• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange

[7.10.1972] Bal maskowy u Lestrange
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#71
08.12.2025, 19:44  ✶  

Przy Gabrielu i Hanninabalu, mam skrzydła 

Lekkość.

Lucy nagle unosiła się nad ziemią, udekorowana w białe szkrzydła i z jakiegoś powodu nie sarkała na ten fakt, nawet jeśli zapewne powinna go uznać za wysoce niepraktyczny.
Spojrzała na obejmującego jej kolana Gabriela i... Roześmiała się.
– Jak widzisz znalazłam inny sposób jak zapobiec otarciom stóp – powiedziała, nawet nie zauważając, że chyba niechcący trąciła kogoś białą lotką pióra, skupiając całą swoją uwagę na drugim wampirze. Nie była pewna, czy na pewno chciała mówić to tutaj na głos, ale jego kostium był doskonały, nawet jeśli absolutnie tendencyjny.
Nagle ktoś zaczął śpiewać. Lucy obróciła się, aby zobaczyć roznegliżowanego diabła o przyjemnym głosie i nie mogła powstrzymać kolejnego uśmiechu. Nigdy nie spodziewała się, że jeszcze kiedyś pojawi się na balu u Lestrange'ów. Ani że kostiumy niektórych gości będą tak... Odstające od obyczajnych strojów z czasów jej młodości. Ani że przyjdzie tu z tym konkretnym wampirem i będzie przy tym tak szczęśliwa.
Przybliżyła się nieco do ziemi, zarzucając przy tym Gabrielowi ramiona na szyję.
— Może zamiast trzymać mnie, po prostu zatańczysz, skoro najwyraźniej nie chcesz abym odlatywała daleko od ciebie? – spytała, mając z tyłu głowy, że gdy tylko eliksir przestanie działać, podejdzie do koronkowego diabła i pogratuluje mu głosu. – Chyba, że mam spróbować unieść i ciebie?
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#72
08.12.2025, 23:50  ✶  
Hannibal śpiewa o lataniu, Lucy lata na prawdę, Gabriel ma odlot w głowie


–Już to robisz, moja piękna... już to robisz... – absolutnie nie powinien jej tego mówić, zdecydowanie wszelkie obietnice i zarzekania się w cichości serca, że będzie stulił dziób i milczał przepadały, wobec tak szczerego śmiechu, który rozświetlał zwykle jej nabzdyczony głos. Po prawdzie - uwielbiał jej dąsy, ale jeszcze bardziej lubił kiedy patrzyła nań jak na przednią belgijską pralinkę, jak wyciągała do niego swoje różane ręce...

Melodii nie poznał, ale głos zdał mu się znajomy. Na razie jednak przez poszum własnych myśli i zachwytów nie łączył za bardzo kropek chcąc łączyć się w zdecydowanie inny sposób z kim innym. Zawirował, pozwalając jej sukni falować pędem, łapał mocniej, bardziej zaborczo, chcąc całe jej szczęście zamknąć w swoim objęciu, wysycić się nim, a potem zaprószyć kolejne zarzewie.

Niech będą przeklęci Lestrangowie! Będzie musiał do Williama napisać o kilka fiolek tegoż ustrojstwa skoro czyniło jego panią zadowoloną z nieżycia. Sam zapomniał, że miał własną fiolkę zapomniał o wszystkim i wszystkich myśląc tylko o tańcu o który go poprosiła, chłonąc jej zapach i bliskość całym sobą, czyniąc lądowanie możliwie miękkim w jego własnych ramionach.

Mieli być profesjonalni.

Gabriel nie miał jednak najlepszej pamięci, szczególnie do własnych solennych postanowień.

Ciężko o tym pamiętać, gdy jego Anioł Śmierci na moment realnie stał się aniołem.

– Chyba... – zaczął wpatrując się w oczy widoczne w migdałowych otworach maski. – Chyba... – stracił na chwilę wątek, by zdać sobie sprawę, że śpiew umilkł. No dalej! Powiedzdzież cokolwiek!– Emm.... chyba poznaję ten głos. Chciałbyś, żebym Cię przedstawił? – zaoferował, nie odsuwając się jednak, jakoś też ręce mu zesztywniały i dalej przyciskał ją do siebie bardzo mało kulturalnie. A jeśli ktokolwiek krzyknąłby, że mają znaleźć sobie pokój (choć to raczej nie była tego typu impreza), to przecież ten Bardzo Duży Pokój zdawał się idealnym miejscem do... do czegokolwiek co miało zaraz nastąpić. Do małej prezentacji. Tak. Miał kogoś przedstawić. Tak... – Poznałem go całkiem niedawno, smakowałby Ci. Dobry rocznik. Lekko musujący. – wymruczał, zastanawiając się czyj to był pomysł, żeby ta maska zasłaniała tak wiele.

[+]odrobina sztuki
[Obrazek: 28379e1bcada7460e8ae88bd7855e667.jpg]
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#73
09.12.2025, 05:58  ✶  
Razem z Astorią w sali balowej.

- Ciotki - słowo było tak samo zdawkowe co i chłodne. Leviathan zwyczajnie nie przepadał mówić o Helloise w ten sposób, ale tłumaczenie komuś że w sumie traktował ją jak rówieśniczkę, też momentami wydawało się dziwaczne. Nie lubił tego słowa w jej odniesieniu - ciotka - ale jasno stawiało ją w drzewie genealogicznym jego rodziny. Avery może ją pamiętała, a może nie; specyficzną, nieco roztrzepaną kobietę, o której mówienia precyzyjnych rzeczy jej rodzina unikała jak ognia. Hela była, ale skąd się wzięła? Czemu nikt zdawał się o niej nie pamiętać i wzdychać jakoś tak ciężko, kiedy była o niej mowa?

Leviathan zaprowadził któregoś razu Astorię pod gobelin przedstawiający rodzinę Rowle. Uwiecznione tam osoby patrzyły na nich pustym spojrzeniem złożonym z kolejnych rzędów nici przeprowadzonych przez krosno. - To ona - wskazał wtedy palcem na kobiecą sylwetkę, podpisaną odpowiednim imieniem i nazwiskiem. Helloise Rowle. Nie była wypalona, pozbawiona permanentnie twarzy czy imienia, ale nie można było zobaczyć jej twarzy, bo skrywały ją liście, sowicie opadające z gałęzi drzewa na której się znajdowała. Nie została wydziedziczona, ale rodzina zadbała by gobelin poświadczał o ich wciąż trwającym niezadowoleniu. - Uciekła z domu zaraz po szkole. Z miłości - te słowa chyba bardzo dobrze opisywał, jaki stosunek Rowle'owie mieli do statusu krwi i tradycji rządzącymi czystokrwistymi rodzinami. Tu nie było miejsca na miłość. Liczyły się przede wszystkim zawarte umowy i status krwi, a odstąpienie od tego, próba ucieczki? To była tylko i wyłącznie słabość, a nie przejaw wolności.

- No to mamy jakiś plan działania - dla niego mogli nawet zaszyć się gdzieś w kącie na całą noc, albo przechadzać się posiadłością Lestrange'ów i liczyć ich rodzinne portrety. Uśmiechnął się jednak wyraźnie na wzmiankę o tych cudownych urodzinach, wypuszczając nawet przy tym nieco szybciej powietrze nosem. To były bardzo dobre urodziny, jego skromnym zdaniem. Spędził je w spokoju, dokładnie tak jak chciał.

Przyglądał się jej uważnie, kiedy wypiła eliksir znajdujący się w fiolce. Szczerze to nie wiedział, czego powinien się po tym przypadku spodziewać; wybuchnie śpiewem? A może wyrosną jej na plecach skrzydła i zaraz pofrunie pod sufit? Widząc jej spojrzenie, zogniskowane na nim, krok w jego stronę i pewne zawahanie, pochylił się w jej stronę mimowolnie, nie zastanawiając się zbytnio nad tym co właściwie mogło teraz chodzić jej po głowie. Albo raczej czego mógł od niej żądać eliksir.

Gdyby go pocałowała, pewnie uznałby to najwyżej za niezły żart. Może odrobinę spiąłby się, zastanawiając nad tym co mogli pomyśleć inni, ale nie traktowałby tego jako nic zobowiązującego. Nic, co mogłoby namieszać w głowie. Bo przecież Levi nie kochał. Nie tak naprawdę i nie w pełni, na przestrzeni lat umiejętnie balansując gdzieś pomiędzy przyjaźniami i przyjemnościami. Głębokie uczucia były tylko wrażliwym, łatwym do zranienia podbrzuszem, a na pokazywanie go nie mógł sobie pozwolić.
- Jeszcze chwila i bym pomyślał, że miałaś poślubić nie tego brata - powiedział cicho, zanim się nie wyprostował i ujął ją za dłoń, rozplatając jej zaciśnięte w pięść palce, a następnie kładąc ją na swoim przedramieniu. - Chociaż może lepiej, że nie trafił ci się taki co zmienia w elfa. Musiałabyś wtedy brzęczeć cały czas, bo one nie mówią.


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#74
09.12.2025, 06:19  ✶  
Przy drinkach z Brenną

Brenna to sobie trochę odważnie pogrywała, bo na ostatnie słowa wysłane falami, aż się cały wyprostował i przez bardzo krótki moment chciał wyciągać od Lestrangów przepis na wywar z elfa, żeby podrzucić do Elise Longbottom. Zaraz jednak sobie pomyślał, że to był okropnie głupi pomysł, bo o ile zmienianie w elfa Brenny mogło być całkiem zabawne i na miejscu, to jej matki już absolutnie nie.

- Obiecuję - zadeklarował odważnie. Oj, już nie będzie znać ani dnia ani godziny, kiedy wepchnie w nią ten eliksir. Ona jeszcze zobaczy! Skrzywił się też zaraz, no bo on nie był już taki pewien, czy gorzej być faktycznie mogło. Ktoś se tam latał, ktoś piał jak kur, ktoś inny znikał, ale niewątpliwie nikt nie doświadczał takiego szoku jak on, NO BO TO PRZECIEŻ NIE PIERWSZY RAZ. Znaczy się, że był targetowany.

Pomijając oczywiste pieklenie się, nie zamierzał jednak nikogo tak naprawdę pozywać, wyzywać lub mścić się do piątego pokolenia, jak pewnie zrobiliby co poniektórzy, sztywniejsi uczestnicy tej zabawy. Można było się jednak domyślić, że ci którym faktycznie zależało, wzbraniali się od przyjmowania tych eliksirów, szczególnie po tym co się odstawiało na weselu Blacków.

W sumie to prawie zapomniał ze się złości, jak tylko usłyszał magiczne słowo - drinki.

Wygładził szatę nonszalanckim gestem, doprowadzając ją do jako takiego porządku po całym zmniejszaniu i zwiększaniu. Co prawda zrobił to bardziej dla rozluźnienia mięśni, niż że faktycznie martwił się aż tak o prezencję.
- Jak się już nie cykasz, to chodź. Jak tak to stań w kącie, twarzą do ściany bo i tak tam pójdę - zakomunikował, niby to wciąż obruszonym tonem, ale gdzieś w kącikach ust już czaił się uśmiech. Pociągnął ja więc, bo przecież nie mógł sobie odmówić i bez zastanowienia sięgnął po pierwszego lepszego drinka, upijając parę łyków.


!plonacedrinki
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#75
09.12.2025, 06:19  ✶  
Krwista czerwień
Wino, które jest niezwykle gęste i po pierwszym łyku niezwykle cierpkie. Po upływie chwili dociera do ciebie smak, który z każdą chwilą robi się coraz bardziej wytrawny i przypominający wino.
Lightning in a bottle
Polizałem.
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
Borgin&Burkes - sprzedawca, rzeczoznawca, klątwołamacz
Stosunkowo wysoki, bo mierzący sobie 187 centymetrów wzrostu. Szczupły, stosunkowo wysportowany, o burzy kręconych, ciemnobrązowych włosów. Na świat patrzy ciemnymi, niemal czarnymi oczami. Posiada bliznę biegnącą przez prawy łuk brwiowy, na pierwszy rzut oka od jakiegoś rozcięcia. Oprócz tego na całym ciele można dostrzec charakterystyczne blizny od porażenia elektrycznością.

Zachary Burke
#76
09.12.2025, 06:46  ✶  
Z Charlotte na sali balowej

Tak, to było dziwne. Ale niewątpliwie bardziej komfortowe, niż bycie zmuszanym do całowania przypadkowych ludzi. Chociaż nie. Najgorsze było całowanie niewidzialnych ludzi.
- Jasne. Będę za ciebie trzymał kciuki - błysnął zębami w uśmiechu. Czy faktycznie by jej to miało wyjść - nie sądził. Obstawiał że te eliksirki posiadały raczej krótki termin ważności. - Nie sugeruj nawet takich rzeczy, ja tu jestem poważnym wdowcem. Dziecko w domu mam. Nie mogę się uganiać za pannicami - prychnął przewrotnie, jakby bałamucenie jej ani przez moment nie przeszło mu na poważnie przez głowę i wszystko to była ona i jej wina.
- Ale wciąż można cię słyszeć, Bella. Wszyscy usłyszą jak wciągasz w siebie kolejne talerze... - zauważył życzliwie, nie broniąc się absolutnie przed byciem ciągniętym w kierunku jedzenia. Zapełnić żołądek, to w sumie nie był aż taki zły pomysł. Ale mógłby się do tego jeszcze napić.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#77
09.12.2025, 20:03  ✶  
W pobliżu stołu z płonącymi drinkami, z Atreusem

Przez ułamek sekundy niemal ją kusiło, żeby prowokować go dalej, ale miała pewne obawy, że wtedy wróciłby do tych koszy i próbował faktycznie podsunąć jej jedną z fiolek, optymalnie podobną do tej, którą sam wypił. Za to była chyba trochę ciekawa, czy faktycznie spróbuje zrealizować tę „obietnicę”, czy uleci mu z głowy ledwo przeminie część artystyczna w zasnutych mgłą i spowitych blaskiem salach balowych Lestrangów.

– Czego mam się bać? Że znowu zamienisz się w elfa i walniesz mnie w nos? – spytała żartobliwie, chociaż prawda była taka, że choć bez żadnych oporów pozwoliła, by pociągnął ją ku stołowi, na którym płonęły drinki, sama nie zamierzała sięgać po żadnego drinka. I to nie dlatego, że zamienienie się na chwilę w niewielkiego elfa stanowiłoby dla niej jakąś tragedię albo ujmę to na honorze czy nawet nie dlatego, że skutki bimbru Geralda Yaxleya wciąż pozostawały aż nazbyt żywe w jej pamięci, a jutro o świcie naprawdę wolałaby nie obudzić się na jakiejś farmie na drugim końcu kraju. Nie chciała, by coś wpłynęło na jej zmysły, i tego dnia tak jakby gościła na dworze elfów z opowieści – fae spod zielonych kurhanów, nie wróżek z Maida Valen – nie zamierzała jeść ani pić niczego, co serwowano gościom. Na całe szczęście, ani jej nie przeszkadzało, że on nie stronił od alkoholu, ani on nieszczególnie usiłował ten w nią wmuszać.
Wybrał czerwony jak krew, płonący szkarłatnym płomieniem. Brenna wpatrywała się w ten ogień przez trzy sekundy, z pełną premedytacją, jakby musiała udowodnić sama sobie, że może to zrobić i nie ucieknie. Że może już nie tylko… jako tako funkcjonować, ale nie wstrzymywać oddechu, ilekroć ktoś obok wyciągał papierosa, by go podpalić i nie bać się, czy nie oszaleje nagle, siedząc przy swoim biurku i analizując zeznania przesłuchiwanych w ostatniej sprawie.

– I jak? Smakują lepiej niż te eliksiry? – Przeniosła spojrzenie na Bulstrode’a, ale nie dostrzegła żadnych skrzydeł, nie skurczył się, nie znikł, więc albo jedyną magią tych napitków był ten kolorowy ogień – rozsądne zapewne na takiej imprezie – albo działanie nie było widoczne na pierwszy rzut oka. – Miał taki kolor, że czekałam, czy nie zaczniesz zionąć ogniem.

!balmaskowy



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#78
09.12.2025, 20:03  ✶  
- Laurence Lestrange wrócił do Anglii.
- A to on wyjechał?
- No zniknął na chwilę z Ministerstwa Magii. Akurat na wydarzenia 8 września. Wygodne, prawda?
- Chyba żartujesz, skąd masz te informacje?
- Koleżanka mojej ciotki pracuje razem z nim.
- Taaa? A jak się nazywa?
- Ja... Och, czy to nie Anna? Anna, skarbie! Już idę!
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#79
10.12.2025, 01:07  ✶  
Słucham śpiewu Hannibala, przechodzimy w głąb sali, gapię się na płonące drinki

– Nie przepadam za… hmm… wysokością – odparła dyplomatycznie, gdy już puściła Chrisa, rumieniąc się tylko nieznacznie. Tak tym, że w ogóle poczuła strach, jak i tym, że obejmowała Rosiera całkowicie bez ostrzeżenia. Przyjęła za to wystawione do niej ramię. Odejście stąd gdzieś w głąb sali to był bardzo dobry pomysł, ludzie wciąż schodzili się, a że dostawali eliksiry przy wejściu, które musieli wypić od razu przy paniach w maskach, naturalnym było, że te wszystkie rzeczy działy się przy wejściu. – Mam nadzieję, że mi już żadne nie wyrośnie – zaśmiała się cicho, bo i owszem, było to zabawne doświadczenie, ale co za dużo, to niezdrowo. – Wolę jednak trzymać się posadzki – nie, unoszenie się w powietrzu to było dla niej za dużo, nawet jeśli był to tylko niegroźny eliksir, a nie miotła, która chciała cię z siebie zrzucić. – Ale tobie bardzo dobrze szło śpiewanie – dodała po chwili i pomyślała sobie, że to akurat całkiem łagodny efekt eliksiru, a jakie były inne Wydawało jej się, że widziała znikających ludzi i chyba mignęło jej, że ktoś bardzo gwałtownie się skurczył, ale była wtedy zbyt skupiona na sobie i swoim szczęściu – obezwładniające, uzależniające uczucie, którego chyba nie chciałaby więcej replikować miksturą, bo czuła się, że to trochę oszustwo. Uśmiechnęła się za to pod nosem słysząc kolejny głos, który śpiewał nie tak daleko.

– Mogę się oczywiście mylić, ale mam takie przeczucie, że te najbardziej spektakularnie efekty zostawili na wejście – ale nie wiedziała. Nie miała czasu pomóc przy tworzeniu miksturek, była więc to dla niej taka sama zagadka jak dla większości bawiących się tutaj dzisiaj ludzi. – Zresztą co złego może się stać? – podpuszczała Christophera tylko, droczyła się, nie zamierzała go namawiać do picia, jeśli sam nie chciał, tym bardziej jeśli miał wątpliwość co do tego, co mogło się stać. Sama uważała to za nieco odważne, to co dali im na wejściu, ale z drugiej strony… jak ktoś się bał, jeśli czyjaś pozycja nie przystoiła odważniejszej zabawie, to raczej stronił od kolorowych buteleczek, tak? Tak sądziła przynajmniej. I może była tu hipokrytką, bo była aurorem, nie wypadałoby tu pewnie zrobić jakiegoś skandalu, natomiast maski na twarzach bardzo wiele rzeczy dzisiaj ułatwiały. I równie wiele pozwalały ukryć. – Ale podobało ci się? – dopytała jeszcze, po czym stanęła w takim miejscu, żeby mieli widok na drinki i kiwnęła głową w ich stronę. – Patrz, ktoś pije – ona też była ciekawa, czy powinni się przed czymś wzbraniać, bo nie lubiła, jeśli coś wpływało na jej świadomość bardziej, niż sobie tego życzyła.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#80
10.12.2025, 05:36  ✶  
Przy drinkach z Brenną

Spojrzał na nią trochę krzywo, bo to przecież nie on wydziwiał na weselu Geraldine i Ambroisa, mówiąc coś o tym jakie ognie mogły być straszne i że w związku z tym mu nie styka piąta klepka. Nie zamierzał jej jednak tego wszystkiego przypominać, bo najwyraźniej przeszło jej jak ręką odjął, albo zwyczajnie próbowała odgrywać dobrą minę do złej gry.

Poszli więc w kierunku drinków, Bulstrode złapał za jednego, ładnie czerwieniejącego się w szkle i upił parę łyków. Walory smakowe trafiały w jego gusta jako tako. Pijał wino, ale nie był jego przesadnym koneserem, wybierając zwykle coś bardziej bezpośredniego. Bo wino było eleganckie. Winem trzeba było się zachwycać i smakować jego bukiet. Była to oczywiście strata czasu, pasująca bardziej komuś takiemu jak Shafiq... w dobrym tego słowa znaczeniu, o ile tak się dało.

Cały ten bukiet, który mu się trafił i powoli przemieniał, wydawał mu się jakąś pokrętną trawestacją na temat wampirycznych odchyłów. Kto wie, może jak Lestrange były małe, to się naczytywały jakichś gotyckich powieści i potem piły z kieliszków soki pomidorowe dla zabawy, a z czasem wpadły na pomysł by dodawać do wina żelfixu dla zagęszczenia.

Niemniej jednak, ani się tym trunkiem nie zachwycił, ani go jednoznacznie nie potępił, przez moment tylko patrząc przed siebie i mając nadzieję, że to nie był szczyt umiejętności zatrudnionych tutaj barmanów.
- Nie jestem pasjonatem win... Ale nie mów tego Anthony'emu Shafiqowi, bo mnie jeszcze wydziedziczy. Ale prędzej spodziewałbym się, że wyrosną mi dłuższe żeby i zacznę gryźć ludzi. I w sumie... czy to nie na twojej imprezie były te drineczki z niebieskim ogniem?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Albert Rookwood (820), Anthony Shafiq (1550), Astoria Avery (2600), Atreus Bulstrode (3714), Baba Jaga (1429), Basilius Prewett (215), Brenna Longbottom (4076), Cedric Avery (211), Ceolsige Burke (1532), Charlotte Mulciber (1529), Christopher Rosier (4157), Dearg Dur (927), Deirdre Malfoy (997), Elliott Malfoy (1589), Gabriel Montbel (1661), Hannibal Selwyn (1963), Jonathan Selwyn (453), Lana Dolohov (670), Laurence Lestrange (3774), Laurent Prewett (1629), Leviathan Rowle (2123), Lucy Rosewood (1380), Lyssa Dolohov (1545), Mirabella Plunkett (3432), Morpheus Longbottom (2810), Oleander Crouch (1688), Pan Losu (1777), Robert Albert Crouch (794), Rodolphus Lestrange (2205), Urd Nordgesim (1079), Vakel Dolohov (4968), Victoria Lestrange (5081), Zachary Burke (1417)


Strony (22): « Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 22 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa