16.12.2025, 23:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 00:22 przez Aaron Andrew Moody.)
Ulica Śmiertelnego Nokturnu, Rejwach po zamknięciu, czyli popijawa starych druhów
– Posłuchaj, jaki miałem sen. – Aaron podniósł palec, jak gdyby doznał nagle jakiego objawienia. Z powodzeniem mógłby uchodzić za greckiego filozofa, gdy siedział tak wsparty o bar z fają w gębie, kielichem w jednej ręce, z drugą zaś rękę wzniesioną ku górze, niczym Archimedes, kiedy zakrzyknął na głos: heureka! Widać było po nim, że jest już nieco podpiwszy. Ale nawet to, że język czasem kołowaciał, a mowa nieco się plątała, nie przeszkadzało jemu i jego przyjacielowi Woody'emu w celebracji sobotniej nocy.
– Śniło mi się, żeśmy ukradli Macmillanom inkantację zaklęcia, za pomocą którego kontrolują pogodę w Londynie. No wiesz, tym jebanym urwipołciom z kowenu, tym... – Aaron zamachał ręką, jak gdyby sam siebie powstrzymywał przed wyklinaniem na stan kapłański, bo w gawędzie należało przecież prędko przejść do rzeczy, żeby słuchaczy nie zanudzić. – Tak to w tym moim śnie wzięliśmy i wykombinowaliśmy, że zaśnieżyliśmy wpierw całe miasto. Caluśki Londyn tonął w śniegu! Zima stulecia w samym środku lata, pisali w gazetach. Miasto sparaliżowane, ludzie w panice... – Przez chwilę opisywał, jak to przydomowe baseny bogatym czyściuchom pomroziło tak, że służba mogła im z nich kostki lodu do drinków łupać. – Ale to była tylko pierwsza faza naszego planu. Jakież było zdziwienie wszystkich – ciągnął, zaangażowany w swoją opowieść – gdy przeszliśmy do drugiej fazy, zmieniając pogodę tak, że spowodowaliśmy największe roztopy w dziejach Anglii. Nie dało się tego nawet porównać do powodzi z czterdziestego siódmego. Bo to była powódź, bracie, powódź biblijna, na miarę tej opisanej w sumeryjskim micie o potopie, najstarszym micie w dziejach człowieka! A my siedzieliśmy na dachu Rejwachu i patrzyliśmy, jak woda wymywa z ulic brudy. Jak wiry porywają społeczne męty, których samo istnienie przypomina żałobę pod paznokciami. Wszystkie te niechlujne sprawki spłynęły do ścieku dziejów, woda z roztopionego śniegu przyniosła bowiem naszemu miastu oczyszczenie. Bo jakby mnie kto pytał, to miasto potrzebuje się oczyścić. Wszyscy jesteśmy w dupie, Woody. A to miasto? To miasto potrzebuje jebanej lewatywy.
Tak to orzekł Aaron, a potem wziął potężny łyk piwska, po którym otarł dłonią usta.
– Zagraj no Summertime Blues Eddiego Cochrana, bo aż mi się zimno zrobiło na wspomnienie tej śnieżycy. – Moody machnął ręką na rezydującego w Rejwachu ducha lutnisty, który posłał mu mordercze spojrzenie, zanim przewrotnie zaintonował... Najdłuższą kolędę, jaką znał.
– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
– The situation is difficult, not me.