09.02.2026, 17:54 ✶
Czytaj więcej: Ustawa „prawo własności przemysłowej”
Szedł przez Little Hangleton chłop rosły: chłop wysoki, chłop szeroki. Szedł posępny, szedł zgarbiony. Szedł, i mu wiatr podwiewał prochowiec, szedł, i mu wiatr szarpał fedorę. Szedł, w ręce niósł czarną walizeczkę, szedł, i łypał oczyma na boki, łypał, czy aby kto na nią się nie połasi.
Chciałoby się rzec, dla dopełnienia obrazu, że do walizeczki był przykuty, ale Asena Greyback pożyczyła rejwachowe kajdanki i nie oddała. Zresztą Bogini raczy wiedzieć, czy Woody Tarpaulin by chciał te kajdanki od niej z powrotem.
Nie śmiejmy się. Sprawa, która sprowadza Tarpa do Little Hangleton jest arcypoważna, a zawartość walizeczki cenna. Powróćmy zatem do szarego krajobrazu miasteczka ponuraków, przez które, rozchlapując burą wodę z ulicznej kałuży, kroczy wasz pokorny sługa, uprzejmy oberżysta, skromny przedsiębiorca, itd. itp.
Dokroczył w okolice cmenatrzyska — ino zniczem zaleciało wespół z gnijącym liściem jesiennym. Wziął się chłop rozejrzał, prawo-lewo, lewo-prawo, cimny wieczór, ni żywego ducha, za martwych trudno poświadczyć. Wlazł w cmentarne alejki, kluczył niezgrabnie między ciasno poupychanymi nagrobkami, baczył, czy walizeczką nikomu świeczki nie utrąci — a bo to kto wie, jaki złośliwy duch czyha nad mogiłą? I dotarł dziad pod dom opisany szyldem Nox Aeterna. Zakład pogrzebowy.
A co to? Umarł kto? Gdzie tam! Właściciel Białego Wiwerna wciąż dycha.
Ding-dang-dong — chyba że tu obwieszcza przybycie nie dzwonek, a upiorna kołatka?
W każdym razie: ding-dang-dong. I uchylają się drzwi trupiarni, i pełznie pod nos zapach kadzidła z nutką truposza. Wicher za plecami przybysza wrzeszczy groźby znad cmentarza, ino błyskawicy w tle brakuje, ale tako się składa, że tego wieczora tylko wiatr porywisty, zachmurzenie duże, wilgotność wysoka, opadów brak. Pan Tarpaulin otrzepał grzecznie buty, wszedł do środka, zamknął za sobą drzwi i prosto do gabinetu pana właściciela.
— Panie Fawley, tak jak żeśmy się umawiali, tak jestem — obwieścił się od progu konspiracyjnym, głębokim głosem. — Mam ze sobą interes, o którym panu wspominałem w liście.
Trochę się dobry karczmarz z Nokturnu znać z Othellem Fawleyem musiał. Z tej samej podłej dziury wypełzli, bo na Podziemnych się każdy z każdym po twarzy poznawał, to i pan Woody Tarpaulin z Rejwachu się z panem ex-księgowym z burdelu Kościanego minęli tu czy ówdzie, normalna sprawa. Również dlatego pan Woody Tarpaulin postawił na tego wykonawcę — jak komu raz nie po drodze z prawem, to i potem jakoś się łatwiej wraca.
piw0 to moje paliwo