Borgin & Burke
Czarcie Oko nie było wielką konkurencją dla Borgin i Burke. Charlotte pracowała dla kobiety, która była już stara, a większość rzeczy, które znajdowały się w antykwariacie, to były śmieci. Gdyby nie to, że właścicielce było bliżej do grobu niż do czegokolwiek innego, to pewnie B&B zainteresowaliby się Oczkiem bardziej. Ale tak... Wiedźma wbiła się w niszę, dzięki której mogli się nawzajem uzupełniać i napędzać sobie klientelę. W jaki sposób zostało zawarte to przymierze: Lotte nie wnikała. Dla niej liczył się tylko fakt, że była w stanie tam wytrzymać, dostała pensję i mogła rozwiązywać krzyżówki, a także zaczytywać się w pierdołach, które zajmowały większość jej czasu. Elastyczny czas pracy także był jej na rękę.
Dzisiaj, tego wczesnego wieczoru, miała pod pachą niewielki pakunek. Ot, pierdoła, którą ktoś dostarczył do Oka, a wiedźma przekazała jej, by oddała to właśnie do Borgin i Burke. Charlie zgodziła się, bo czemu nie: po pierwsze nie miała nic innego do roboty. A po drugie, liczyła że za ladą będzie się krzątał ktoś, kogo dawno nie widziała. Jej życie nie było emocjonujące, przynajmniej nie na tyle, by mogła odmówić sobie kolejnej sprzeczki, a i być może skradzionego muśnięcia ust gdzieś w kącie, pomiędzy szafę z dziwacznym lustrem, a komodą na której stały pousychane ręce.
- Piękny dzisiaj dzień, prawda? - gdy weszła do Borgin i Burke, była aż nazbyt wesoła. Nikt, kto tu trafiał, nie mógł wejść przypadkowo. To nie był jej pierwszy raz, i zapewne nie był to też ostatni raz, gdy przekraczała te drzwi. Jasne włosy miała związane w niedbały kucyk, spod którego wysmyknęło się kilka kosmyków. Srebrne oczy lustrowały pomieszczenie z ciekawością. Czy zmieniło się tu coś od jej ostatniej wizyty? Może mieli dostawę przeklętego szpeju, jak kolczyki albo coś? Dawno nie wydawała pieniędzy.