Przy Gabrielu i Hanninabalu, mam skrzydła
Lekkość.
Lucy nagle unosiła się nad ziemią, udekorowana w białe szkrzydła i z jakiegoś powodu nie sarkała na ten fakt, nawet jeśli zapewne powinna go uznać za wysoce niepraktyczny.
Spojrzała na obejmującego jej kolana Gabriela i... Roześmiała się.
– Jak widzisz znalazłam inny sposób jak zapobiec otarciom stóp – powiedziała, nawet nie zauważając, że chyba niechcący trąciła kogoś białą lotką pióra, skupiając całą swoją uwagę na drugim wampirze. Nie była pewna, czy na pewno chciała mówić to tutaj na głos, ale jego kostium był doskonały, nawet jeśli absolutnie tendencyjny.
Nagle ktoś zaczął śpiewać. Lucy obróciła się, aby zobaczyć roznegliżowanego diabła o przyjemnym głosie i nie mogła powstrzymać kolejnego uśmiechu. Nigdy nie spodziewała się, że jeszcze kiedyś pojawi się na balu u Lestrange'ów. Ani że kostiumy niektórych gości będą tak... Odstające od obyczajnych strojów z czasów jej młodości. Ani że przyjdzie tu z tym konkretnym wampirem i będzie przy tym tak szczęśliwa.
Przybliżyła się nieco do ziemi, zarzucając przy tym Gabrielowi ramiona na szyję.
— Może zamiast trzymać mnie, po prostu zatańczysz, skoro najwyraźniej nie chcesz abym odlatywała daleko od ciebie? – spytała, mając z tyłu głowy, że gdy tylko eliksir przestanie działać, podejdzie do koronkowego diabła i pogratuluje mu głosu. – Chyba, że mam spróbować unieść i ciebie?
odrobina sztuki![[Obrazek: 28379e1bcada7460e8ae88bd7855e667.jpg]](https://i.pinimg.com/1200x/28/37/9e/28379e1bcada7460e8ae88bd7855e667.jpg)