• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[Jesień 72 13.10 Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] LimonCello

[Jesień 72 13.10 Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] LimonCello
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#11
26.03.2026, 03:53  ✶  

Rowle obserwował jak butelka ląduje w glucie i nagle ten cały glut zwraca uwagę na niego. Pionowe źrenice zwęziły się na moment czujnie, bo nagle zdał sobie sprawę że potwór faktycznie skierował się na nich, najwyraźniej bardziej rozumny niż by tego chcieli, ale wtedy rozbłysło światło. Uratowało ich, na krótki moment niestety, bo kiedy tylko szlam zetknął się w ciepłą wodą w basenie, zaczął parować i zatruwać powietrze.

To co powiedział Henryk, wcale nie było pocieszające, ale dawało do myślenia. Na tyle, by umysł Leviathana powoli odsuwał od siebie te średnie teorie i dochodził do jakichś bardziej koherentnych wniosków. A kiedy wreszcie te przyszły, skrzywił się wyraźnie. Na moment schował się za barkiem i spojrzał w sufit z jakąś rezygnacją. Zmierzenie się z bestią mogło okazać się łatwiejsze, ale maledictus? Maledictus nie był tylko zwierzęciem, które przez pomyłkę znalazło się w kurorcie. To była bestia i to do tego czarnomagiczna. A te przed nimi była kupą szlamu i Rowle był w stanie się założyć że celny strzał zaklęciem w głowę niczego nie rozwiąże.

- Umiesz gadać, Henry? - zapytał cicho, próbując wstrzymać kaszel. - Bo mamy tu maledictusa i albo ktoś go namówi do przemiany, albo nas zabije, jeśli stąd nie uciekniemy - napiłby się najlepiej, ale może i to dobrze, że jeszcze przed chwilą sączyli to limoncello. Próbował sobie przypomnieć, czy istnieje jakiś uniwersalny sposób na to jak załagodzić przemianę maledictusa, niekoniecznie poprzez gadanie do niego jak rozjuszonego zwierzaka, który od dobrych słów i łagodności się uspokoi.

Jednocześnie spróbował wyczarować barierę; przeźroczystą, działającą niczym bańka która oddzielałaby ich od tworzonego dymu, taką by ciągnęła się od ściany do ściany by w razie czego mogli próbować przedostać się na schody lub do otworzonego pokoju.


//wiedza przyrodnicza ◉◉◉◉○ czy coś wiem więcej jak okiełznać maledictusa
Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!


//kształtowanie ◉◉◉○○ na przeźroczystą ścianę która nas oddzieli od produkowanych oparów
Rzut Z 1d100 - 51
Sukces!


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
malfoy z temu
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#12
26.03.2026, 08:07  ✶  
To, co stało się z butelką upewniło Henryka, że nie warto w ogóle wchodzić w szlam. Poniekąd znajdowali się teraz w pułapce. Całe szczęście stwór nie zwracał na nich uwagi przez długi czas. Zainteresowała go za to świetlna kula, którą chłopak przywołał. Dało mu to trochę czasu, by przeszukać barek.

Przyjrzał się zdjęciu i dziwnemu dopiskowi. Pocieszało go, że napisano liścik po angielsku. Przynajmniej nie trzeba było gimnastykować się nad zrozumieniem włoskiego. Henry nie zdążył jednak dokładnie przyjrzeć się zdjęciu, bo zaraz do jego dróg oddechowych dotarł paskudny wprost swąd. Najgorzej, że drapał on w gardło. Nie mieli dużo czasu.

Spojrzał na Leviathana zdziwiony. Gadać? Z tym piekielnym, nieziemskim pomiotem? Z błotnistą górą szlamu? Potem jednak przypomniał sobie odciski stóp. Czyli to była jakaś klątwa? Nie chciał wnikać. Zamiast tego więc przytaknął.

Najpierw rzucił zaklęcie, by wspomóc Leviathana w tworzeniu bariery. Nie mógł mówić bez możliwości oddychania. Powietrze stawało się coraz gęstsze, jakby to dziwne stworzenie samo parowało. Uwalniany przezeń zapach był nie do wytrzymania.

Potem Henry wstał. Spojrzał na istotę w miejsce, gdzie powinny być oczy. Był dziennikarzem, do jasnej cholery. Choć nie sądził, że już na początku kariery będzie musiał przeprowadzić wywiad z błotnistym monstrum.

– Nazywam się Henry. Są ze mną moi przyjaciele, Leviathan i Basil – przedstawił ich. Wiedział, że dobrze było, jak napastnik utożsamiał twarze z imionami. Trudniej było wtedy zabijać. – Leviathan to magiprzyrodnik i medyk. Ja się u niego przyuczam. Możemy ci pomóc. Tylko w tym celu musisz się zmienić. Wiem, że może to być trudne. Ale pomożemy ci tylko, jeśli nam pozwoliisz.

Pierwszy rzut: Kształtowanie II, wspomagam zaklęcie Leviathana.
Rzut N 1d100 - 45
Slaby sukces...

Drugi rzut: Charyzma II + przewaga rodowa Trust me bro, namawiam potwora, żeby się przemienił
Rzut N 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#13
04.04.2026, 22:31  ✶  
Szybka wymiana zdań między mężczyznami i później nieco głośniejsze przemawianie do rozsądku bestii, doprowadziła do zatrzymania się poczwary nim całkowicie zanurzyła się wewnątrz wody. Dźwięk, który wydała z siebie chwilę potem przerwał pełną napięci ciszę i był to dźwięk… odruchu wymiotnego…

- G…gkaaaa gulll… gie….eeeeee - obrzydliwe torsje narastały, przez łzawiące oczy ukrywający się za wymurowanym murkiem mężczyźni mogli dostrzec w utrzymującej się w ciąż mdłej kuli światła jak przez cielsko przechodzą niewielkie falki sugerujące dyskomfort potwora. A potem jakby z pleców miały wystawać czułki, czy dodatkowe macki, kikuty skrzydeł coś co w chwili straszliwego zrozumienia i potwierdzenia przypuszczeń Leviathana okazało się… szczupłymi dłońmi szukającymi ucieczki. Bestia zaczęła się zwijać w konwulsji i szarpać rzucana wewnętrzną walką, która teraz znajdowała swoją fizyczną formę.

Słowa Henryka rozpoczęły tę szarpaninę, ale nie mogły go skończyć. Tę walkę osoba obciążona klątwą musiała przejść sama. Leviathan, choć sam nosił na sobie inne brzemię, wiedząc teraz że jego wskazanie jest prawidłowe, wiedział również, że to obciążony musi ją pokonać sam. Oni jednak… mogli w jakiś sposób mu pomagać, eksponując go na najważniejsze, wiążące go z ludzkim życiem przedmioty, aktywności lub osoby. Uspokoić. Zrelaksować. Przywrócić kontrolę…

Tymczasem ich sytuacja - choć zagrożenie płynące z kontaktu z bestią na moment się zatrzymało - była nadal nieciekawa. Nie udało im się domknąć ochrony, przez co toksyczne opary w mocny dyskomfort wprawiały ich ciała, mroczyły umysły. Choć mogli mówić i widzieć przez gryzący dym, czuli zawroty głowy, spowalniający ich działania.

Następna Tura 8.04 (jutro ustawowe wolne, więc liczyłam trzy dni od poniedziałku.

Ponieważ nie udało wam się zebrać dwóch pełnych sukcesów na osłonę, do czasu zaczerpnięcia świeżego powietrza, możecie wykonywać tylko jeden rzut na post.

Krytyczny sukces Henryka i sukcesy wiedzowe Leviathana rozpoczeły wewnętrzną walkę bestii i znacząco przybliżyły możliwość jej powrotu do ludzkiej formy. Aby wspomóc obciążoną klątwą osobę w tej nierównej walce, potrzebujecie wyeksponować ją na tylko jeden aspekt kotwiczący w ludzkiej postaci.
malfoy z temu
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#14
07.04.2026, 11:35  ✶  
Z cielska potwora wynurzyła się ludzka ręka, co dało Henrykowi nadzieję, że może niedługo zagrożenie minie. Gorzej, że powietrze gęstniało od błotnistego smrodu, a potwór z każdą chwilą coraz bardziej nim emanował. Lockhart zabrał z barku trzy serwetki. Jedną podał Leviathanowi, drugą Basilowi, a trzecią zatrzymał dla siebie. Zakrył sobie nią nos i usta. Niewiele to pomagało, ale przynajmniej nie wdychał tego smrodu bezpośrednio.

– Możemy mu jakoś pomóc? Może pokażmy mu to zdjęcie? Basilu, byłbyś w stanie je podtrzymać w powietrzu niedaleko niego? By mógł popatrzeć na tych ludzi? – poprosił, spoglądając na szefa Cutty Sark. – Musimy spróbować pozbyć się tego smrodu, bo się zadusimy. Może jest tu jakaś wentylacja...?

Henry spojrzał w górę, na sufit i ściany. Szukał czegokolwiek, co mogło im pomóc wpuścić do pomieszczenia choć odrobinę świeżego powietrza. Zatkanego wywietrznika, niedziałającego wiatraka, który by się dało poruszyć magią...

Rzut na Percepcję IV - szukam jakiejś wentylacji w całym pokoju
Rzut PO 1d100 - 64
Sukces!
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#15
07.04.2026, 14:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2026, 14:56 przez Leviathan Rowle.)  

Leviathan nie dowierzał trochę temu, co zadziało się dookoła niego. Po pierwsze, Lockhart postanowił zrobić dokładnie to, co zostało mu zaproponowane, zaczynając przemawiać do rozsądku potwora. Czy Rowle uważał że to zadziała? Niekoniecznie. Czy chciał, żeby się udało? Jak najbardziej. I chyba stał się jakiś cud, bo słowa chłopaka faktycznie wydawały się działać. Tknęły coś w maledictusie, poruszając jego ludzką stronę.

Niestety, stworzona przez nich bariera nie była dokładna i problem oparów wciąż był jak najbardziej istotny. Te szczypały w oczy i osiadały na gardle palącym osadem. Rowle uniósł więc różdżkę, chcąc stworzyć dokoła swoich ust i nosa bąbel świeżego powietrza, który umożliwi mi swobodne oddychanie.

Czego jednak Rowle już się nie spodziewał, to że Lockhart postanowi przerwać i zacząć zadawać pytania albo zająć się czymś innym. Szło mu tak dobrze i jedyne czego trzeba było to pchnięcie istoty w odpowiednim kierunku, a skoro już kłamał, to mógł kłamać dalej. Leviathan zmiął wiec przekleństwo w ustach, wtedy dopiero zwracając uwagę na fotografię którą wcześniej oglądał blondyn, a o której na nowo wspominał. Złapał za nią, bo prawdę powiedziawszy to wolał, żeby Basil siedział gdzie siedzi i czekał w pogotowiu, tym bardziej że z całej ich trójki był chyba najbardziej roztrzęsiony.

- Pamiętasz zeszły rok? - zapytał, unosząc pocztówkę ku górze i pokazując ją potworowi. - Wrzesień 1971, piękne wspomnienia. Skup się na nich. Na tym co było wtedy, a nie teraz!


// kształtowanie ◉◉◉○○ na wyczarowanie bańki świeżego powietrza dookoła ust i nosa
Rzut Z 1d100 - 62
Sukces!


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#16
10.04.2026, 21:51  ✶  
Henryk w ogromie podziemnej groty przy niewystarczającym świetle nie widział zbyt wiele, ale zauważył, że snujący się gaz gryzący ich w gardła i nosy uchodzi w stronę pomieszczenia do którego sforsowali wcześniej drzwi i wzdłuż głównych schodów ku górze - do wyjścia. Leviathan z kolei bez problemu wyczarował zgodnie z życzeniem bąbel powietrzny i zaciągnięcie się nim było przyjemną odmianą, niewystarczającą jednak i zbyt krótkotrwałą, by pozbyć się osłabienia i zawrotów głowy.

Tymczasem rzeczy wkoło działy się bardzo dynamicznie, a znalezione wcześniej zdjęcie przechodziło z rąk do rąk.

Skup się na nich. Na tym co było wtedy, a nie teraz!

Na moment, na krótką chwilę wszystko zdawało się zamrzeć w bezruchu, gdy Leviathan wykrzyknął w kierunku potwory tych kilka słów, które w jego odczuciu mogły pomóc w tej nierównej walce.

Nie pomogły.

Ręce które przez moment zamarły, gwałtownie i ze złowieszczym pluskiem zostały wciągnięte do środka czegoś, co mogło być równie dobrze plecami, a mogło być i brzuchem. A potem istota przewaliła się na ziemie szamocząc się dalej. Tym razem wychynęła stopa, przez moment zdawało im się że ze straszliwego cielska wyłoni się głowa, ale...

– Na cycki Matki, co tu się wyprawia!? – wrzasnął nieco piskliwie Basil, wyrywając z ręki Rowla nieszczęsną wskazówkę tak, że kawałek narożnika został w palcach czystokrwistego czarodzieja. Przewodniczący towarzystwa odchrząknął i podjął o wiele pewniej: – Levi może i wiesz najlepiej co tu się dzieje i jesteś przekonany, że ze wszystkim poradzisz sobie sam, a Ty...– wskazał na Henryka, opierając się o murowany barek by nie stracić równowagi. Jeśli jednak ktokolwiek próbowałby mu zabrać zdjęcie... okazywał się bardzo szybki. Dodajmy też, że zdążył po drodze wyciągnąć z kieszeni różdżkę. – ...Ty Henry, może jesteś na wyprawie pierwszy raz i nie wiesz jakie tu zasady obowiązują. I ja! Ha! Ja może wypiłem z was najwięcej, ale to jest Cutty Sark do jasnej cholery! Różne rzeczy się dzieją na wyjazdach, a od pracy zespołowej i wzajemnego zaufania nie raz zależy przetrwanie wszystkich! Nigdy nie zabiorę Was na bardziej wymagające wycieczki, jeśli nie pokażecie, że potraficie ze sobą współpracować – przemawiał rozgorączkowany, w akompaniamencie plasknięć i błotno-szlamowej walki dziejącej się gdzieś tam... za ich plecami, na skraju basenu wypełnionego leczniczą wodą. A potem Skamander uniósł różdżkę i bez problemu rozjaśnił jej kraniec. Pochylił się nad zdjęciem, przybliżając światło i dając też miejsce pozostałym, żeby mogli spojrzeć na nie jeszcze raz. Mimo rozdarcia i wygniecenia - nadal wszystko pozostawało czytelne.

– A teraz gadać mi, czemu to zdjęcie jest takie ważne? Jak mogłoby pomóc? Ten Maledictus? To jakaś klątwa tak?

Teraz każdy kto chciałby spojrzeć na fotografię jeszcze raz, we względnym jak na okoliczności spokoju, mógłby zobaczyć uśmiechające się i machające życzliwie do fotografa instrumentalistki: czarnoskórą kobietę o lwiej grzywie, indiankę o orlim nosie i niską azjatkę, której oczy - mimo uśmiechu - zdawały się przez moment być podobne do Heleny. Zimnokrwiste. Płazie. Każda z nich trzymała rdzenny dla swojej kultury instrument. Po drugiej stronie zdjęcia widniała niezmiennie dedykacja dla Marco.

dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#17
10.04.2026, 23:17  ✶  

Rowle zmarszczył brwi w jakimś lekkim poczuciu irytacji, kiedy wystające ręce zostały wessane do środka, a co gorsza - Basil wyrwał mu z dłoni fotografię. Zawahał się wyraźnie, jakby coś w środku targnęło nim, żeby wyrwać tę pocztówkę na nowo, ale nie zrobił tego, milcząc i słuchając całego wybuchu Skamandera.

Poczuł złość. Gdzieś głęboko, powoli bulgoczącą i wzbierającą, jednak zatrzymaną przez jego własną gruboskórność i nieruchawość. Złość na to, że szef Cutty Sark do tej pory siedział niczym trusia, którą można było rzucać po całym pokoju bezkarnie, a odezwał się dopiero teraz i ileż to miał do powiedzenia, ani razu niemal się nie zająknąwszy. Wypluwał z siebie coraz więcej słów, pomimo tego że żrąca para drażniła oczy i gardło. Pomimo tego że tam, za barkiem, rozgrywały się faktyczne zmagania, a on miał czelność upraszać się o chwilę dla debila i analizowanie obrazka. Lockhart doszedł do tego, dlaczego jest ono ważne, on sam to też podchwycił, więc dlaczego Basil nie mógł nadążać za nimi? A najbardziej chyba w głowie Rowle'a nie mieścił się fakt, że mężczyzna zdawał się nie wiedzieć, czym był maledictus.

Patrzył na sylwetkę jego twarzy, pochylającą się teraz nad fotografią, z wlepionym w nią wzrokiem i między jednym a drugim mrugnięciem, ze spojrzenia Leviathana wychynęła zwyczajna wrogość. Wrogość do tego jak Basil był powolny i jak głupi mu się w tym momencie wydawał. Szybko jednak schował to uczucie na nowo gdzieś do środka, skrzętnie upychając je i zamykając w pudle. Czuł jednak - nie, wiedział - że gdyby mógł, dla spokoju odstrzeliłby tak samo miotającego się maledictusa, jak i Skamandera. Zrobiłby tym przysługę światu.

- Maledictus - zaczął szybko i pustym głosem. - Klątwa dotykająca tylko kobiety. Można powiedzieć że jest w niej bardzo stara, czarnomagiczna istota. Coś co teraz jest znane tylko z legend i to coś próbuje nad nią zapanować. Jeszcze walczy, więc znaczy to że nie przemieniła się ostatecznie i mogłaby wrócić do swojej ludzkiej postaci, trzeba jej w tym pomóc. Ta fotografia równie dobrze może się do tego odnosić. Może któraś z nich to ta bestia - on jednak daleki był do wskazywania tego, która to mogła być. Różne anomalie zdarzały się w świecie, a z tego co mu było wiadomo, cechy maledictusa nie przenikały do wyglądu zewnętrznego nosicielki, zamiast tego zjadając je nagle i gwałtownie.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
malfoy z temu
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#18
12.04.2026, 11:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.04.2026, 11:42 przez Henry Lockhart.)  
Nadzieja potrafiła prysnąć w przeciągu chwili i tym razem również tak się stało. Ręka, która już prawie wywalczyła sobie drogę na wolność, znowu wciągnięta została przez potworne cielsko. Henry zamarł na chwilę, zamknął oczy. Czy to był koniec? Czy miał się tu udusić razem z dwoma mężczyznami, których nawet tak dobrze nie znał. Przez chwilę błysnęła mu myśl, że może już nigdy nie zobaczyć swoich przyjaciół. Brynji, Electry, Jessie'ego. Hestii. Wspomnienie ostatniego imienia szczególnie go zabolało.

Dopiero słowa Basila przywołały go do porządku. Do rzeczywistości. Była jeszcze szansa. Nadzieja nie mogła zgasnąć tak łatwo. Musieli tylko... współpracować. Problem w tym, że do tego Henry nie był w ogóle przyzwyczajony. Nauczył się przecież radzić sobie sam. Jednakże nie mógł powiedzieć, że bez pomocy innych by sobie w ogóle poradził. Może to stanowiło klucz do wyjścia z tej sytuacji? Przytaknął Basilowi.

Słowa Leviathana o tym całym maledictusie strasznie go zdziwiły.

– Nie miałem pojęcia, że dotyka tylko kobiety... – odparł z lekkim wstydem, że początkowo domniemał, że w ciele stwora kryje się mężczyzna. – Powinniśmy też przenieść się do tamtego pokoju. Tam jest wylot powietrza, może będzie się dało tam oddychać. A jeśli chodzi o zdjęcie, to... wydaje mi się, że coś może łączyć je z maledictusem. Może to jakieś bolesne wspomnienia? Nie powinniśmy ich jej przypominać. Szczególnie, że mam wrażenie, że coś jest z nimi nie tak. Te oczy... – spojrzał znacząco na Leviathana, który na pewno skojarzyłby podobieństwo do Heleny. Henry bał się jednak wysławiać je głośno. – Mogę spróbować z nią porozmawiać. Nie nawiązujmy do zdjęcia, może... niech uświadomi sobie, gdzie jest. Że z nami jest bezpieczna. Namówmy ją, żeby przypomniała sobie jakieś dobre wspomnienie. Chwile spędzone z kochaną osobą. Najgorzej, że tak mało o niej wiemy, więc nie bardzo można bezpiecznie przytoczyć jakiś konkret.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dearg Dur (2360), Henry Lockhart (1459), Leviathan Rowle (1589)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa