Rowle obserwował jak butelka ląduje w glucie i nagle ten cały glut zwraca uwagę na niego. Pionowe źrenice zwęziły się na moment czujnie, bo nagle zdał sobie sprawę że potwór faktycznie skierował się na nich, najwyraźniej bardziej rozumny niż by tego chcieli, ale wtedy rozbłysło światło. Uratowało ich, na krótki moment niestety, bo kiedy tylko szlam zetknął się w ciepłą wodą w basenie, zaczął parować i zatruwać powietrze.
To co powiedział Henryk, wcale nie było pocieszające, ale dawało do myślenia. Na tyle, by umysł Leviathana powoli odsuwał od siebie te średnie teorie i dochodził do jakichś bardziej koherentnych wniosków. A kiedy wreszcie te przyszły, skrzywił się wyraźnie. Na moment schował się za barkiem i spojrzał w sufit z jakąś rezygnacją. Zmierzenie się z bestią mogło okazać się łatwiejsze, ale maledictus? Maledictus nie był tylko zwierzęciem, które przez pomyłkę znalazło się w kurorcie. To była bestia i to do tego czarnomagiczna. A te przed nimi była kupą szlamu i Rowle był w stanie się założyć że celny strzał zaklęciem w głowę niczego nie rozwiąże.
- Umiesz gadać, Henry? - zapytał cicho, próbując wstrzymać kaszel. - Bo mamy tu maledictusa i albo ktoś go namówi do przemiany, albo nas zabije, jeśli stąd nie uciekniemy - napiłby się najlepiej, ale może i to dobrze, że jeszcze przed chwilą sączyli to limoncello. Próbował sobie przypomnieć, czy istnieje jakiś uniwersalny sposób na to jak załagodzić przemianę maledictusa, niekoniecznie poprzez gadanie do niego jak rozjuszonego zwierzaka, który od dobrych słów i łagodności się uspokoi.
Jednocześnie spróbował wyczarować barierę; przeźroczystą, działającą niczym bańka która oddzielałaby ich od tworzonego dymu, taką by ciągnęła się od ściany do ściany by w razie czego mogli próbować przedostać się na schody lub do otworzonego pokoju.
Sukces!
//kształtowanie ◉◉◉○○ na przeźroczystą ścianę która nas oddzieli od produkowanych oparów
Sukces!
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast