15.01.2026, 23:30 ✶
Dzień zapowiadał się na przyjemnie spokojny. Wstała rano, a z kuchni już dochodziły nieśmiałe zapachy przygotowywanych potraw. To był ten jeden z nielicznych dni, które spędzała w rodzinnym domu, a nie zaszyta na Nokturnie, gdzie bliżej jej było do zejścia na Podziemne Ścieżki, a nie wyjrzenia przez okno na posępny krajobraz Little Hangleton. Ale każdy sabat tak wyglądał - mama nalegała, by pojawiali się wtedy w domu, by dopełnić tej osławionej świątecznej atmosfery. Ale te konkretne chyba wcale nie miały być takie spokojne.
Było ledwo popołudniu, a oni siedzieli z Oliverem na poddaszu, w sytuacji głębokiej na cztery skurwyjce. Cztery rozwrzeszczane listy, które piały w nieznanym języku, a ją telepało na samą myśl o tym że mogły pojawić się następne. Z resztą, babcia sama kazała im wynosić się z salonu, póki nie rozwiążą tego problemu, listy się nie uspokoją, albo nie nadejdzie czas na świąteczny obiad.
Pieśń ma była już w grobie, już chłodna, -
Krew poczuła - spod ziemi wygląda -
I jak upiór powstaje krwi głodna:
I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda.
Głosiły kolejne listy i może nawet doceniłaby ich treść, gdyby nie fakt że szeleszczące zgłoski wcale nie chciały być zrozumiałe. Jakikolwiek nie był to język, ona nie miała chęci go zrozumieć, szczególnie że w pobrudzone okno coś znowu zapukało.
- Zaklej je! - wrzasnęła do brata, kiedy zauważyła sowę i kolejną kopertę. Niedoczekanie. Sama doskoczyła do framugi, machając przy tym rękoma i chcąc odstraszyć ptaszysko, ale w tym momencie koperta rozkleiła się i zaczęła wrzeszczeć nową linijkę.
Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga,
Z Bogiem i choćby mimo Boga!
she was a gentle
sort of horror
sort of horror