06.12.2025, 21:51 ✶
Helloise zdawała się dumać chwilę nad odpowiedzią Ceolsige. Myślała nad tymi smolistymi rękoma bardziej niż nad zaciekami. Te drugie interesowały ją mniej. Pierwsze miały kształt — kształty można było interpretować.
— Nie dziwne, że są uparte. Ich celem jest przemarszem ciężkich butów ustanowić dyktaturę strachu. — Słowa nie należały do niej. Usłyszała je od Alexandra kilka dni wcześniej i zostały z nią; stały się jej słowami. — Buty, bo — tu machnęła dłonią ku podłodze — u mnie to były ślady stóp. Ktoś mi powiedział, że klątwa miała zaszkodzić mi, zniszczyć mój dom — Helloise mówiła o tym nienaturalnie matowo i obojętnie, jakby nie do końca chciała zanurzać się w temat emocjonalnie. — Ja myślałam, że może czegoś chcą, skoro tak chodzą i chodzą.
Może i Burke nie myliła się do końca, unosząc brwi w geście sugerującym zdrożność polecenia. W kontaktach z Helloise tak już bywało, że czarownica niebezpiecznie zbliżała się do granicy cudzych stref komfortu. Balansowała niezyt ostrożnie gdzieś pomiędzy troskliwą otwartością a nieproszonym naruszaniem barier intymności. Gdy witała wcześniej Ceolsige, od razu pogłaskała jej ramiona; gdy teraz podawała jej zapachy, Burke mogła poczuć mimo zamkniętych powiek, jak nisko druga czarownica pochyla się nad nią, jak pojedyncze kosmyki jej włosów łaskoczą policzki koleżanki.
Nie bez powodu krążyła o niej opinia dziwaczki z lasu — i nie tylko przez wygłaszanie osobliwych poglądów, lecz i cały styl bycia, który niektórych przytłaczał.
Gdy Ceolsige otworzyła oczy, dojrzała, że słoiczek zapachu, jaki wybrała, pełen był gęstej mikstury o głębokim, czerwonym kolorze. Helloise wydawała się zadowolona z jej wyboru, może nawet dumna, lecz nie zdradziła powodów tego żadnym komentarzem.
— To zależy. Chciałabyś zabrać ze sobą klasyczny wieniec czy może coś, jak to niektórzy uważają, bardziej eleganckiego? Coraz więcej ostatnio ludzie interesują się darami w rzeźbionych szkatułkach. Proszą, żeby taką wypełnić ziołami, a do środka między nie włożyć świeczkę, eliksir, kadzidło. Wszystko to, co normalnie wplatam w stroik, oni chcą w puzdereczku, żeby zanieść Bogini jak prezent dla cioci na imieniny. Mówią, że to z klasą, nie tak wiejsko i jarmarcznie jak wianek.
Czarownica zabrała słoiczek i zagłębiła się w chatę w poszukiwaniu kolejnych elementów. Jej opinię dało się usłyszeć w tonie wypowiadanych słów: nieszczególnie przepadała za nowoczesną formułą darów, lecz nie zamierzała potępić jej wprost. Wciąż był to bowiem jakiś przejaw okazania wdzięczności bogom. Lepszy taki niż żaden.
Powróciła z dwoma przykładami szkatułki — były to zgrabne, polakierowane drewniane skrzyneczki rzeźbione w roślinne ornamenty. Oprócz tego postawiła również na podłodze obok Ceolsige dość duży kosz wiklinowy.
— Oprócz ziołowej bazy i świecy lubię dodać do wieńca figurkę. Symboliczny totemik. — W koszu znajdowały się kilkucentymetrowe rzeźby z jasnego drewna. Znaczna część przedstawiała motywy zwierzęce: jelenie łby z porożem, liski, wilczki, wiewiórki, miś, ptaki i czego tylko dusza zapragnie. Znalazło się także kilka losowych różności z innych tematów, między innymi potrójny księżyc będący symbolem Bogini czy kwiatowe płaskorzeźby. — W moim wieńcu będą wiewiórki. Coś do ciebie przemawia czy masz własną inwencję? — Bo były to oczywiście tylko inspiracje. Mogła z drewnianych dodatków Ceolsige równie dobrze zrezygnować zupełnie czy podpowiedzieć coś własnego wedle fantazji.
— Nie dziwne, że są uparte. Ich celem jest przemarszem ciężkich butów ustanowić dyktaturę strachu. — Słowa nie należały do niej. Usłyszała je od Alexandra kilka dni wcześniej i zostały z nią; stały się jej słowami. — Buty, bo — tu machnęła dłonią ku podłodze — u mnie to były ślady stóp. Ktoś mi powiedział, że klątwa miała zaszkodzić mi, zniszczyć mój dom — Helloise mówiła o tym nienaturalnie matowo i obojętnie, jakby nie do końca chciała zanurzać się w temat emocjonalnie. — Ja myślałam, że może czegoś chcą, skoro tak chodzą i chodzą.
Może i Burke nie myliła się do końca, unosząc brwi w geście sugerującym zdrożność polecenia. W kontaktach z Helloise tak już bywało, że czarownica niebezpiecznie zbliżała się do granicy cudzych stref komfortu. Balansowała niezyt ostrożnie gdzieś pomiędzy troskliwą otwartością a nieproszonym naruszaniem barier intymności. Gdy witała wcześniej Ceolsige, od razu pogłaskała jej ramiona; gdy teraz podawała jej zapachy, Burke mogła poczuć mimo zamkniętych powiek, jak nisko druga czarownica pochyla się nad nią, jak pojedyncze kosmyki jej włosów łaskoczą policzki koleżanki.
Nie bez powodu krążyła o niej opinia dziwaczki z lasu — i nie tylko przez wygłaszanie osobliwych poglądów, lecz i cały styl bycia, który niektórych przytłaczał.
Gdy Ceolsige otworzyła oczy, dojrzała, że słoiczek zapachu, jaki wybrała, pełen był gęstej mikstury o głębokim, czerwonym kolorze. Helloise wydawała się zadowolona z jej wyboru, może nawet dumna, lecz nie zdradziła powodów tego żadnym komentarzem.
— To zależy. Chciałabyś zabrać ze sobą klasyczny wieniec czy może coś, jak to niektórzy uważają, bardziej eleganckiego? Coraz więcej ostatnio ludzie interesują się darami w rzeźbionych szkatułkach. Proszą, żeby taką wypełnić ziołami, a do środka między nie włożyć świeczkę, eliksir, kadzidło. Wszystko to, co normalnie wplatam w stroik, oni chcą w puzdereczku, żeby zanieść Bogini jak prezent dla cioci na imieniny. Mówią, że to z klasą, nie tak wiejsko i jarmarcznie jak wianek.
Czarownica zabrała słoiczek i zagłębiła się w chatę w poszukiwaniu kolejnych elementów. Jej opinię dało się usłyszeć w tonie wypowiadanych słów: nieszczególnie przepadała za nowoczesną formułą darów, lecz nie zamierzała potępić jej wprost. Wciąż był to bowiem jakiś przejaw okazania wdzięczności bogom. Lepszy taki niż żaden.
Powróciła z dwoma przykładami szkatułki — były to zgrabne, polakierowane drewniane skrzyneczki rzeźbione w roślinne ornamenty. Oprócz tego postawiła również na podłodze obok Ceolsige dość duży kosz wiklinowy.
— Oprócz ziołowej bazy i świecy lubię dodać do wieńca figurkę. Symboliczny totemik. — W koszu znajdowały się kilkucentymetrowe rzeźby z jasnego drewna. Znaczna część przedstawiała motywy zwierzęce: jelenie łby z porożem, liski, wilczki, wiewiórki, miś, ptaki i czego tylko dusza zapragnie. Znalazło się także kilka losowych różności z innych tematów, między innymi potrójny księżyc będący symbolem Bogini czy kwiatowe płaskorzeźby. — W moim wieńcu będą wiewiórki. Coś do ciebie przemawia czy masz własną inwencję? — Bo były to oczywiście tylko inspiracje. Mogła z drewnianych dodatków Ceolsige równie dobrze zrezygnować zupełnie czy podpowiedzieć coś własnego wedle fantazji.
dotknij trawy