06.02.2026, 17:10 ✶
To było kilka cali. Tyle wystarczyłoby, by kwas dotknął twarzy Roberta. Jednak Brenna uratowała go. Znów się jej udało.
Tym razem jednak stało się coś zgoła innego. Kiedy tylko Crouch uderzył o ziemię, świat rozprysnął się na kawałeczki. Jak krzywe lustro, które jakby samoczynnie pękło. Brenna pozostała gdzieś w jednym kawałeczku, mężczyzna w czerni rozpłynął się w cieniu. Do Roberta zaczęły docierać nowe bodźce, prawdziwsze niż dotychczas. Zapach palącego się w kominku drewna. Gładkość pościeli, na której instynktownie zacisnął dłoń.
Obudził się.
Był w swoim łóżku, w domu rodziców. Ogień dogasał w kominku, z uchylonego okna do pokoju wnikał łagodny wiatr. Robert zerwał się na równe nogi. Musiał się upewnić, czy jego rodzice... Nawet jeśli był to tylko sen. Szczególnie, że ból na jego szyi wciąż trwał. Jakby ktoś naprawdę go dusił.
Poszedł do salonu, po cichu, by nikogo nie obudzić. W ręku trzymał różdżkę z zapalonym Lumosem, a w gardle czuł narastający lęk. Kiedy jednak stanął u szczytu schodów w holu, odetchnął z ulgą. Nie było krwi, a na żyrandolu... nic się nie stało. To było najważniejsze.
A jednak ból nie ustępował. Robert przystanął przed lustrem, tylko, by sprawdzić i... Jasna cholera! Rzeczywiście na jego szyi pojawiły się ślady przypominające zaciskającą się linę. Była też ryska, z której powolutku spływała strużka krwi. Ranka po nożu.
Robert wiedział, że tej nocy już nie da rady zasnąć. Rano zaś musiał napisać do Brenny. I przygotować sobie strój z wysokim kołnierzem.
Tym razem jednak stało się coś zgoła innego. Kiedy tylko Crouch uderzył o ziemię, świat rozprysnął się na kawałeczki. Jak krzywe lustro, które jakby samoczynnie pękło. Brenna pozostała gdzieś w jednym kawałeczku, mężczyzna w czerni rozpłynął się w cieniu. Do Roberta zaczęły docierać nowe bodźce, prawdziwsze niż dotychczas. Zapach palącego się w kominku drewna. Gładkość pościeli, na której instynktownie zacisnął dłoń.
Obudził się.
Był w swoim łóżku, w domu rodziców. Ogień dogasał w kominku, z uchylonego okna do pokoju wnikał łagodny wiatr. Robert zerwał się na równe nogi. Musiał się upewnić, czy jego rodzice... Nawet jeśli był to tylko sen. Szczególnie, że ból na jego szyi wciąż trwał. Jakby ktoś naprawdę go dusił.
Poszedł do salonu, po cichu, by nikogo nie obudzić. W ręku trzymał różdżkę z zapalonym Lumosem, a w gardle czuł narastający lęk. Kiedy jednak stanął u szczytu schodów w holu, odetchnął z ulgą. Nie było krwi, a na żyrandolu... nic się nie stało. To było najważniejsze.
A jednak ból nie ustępował. Robert przystanął przed lustrem, tylko, by sprawdzić i... Jasna cholera! Rzeczywiście na jego szyi pojawiły się ślady przypominające zaciskającą się linę. Była też ryska, z której powolutku spływała strużka krwi. Ranka po nożu.
Robert wiedział, że tej nocy już nie da rady zasnąć. Rano zaś musiał napisać do Brenny. I przygotować sobie strój z wysokim kołnierzem.
Koniec sesji