Pozwoliła Brennie wrzucić odciętą rękę do pomieszczenia i zrobić to co uważała za stosowne. Ołówek wyciągnięty z kieszeni nawet jej nazbyt nie zaskoczył, był nawet kompletnie normalną rzeczą, Longbottom już nie raz jej udowodniła, jak dziwne rzeczy potrafi ze sobą nosić, a zresztą Victoria sama była nie lepsza. W końcu jednak drzwi zostały zamknięte bez przeszkód, a Victoria ruchem różdżki zgasiła w nim światło.
Nigdzie się jednak stąd nie ruszyły, bo miały temat do przegadania, a Lestrange zastanawiała się, czy Brenna będzie robiła jakieś uniki, zważywszy jak długo sama milczała. Tak, była zaskoczona, kiedy Atreus powiedział jej, że wybiera się z Brenną na wesele i że to ona go zaprosiła, bo on zaproszenia nie dostał. Ale to nie było zaskoczenie negatywne, wręcz przeciwnie. I oczywiście, że znała plotki o Bulstrodzie, ale każdy miał swoją przeszłość – nie musiało to w żaden sposób implikować tego, co będzie teraz. Poza tym oboje byli przecież dorośli, z dobrych rodzin, czemu miałaby to odbierać źle? Raczej skrytość na tym polu u Brenny była wręcz słodka.
– Oooch, idealnie. Teraz ja się będę mogła odegrać. Wiewiórka, tak? – Atreus miał zbyt dużo ubawu po tym, jak Victorię ugryzła gęś, więc ta wiewiórka przyszła teraz jak wcześniejszy prezent z okazji Yule. Ciemnowłosa nawet uśmiechnęła się złośliwie na samą myśl, bo już układała sobie w głowie pytanie jakie następnym razem rzuci do Atreusa, związane z wiewiórką, nie inaczej. – Czekaj, wypiłaś bimber Yaxleya? Och Brenn – wiedziała doskonale, że jej przyjaciółka unika alkoholu i przecież pamiętała równie dobrze dlaczego. Victorii od tamtej pory zdarzało się czasami napić, ale nigdy tak, jak wtedy, gdy przeżywały swoją ostatnią noc w Hogwarcie.
Oparła się za to wygodniej bokiem o ścianę i rzuciła Longbottom rozbawione spojrzenie.
– Więc jak długo to trwa? – zapytała w końcu, nie chcąc, by to pytanie zniknęło gdzieś nigdy nie zadane.