Kobieta, która zaczepiała jego rozmówcę, okazała się nie być kimś znajomym. Mężczyzna nie potwierdził, jakoby ona była jego towarzyszką dzisiejszego wieczora. A wszelkie jego ruchy dystansu od niej, jasno o tym sugerowały.
- Szanowna Pani.Zwrócił się do kobiety z szacunkiem, licząc że otrzyma od niej swoją uwagę. Spojrzenie, albo jakieś słowo. Nic takiego nie otrzymał. Kobieta go jakby, nie słyszała. Winnym była muzyka? Nie chciał posuwać się do naruszania jej komfortu osobistego. Ale patrząc na jej zachowanie, ewidentnie było coś nie tak.
Zbliżył się bardziej i ostrożnie chwycił ją za ramię, odsuwając od szukającego ucieczki mężczyzny. Na ich szczęście, muzyka tymczasowo ucichła.
- Pan jasno powiedział, że Pani nie kojarzy. Prosiłbym Panią o kulturalne zachowanie i nie narzucanie się. Jeżeli to się powtórzy, będę zmuszony poprosić ochronę o wyprowadzenie Pani z balu organizowanego przez moją rodzinę. Czy Pani mnie zrozumiała?Mówiąc to, upewnił się że na niego patrzyła. Ustawił się tak, aby to jego miała przed sobą a nie Rodolphusa. W swoim tonie był decydujący, władczy, nie ukrywając tego, jak jej zachowanie mogło źle wpłynąć na komfort męskiego grona gości. A nie chciał też, żeby skończyło się dla niej źle. Nie krył swojej tożsamości, jasno dając do zrozumienia z kim tym razem rozmawia. Niezależnie od pozycji w rodzinie, miała przed sobą Lestrange'a. A gdyby i drugi okazał się trochę bardziej odważniejszy wobec kobiet, to i miałaby dwóch przed sobą.
Tym samym, choć miała maskę, starał się spojrzeć w jej oczy. Jako uzdrowiciel, wyłapałby po źrenicach, czy była pod wpływem alkoholu, eliksiru-niespodzianki czy może po narkotykach.
Jeżeli otrzyma od niej odpowiedź, puści ją. Jeżeli nie i znów zacznie mu coś odstawiać, odprowadzi ją do ochrony, która stała przy wyjściu. Ewentualnie, poprosi ich tutaj do siebie.
Posiadana Maska