bez tablicy imiennej, zapadnie cisza cięższa niż śmierć. Tak oto miasto, które wczoraj oddychało śmiechem i pychą, legło pod szarą pierzyną zapomnienia. Magia, okrutna, zapragnęła zachować świadectwo swego gniewu i ludzkiej kruchości.

Bo ogień nie tylko niszczył, on odsłaniał prawdę. W blasku płomieni zniknęło królewskie złoto i purpura, a pozostali oni, nadzy wobec wieczności.

Morpheus zatrzymał się przy Dolohovie i schylił przy nim.

— Nie wdychaj tego, będzie dobrze, jeszcze kilka kroków — kłamał jak z nut, byle zagłuszyć głosy w głowie Vasilija i w swojej głowie. Nie chciał się rozglądać, ale musiał. Robił to. Wypatrywał zła gorszego niż pożar. Kwasy żołądka uniosły się mu w górę. Wszystko płonie. Chrzest oczyszczania. Jak wielu umrze tej nocy? Setki. Już wiedział, że setki.

I nie pozwoli, aby Vasilij dołączył do tej statystyki. Zacisnął mocniej dłoń na jego ramieniu, aby tłum ich nie rozdzielił.

— Krok za krokiem, kochany — i tak nikt go nie usłyszy poza Vasilijem, a teraz potrzebował jego gniewu, że go tak nazywał, żeby wyrwać go ze stuporu. Do przodu, do Praw czasu.



attempting to do some shibari stuff with the red string of fate
god (self-diagnosed)
shitposting comes to me
in divine visions
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, rektor
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#4
30.03.2026, 11:27  ✶  
Przyszłość jawiąca się dotychczas jako piękne, jasne, błękitne niebo, nagle wydawała mu się mętna jak woda w zanieczyszczonej sadzawce. Wspierał się o te kolana, myślał i niby był człowiekiem, po którym wszyscy spodziewaliby się siły, dominacji, a jednak – wbrew wszelkim oczekiwaniom – Vasilij Dolohov wyglądał na zwyczajnie pokonanego. Jeszcze przed chwilą karmił Morpheusa masą wydedukowanych w ciągu kilku minut informacji. W zetknięciu z zagrożeniem niebędącym wyzwaniem intelektualnym, najbardziej znany wieszcz Wielkiej Brytanii wyglądał po prostu... słabo. Prawda była jednak taka, że w pamięci Morpheusa, Dolohov w takich okolicznościach nigdy nie zachowywał się dużo inaczej – walczył z losem, kiedy mógł go przegadać, ale w gruncie rzeczy nigdy nie był w stanie odeprzeć ciosów ojca czy szkolnych huliganów. Zatrzymywał się w bezruchu jak sarna widząca światła reflektorów i przyjmował cios za ciosem. Teraz może i dorósł, lepiej panował nad mimiką, dobrze maskował drzemiący w nim paraliżujący strach, ale wciąż był tym samym tchórzem. Jednocześnie zmienił się momentami nie do poznania i był tym samym, młodym, zagubionym chłopakiem, który potrzebował oprzeć się ręką o bark starszego kolegi, bo zwyczajnie bał się iść sam.

Longbottom chciał wywołać w nim gniew, ale to co wybrzmiało w głoście Vasilija przypomniało bardziej rozpacz. Gniew na pewno tam był, tony złości kipiały w nim za każdym razem, kiedy przypominał sobie o okrutnej zdradzie, odrzuceniu i samotności, ale teraz w melodii jego życia pierwsze skrzypce grała rozpacz. Ze wszystkich ludzi na świecie musiał jeść dzisiaj kolację akurat z nim. Szczęście w nieszczęściu – bo najwyraźniej wciąż był kompetentnym bohaterem, nawet jeżeli przyprawiał go tym o gorączkę.

Ciepło dłoni Morpheusa jednocześnie dawało mu poczucie stabilności i zwalało go z nóg jeszcze bardziej. Dziwny człowiek, niewątpliwie – otoczony tak wieloma sprzecznościami, że ciężko było to udźwignąć.

– Przeklęty oszuście – syknął, a następnie zaniósł się kaszlem. Wyszło jednak na to, że nie wytykał mu tego, co nam Morpheus uznawał za kłamstwo, ani nie odnosił się do jakże burzliwej przeszłości. – Myślałem, że jesteś Niewymownym, a nie Aurorem. – I nawet jeśli brzmiało to głupio, on się tym nie przejmował. Bo ta przepaść była widoczna – chuderlawy naukowiec stał tu obok kogoś, kto trzymał gardę za ich dwójkę, złapał go za rękę, ewidentnie myślał o tym, jak przedrzeć się do Praw Czasu przez p o l e  w a l k i. Dlaczego? Po co? Instynkt tchórza nigdy by tej drogi nie obrał. Nawet przy wysokiej intuicji jego czas reakcji pozostawiał wiele do życzenia. Jasne, że byli inni, jeden się wychował w sadach Doliny Godryka, a drugi w zimnej jak diabli i cichej posiadłości na surowym pustkowiu – to zawsze miało jakieś odbicie w ich aparycji, tym ile jedli – ale to? Miał sporo pytań, na które pewnie nie uzyska odpowiedzi, poza tym nie mogli tak po prostu tutaj stać. Byłoby łatwiej, gdyby nie smuga dymu, co go omiotła nagle, dusząc go i wymuszając kolejny atak kaszlu.

@Morpheus Longbottom


with all due respect, which is none
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#5
03.07.2026, 23:59  ✶  

Kiedy powtarza się ciągiem tę samą myśl , to samo słowo, przestaje ono mieć dla mówiącego znaczenie. Litanie imienia Vasilija też tak działały, czy ciągu błagalnego dźwięku mieszały się w jedną, żałosną melodię, bez początku i końca. Imię przestawało mieć znaczenie w absurdalnej próbie afirmacji czegoś, co istniało i przepadło. Lecz gdy liczył na to, że uzdrowiono go z tej obsesji, z tej żałości, imię ponownie nabierało początku i końca, bo miało wyraźne znaczenie.

Chociaż zaciskał dłoń na rękawie drugiego jasnowidza, aby uciekający, zagubieni w panice lub zdezorientowani, nie rozdzielili ich i nie zgubili w ciężkim popiole i dymie dookoła, w tym momencie czuł się jak ten ciąg słów, …eusmorpheusmor… bo może był dla niego? Nikim. Miał przecież innego specjalistę od run. Lepszego. Pełna emocji rozmowa w przyszłym Instytucie zdawała się setki kilometrów stąd i tysiące lat, umiejscowiona pomiędzy snami.

Był nikim.

Nikim.

Zęby zazgrzytały o siebie, niesłyszalny w rejwachu nadchodzącego końca znanego im świata, trzeszczący dźwięk ocierających się o siebie koron, wyrwał go z własnej spirali obłędu. Plan. Plan był prosty. Dotrzeć do Praw Czasu. Upewnić się, że ich zabezpieczenia wystarczą i sprowadzić innych bliskich Vasilija do bezpiecznego miejsca, czy to była jego kamienica czy inna przestrzeń. Zabawne, miał pomagać mugolom.

Zakaszlał, czując dym wdzierający się do jego płuc.

— Jeżeli chciałeś mnie skłonić do zaniesienia cię tam, to jesteś na dobrej drodze — wyrzucił z siebie, jakby chciał pozbyć się wraz ze słowami wspaniałego obrazka, jaki by stanowili. Jeszcze nie zamierzał przerzucić go sobie przez ramię, ale zbliżał się do tego, że nie dbał o świadków i możliwe fotografie, wykonane przez reporterów, którzy na pewno już narażali się, aby uwiecznić historię na kliszach swoich aparatów.

Nie dopuści, aby Dolohov zginął stratowany przez tłum albo w jeziorze płomienia, jak karykatura słodkiej Ofelii.

— Na bogów, idź!

Jego twarz przybrała wyraz twarzy, który zwykle zakładał, gdy ktoś zadawał pytania, na które odpowiedzi były chronione prawem Niewymownych do zachowania milczenia. Przecież nie powie mu, że należy do tajnej organizacji, która walczy z działaniami Voldemorta i wreszcie jego ojciec ma syna, którego chciał, nawet jeżeli o tym nie wie, nieświadomy tego, w co uwikłani są Longbottomowie.

Pociągnął Vasilija, próbując zmotywować go energią ruchu to ruszenia się w stronę drzwi.



attempting to do some shibari stuff with the red string of fate
god (self-diagnosed)
shitposting comes to me
in divine visions
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, rektor
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#6
23.08.2026, 16:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.08.2026, 20:39 przez Eutierria.)  
Zakręciło mu się w głowie.

Tragedia. Był tak słaby fizycznie, że to była tragedia – niezależnie od tego jak miało się to skończyć, niezależnie od tego ile światła widział jeszcze w swojej biografii, jak daleko zamierzał sięgnąć swoimi rękoma po prestiż i chwałę za przekraczanie granic i łamanie schematów – był słabym człowiekiem. Morpheus powiedział: na bogów, a on przecież tym bogiem być chciał i niech mu najjaśniejsze gwiazdy wskażą drogę przez te gęste chmury, bo na wszystko co kochał i w co wierzył – od dawna nie poczuł się tak ludzko, przyziemnie i bezsilnie, jak w obliczu zetknięcia z dymem Spalonej Nocy.

– Żeby ci kręgosłup nie strzelił od samej myśli stary capie!

Nawet taka obelga płynąca z jego ust powinna zabrzmieć melodyjnie, ale mu się to nie udało mimo wprawy i doskonałości w nakładaniu masek. Charknął. W tym jak świszczał przy oddechu słychać było wyraźnie, że ciężko i boleśnie mu się oddycha. Kto tutaj tak naprawdę był tym „starym capem”? Głupiec domyśliłby się, że bardziej niż widok siwych włosów Longbottoma, tekst napisały mu jego własne kompleksy. Te, które notorycznie krzyczały i drapały go po głowie tym irytującym spostrzeżeniem, że świetność w tym jak wyglądał miał już dwie dekady za sobą.

Dolohova musiała po tym czekać jakaś choroba. W bańce Praw Czasu czekało na niego całe zaplecze ludzi gotowych do tego, aby mu się rzucić do pomocy, ale wpierw czekało go pikowanie.

Do patrzenia na innych z dołu nie przywykł nigdy. Widać to było od razu, bo absurd gonił absurd – w dziwacznym spojrzeniu rzuconym gdzieś w kierunku, z którego nadleciało przed chwilą śmiercionośne zaklęcie widać było lęk. Przed byciem ocenionym przez człowieka potencjalnie odbierającego mu życie. Kiedy tylko wróci do bezpiecznych czterech ścian, jak zawsze upadnie na podłogę i skuli się, chowając twarz między nogi, szukając komfortu w nienaturalnej dla siebie pozycji. Zaciśnie oczy, recytując jakąś mantrę, żeby zapomnieć, że gdyby wychylił twarz i zerknął w górę, zdałby sobie sprawę z tego, że wszystko górowało nad nim jak w najgorszym koszmarze sennym. Dzieciństwo wpisało w jego charakter bezradność wobec zdarzeń.

– Znowu to samo – powiedział, stawiając kilka kroków w przód i zbierając się do tego, żeby mu głos nie drżał, nawet jeśli przypłacił to nasączeniem go przyłaczającą ilością goryczy – trzymasz się blisko, żeby jak najwięcej wiedzieć i widzieć, ale sam nie powiesz mi nic, będziesz się gapił i dumał i wmawiał sobie, że zrobisz wszystko sam, aż to twoje wszystko nie zacznie się sypać.

@Morpheus Longbottom


with all due respect, which is none
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Morpheus Longbottom (927), Vakel Dolohov (1178)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa