• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [Jesień 72, 07.09 ogród Maida Vale | Ceolsige, Jonathan & Anthony] Evanescent petals

[Jesień 72, 07.09 ogród Maida Vale | Ceolsige, Jonathan & Anthony] Evanescent petals
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
08.02.2026, 12:06  ✶  

—07/09/1972—
Anglia, Londyn
Ceolsige Burke, Jonathan Selwyn & Anthony Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=OIAxK8L.png]

Black roses, a thornless enigma,
playing tricks in the light.
Evanescent petals shine
like droplets of sangria wine.



Październikowe powietrze chłodziło twarz w przyjemny sposób, nawet jeśli ta była nieprzerwanie skryta za maską. Inkrustowana powierzchnia lśniła w blasku magicznych latarni oświetlających przestrzenie zaklętego ogrodu, po którym niespiesznie przechadzały się grupki gości rodziny Lestrange.

Pozostawili za sobą gwar sali balowej i atrakcje dedykowane czystokrwistej sociecie. Zamiast tego wybrali atrakcję, która dedykowała się im sama - tajemnicze czarne róże, które wyrosły niedługo przed spaloną nocą. Czy kwiaty wiedziały? Czy był to efekt przygotowywanego przez Lorda Voldemorta zaklęcia, które niedługo potem spopieliło pół znanego przez nich świata? A może był to przypadek, zrządzenie losu, podobne do lipcowego ataku, którego doświadczył w ogrodach Abbottów.

– Jest w tym anturażu zaszyta zabawna dla mnie sytuacja. Zazwyczaj bowiem i tak widzę róże jako czarne. W ten małostkowy sposób, sprawia mi pewną satysfakcję fakt, że otaczające nas kwiaty są takie same dla oczu każdego kto na nie patrzy – podjął swobodnie, kierując ich kroki w okolice wznoszącej się nad krzewami oranżerii. – Przyznam, że nie byłem tu wcześniej. Nigdyś dość często odwiedzałem Lestrangów, ten rok jednak... jest dość napięty w swoim grafiku. Słyszałem tylko, że raczej odradza się wchodzenie na teren ogrodu. Sądziłem, że będzie on zamknięty dla gości, ale teraz... cieszę się, że nie jest. – Dodał, spoglądając z zaciekawieniem na dostojną Sowę, której strój przydawał jej siły i determinacji, podkreślając cechy, które przebijały przez ładną twarz podczas ich poprzedniej rozmowy.

– Koncert zdawał się poruszyć w Pani wrażliwe struny. Czy będzie nietaktem z mojej strony spytać, jakie skojarzenia przywołała muzyka? Wspomnienie? Czy sama treść zadrgała wewnętrzną energią? – Podzielał przed momentem jej poruszenie, choć powątpiewał aby okoliczności były zbliżone. Tymczasem musiał jakkolwiek wypełnić rozmową przestrzeń, skoro lada moment miał się z nimi zrównać właściciel bardzo specjalnych oczu, mogących prześwietlać wspomnianą duszę w sposób nieco przypominający wróżbiarstwo. Aura nie zdradzała całej prawdy na temat właściciela, ale można było znaleźć w niej pewien kierunek poznawania nowej w życiu osoby. Nie było okazji lepszej niż ta. Pozostawało mu mieć nadzieję, że skoro Selwyn zakopał wojenny topór z pewnym amatorem krwi i róż, otoczenie kwiatów nie będzie nazbyt go rozpraszało.

!Maida Vale
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
08.02.2026, 12:06  ✶  

Maida Vale


Podczas spaceru w okolicy rozarium słyszysz dziwne brzęczenie, które zdaje się pochodzić z ziemi. Gdy przyklękasz, zauważasz, że w glebie delikatnie pulsuje światło. Kopiąc palcami, natrafiasz na niewielki, szklany flakonik, w którym znajduje się srebrzysty płyn. Flakonik ma wyryty symbol róży na zakrętce. W chwili, gdy próbujesz go otworzyć, flakonik nagle robi się gorący i rozpływa się w twoich dłoniach, pozostawiając na nich wilgotny ślad, który pachnie mieszanką róż i popiołu.

Do kości można odnieść się w dowolnym fragmencie sesji - w przypadku nieznajdowania się w miejscu docelowym, należy się w nie przemieścić i odegrać scenę z kostki. Postać Nieuważna, Ślepa lub Pechowa nie zauważa światła, depcze po nim nogą i światło znika. Nikt biorący udział w sesji nie może wygrzebać z ziemi flakonika. Snob nie może grzebać w ziemi. Jeżeli postać biorąca udział w sesji posiada przewagę Tworzenie eliksirów i maści, może rzucić kością na Wiedzę Przyrodniczą. Udany rzut (w pierwszej próbie) gwarantuje rozpoznanie pewnej ilości składników płynu z flakonika po zapachu - zależnej od oceny ze statystyki. W celu uzyskania informacji gracz musi skontaktować się z Mistrzem Gry. Postacie biorące udział w tej sesji nie mogą już użyć kości Maida Vale w ten sam dzień fabularny. Daty sesji nie można przesunąć.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#3
16.02.2026, 20:23  ✶  
Gdy tylko przekroczyli próg rezydencji, chłód październikowego wieczoru owinął się wokół nich przywodząc na myśl bardziej spirytystyczne doświadczenia. Ceolsige, przygotowana na tę ewentualność, jednym płynnym ruchem poprawiła pelerynę, którą narzuciła na ramiona jeszcze w korytarzu. Pióra w odcieniach głębokiej szarości i popiołu zaszumiały cicho, układając się warstwowo od obojczyków aż po talię, a ich aranżacja na plecach do złudzenia przypominała złożone skrzydła wielkiego ptaka.

Wsunęła dłoń pod ramię Anthony’ego, pozwalając, by pierzasty materiał zaszeleścił ocierając się na chwilę o jego bark. Jej ramie spoczęło swobodnie z dłonią skierowaną ku ziemi. Mimo szerokiego okrycia, odruchowo utrzymywała przystający kontakt, utrzymując między ich sylwetkami swobodną, acz niemal niedostrzegalną odległość. Jej krok był miarowy i dystyngowany, ciało emanowało odprężeniem. Wbrew temu, jej oczy ukryte za dziobem srebrnej maski nie próżnowały. Lustrowały cienie między krzewami, oceniały odległości między grupkami gości i badały ułożenie gałęzi. To mimowolna czynność, zamaskowana w wyrazie zauroczonej kontemplacji ogrodu.

Słysząc pytanie Anthony’ego, uśmiechnęła się pod maską. Było to uśmiech lekki, niemal prywatny, wywołany własnym spostrzeżeniem tego jak czujnie przygląda się cieniom pośród krzewów. Nawyki jej codziennego życia wydały się jej w tej chwili niemal groteskowo zabawne.

Przewróciła oczami w geście udawanego zaskoczenia. Gest, w który włączyła także delikatny ruch głową, świadoma masek i ich potencjału do ograniczania czytelności gestów.

– Jest pan niebezpiecznie spostrzegawczy, panie Shafiq – odparła, a jej głos współgrał z szelestem liści pod ich stopami. Niewielkie kłamstewko odnośnie sytuacji, choć komplement oddawał jej prawdziwe odczucia odnośnie zdolności mężczyzny. – Upiór... cóż, to postać tragiczna w najbardziej klasycznym sensie. Porzucił to, czego pragnął najbardziej, gdy tylko pojął, że sięgając po to, nieuchronnie by to zniszczył. Umarł razem ze swoją nadzieją, a ja, muszę wyznać, mam pewną słabość do takich bohaterów. - Mówiła od niechcenia gestykulując wolną dłonią w aurze drobnej pogawędki. Stara sztuczka pozwalająca ukrywać pełną wagę wypowiedzi. - To rzadki rodzaj uczciwości wobec własnej natury.

Zatrzymała się na moment przy jednym z krzewów czarnych róż, nachylając głowę. Pióra jej peleryny zafalowały.

– Cieszę się jednak, że pan Selwyn w drugiej części pozwolił sobie na więcej. W duetach wyraźnie tłumił swojego demona, jakby bał się, że jego partnerka po prostu pęknie pod ciężarem tego głosu. Dopiero solo znalazł ujście dla energii, która wcześniej go dusiła. To było... – zawiesiła głos, jakby szukała odpowiedniego słowa – ...budujące. Widzieć kogoś, kto nie boi się zewu własnej natury i znalazł przestrzeń by ją uwolnić.

Przesunęła wzrok z kwiatów na profil Anthony’ego, a jej ton stał się lżejszy, niemal zaczepny.

– Ale skoro mowa o widzeniu rzeczy takimi, jakimi są... Wspomniał pan o różach. Czy to oznacza, że cały ten wieczór, w pańskich oczach, jest jedynie studium czerni, szarości i srebra? – zapytała z autentycznym zaciekawieniem. Zaciekawieniem głownie jego odpowiedzią gdyż ograniczenia wydawały się znane bazując na "doradztwie" Lazarusa – Ciekawi mnie zakres tego pańskiego „małostkowego” przywileju. Czy to tylko kwestia barw, czy może świat w pańskim postrzeganiu traci przez to coś ze swojej... ostrości?
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#4
21.02.2026, 18:25  ✶  

Jeszcze na sali balowej wyłapał niemy znak Anthony'ego, aby podążył za nim i jego towarzyszką. Tak więc złota sylwetka ruszyła za dwójką gości w masce i już po chwili również pojawiła się w czarnym ogrodzie
– Czyżby pański partner nie wysłał odpowiedniego bukiecika róż wraz z zaproszeniem do wspólnego udziału w zabawie, że musi teraz uciekać się do oprowadzania pani po tym ogrodzie? – zagadnął wesoło zamaskowaną kobietę, która z pewnością była Ceolsige. Ton miał wesoły, krok lekki, zupełnie jakby nie myślał, o tym że to z kimś innym z tej pary najchętniej rozmawiałby u bukietach kwiatów i jakby zapach róż wcale nie wgryzał się w jego nozdrza. Najwyraźniej kwiaty te już nigdy nie miały pachnieć dla niego słodko, zwłaszcza gdy wyglądały tak podejrzanie jak te. Przeniósł spojrzenie na Anthony'ego i wesoło pokręcił głową. – Bo mam nadzieję, że jakieś kwiaty wysłałeś przyjacielu. W każdym razie, liczę że bal traktujecie jako całkiem udany. Widziałem, że oboje dość aktywnie braliście udział w licytacji, zwłaszcza pani.
Tu ponownie spojrzał na Ceolsige teraz nie tylko, aby zachęcić ją do odpowiedzi, ale i aby zerknąć na otaczającą kobietę aurę, której zwykła maska, nawet jeśli bardzo ładna, nie była w stanie zamaskować. Musiał w końcu przyjrzeć się kobiecie, która miała pokazywać się u boku kogoś za kogo bez wahania oddałby swoje życie.

Rzut na aurę Ceolsige, percepcja III
Rzut Z 1d100 - 2
Akcja nieudana
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
03.03.2026, 13:35  ✶  
Słuchanie Ceolsige było przyjemnością, podobnie obserwowania z jaką gracją przemieszczą się po włościach Lestrangów. Maska i przebranie sowy nadawało jej pewnej drapieżności, która sprawiała, że całość nie pozostawała mdła. Zdawała się przy tym szalenie niebezpieczna. Piękni czystokrwiści ludzie mieli to do siebie.

Już miał jej odpowiedzieć, gdy usłyszał dziwne brzęczenie. Już miał nakłonić pannę Burkę by również nadstawiła ucha, gdy pojawił się on.

Pojawianie się wspólnie w miejscu publicznym od powrotu z Hiszpanii była niemiłosiernie trudną okolicznością. I Anthony miał pełnię świadomości, że jak najszybciej musi w sobie wypracować odpowiednie ścieżki - umysłu i ciała, musi jak najszybciej spacyfikować pierwsze impulsy, które sprawiają, że jego twarz roztapia zakochany uśmiech na samo brzmienie głosu tego, którego jeszcze niedawno nazywał swoim przyjacielem, czy właściwie od czasu kłótni we Francji byłym przyjacielem.

Szczęśliwie nosił maskę. Szczęśliwie mógł po prostu milczeć i stopniowo koić oddech.
- Madame Burke, pozwól że przedstawię, ów słoneczny jegomość to monster Jonathan Selwyn, pracujemy razem w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Jonathanie, to właśnie Ceolsige Burke działająca w sektorze prywatnym, wspominałem Ci wspominałem - podło gładko, dystyngowanie jak zawsze, nawet jeśli jego ciało mrowiło pod warstwami noszonej szaty. - Muszę przyznać że jestem głęboko rozczarowany asortymentem zaproponowanym przez Lestrangów. Nic ze smokiem! - poskarżył się, aby pozostać w temacie licytacji. - Niemniej… Czy Ty również jesteś zaskoczony udostępnionym ogrodem dla gości? W ogóle… miałem wrażenie, że słyszę jakieś dudnienie? Dźwięk… O tam. Czy wy też to słyszycie, czy to opary od tych nieszczęsnych eliksirów na wejściu? - W sumie ten dźwięk był mu absolutnie na ukrytą w białej rękawiczce dłoń. Wydłużał czas, na wypadek, gdyby Jonathan go potrzebował, skutecznie rozpraszał uwagę.

Dopiero gdy dotarli na „miejsce” owego brzęczenia, Anthony zdał sobie sprawę z ujemnych aspektów swojego planu. Jego piękne białe rękawiczki. Ziemia pełna robactwa i fekaliów zwanych przez tych szalonych zapaleńców nawozem. Skrzywił się, po raz kolejny tego wieczora dziękując za srebrzystą, księżycową maskę.
- Um.. to tu? - zapytał, nie zamierzając nawet się pochylić, aby nie dawać złudnej nadziei, na to, że podda się atawistycznej potrzebie grzebania w ziemi patykiem. Cóż, zgodnie z prawidłami improwizacji nie powinien się wycofywać. Na szczęście nie był tutaj sam.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#6
08.03.2026, 11:59  ✶  
Pojawienie się nowej postaci przyjęła z instynktowną, choć doskonale zamaskowaną czujnością. Przeniosła powoli wzrok na lśniącą złotem postać Jonathana Selwyna – czyste słońce stanęło w jaskrawym kontraście do jej własnej stylizacji. Choć wyraz jej twarzy pozornie pozostał niezmieniony, kąciki jej ust napięły się nieznacznie, a brwi ściągnęły w geście, który dla wprawnego oka mógł wyglądać jak drapieżne zaproszenie do konfrontacji. Zwykły odruch wzbudzony raczej okolicznościami niż podchodzącą osobą.

Szybko jednak drapieżność odpłynęła z uśmiechu przywracając mu wyraz kurtuazyjnej uprzejmości. Wyłapała szczeliny w jego masce, odwzajemniając spojrzenie. Delikatnie przechyliła głowę, zmieniając nieco wyraz twarzy by mógł symbolizować delikatne "doprawdy?" na komentarz odnośnie kwiatów. Bardziej skierowany do własnych myśli, w których zauważyła, że "bukiecik" okrywa obecnie jej skórę.

Gdy Anthony przeszedł do oficjalnych prezentacji, Ceolsige wykonała dystyngowane skinienie głową. Zatoczyła podbródkiem powolny, minimalny łuk ku lewemu barkowi, a jej oczy zwęziły się w wyrazie uprzejmego zainteresowania. Określenie „sektor prywatny” sprawiło, że w jej spojrzeniu błysnęła iskra tłumionego chichotu. Podobał jej się ten eufemizm; był wystarczająco pojemny, by zmieścić w nim zarówno handel antykami, jak i nocne wizyty w miejscach, o których urzędnicy tacy jak Selwyn woleli nie wiedzieć. Sama naiwność podziału na "ministerialne" i "prywatne" w ich świecie niosła tylko dodatkową groteskę.

– Miło pana poznać, panie Selwyn – odparła miękkim, melodyjnym głosem, w którym wciąż pobrzmiewała gasnąca nutka rozbawienia. – Znajduję „bukiet” pana przyjaciela za całkowicie odpowiedni do okazji. Ma w sobie... właściwy ciężar gatunkowy – skomentowała, nadając wypowiedzi lekko tajemniczy ton, bawiąc się dwuznacznością sytuacji.

Przeszła swobodnie w tryb salonowej konwersacji, gestykulując lewą dłonią z gracją osoby, która od pokoleń porusza się w takich kręgach. - To tylko gra w bingo. Ustylizowana by lepiej przystawała do uczestników i okazji. Miło zaskoczyła otwierająca perełka i humorystyczny przerywnik. - Zdawała sie zachowywać jakby obu panów znała od lat i byłą to tylko kolejna konwersacją jaką prowadzili na rozlicznych okazjach towarzyskich spotkań. W wykonaniu niektórych byłaby to poza, dla niej to naturalna postawa przystająca do sytuacji. Dźwięk, o jakim wspomniała Shafiq powstrzymał już dalszą część zmierzającą do niewielkiej kpiny. Uniosła tylko brew i ruszyła w stronę dziwnego brzęczenia. Gniazdo pszczół byłoby zaskakujące, ale z drugiej strony ogród był obecnie nieco nieprzewidywalnie magiczny.

Dźwięk zdawał się dochodzić spod ziemi, tuż obok ścieżki pomiędzy dwoma krzewami róż. Delikatnie przewróciła oczami chivalry is dead przemknęło jej przez myśl gdy zauważyła dystansowanie się Anthony'ego. Przykucnęła zręcznie zagarniając dłońmi poły sukienki. – Czy to światło? – zapytała, nachylając się nad pęknięciem w ziemi tuż przy ścieżce. Wyłapała wzrokiem pulsujące promienie, przebijające się spomiędzy grudek nawozu i korzeni czarnych róż. – Wygląda to tak, jakby coś bardzo chciało się z niego wydostać.

Nie czekając na reakcję towarzyszy, Ceolsige wyciągnęła dłoń. Jej palce, przyzwyczajone do manipulowania przy mechanizmach zamków i badania faktury antyków, bez wahania zanurzyły się w wilgotnej glebie. Ciemna, tłusta ziemia natychmiast weszła za jej paznokcie i pobrudziła skórę, ale nie zdawała się tym przejmować. Brzęczenie przybrało na sile, stając się teraz niemal fizyczną wibracją wyczuwalną bezpośrednio pod opuszkami.

Gdy odrzuciła większą grudkę nawozu, pulsowanie stało się oślepiająco srebrzyste. Pomiędzy splotami ciemnych korzeni natrafiła na coś twardego i gładkiego. Zacisnęła palce na chłodnym szkle i z lekkim oporem wyciągnęła przedmiot na powierzchnię.

Był to niewielki, pękaty flakonik wykonany z grubego szkła, które zdawało się więzić w środku kawałek księżyca. Srebrzysty płyn wewnątrz wirował gwałtownie, lśniąc własnym, niespokojnym światłem, które przebijało przez zabrudzone boki naczynia. Ceolsige uniosła znalezisko na wysokość oczu, pozwalając, by blask fiolki oświetlił srebrny dziób jej maski i czarne smugi ziemi na jej nagich palcach.

Jej twarz przybrała teraz ten dziwny wyraz fascynacji i dzikości jaki towarzyszy jej kiedy natrafia na coś wyjątkowego. Szybko jednak prychnęła. - Czyżby kolejna zabawa eliksirami? - w jej pytaniu dało się wyczuć nieco złośliwości wobec gospodarzy i ich pomysłów na niektóre rozrywki.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#7
18.03.2026, 02:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.03.2026, 03:13 przez Jonathan Selwyn.)  
Tak jak Ceolsige skinęła głową, tak on ukłonił się lekko w szarmanckim geście.
– Tak, słynna pani Burke. Słyszałem, że zrobiła pani niezwykle czarujące wrażenie na moim przyjacielu. Proszę mi powiedzieć. Czy nie uraczyłaby mnie pani później tańcem? Prawdę mówiąc miałem spytać się już o to wcześniej, ale nie chciałem przeszkadzać wam we wspólnej zabawie – powiedział i w tym momencie poczuł, jak jego trzecie oko zostało otoczonej przez zmęczenie i lekki ból, gdy nie udało mu się przyjrzeć się aurze kobiety. I teraz gdy o tym myślał, było w tym coś naprawdę pasującego do jej drapieżnego uśmiechu, którym na chwilę go uraczyła. Na całe szczęście Anthony pociągnął dalej dyskusję na temat licytacji, a Ceolsige dała się w nią wciągnąć przynajmniej na te kilka chwil, których potrzebował aby dyskomfort zniknął a on mógł spróbować ponownie.

Rzut na aurowidzenie, Percepcja III
Rzut Z 1d100 - 53
Sukces!


Tym razem, szczęśliwie, o ile nic nie stanęło mu na przeszkodzie, był w stanie dotrzeć aurę kobiety.
– Tak, licytacja była... Mało zadowalająca – powiedział wracając do rozmowy. – Zwłaszcza w zakresie eliksirów, ale no cóż. Zapewne nie jest ona ostatnią licytacją, w której przyjdzie nam brać udział, także chyba nie ma czym się aż tak przejmować.
Dziwny odgłos skierował ich spojrzenie do jednego miejsca na ziemi, z którego pulsowało światełko. Na całe szczęście dla jego rękawiczek to Ceolsige postanowiła zacząć w niej kopać, co... Jednocześnie nieco go zaskoczyło, ale i wzbudziło pewnego rodzaju uznanie. Później, gdy już będą sami będzie musiał zapytać się Anthony'ego, czy jego towarzyszka często lubi kopać w ziemi.
– Hm... – mruknął, przyglądając się znalezisku z pewnym zaciekawieniem. – Robić poszukiwanie skarbu w ogrodzie, do którego odradzają wejścia? Czyżby jakaś rekompensata za tę licytację?

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#8
13.04.2026, 11:22  ✶  
W przeciwieństwie do Jonathana, w Anthonym było wiele obaw, które płynnie mieszały się z ekscytacją. Shafiq nie znał się ani na rzemiośle, ani na świecie przyrodniczym - on obracał dobrami, wymagając ekspertyzy od ludzi, którzy go otaczali. Tymczasem teraz tych ludzi brakło. Jonathan w końcu był mężczyzną wielu talentów, ale wiedza florystyczno-alchemiczna nie była jednym z nich. Ceolsige zaś? Wciąż pozostawała dla niego tajemniczą księgą. Piękną z zewnątrz, ale jaka była jej treść? Interesy z jej ojcem rzadko kiedy obejmowały specyfiki, z resztą teraz, na balu, nie miało to większego znaczenia. Z drugiej strony był świadom, że jeśli tylko panna Burke nie odziedziczyła po swojej rodzinie tylko nazwiska i zakładu... cała sytuacja mogła stać się nagle bardzo ciekawa. Czy starczy jej na to brawury?

Dlatego też patrzył w rosnącym napięciu na poczynania swojej partnerki.
– Czerne róże pojawiły się tu nagle, a ogrodnicy mają zakaz zajmowania się nimi – powiedział nieco ciszej niż zamierzał, w tonie, który z powodzeniem sprawdzałby się listopadowymi wieczorami do opowiadania straszliwych historii. Aura tego miejsca bardzo pasowała. – Ta fiolka nie pochodzi od rodziny, a przynajmniej nic na to nie wiadomo komuś kto z tym ogrodem jest związany. Dla Lestrangów to też tajemnica. Wydaje mi się, że wciąż nie ustalono składu tego specyfiku. – Inaczej nie byłby to dziwny eliksir tylko całkowicie przebadany eliksir. Ktoś. Jak taka sprawa mogła się wymknąć Lestrengom spod kontroli? Czy wpuścili gości licząc na to, że ktoś inny odkryje to za nich? – Ale też nie da się ukryć, że to znalezisko wzbudza we mnie więcej ekscytacji niż licytacja. – Nie mógł oderwać oczu od dłoni swojej partnerki. Jakby zaraz, za moment mieli szansę dotknąć tajemnicy, która z korzeniami wyrwała ich z biurokratycznej machiny.
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#9
15.04.2026, 21:12  ✶  
W milczeniu uniosła dłoń, w której spoczywał flakonik. Obracała go powoli, trzymając w pacach niemal nonszalancko, pozwalając, by księżycowe światło uwięzione w szkle tańczyło na jej palcach. W tym samym czasie Jonathan Selwyn, mrużąc oczy za swoją złotą maską, mógł dostrzec coś, czego nie widzieli inni – wokół sylwetki panny Burke zaczęła pulsować szmaragdowo zielona poświata. Barwa ta, głęboka i gęsta niczym najszlachetniejszy kamień, w przedziwny sposób harmonizowała z kolorem szarfy opasującej jej talię, jakby aura kobiety stanowiła element wybranej stylizacji.
Gdy padło pytanie Jonathana, Ceolsige zareagowała z przeciągłym opóźnieniem. Nie zmieniła położenia fiolki, lecz powoli i płynnym, niemal sennym ruchem przeniosła na niego spojrzenie. Ruchem którego powolność podkreślało przeciagłe machnięcie rzęs. Przez niemal nieosłoniętą en-face twarz przebiegł delikatny wyraz przygany. Zawiesiła wzrok na jego złotej masce o kilka sekund za długo, tworząc gęstą atmosferę oczekiwania, i dopiero gdy Anthony był w połowie swojej opowieści o zakazach i tajemnicach Lestrange’ów, przeniosła uwagę na niego.
- Więc to jest jeden z tajemniczych owoców jakie przyniosło lato. - w jej głosie przebijałą sie wyraźna nuta podekscytowania mimo, że zachował on elegancką melodyjność. - Nie miałam jeszcze szczęścia, by któraś z tych mikstur przepłynęła przez moje dłonie.
Zaintrygowana, przyjrzała się misternie wykonanej nakrętce. Chwyciła za nią delikatnie, niemal czule, ledwie końcówkami dwóch smukłych palców. - Mam nadzieję, że nie mają panowie nic przeciwko – rzuciła bardziej jako fakt niż zapytanie. Pozwoliła, by krótka chwila ciszy wytworzyła ułudę przestrzeni na protest, którego ewentualne pojawienie się wydawało się nieeleganckie.
Jednym zdecydowanym ruchem odkręciła nakrętkę. Reakcja była natychmiastowa. Jej oczy instynktownie się rozszerzyły a usta ściągnęły. Buteleczka w jej dłoni w ułamku sekundy stała się gorąca i plastyczna, tracąc swoją szklaną formę niczym topniejący wosk. Ceolsige zdążyła jedynie rozłożyć palce i delikatnie ją obrócić, zanim flakonik zupełnie się roztopił, przelewając się między jej palcami. Po znalezisku pozostał jedynie mokry ślad na skórze i uderzająca, ciężka nuta zapachu róż zmieszanego z popiołem.

Nawet nie spojrzała na towarzyszy. Wiedziała, że maski i tak skrywają ich reakcję. Jej twarz szybko powróciła do wyrazu stonowanego zainteresowania. Może w kąciku ust dało się dostrzec pewne drżenie wynikłe z ukłucia irytacji. Poruszyła ręką, płynnie, nieśpiesznie zbliżając wilgotną dłoń do twarzy. Głębszym wdechem zaciągnęła ulatniający się aromat w płuca. Wstrzymała oddech. W dyskretny ruchu przysłoniła usta dłonią. Ukradkiem, niemal niedostrzegalnie, wysunęła koniuszek języka i spróbowała posmakować resztek wilgoci, która pozostała we wgłębieniu wnętrza jej dłoni.

Dla MG
Chcę skorzystać z przewagi Smakuje jak... nie powiem ci jak to smakuje (rodowa) i zobaczyć czy pozwoli to mi zidentyfikować składniki.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1016), Ceolsige Burke (1519), Jonathan Selwyn (504), Pan Losu (205)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa