• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
jesień 1972, 10 września // rejwach

jesień 1972, 10 września // rejwach
orphic
sky above
earth below
and peace within
wiek
58
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
snycerz, sklepikarz
Jest już stary i ubiera się, jakby był z innej epoki, na pewno nie dasz mu mniej lat, niż ma w rzeczywistości, a może nawet dodasz mu kilka, bo siwiejące czupryna i broda Garricka twardo przypominają o nieuchronnym upływie czasu. Zadbany, ale nie w sposób przesadny - czuć od niego luz i swobodę. Widać, że w swoich ubraniach czuje się dobrze i jest mu wygodnie. Ciężko wyobrazić go sobie w innym wydaniu. Ma metr siedemdziesiąt wzrostu i obawiam się, że już nie urośnie.

Garrick Ollivander
#1
13.12.2025, 17:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2025, 17:16 przez Garrick Ollivander.)  
Ollivander rzadko poruszał się po Nokturnie, więc czuł się w tym wyjątkowo niepewnie. Miał jednak ponad przypadkowymi osobami, które mogły zostać napadnięte pewną przewagę - absolutnie każdy go kojarzył i zwykle pojawiał się w tych okolicach dla konkretnego towarzystwa: Woody'ego Tarpaulina. Zapewne bezpieczniej byłoby teleportować się bezpośrednio do Rejwachu, ale nie mógł zrobić tego z takim balastem, więc sunął powoli przed siebie, obwieszony dwiema skórzanym torbami powiększonymi w środku.

Gdyby ktoś go napadł, głęboko by się rozczarował.

Kiedy wszedł do baru i ujrzał w nim Tarpa właśnie, uśmiechnął się ciepło, chociaż uśmiech ten miał w sobie odrobinę zmieszania i bólu. Chciałby przyjść tutaj w innych okolicznościach.

- Tarp! - Powiedział tym swoim spokojnym, miękkim głosem, ściągając z siebie cały ten balast. Widać po nim było, że te torby nie były szczególnie dobrze zaklęte, bo się zmęczył. - Przyniosłem wam, wiesz - ściszył głos - trochę kołder i poduszek. I podzieliłem się tabaką.

@Woody Tarpaulin


no rain,
no flowers
.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#2
17.02.2026, 22:27  ✶  
Rejwach był ogromny. Cała ta przestrzeń — dwa poziomy piwnic, parter, piętro — wszystko ocalało. Nie były to progi wysokie, ale za to jakie przepastne. W pierwszych dniach po tragicznych pożarach trzymać puste izby w gospodzie z kompletnym dachem trudno było sobie wyobrazić. Nie było tu czego rozkradać — na co dzień gościli na tej przestrzeni hordy podejrzanych, pijanych typów, więc na salach było niewiele ponad surowe ławy i stołki. Ducha przecież Tarpaulinowi nie wyniosą, kuchni ktoś zawsze pilnował, a osobiste skarby Woody’ego strzeżone były za zabezpieczonymi drzwiami. Więcej niż o swoje mienie martwił się o ludzi: o zapewnienie komfortu ranionej Asenie i o to, żeby się nie zagryźli między sobą ci, co ściągnęli pod jego dach, kiedy poszło słowo, że można się u niego darmo ogrzać i przespać na dole, i dostać gulaszu na zeszyt przy barze. Starał się oddzielać początkowo baby i dzieci od mężczyzn, ale wszelkie to towarzystwo tak czy srak się ze sobą mieszało. Nie miał kontroli nad tym, kto wchodził, kto wychodził. Kto gdzie zasypiał ani kto okupował rejwachowe kible, w których nie było od dawien dawna mydła ani papieru (bo okej, to dało się zrabować, a srajtaśma jest dla zarządu). Tym matkom jedynie, co ciągnęły za sobą dzieciaki, dał gospodarz, zamiast ław w ogólnodostępnych przestrzeniach, tych kilka zamykanych pokojów, co miały nawet prawdziwe łóżka ze sparciałymi materacami.
A mimo wyjątkowo barwnej mozaiki osobistości zebranych pod dachem (oraz rzuconych po kątach tobołów będących własnością tych, którzy przywlekli ze sobą, co ocalało z ich zawalonych domów), było w Rejwachu jakoś ciszej niż zwykle. Szemrzało tu dziś bardziej niż grzmiało. Stary wyłączył gramofon, zasłonił głośne obrazy kotarą. Szwendał się po pubie trochę jakby bez celu, zaglądając to tu, to tam — ale też nie za często, żeby nie sprawiać wrażenia strażnika więziennego czatującego nad gośćmi.

Gdy więc zobaczył Garricka z końca sali, podążył na spotkanie i uścisnął mu rękę, ledwie Ollivander zrzucił z siebie balast.
— Mistrz Garrick Ollivander, no proszę, kogo moje oczy widzą — powitał go serdecznie. — Dziękuję ślicznie. Zagospodarujemy, z pewnością — odparł, również ściszając schrypnięty głos. Wziął jedną z toreb, drugą niestety zostawił, uniósłszy wymownie tę dłoń, której palec wciąż był grubo obandażowany. Woody Tarp wyglądał na nieco bardziej wymemłanego niż zwykle, z niezadbanym zarostem, wymiętoszoną koszulą, ociężalszym krokiem i... cóż, śmierdział wczorajszą wódą. — Od razu znosimy towar na dół czy ugościć jakoś pierw? Są tu jeszcze, a no wiem, że nie wygląda, miejsca odosobnione, gdzie będziem mieli spokój. — Bo pojawienie się kogoś tak znanego jak Garrick przyciągało ciekawskie oczy wypoczywających przy stolikach ludzi. — Jak tam? Zakład stoi? He, nie wyobrażam sobie świata, jak nie stoi.

!Trauma Ognia


piw0 to moje paliwo
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
17.02.2026, 22:27  ✶  
Pożerający cię strach osiągnął szczyt. Doświadczasz omamów, które doprowadzają cię do obłędu. W tej sesji rzucasz zaklęcie kształtujące ogień, wymierzone w najbliższą osobę lub przedmiot. Wszystko wokół płonie, bo... powinno spłonąć!

OGIEŃ WAS OCZYŚCI.
orphic
sky above
earth below
and peace within
wiek
58
sława
—
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
snycerz, sklepikarz
Jest już stary i ubiera się, jakby był z innej epoki, na pewno nie dasz mu mniej lat, niż ma w rzeczywistości, a może nawet dodasz mu kilka, bo siwiejące czupryna i broda Garricka twardo przypominają o nieuchronnym upływie czasu. Zadbany, ale nie w sposób przesadny - czuć od niego luz i swobodę. Widać, że w swoich ubraniach czuje się dobrze i jest mu wygodnie. Ciężko wyobrazić go sobie w innym wydaniu. Ma metr siedemdziesiąt wzrostu i obawiam się, że już nie urośnie.

Garrick Ollivander
#4
22.02.2026, 00:20  ✶  
Woody Tarpaulin wydawał się być Ollivanderowi człowiekiem rubasznym. Nie był ślepcem ani głupcem, widział dobrze, jakie mendy potrafiły krzątać się po Nokturnie a więc i w Rejwachu, ale Tarp to miejsce trochę rozświetlał i dawał staremu różdżkarzowi nadzieję na to, że ktoś się tymi wiecznymi dziećmi slumsów opiekuje lepiej niż wymierzając im cios prosto w i tak już przekrzywiony nos. No i zawsze tak ładnie pachniało tu jedzeniem. Kucharza musieli zwerbować tutaj niezłego, niezależnie od wszystkiego. Miał wrażenie, że gdyby chciał, to by karierę zrobił i na Pokątnej.

– Tarp – machnął ręką. Był dokładnie tym człowiekiem, którzy na słowo „mistrz” i wszelkie komplementy reagowali słowem „przesadzasz”, a jednak kiedy ktoś nie zwracał się do nich z należytym szacunkiem, robili się zmieszani. Był tak staroświecki jak jego zakład różdżkarski. – Zanieśmy to wpierw. Szczerze mówiąc, to nie zakładałem nawet, że dla mnie dużo czasu znajdziesz. Zakład stoi, praca zaraz wrzeć będzie, więc szukam kogoś do pomocy. Jak znasz kogoś, to daj mu znać. Dużo ludzi teraz potrzebuje snycerza. W ogóle ludzie teraz potrzebują. Reglamentacja nas czeka jak nic. – Ale takie rzeczy, tak się przynajmniej Garrickowi wydawało, Rejwachu nie dotykały. Do Rejwachu przyszliby pewnie ci, którzy chcieliby ją ominąć. Daj im Bóg, żeby było z czego chachmęcić.

@Woody Tarpaulin


no rain,
no flowers
.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Garrick Ollivander (363), Pan Losu (34), Woody Tarpaulin (435)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa