• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[19.04.72, Pokątna] Otwórz oczy

[19.04.72, Pokątna] Otwórz oczy
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
28.02.2023, 00:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 21:34 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Pokłosie tej, tej i tej sesji.

Londyn tonął w mroku, ciszy i mgle. Gdy Cathal aportował się na Pokątnej, dochodziła dopiero czwarta. Ta godzina, gdy większość bawiących się w nocnych godzinach powraca do domów lub zasypia do wtóru szumu wina w głowie, i gdy sklepikarze, najwcześniej otwierający swoje lokale, przewracają się na łóżkach z boku na bok, kradnąc ostatnie minuty snu. Gdzieś z dala dochodził czyjś śmiech - na Horyzontalnej, w Fontannie Szczęśliwego Losu, zawsze ktoś siedział przy stoliku - poza tym dźwiękiem jednak uszu Shafiqa nie dochodziły żadne hałasy, i nie widział przechodniów.
Może na tę pustkę wpływało też to, że czasy były niespokojne?
Cathal szedł szybko aż dotarł do kamienicy Crouchówny. Był ubrany byle jak, w rzeczy wyciągnięte z szafy w pośpiechu. Koszula była pognieciona, włosy Cathala potargane, na policzku wciąż pozostał ślad, odciśnięty przez poduszkę. Mimo nocnego chłodu, mężczyzna nie miał na sobie płaszcza - wybiegł z domu w pośpiechu, ogrzewany pragnieniem mordu. Może gdyby pomyślał nad tym dłużej, uświadomiłby sobie, że właściwie sprawa mogłaby poczekać do rana. I że najlepiej byłoby od razu wezwać także Ulyssesa. Nawet jeśli chłód przywrócił Shafiqowi trochę rozsądku, to ten rozsądek i tak nie zdołał go skłonić do aportowania się z powrotem.
Bo Rookwood czuł się obserwowany. Być może za Letą też ktoś chodził tego dnia i zdołała kogoś zobaczyć? A może znała tego mężczyznę ze snów? Cathal niezbyt wierzył, że ten człowiek przywdziewał fałszywą maskę. Ludzie byli próżni: jeśli mógłby pojawić się w dowolnej postaci, wybrałby bardziej reprezentatywne ciało. A Shafiq nie chciał czekać, jeżeli istniała szansa, że pozna tożsamość człowieka, który ośmielał się mieszać w jego koszmarach. Poza tym do tej pory zakładał, że to Ulysses był tym, o kogo chodziło… ale już drugi raz przytrafiło się to jemu: może jednak to on miał być celem?
Nie zapukał w drzwi Alethei. Zaczął w nie walić. Mogła spać dalej, a w takim wypadku planował kobietę obudzić.
- Alethea! – zawołał. Rzadko używał jej pełnego imienia. Głównie wtedy, gdy miał ochotę ją zamordować. Chociaż teraz akurat mordercze intencje żywił bardziej wobec kogoś innego. – Otwieraj te cholerne drzwi, inaczej zaraz je wyważę! – zagroził. I to całkiem na poważnie, bo gdyby kobieta nie otwierała, faktycznie miał zamiar złapać za różdżkę i rozpocząć proces wyważania od alohomory, by potem przejść do depulso oraz w razie potrzeby bombardy. Po pierwsze, z powodu pośpiechu, po drugie, wcale nie był pewny, jak mocno została ranna w ostatnim śnie. Mogła na przykład właśnie leżeć i się wykrwawiać na podłodze salonu.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#2
05.03.2023, 23:52  ✶  
Jeśli Leta czegokolwiek się spodziewała po tej nocy, to na pewno nie sterty snów, od których o mało co nie umarła. Dosłownie, o czym świadczyło zraniona ręka i ślady na gardle – choć te to bardziej w tej chwili odczuwała niż oglądała; do lustra jeszcze nie zdążyła doczłapać.
  Zresztą, przeglądanie się w zwierciadle w tej chwili naprawdę było ostatnią rzeczą, na jaką miała ochotę.
  I jeszcze jednego się nie spodziewała: tego, że po naprawdę krótkim od przebudzenia czasie dom niemalże dosłownie zadrży w posadach od walenia w drzwi. Walenia, bo tego inaczej się nie dało nazwać, zwłaszcza że to nie tak, iż akurat znajdowała się w pobliżu wejścia – a jednak dźwięk ten dotarł do uszu kobiety. Gdyby wciąż spała – niewykluczone, że i owszem, jak najbardziej wyrwałby ją z godzin niebytu. W każdym razie, Cathal w tej chwili najprawdopodobniej zbudziłby nawet nieboszczyka, i to nie takiego świeżego, ale porządnie zmumifikowanego i zamkniętego w solidnym sarkofagu.
  Ukłucie irytacji. O ile nie miała powodów, by nie cenić mężczyzny jako współpracownika – i już pal licho, że zdarzały się tarcia i to takie, że okopywali się porządnie po obu stronach barykady – tak wskazówki zegara sugerowały, że zdecydowanie to nie była pora na odwiedziny. Bo Leta nie pomyślała od razu, że również i Cal w tych popapranych snach był prawdziwy.
  Właściwie to nie bardzo do tej pory zdążyła wszystko przemyśleć – po części z powodu szoku, po części wzbierającej furii, przez którą prawie zaczynała chodzić po ścianach, po części w końcu – musiała się o siebie zatroszczyć, z którejkolwiek by strony na to nie spojrzeć.
  Tak że tak, najchętniej posłałaby teraz Shafiqa prosto do mugolskiego diabła, a może i na pożarcie Ammutowi. Ale i też miała na tyle rozumu, żeby nie posyłać skrzata do starcia z Calem – z jakiegoś powodu była święcie przekonana, że on mężczyzny nie byłby w stanie zatrzymać. Nie. Zatem czoła musiała mu stawić sama.
  - Czy ciebie Merlin i Matka opuścili, że... – wychrypiała cicho, ze złością, otwierając drzwi. Jeszcze większy chaos na głowie niż zwykle świadczył o tym, że naprawdę niedawno musiała wywlec się z łóżka; szlafrok narzuciła na siebie chyba w ostatniej wręcz chwili – nawet nie przewiązała w pasie.
  Urwała, tknięta nagle myślą.
  Śniła. Ktoś próbował ją zabić. O mało naprawdę nie zginęła. I za każdym jebanym razem wybawcą okazywał się właśnie Cal. Czyżby i ten fragment snów okazywał się być prawdziwym? Przymrużyła oczy, zadzierając głowę i wpatrując się w blondyna. Trybiki najwyraźniej musiały zaskoczyć, sądząc po wyrazie twarzy Lety.
  - Wejdź – tylko tyle i aż tyle; usunęła się też mu z drogi, żeby faktycznie mógł przejść przez próg. O pewnych rzeczach rozmawiało się wyłącznie w czterech ścianach.

434
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#3
06.03.2023, 12:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2023, 12:47 przez Cathal Shafiq.)  
Starcie ze skrzatem nie było łatwe, zważywszy na to, że te władały dość potężną magią. Shafiq raczej nie zdołałby pozbyć się takiego ot jednym machnięciem różdżki. Ale też było więcej niż pewne, że sam biedny skrzat nie da rady ot tak poradzić sobie z Cathalem. Ucierpieli by więc zapewne oboje, a w dodatku dom Lety mógłby przy okazji zostać obrócony w ruinę.
Na całe szczęście, ta ostatecznie po prostu otworzyła drzwi.
- Ten pierwszy nigdy nie był zainteresowany, ta druga nie żyje - odparował Cathal, gdy drzwi się otworzyły i na progu stanęła Crouch. Choć oczywiście wiedział, że to nie tę matkę kobieta ma na myśli.
Ktoś inny może wykazałby zainteresowanie niezwiązanym szlafrokiem. Spojrzenie Shafiqa od razu jednak skierowało się w zupełnie inne miejsce: mianowicie ku gardłu. I świeże siniaki, które pojawiły się na skórze, dały mu część odpowiedzi, których szukał, i w pogoni za którymi poderwał się z łóżka, by dotrzeć do Londynu o barbarzyńsko wczesnej porze. Nie, to nie był tylko wytwór jego wyobraźni, nie śnił ot przedziwnego snu po tym, jak wstrząsnął nim koszmar Ulyssesa i późniejsza rozmowa z Rookwoodem. Leta żyła, nie wyglądała na poważnie ranną, ale podobnie jak Ulysses, nosiła pamiątki po starciu z człowiekiem ze snów. Cathal nie wiedział jeszcze, czy to przypadek, że zostały zaatakowane dwie znane mu osoby, ale jedno było pewne. Po Londynie grasował ktoś, kto potrafił mieszać w cudzych snach.
Morderca.
Cathal był niemal pewien, że musiał zaatakować kogoś już wcześniej. Działał zbyt pewnie, zbyt zdecydowanie, jak na pierwszy raz. Oto seryjny, nieuchwytny zabójca, działający w cudzych snach…
- Ciemne włosy, krępy, krzaczaste brwi, blady… Znasz tego mężczyznę? Widziałaś go kiedyś? – spytał, przestępując próg. Znalazł się tu w końcu po to, by owszem, sprawdzić, czy Crouch przeżyła te sny, ale przede wszystkim z nadzieją na znalezienie jakichś wskazówek. Bo jeżeli morderca nie wybierał ofiar całkowicie przypadkowo, może go znała albo przynajmniej ten ją obserwował. I przy okazji potwierdził podejrzenia Alethei. Tak, był obecny w snach i doskonale pamiętał, kto próbował ją tam zabić. Jak mógłby zapomnieć? Sam usiłował zamordować tego mężczyznę już sześć razy. Sześć razy! Bezskutecznie!
Było tylko jedno wyjście.
Musiał spróbować po raz siódmy, tym razem w rzeczywistości.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#4
07.03.2023, 23:21  ✶  
- Bardzo dowcipne – burknęła, nawet nie próbując się w tej chwili odgryźć. Niespecjalnie była w nastroju na przerzucanie się słówkami – zresztą, obolałe gardło skłaniało raczej do milczenia niż wyrzucania z siebie coraz to kolejnych słów, byleby tylko wygrać słowną potyczkę.
  Szczegół, że to i tak nie było najważniejsze.
  Tak samo jak nieważne było to, iż prezentowała się w – jakkolwiek by nie patrzeć – negliżu. Niemniej Cathala znała nie od dziś, to raz, a dwa – to wcale nie tak, skądże znowu, że nie potrafiła przyjąć umówionego (!) gościa w szlafroku, bo się jej zaspało…
  Ważne było to, iż sen nie był do końca snem.
  Że ktoś miał zdolność wkraczania – sterowania? - do światów, których wrota się otwierały, gdy Morfeusz otulał swoimi skrzydłami. Że mógł sięgnąć z nich – poprzez nie – do świata jak najbardziej rzeczywistego.
  Drzwi zamknęły się za plecami Shafiqa, niemalże bezszelestnie, jeśli nie liczyć cichego szczęku mechanizmu. Wsparła się o nie plecami, dłoń uniosła się do gardła – jakby to miało w jakiś sposób pomóc w mówieniu. Cóż, nie pomagało, bo i jak mogło?
  - Czyli nie byłeś snem – wychrypiała cicho, stwierdzając coraz bardziej oczywistą oczywistość. Pokręciła głową – cały ten opis mówił jedno wielkie nic, jeśli nie liczyć tego, że widziała go raptem przed jeszcze paroma chwilami.
  We własnych snach.
  I wiedziała teraz jedno, choć nie przeszło już jej to przez gardło; ale czy naprawdę musiało? Miała u Cathala dług do spłacenia. Zapisany czerwonym atramentem i wiedziała, że kiedyś przyjdzie go spłacić – nawet jeśli Shafiq nie zażąda tego bezpośrednio.
  Po prostu: coś takiego nie mogło zostać w jej księdze na wieczność, choćby dlatego, że po prostu tego nie chciała.
  - Chciałabym móc powiedzieć, że tak, Cal – odparła powoli – Ale nie. Za to... – urwała, by wziąć głębszy wdech – Nie wiem, możliwe, że on widział mnie. I taką mu klątwę dowalę, że będzie marzył o śmierci – zapowiedziała ponurym tonem. Tak. Czegoś takiego naprawdę się nie odpuszczało; jedyna opcja, jaka wchodziła teraz w grę, to go odnaleźć i najzwyczajniej w świecie udowodnić, że zdecydowanie źle sobie wybrał ofiary.
  - Pierdolę, muszę się napić – sapnęła, odbijając się od drzwi i kierując w stronę salonu, dając znać gestem dłoni, żeby szedł za nią – A ty go znasz?
  

360/794
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#5
08.03.2023, 21:54  ✶  
- Jestem bardzo zabawnym mężczyzną – zgodził się z nią Cathal, choć w jego głosie ani spojrzeniu nie było wesołości. Wręcz przeciwnie, Shafiq był poważny. Śmiertelnie poważny, wszak w głowie miał bardzo wiele myśli o śmierci. Nie swojej i nie Crouch, rzecz jasna. Wiedział, że wybiega myślami potężnie do przodu, nie wiedzieli w końcu, z kim mają do czynienia, ale w tej chwili już wybierał sposoby na pozbycie się tego człowieka…
Avada Kedavra to przydatne zaklęcie, chłopcze. Powinieneś wreszcie to zrozumieć.
Za szybkie i za mało satysfakcjonujące, pomyślał Cathal mimowolnie, choć zwykle unikał odpowiadania Slytherinowi.
– Nie – potwierdził fakt oczywisty, idąc za Alethę w głąb domu. – I tak, musisz się napić. Eliksiru wiggenowego. Masz go? Czy ściągnąć tu Nell?
Zerknął na zegarek. Pora była absurdalnie wczesna, miał więc nadzieję, że Leta ma porcję mikstury w domowej apteczce, inaczej Nell prawdopodobnie spróbuje trzasnąć go jakimś paskudnym zaklęciem na dzień dobry. Siniaki na gardle może i nie zabijały, ale Cathal doskonale pamiętał, że w snach mężczyzna wyciągnął także nóż, a w pewnym momencie na ręce Alethei mignęła mu krew. Prawdopodobnie szlafrok skrywał poważniejsze obrażenia i należało się nimi zająć.
Kiedy weszli do salonu, bez zaproszenia opadł na najbliższe wolne miejsce. A jeżeli takiego nie było, po prostu przełożył rzeczy tak, by powstało. Bezceremonialne postępowanie i zlekceważenie dobrych manier wynikało z trzech rzeczy. Po pierwsze, znali się nie od dziś, po drugie, Shafiq nie był dżentelmenem, po trzecie wreszcie, sytuacja była na tyle nagła, że nie sprzyjała grzeczności.
– I tak, i nie – przyznał. Zdusił w sobie rozczarowanie, że kobieta też nie miała pojęcia, kim jest ten człowiek. – Nigdy nie widziałem go na jawie. Za to w snach owszem. Zaledwie przedwczoraj próbował zabić kogoś innego. I ta osoba, w jakiś sposób, ściągnęła mnie do swoich snów… On…
Zawahał się. Pamiętał, że szedł do Rookwooda, bo ten go zawołał. Wprawdzie przed atakiem, ale by mu z czymś pomógł – może dlatego, że śnił o własnym weselu i obsadził Cathala w roli wróżby?
– Jego zdaniem morderca się mnie nie spodziewał i to on jakoś mnie ściągnął. Jakby się zastanowić, zawołał mnie. Ty też mnie zawołałaś. Możliwe, że dlatego znalazłem się w tych snach. I też czuł się obserwowany – dodał. Po długiej chwili milczenia. Nieco zbyt długiej, u kogoś innego pewnie nienaturalnej, ale Alethea mogła doskonale wiedzieć, że jemu takie się zdarzały. A milczał, bo w głowie odtwarzał sobie wszystkie sześć snów, analizując je. Szukając wskazówek. – Chcę go znaleźć.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#6
12.03.2023, 00:38  ✶  
- Tak bardzo, że mógłbyś występować na scenie – rzuciła dość zgryźliwym tonem. Oczywiście należało to czytać pomiędzy wierszami – osobiście tak naprawdę nie uważała, że możliwe by było wypchnięcie Cala na deski, żeby zabawiał innych. Nie, inaczej – nie potrafiła sobie wyobrazić Shafiqa jako kogoś, kto zapewniałby komukolwiek choćby odrobinę rozrywki.
  A już na pewno nie w obecnym nastroju.
  - Nie mam pojęcia, trzeba by skrzata pytać – stwierdziła z pewną irytacją w głosie. Tak. Zapewne powinna była sięgnąć po dokładnie ten eliksir, biorąc pod uwagę, w jakim stanie wyszła z tych cholernych snów – I żadnej Nell, zaraz zacznie mnie poić tymi swoimi... – nie dokończyła, ale czy w istocie musiała? Dość, że naprawdę nie miała ochoty na nikogo, kto by teraz wokół niej skakał.
  Gdy tylko przekroczyli próg salonu, skierowała się bezpośrednio do barku. Tak, alkohol co do zasady nie był najlepszym rozwiązaniem; nie, gdy w istocie należało się kurować. W każdym razie, kieliszki? A na cholerę jej dodatkowe naczynia, skoro można pić prosto z butelki? Zaś jeśli chodziło o siedzenie, to w istocie, Cal musiał sam zatroszczyć się o zwolnienie mebla. Leta z jakiegoś powodu pozostawała niezmiennie niereformowalna – gdziekolwiek by się nie znajdowała, nie potrafiła mieć porządku, zupełnie jakby nie potrafiła się poruszać tam, gdzie panował ład; potrzebowała swego rodzaju chaosu, a bałagan nie był bałaganem, dopóki doskonale wiedziała, gdzie co odnajdzie.
  Zamarła w pół ruchu, gdy przyznał się do tego, iż nie był to pierwszy raz, kiedy spotykał tego dziwnego mężczyznę w snach. A następnie zdecydowanie – przy czym, jeśli się przyjrzeć, jedną rękę dość wyraźnie oszczędzała - odkręciła butelkę trunku i pociągnęła całkiem spory łyk. Zapiekło w gardle, specyficzne ciepło zaczęło się rozlewać, w pewien sposób przeganiając resztki koszmaru.
  Prawdziwszego, niż by sobie życzyła.
  - Hm, coś w tym może być, że cię ściągnęłam… – stwierdziła powoli, podchodząc bliżej Cala. Gestem zaoferowała mu butelkę – mógł ją odebrać i samemu się napić, o ile w ogóle tego zapragnął – W końcu nie przypominam sobie, żebyś był tam od początku – zacisnęła mocno wargi, aż zmieniły się w cienką linię. Bo dlaczego właściwie wołała właśnie Cala? Ze wszystkich możliwych ludzi – właśnie Shafiq? Zresztą, w zasadzie to  nie było istotne, a już na pewno nie tu i teraz – Nie jestem też do końca pewna, czy każdy jeden sen był mój i tylko mój. Albo sam je wszystkie wyciągał, albo potrafił wybrać te, w których mógł się schować – zauważyła chmurnie.
  A w oczach pojawił się ponury błysk.
  Chciał go znaleźć.
  Też chciała.
  - Więc znajdźmy go razem – stwierdziła. To nie była oferta pomocy, którą można odrzucić. Nie sugestia. Stwierdzenie, jakby wspólne poszukiwania były oczywiste i jedyną możliwą opcją.
  Kimkolwiek był mężczyzna ze snów, wyrok został nie tylko wydany, ale i podpisany. Jego zaś wykonanie pozostawało jedynie kwestią czasu – i Leta była dziwnie przeświadczona, że nastąpi to prędzej niż później.
  A może po prostu tylko w to wierzyła, naprawdę chcąc wymazać z kart świata nazwisko, którego nawet jeszcze nie znała.

481/1275
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#7
12.03.2023, 23:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2023, 13:04 przez Cathal Shafiq.)  
- Może więc wezwij swojego skrzata i go o to spytaj, inaczej naprawdę sprowadzę tu Nell i poproszę, żeby zabrała najpaskudniejsze ze swoich eliksirów – powiedział Cathal spokojnie, przekładając rzeczy z fotela na podłogę. Nell wkurzała się zwykle na Letę trochę rzadziej niż na Cathala, na którego z kolei wkurzała się rzadziej niż na Jamila, zwykle więc Crouch dostawała paskudne eliksiry głównie wtedy, kiedy to faktycznie było konieczne.
Ale pewnie pozostawała doskonale świadoma pasji, z jaką Nell kompletowała w apteczce mikstury o tym samym działaniu, ale różnych składnikach i smaku, by potem wybierać właściwy w zależności od nastroju, osoby, która miała go dostać i od tego, jak bardzo ta osoba podpadła jej w ostatnim miesiącu. Cóż. Nie była na pewno najlepszym medykiem, jaki chodził po świecie, ale większość wykwalifikowanych uzdrowicieli nie miała chęci siedzieć na pustyni albo w zapadłej dziurze w Walii.
Pokręcił głową na ofertę trunku. Zdecydowanie, wolał pozostawać trzeźwy, skoro w pewnym sensie polował na niego morderca.
– Wbiegłaś do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Może dlatego pomyślałaś o mnie? – zastanowił się. Okoliczności mogły być odpowiedzią. W śnie Ulyssesa miał być drużbą, tutaj… Ślizgoni może i słynęli jako niezbyt przyjemni, ale Shafiq jednak nie pamiętał zbyt wielu osób z rocznika Lety, które można by w czasach hogwarckich bez wahania posłać do starcia z mordercą.
A on w końcu „cieszył się” sławą syna czarnoksiężnika, wielokrotnego mordercy, jednego z jak się okazało najbliższych współpracowników Voldemorta.
Sny Alethei wyglądały inaczej niż te Ulyssesa. Było ich więcej i bardziej chaotyczne, a to świadczyło o tym, że morderca czerpał jednak z głowy śniącego. Poza tym…
– Poprzednim razem zabrał też trochę ode mnie. Albo ze snu jego, wciągnąłem ich w swój sen… lub stworzyliśmy go razem.
Rookwood mógł śnić na podstawie listów od Cathala. Ale niektóre szczegóły zgadzały się zbyt dobrze: było tak, jakby był to przynajmniej częściowo sen Shafiqa. I to wszystko tworzyło tylko jeszcze większy zamęt.
– Zrób listę wszystkich miejsc, w których wczoraj byłaś i ludzi, których spotkałaś – powiedział. Nawet nie skomentował tego, że Crouch chce się przyłączyć, bo byłby raczej zdziwiony, gdyby nie chciała tego zrobić. A był daleki od wyłączania jej tylko dlatego, że jest kobietą czy dlatego, że była tak mała, że mógłby podnieść ją za kołnierz i potrząsać, póki by mu się to nie znudziło. Poza tym mogła mieć przydatne informacje. – Mam przygotowane parę amuletów, mogę rozstawić ci je w sypialni. Nie wiem, czy to go zatrzyma, ale może?
Wprawdzie planował użyć ich dla siebie, mógł jednak zostawić je Lecie, a sobie wykonać nowe. W końcu to jej omal nie zarżnięto.
– Porozmawiam z nim… poprzednim zaatakowanym i spotkamy się, ustalić plan. Może Jamil też się przyda… – mruknął, z pewnym namysłem, bo tę ideę musiał jeszcze rozważyć.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#8
18.03.2023, 15:57  ✶  
- Później. Po prostu... później – stwierdziła. Skoro zaś nie chciał trunku, nie odmówiła sobie kolejnego łyku – być może nie najmądrzejsze posunięcie, niemniej coś w niej bardzo potrzebowało procentów, które piekły w gardle – Jak nie ma, to po prostu pójdzie szukać i tyle – mruknęła tylko. Nie kwapiła się też do siadania, zresztą – sama musiałaby sobie zwolnić miejsce. To raz. Dwa, i tak ją teraz już nosiło i tak; posadzenie tyłka zdawało się być takie… bezcelowe.
  Krążenie po pokoju zapewne też, ale przynajmniej wyładowywała w ten sposób choć część kłębiącej się furii, co zdecydowanie pomagało w myśleniu. Właśnie, myśl, Leta, myśl. Łącz kropki, co, gdzie, jak i dlaczego!
  - Nie jest to niemożliwe – przyznała, odstawiając trunek na blat; akurat znalazło się trochę wolnej przestrzeni, na tyle, żeby upchnąć butelkę i przy okazji nie postrącać całej reszty, co tylko stworzyłoby jeszcze większy chaos – Jego? Ten ktoś ma imię, znam go? – spytała w końcu, przystając i przyglądając się Shafiqowi. Mówił o kimś, ale jakoś przedziwnie krążył wokół tematu, skrywał tożsamość, zamiast po prostu wyłożyć kawę na ławę.
  Zapewne miał swoje powody, niemniej z drugiej strony? Być może, bardzo duże być może, ujawnienie tożsamości tejże osoby mogłoby stanowić element układanki, z którą poradziłaby sobie Leta. A może i nie.
  W końcu jeszcze nie wiedziała, że mowa o Rookwoodzie – człowieku, którego wprawdzie również znała, ale na dobrą sprawę nie nazwałaby tej relacji na tyle bliskiej, żeby faktycznie wyłapać niuanse wskazujące na celowość działań mężczyzny ze snów, nie zaś całkowity przypadek.
  Bo równie dobrze niedoszły morderca mógł mieć Plan bądź też działać całkowicie bez niego, powodowany kaprysem. Kto tam nadąży za tym, co siedzi w głowach takich morderców?
  - Albo się to wszystko kupy nie trzyma, albo jeszcze tak naprawdę w pełni się nie obudziłam – westchnęła, rozmasowywując sobie skroń. Odnosiła wrażenie, ze zaczynała pulsować tępym bólem; tylko tego jeszcze do kompletu brakowało, żeby miała dodatkowo cierpieć! Skinęła też głową na znak, że i owszem, zrobi taką listę.
  I choć chyba dochodziła do wniosku, że zdolność kojarzenia faktów miała w tej chwili raczej obniżoną, tak w tym przypadku połączyła kropki. Choć może nie w ten sposób, w jaki Cal by oczekiwał.
  - … są łatwiejsze sposoby na dostanie się do sypialni kobiety niż rozstawianie amuletów, Cal – wypaliła. Chyba nie mogła do końca mówić na serio, prawda? Sytuacja poważna, owszem, dopiero co mało nie padła ofiarą, a tu takie coś…? Jednakże to też nie była rzecz, której po Lecie nie należało się spodziewać; mimo wszystko zdarzało jej się odwracać porządnie kota ogonem – Ale jeśli możesz? Raczej nie zaszkodzi – zgodziła się zaraz. W końcu nie mogli mieć pewności, czy przypadkiem zabójca nie postanowi jednak wrócić i dokończyć dzieła. Była też gotowa wskazać mężczyźnie drogę do sypialni.
  - Doskonale – podsumowała wstępny plan – Cóż, co cztery głowy to nie trzy, może zauważyć coś, co nam umknie – albo popytać duchy. Te czasem posiadały zaskakująco rozległą wiedzę o tym, co się wyrabiało.

478/1753
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#9
19.03.2023, 08:21  ✶  
Już otworzył usta na to „później”, ale znał upór Lety. Była osobą, która prawdopodobnie w ogóle zignorowałaby siniaki i cięcia, tylko w myśl zasady „na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Nie mógł powiedzieć, że go nie irytuje to, że kobieta stoi teraz i pije, zamiast się tym zająć, ale nie przyszedł tutaj kłócić się o takie rzeczy.
– Nie, numer w katalogu – odparł zgryźliwie na pytanie o imię. – To proste. Nie jestem pewien, czy chce, żeby ktoś wiedział o tym, że ktoś go próbował ani zamordować. Ani czy zechce się w to mieszać. Chyba dość oczywiste, że legalne drogi… nie wchodzą tutaj w drogę.
Nie umiał stwierdzić, czy Rookwoodowi to będzie przeszkadzało. Sądził, że nie – w końcu Ulysses był synem swojego ojca. Ale też zdawał się tak uporządkowany w swoim zachowaniu…
Z drugiej strony, to mogło oznaczać tylko tyle, że morderstwo zaplonowałby bardzo starannie i możliwie bez krwawo. Shafiq brał to pod uwagę. Nie mógł mieć jednak pewności, bo pośród zajęć, jakie kiedykolwiek proponował znajomemu z lat nastoletnich – obok odwiedzania opuszczonych posiadłości czy robienia dla niego skomplikowanych wyliczeń numerologicznych – dotąd nie znalazło się ani jedno morderstwo. Mogłoby wyjść niezręcznie, gdyby Ulysses nie wykazał wobec pomysłu entuzjazmu, a Cathal już uznał jego udział za pewniak i wspomniał o nim pozostałym.
- Mordercy nie zawsze potrzebują motywu, by zabić konkretną osobę. Niektórzy zabijają, bo po prostu mogą – stwierdził Shafiq dość neutralnym tonem. Wszak Salazar Slytherin celował w czarnej magii. Ród Gauntów przekazywał sobie wiedzę o niej z pokolenia na pokolenie. I nie zawsze trenowali na pająkach. Właściwie zwykle nie trenowali na nich.
Czasem nie potrzeba niczego więcej poza „mogę to zrobić”. Shafiq doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
- Skarbie, gdybym chciał dostać się do twojej sypialni w takich celach, o jakich myślisz, na pewno być to zauważyła – odparował, ani trochę nie zakłopotany przytykiem Crouchówny. – Aportuję się więc do siebie po kamienie. A ty możesz posłać skrzata po ten cholerny eliksir. Resztę… ustalimy później – stwierdził, podnosząc się z fotela. Jeśli szło o niego, chciał od razu działać, bo po prostu siedzenie doprowadzało go do szału.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#10
19.03.2023, 13:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2023, 14:00 przez Leta Crouch.)  
Dokładnie tak to działało – im większy pojawiał się nacisk, tym większy pojawiał się opór. Nawet jeśli chodziło wyłącznie o zajęcie się sobą – choć tak po prawdzie musiała przecież zdawać sobie sprawę z tego, iż zatroszczenie się o własne ciało to coś wręcz koniecznego.
  Choćby z tego względu, że sińce najzwyczajniej w świecie po prostu irytowały. A jednak z jakiegoś powodu – zapewne bezsensownego – odkładała to.
  - Niech będzie – skwitowała krótko. W istocie, coś w tym było – sama niekoniecznie mogłaby sobie życzyć rozpowiadania na prawo i lewo, że oto została zaatakowana we śnie, we własnym łóżku i ledwo się z tego udało wykaraskać. Jakie więc miała prawo żądać, żeby niezwłocznie, na złotym talerzu, podał jej tożsamość tego… kogoś?
  Jedno w tym wszystkim było pewne: legalne drogi nie wchodziły w ogóle w grę, jeśli mieli dopiąć celu w dokładnie taki sposób, jak podszeptywały im ich natury. Pewnie, zapewne można by było udać się do odpowiednich władz, poopowiadać i niech oni już tam szukają delikwenta, prawda? Tyle że to rozwiązanie nie przyniosłoby satysfakcji.
  Dość ironiczne, patrząc na to, iż wywodziła się z Crouchów; rodziny, która z prawa uczyniła swą broń. Rodziny lawirującej pomiędzy wszelkimi zapisami. Ona sama coś? Wychodziła całkowicie poza nie.
  - Bardziej miałam na myśli ten cały senny misz-masz. Zabrać tu, tam, stworzyć razem? To brzmi… sama nie wiem – żachnęła się i w końcu machnęła ręką – Zresztą cholera wie, jak to działa – podsumowała w końcu. Specjalizowała się wszak w zgoła innych rzeczach, nie zaś świecie, do którego wkraczało się po zamknięciu oczu. Jednocześnie wspaniałym, jak i przepełnionym koszmarami.
  Odpowiedzią na przytyk był jedynie nieco kpiący uśmiech – choć sytuacja jako taka właściwie nie nastrajała do jakichkolwiek żartów.
  - Poślę – obiecała krótko, ponownie sięgając dłonią do gardła. Skinęła też głową – w istocie. Resztę ustalą później.
  A potem rozpocznie się wielkie polowanie.

297/2050

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (1999), Leta Crouch (2131)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa