• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72, 10-11.09 Julián & Anthony, Apartament Shafiq'a]

[Jesień 72, 10-11.09 Julián & Anthony, Apartament Shafiq'a]
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#11
02.12.2025, 23:18  ✶  
Wino się skończyło.

Wino zostało dolane.

Wino zawierało w sobie prawdę, o tym wiedzieli już starożytni.

I był pewien drastycznym problem w wysłuchaniu porady, którą Shafiq otrzymywał w cieniu własnej kuchni. Opowieść od której się zaczęła, osobiste doświadczenia, które powinny wspomóc dalsze słowa wywołały potok myśli i zaiste bardzo nieprzyjemnych asocjacji. Czy Jonathan znał go lepiej niż on siebie? Nie do końca. Wciąż przecież nie był świadom tego, jakie miejsce zajmował przed laty w sercu Anthony’ego, ponieważ dyplomata nie był w stanie mu tego opowiedzieć nawet teraz, gdy uczucie dawno wyblakło i odeszło w zapomnienie. Znanie Anthony’ego lepiej niż on sam siebie znał przypadało z resztą w udziale Morpheusowi Longbottomowi, których więź od pierwszych chwili w ekspresie do Hogwartu stała się wyznacznikiem i skalą tej dziwnej, mistycznej wręcz bliskości. Wymiany myśli. Uczuć. Zbieżności prowadzonych żyć.

Jedna dusza.

Selwyn nie był jedną duszą z Anthonym, wciąż wiedział o nim szalenie wiele. I jeśli - czysto hipotetycznie - przyłożyć wzorzec kłótni o której opowiadał Bletchley do jego bieżącego zmartwienia…
— Cały czas utrzymuje, że właśnie to było jego celem — powiedział Anthony dolewając wina również sobie. Powiedział głucho i markotnie, bo oprócz owej ochrony Selwyn powiedział mu również kilka rzeczy na temat jego nieudolności i odklejenia od rzeczywistości. Czy rzeczywiście to o nim myślał? Gorzej… Czy rzeczywiście to była prawda? Nadgryzł wnętrze policzka by poczuć krew, by zachować spokój. By nie dać tak łatwo ustąpić gniewowi, na rzecz wszechogarniającego smutku i poczucia winy. — Powiedział mi, że jestem bezużyteczny. Powiedział, że roztoczył nade mną informacyjny klosz, abym mógł bezmyślnie dalej patrzeć się w dal, robiąc absolutnie nic, bo przecież w tym jestem najlepszy. — Było coś bardzo bolesnego w paraleli, bo przecież i Anthony zakładał, że Jonathan nie robił nic więcej, poza szumnie wygłaszanie promotorskiej też, gdy nikt za bardzo nie słyszał, z pewnością nikt kto mógłby mu zaszkodzić. Czy powinien tak złościć się na Selwyn, za to, że on tą samą miarę przyłożył do niego samego? Czy miał prawo się złościć, skoro z ich dwójki to Jonathan mimo wszystko angażował się w konflikt, w czasie gdy Anthony podróżował, pił i wyśmiewał przebierańców w maskach. — Chciałbym udowodnić mu że jest inaczej — przyznał jeszcze ciszej, spłukując gorycz prawdy, goryczą trunku. — Dlatego, gdy znalazłem Somnie i tak pozostałem na ulicy. I tak widziałem… to wszystko. To wszystko do czego doprowadziły nieudolne rządy. Krzyki. Smród palonych ciał. Chaos. — Bardzo chciał o tym opowiedzieć Jonathanowi. O lęku. O bezsilności. Ale czy nie przyznałby mu wtedy racji? Że się nie nadaje do walki?

— Sądzisz, że Voldemort wygrał? — zapytał nieoczekiwanie. — Przez to, że robiliśmy za mało, przez to, że społeczeństwo jest podzielone, a teraz, ta Zadra podzieli je jeszcze bardziej? Sądzisz, że jest jeszcze nadzieja? — Zdawał się tak mały w tym swoim pytaniu, zadanym do laufra, do kogoś kto przecież pewnie wiedział mniej od niego o mechanizmach rządzących światem. Rebelia zebrała swoje żniwo. Czy była to ostateczna bitwa? Sprawy były zbyt świeże i zbyt koszmarne w skali, aby nie dać się porwać tej przerażającej myśli. Że to koniec. Że bezpieczniej byłoby złożyć broń. Czy dał się zastraszyć? W świetle dnia, pod sklepieniem czarnych chmur, które nie chciały jeszcze ustąpić, nie zamierzał dawać po sobie tego poznać. Ale w noc taką jak ta, gdy po zamknięciu oczu czuło się w ramionach drżenie bratniej duszy torturowanej crucio, gdy wspomnienia bratobójczej walki zostały wypalone dymem i iskrami, a zapach spalenizny nie pozwalała zapomnieć. Przy nim. Przy nieznajomym siedzącym razem z nim przy winie… Pozwolił sobie zwątpić. Pozwolił sobie potwierdzić słowa Jonathana. Był słaby. Bezużyteczny. Mały.
twój stary
I am not the man you knew
I know that you've been waiting
wiek
50
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
auror
181 cm, ciemne oczy i włosy z siwizną, wąsy

Julián Bletchley
#12
03.12.2025, 19:34  ✶  
— Ufasz mu? — zapytał.
„Bezużyteczny”. Bóg Stwórca jeden wiedział, ile razy sam to słyszał, ile razy sam do siebie tak mówił. Auror choć nigdy nie przyznałby tego głośno, drgnął, gdy usłyszał, jak Anthony wygłaszał na głos tę samą ranę.
— Pokłóciłeś się z nim zeszłej nocy? — dociekał, próbując się zorientować w okolicznościach. — Każdy z nas czasem pieprzy od rzeczy, kiedy jest spanikowany, zły albo przerażony. On też. Tyle że ty te słowa łyknąłeś jak prawdę objawioną, a one mówią więcej o jego stanie niż o tobie — naprawdę chciał mu pomóc, chociaż spodziewał się, że nie był nieomylny i szybciej palnie jakąś gafę aniżeli rzeczywiście mu pomoże. Julian przetarł dłonią brodę, wąsy, policzek. Zmęczenie miało w nim swoje własne terytorium, ale nie odebrało mu trzeźwości spojrzenia. — Wciąż możesz mu to udowodnić. Nic mu się nie stało, prawda? Nadal masz pole manewru.
Bletchley urwał, kiedy ciężar kolejnych myśli sam spadł mu na usta.
— Prawda jest taka, że ministerstwo zawiodło — powiedział gorzko. Ile razy już widział, jak instytucja po instytucji rozpadała się ludziom przed oczami? — Zawiedli rządzący i zawiodły procedury. Latami udawaliśmy, że mamy nad tym kontrolę… a kiedy przyszła godzina próby? Widziałeś sam. Ulice płonęły.
Tamtą nocą zawiódł i on.
Oparł łokcie na stole i pochylił się. Chciał schować twarz przed spojrzeniem Anthony’ego.


you've taken your rightful place
at the table of kings
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#13
20.12.2025, 18:17  ✶  
W normalnych okolicznościach Anthony'emu nie podobałby się ten ton. Nie podobało mu się to w jakie obszary, w jak wrażliwe obszary zboczyła ich rozmowa. Nic by mu się tutaj nie podobało. Ale to nie były normalne okoliczności, a Bletchley mimowolnie stał się głosem rozsądku. Szkoda, owe nienormalne okoliczności sprawiały, że ten głos rozsądku i tak był wykrzywiany bólem, brakiem snu, jedzenia i stabilności.

Anthony łyknął te słowa, ponieważ były prawdą. Nie dlatego, że Londyn płonął, bo mówili sobie to noc, jedną noc wcześniej. To była wina Anthony'ego, jego wina i jego odpowiedzialność. Zacisnął mocniej szczękę, słuchając kolejnych słów aurora.

Ministerstwo zawiodło

Nie. To on zawiódł. Zawiódł wszystkich swoją pasywnością. Spalona noc puściła z dymem wiele przestrzeni, wiele istnień, ale puściła też z dymem jego poczucie kontroli i sprawczości. Jego oportunizm. Jego próby przetrwania i czekania na to kto wygra.

Był największym przegranym...

Mopheus? Jonathan? Nawet nie zauważył, kiedy położyli swoje życie na szali tych, którzy zdawali się mieć o wiele mniejsze szanse. Czyż nie pamiętali z jaką nienawiścią wszyscy podchodzili do Nobby'ego Leacha? Czyż nie wyczuwali gniewu czystokrwistych rodzin na zastaną rzeczywistość, na odcinanie im kolejnych gałęzi władzy na rzecz dorobkiewiczów?

Milczenie zawisło między Anthonym i Juliánem.
– Wciąż możesz udowodnić, że jest inaczej. Nadal masz pole manewru – powtórzył za nim głucho, szorstko, głosem pozbawionym politycznie poprawionej miękkości, przywodzącym na myśl stal, zamiast miękkich atłasów i jedwabiów które dotykały ich zmęczonej skóry. – To że Ministerstwo zawiodło, to jest eufemizm, to jest spore niedoszacowanie zbrodni obojętności, którą popełniła cała struktura, którą popełniliśmy my. Politycy, urzędnicy, aurorzy, brygadziści, niewymowni... wszyscy. Były wróżby, był ostrzegawczy szept Matki. Kowen musiał o nich wiedzieć, nie zrobiono nic. Od półtora roku nikt nic z tym nie robi. Ulice zapłonęły, przyoblekły się czerwienią. Może ta czerwień na moich rękach była tylko farbą, ale wciąż ją czuję. Ci ludzie, których odpędziłeś mieli racje. Gdybyśmy zareagowali od razu gdy ten parszywy wariat wygłosił swój manifest, gdybyśmy zgnietli tę rebelię w zalążku, nie bacząc na pochodzenie oprawców ukrywających się za maskami, gdybyśmy tylko z lekceważeniem nie podchodzili do ostrzeżeń. Nie było mnie w kraju podczas Beltane, ale teraz, kiedy na własne oczy mogłem ujrzeć ogrom szaleństwa szarpiącego społeczność... Ministerstwo miało wszelkie podstawy, aby sięgnąć po ostrzejsze środki po poprzednim, tragicznym w skutkach sabacie. Czy teraz zrobią cokolwiek więcej? Wątpię. Zakurzeni, zgnuśniali, zwapniali, przeżarci władzą i ułudą wpływu... oto nasz obraz. Oto największy grzech. Pieprzone przekonanie o tym, że ta sprawa sama ucichnie, że ten szaleniec nie zgromadzi tylu popleczników, nie zgromadzi tyle mocy... – Anthony podniósł się, zaczął krążyć po ciemnej kuchni, emocje znów zawrzały mu w żyłach. Chciał, tak bardzo chciał o tym powiedzieć Jonathanowi, zaadresować swoje wyznanie winy, ale tam... czuł, że nie ma pozycji do negocjacji i deklaracji. W końcu to Jonathan miał rację co do niego, a on... on tak bardzo liczył, że Selwyn siedzi obok i tylko patrzy. Jak mógł być tak okrutny i zaślepiony w swoim osądzie? Jak mógł uważać, że jego przyjaciel, zastępca, jedna z najbliższych mu osób, nie ruszy do działania w pierwszych dniach tego konfliktu?
Stalowe oczy padły na Bletchleya. Czy był w tej dziwacznej organizacji? Nie wiedział. Ale jeśli nie był... Może nie dziś, ale jutro, albo pojutrze napisze kilka gorących słów rekomendacji Morpheusa.

Poczucie winy było... potężnym motywatorem do działania.

– Jebać procedury – rzucił nieoczekiwanie, a słowa wybrzmiały tym mocniej, że auror nigdy nie miał szans usłyszeć przeklinającego polityka. Słowa pachnące nie tyle rynsztokiem, co desperacją i determinacją. – Musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Musimy znów sprawić, żeby ulice był bezpieczne. Z Ministerstwem, czy bez niego.– przystanął i utkwił stal spojrzenia w zmęczonym mugolaku. W mugolaku, który grał o o wiele większą stawkę.
twój stary
I am not the man you knew
I know that you've been waiting
wiek
50
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
auror
181 cm, ciemne oczy i włosy z siwizną, wąsy

Julián Bletchley
#14
08.03.2026, 17:10  ✶  
Julian siedział na stołku, nie odzywając się. Nie komentując. To nie było tak, że  nie miał nic do powiedzenia, ponieważ najgorętsze słowa samokrytyki cisnęły się mu na język, a po tej nocy każde z nich ważyło więcej niż powinno. Każde mogło pchnąć człowieka w jedną albo drugą stronę przepaści — w przypadku Anthony’ego nie potrafił jeszcze stwierdzić w którą. Co więcej, nie mógł patrzeć bez bólu serca, jak ten krążył po kuchni, jak w jego głosie mieszał się wstyd, gniew i coś co auror znał aż za dobrze.

Bletchley przesunął palcem po brzegu kieliszka, zostawiając w winie powolny, czerwony wir. Myśli wracały do płonących ulic, krzyków i ludzi, których nie zdążył ochronić. Dostrzeganie wad, niedopatrzeń Ministerstwa to jedno, ale jawna krytyka, która padała z ust z ważnej osobistości tejże instytucji raczej mówiło samo za siebie. A Julian tak bardzo nie lubił siedzieć bezczynnie.
— Jestem zmęczony, Anthony.
Przez szarą, zmęczoną twarz mężczyzny przemknął cień uśmiechu, kiedy jego gospodarz wspomniał o jebaniu procedur. Czy nie łamali ich już od miesięcy? Kiedy ta dziwna, nieoficjalna współpraca między nimi zaczęła się przeradzać w coś więcej niż tylko wymianę informacji? Bletchleyowi trudno było stwierdzić, kiedy dokładnie się to stało, ale z pewnością przypieczętował to moment dopiero tej nocy, gdy zapukał do jego drzwi, szukając schronienia. Julian przesunął dłonią po brodzie i wąsach. Robił to zawsze, gdy coś intensywnie rozważał.
— Dobrze — zaczął. — Co proponujesz?
Koniec sesji


you've taken your rightful place
at the table of kings
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (3241), Julián Bletchley (1865), Pan Losu (29)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa