10.12.2025, 05:46 ✶
Dalej jestem niewidzialna, ale gada do mnie jakaś nawiedzona baba.
Lyssa nie była w ogóle świadoma tego, jak zadziałał na nią eliksir. Uznała go chyba troszeczkę za niewypał, a brak zainteresowania ze strony kogokolwiek... cóż. Przyszła tutaj sama, w swoim własnym towarzystwie, więc liczyła się troszkę z tym, że tak to wszystko się skończy. Najwyżej nie zabawi zbyt długo i zniknie niczym kopciuszek. Przed północą.
Nie pozostała jednak niezauważona zbyt długo, bo nagle zdała sobie sprawę, że zwróciła na nią uwagę jakaś kobieta. Uśmiechnęła się grzecznie, gotowa nawet wysłuchać co ta miała jej do powiedzenia, ale dość szybko ten wyraz zadrżał.
Tego jej było trzeba - wróżby na balu.
Jej. Dziewczynie, która mieszkała w domu pełnym wróżbitów i której trzecie oko wyłożyło życie pewnie od początku do końca. Koniec i Początek, wąż gryzący własny ogon, to dopiero było odkrywcze. Uśmiech trwał, przez pierwszy, drugi i wreszcie trzeci znak, ale stawał się coraz bardziej płaski i wyraźnie wymuszony. Dolohov wcale nie chciała, by jakieś drzwi się jej zamykały, nawet jeśli znaczyło to początek czegoś nowego. Nie chciała zrywać stałych więzi. Nie chciała, by coś zatrząsło jej fundamentami. Nie chciała doświadczać bólu; przecież jeszcze nie tak dawno, no dobra - miesiąc temu, biadoliła Peregrinusowi jaka to ona jest nieszczęśliwa i jak bardzo nie chce. I przede wszystkim, nie chciała się bać.
Cofnęła się o krok, kiedy kobieta przestała mówić, a w jej oczach pojawił się jakiś cień wrogości. Wypowiedziane przepowiednie stawały się wiążące, bo te o których nikt nie słyszał, zwyczajnie zostały zapominane ii nikt nie musiał się roztrząsać nad tym, czy się spełniają.
- Dziękuję za te słowa - odpowiedziała chłodno i sztywno, zanim odwróciła się i nie oddaliła, jak najdalej od tej dziwnej kobiety.
Lyssa nie była w ogóle świadoma tego, jak zadziałał na nią eliksir. Uznała go chyba troszeczkę za niewypał, a brak zainteresowania ze strony kogokolwiek... cóż. Przyszła tutaj sama, w swoim własnym towarzystwie, więc liczyła się troszkę z tym, że tak to wszystko się skończy. Najwyżej nie zabawi zbyt długo i zniknie niczym kopciuszek. Przed północą.
Nie pozostała jednak niezauważona zbyt długo, bo nagle zdała sobie sprawę, że zwróciła na nią uwagę jakaś kobieta. Uśmiechnęła się grzecznie, gotowa nawet wysłuchać co ta miała jej do powiedzenia, ale dość szybko ten wyraz zadrżał.
Tego jej było trzeba - wróżby na balu.
Jej. Dziewczynie, która mieszkała w domu pełnym wróżbitów i której trzecie oko wyłożyło życie pewnie od początku do końca. Koniec i Początek, wąż gryzący własny ogon, to dopiero było odkrywcze. Uśmiech trwał, przez pierwszy, drugi i wreszcie trzeci znak, ale stawał się coraz bardziej płaski i wyraźnie wymuszony. Dolohov wcale nie chciała, by jakieś drzwi się jej zamykały, nawet jeśli znaczyło to początek czegoś nowego. Nie chciała zrywać stałych więzi. Nie chciała, by coś zatrząsło jej fundamentami. Nie chciała doświadczać bólu; przecież jeszcze nie tak dawno, no dobra - miesiąc temu, biadoliła Peregrinusowi jaka to ona jest nieszczęśliwa i jak bardzo nie chce. I przede wszystkim, nie chciała się bać.
Cofnęła się o krok, kiedy kobieta przestała mówić, a w jej oczach pojawił się jakiś cień wrogości. Wypowiedziane przepowiednie stawały się wiążące, bo te o których nikt nie słyszał, zwyczajnie zostały zapominane ii nikt nie musiał się roztrząsać nad tym, czy się spełniają.
- Dziękuję za te słowa - odpowiedziała chłodno i sztywno, zanim odwróciła się i nie oddaliła, jak najdalej od tej dziwnej kobiety.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Maska![[Obrazek: imgproxy.php?id=KoRzKUH.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=KoRzKUH.jpeg)