• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Brighton [Brighton, 16.10.1972] Bądź ozdrowiony(a) | Elliott & Primrose

[Brighton, 16.10.1972] Bądź ozdrowiony(a) | Elliott & Primrose
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#1
19.01.2026, 23:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.01.2026, 00:23 przez Elliott Malfoy.)  
Szum morza i resztki letniego słońca. Kamienne plaże Brighton bywały chłodne nawet w środku sezonu.

Lokal był przyjemny, musiał to babci przyznać. W przeciwieństwie do rodziców, starała się słuchać, co do niej mówił. We wszystkich kwestiach, poza tą jedną, w której chciałby być wysłuchany. Nie można mieć wszystkiego, prawda?

'Eliasz, jak dziecko ma się dobrze rozwinąć bez matki? Rozumiem żałobę, ale musisz myśleć o synu. Twoja matka nie była w stanie sprostać swoim zadaniom i musieliśmy się z dziadkiem wtrącać, chyba nie chcesz tego dla Nicholasa?'

Melodyjny, delikatnie uszczerbiony wiekiem głos przesuwał się po myślach, jak dłonie po odpowiednich strunach - wiedział, że dłonie nianiek i guwernantek są równie chłodne, co popiersia marmurowych posągów.

Mówił, a własne słowa zdawały się wypełniać pomieszczenie wraz z dymem cudzej cygaretki. Używał wypowiedzi jako zapełnienia przestrzeni, nie wiedząc na co powinien się nastawić; rozważał czy w ogóle chciał mieć z siedzącą na przeciwko Primrose cokolwiek wspólnego, a przede wszystkim, czy ona chciała. Miała śliczną buzię, ale to ciężkie od złota oczy wydawały się przyciągać go najbardziej - czy też musiała wysłuchać babcinych bądź matczynych argumentów, aby usiąść przy okrągłym stoliku ukrytego w saraceńskim pawilonie lokalu?

- I wtedy zostałem kanclerzem skarbu - podsumował, milknąc na widok poruszenia na dotąd nieskazitelnej tafli twarzy.



“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
la mauvaise foi
worlds change where
eyes meet
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
uzdrowicielka
Piękna młoda kobieta o sięgających ramion, czarnych, falowanych włosach i złotych oczach, które w gniewie rozpalają się czerwienią. Jej twarz jest delikatna, przyjazna, ale poza urodą nieszczególnie zapada w pamięć. W towarzystwie uchodzi za kobiecą, chociaż zadziorną. Dzięki metamorfomagii potrafi zmieniać swój wygląd jednym kaprysem, przybierając postaci od mugolskich profesorów po indyjskiego arystokratę Amritesha. Mierzy 173 centymetry wzrostu.

Primrose Lestrange
#2
05.02.2026, 12:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.02.2026, 12:37 przez Primrose Lestrange.)  
Romanse w departamencie, jakich dopuściła się w przeszłości nie wyszły jej na dobre i rodzice ukrócili je należycie, a teraz... siedziała naprzeciwko samego Kanclerza i zastanawiała się co o niej myśli. Czy miał ją za łatwą? Pamiętał ją, znał ją? Ten niechlubny rozdział w jej życiu utkwił mu w pamięci? Do tej pory poznała cztery typy mężczyzn. Grupa pierwsza uważała ją za idealny produkt rodziny Lestrange. Obdarzona metamorfomagią, odporna na ogień, mówiąca po francusku, uzdolniona w dziedzinach charakterystycznych dla rodu, skromna - wymieniali te cechy tak, jakby była przedmiotem, który mogli sobie kupić, bo byli ponad wszystkim. Grupa druga była nią przytłoczona. Uciekała przed spojrzeniem miodowych tęczówek jakby mogła nim spalić kogoś przez byle kaprys. Trzecia grupa, to byli mężczyźni zajęci. Część z nich była w porządku, a część... obrzydliwych gnid patrzyła na nią jak na okazję do zdrady. Czwarta, którą rozumiała najmniej, bo nie obracała się w takich kręgach, to byli mężczyźni zupełnie nią niezainteresowani. O ich istnieniu wiedziała głównie dlatego, że posiadała wykształcenie uzdrowicielskie. Do której z nich należał Elliott? Czy to miało jakieś znaczenie? Pomyślała o mężczyznach tak wiele złych rzeczy, a jednak pojawiła się w Brighton i dzisiaj wieczorem zaśnie zastanawiając się, czy Malfoy napisze do niej coś jeszcze.

- Oh, Monsieur Malfoy, nie wiem, czy to pytanie nie będzie głupiutkie - bo kto w ogóle się nad tym zastanawiał oprócz niej - ale kiedy wszystko w czyimś życiu zawodowym układa się w tak idealny opis doświadczenia, to zawsze mnie to ciekawi. Co... gdyby nie Ministerstwo? Są jakieś inne miejsca, w których odnalazłby się nasz Kanclerz?

@Elliott Malfoy


The truth may be out there, but the lies are inside your head.
— motyw muzyczny —
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#3
31.03.2026, 00:36  ✶  
Minęły lata od jego pierwszego spotkania z Simone; brązowe tęczówki Pani Maalfoy tak samo mokre od wzruszenia jak grudy ziemi przysypujące jej trumne. Nie znał typów kobiet - odkąd pamiętał, absolutnie go nie interesowały; obce istoty spowite chłodnym nurtem matczynej obojętności i gęsią skórką siostrzanej złośliwości. Mężczyzn, natomiast, znał chorobliwie dogłębnie, marmur ich mięśni, wytyczone nurtem dotyku meandry żył i rozdrapująca zakrzepione rany twardość parodniowego zarostu.

Pożądanie nie było jednak miłością, rozumieniem czy wsparciem. Chwilowe miłostki kruszyły się, przesmykiwały między palcami i wsiąkały w ołtarz życia jak kamfora, jej chłód przenikajacy aż po kości nawiedzał duchami przeszłości, odrywał policzek od poduszki i znikał o brzasku wraz z aromatem czarnej herbaty. Mężczyźni byli opcją bezpieczną, znajomym schematem ucieczki, kobiety zaś, niewiadomą, krokiem w przepaść, lękiem ściskającym zbolałe mięśnie serca. Musiał skupić się na człowieczeństwie, na osobie, nie na pięknie i powabności cielesnych posągów, w których wszyscy byli zaklęci... Prawie wszyscy - metamorfomagia w końcu, pozwalała zmienić każdy szczegół, choć w środku osoba pozostawała tą samą.

Trzy myśli kolidowały ze sobą, sprawiając, że odpowiedź wydawała się niemożliwa do osiągnięcia.
Chęć zostania aurorem, ratowania innych, pomocy, wciąz zamknięta była w systemie Ministerstwa.
Podróże, towarzyszenie dziadkowi było tylko odzwierciedleniem lęku przed dyscyplina ojca.
Konie były odskocznią, sportem ludzi ze statusem, a działalność charytatywna, pomoc chorym zwierzętom ... czy było to coś, co warto było wyciągać w pierwszej rozmowie?

Zamrugał, pozwalając idealnie ukształtowanym brwiom ukazać więcej, niż powinny - nie miał pojęcia co odpowiedzieć. Nie wiedział kim był, co go interesowało, a co nie przedstawiałoby sobą wartości Fortinbrasa.

Poczuł jak kołnierz zaciska się wokół szyi, czy się stresował? Jeżeli tak trywialne pytanie mogło wybić go z rytmu, to powinien zastanowić się, czy w ogóle był materiałem na mężczyznę w związku; ostatnie zdanie wybrzmiało w głowie ostrym tonem ojca... Do diabła z nim, nikt go nie zapraszał do tego stołu.

- Mam ten komfort, że kariera nigdy nie była dla mnie istotna. Aktualne stanowisko to przymus rodzinnego dziedzictwa, który od stuleci spleciony jest z losami naszego społeczeństwa w Wielkiej Brytanii. W szkole myślałem, że zostanie aurorem naprawiłoby świat, ale moja siostra ... znasz się z Eden, prawda? To żona twojego kuzyna - nie wątpił, że bliźniaczka jest osobą rozpoznawalną, ale wolał się upewnić - moja siostra mnie wyprzedziła, delikatnie ujmując, choć jej motywy były nieco inne. Zawsze chciałem zajmować się zwierzętami, padło na konie i nie, zanim zapytasz, nie mam problemu z hazardem, to idiotyczny sport do tracenia pieniędzy, nawet nie ma w nim interesującego elementu numerologii jak przy kasynach. Kupuję konie, które inni spisali na 'straty' i staram się je wyleczyć, nie osobiście, kontaktuje się z tymi, którzy są w tym kierunku wykształceni. Chociaż tyle mogę zrobić - w przeciwieństwie do nawyku nakładania maski, postanowił być szczerym. Po przykrej sytuacji z byłą żoną, wolał się upewnic, że kolejna kobieta będzie dziliła z nim życie, a nie rodzinną mogiłę.

- Ty jestes uzdrowicielką, prawda? Pracujesz w Lecznicy Dusz - zrobił krótką, prawie niezauważalną pauzę, czując jak serce zaciska się na wspomnienie chłodnych pomieszczeń instytucji - To kwestia dzielenia rodzinnej pasji? Czy rodzinnego obowiązku? - mówienie o sobie było niekomfortowe, więc postanowił odbić piłeczkę, aby dać emocjom chwilę oddechu.



“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
la mauvaise foi
worlds change where
eyes meet
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
uzdrowicielka
Piękna młoda kobieta o sięgających ramion, czarnych, falowanych włosach i złotych oczach, które w gniewie rozpalają się czerwienią. Jej twarz jest delikatna, przyjazna, ale poza urodą nieszczególnie zapada w pamięć. W towarzystwie uchodzi za kobiecą, chociaż zadziorną. Dzięki metamorfomagii potrafi zmieniać swój wygląd jednym kaprysem, przybierając postaci od mugolskich profesorów po indyjskiego arystokratę Amritesha. Mierzy 173 centymetry wzrostu.

Primrose Lestrange
#4
01.04.2026, 14:04  ✶  
Oczy panienki Lestrange, wpatrujące się w opowiadającego jej o swoim życiu mężczyznę, były swego rodzaju pułapką. Wielkie, piękne, wymalowane w zgodzie z czarodziejską i paryską modą, wydawały się być tymi, o których dało się pisać wiersze. Poeci mieli wylać na ich widok hektolitry słów, lejących się z ich głów niepowstrzymanie, a jednak… cóż dokładnie mieliby napisać? Bo te wielkie, piękne oczy należały do kogoś, kto potrafił wyrazić nimi wszystko, a także zmusić się do tego, by nie wyrażały nic. Ciężko więc było ją przez te oczy poznać, bo Primrose idealnie panująca teraz nad swoim uśmiechem i tym, gdzie uciekał jej wzrok, bardzo dobrze chroniła swoją prywatność i niezliczoną ilość obaw wynikających z tego, że zaczynało zależeć jej na tej rozmowie bardziej niż pierwotnie zakładała.

Czy większość kobiet czuła to samo? Prawda była taka, że bardzo chciała mieć męża. Takiego, który mówi jej rzeczy i zadanie pytania. Przynajmniej udającego zainteresowanie jej opinią. Jednocześnie samotność była… bezpieczna. Kiedy byłeś samotny, nikt nie mógł cię zawieść, skrzywdzić, ani wykorzystać. Młody człowiek, który osiągnął tak wiele. Ktoś, kto być może pójdzie kiedyś w ślady ojca i zasiądzie na fotelu Ministra. Przystojny. Lubiący zwierzęta. Obracający się w kręgu jej rodziny i przyjaciół. Słuchała go, kiwała głową w potwierdzeniu, nie wchodziła mu w słowo. Histeryczny charakter nie potrafił uciec od założenia, że Malfoy zrzuci na nią zaraz coś, od czego jej serce stanie, zamiast poruszać skrzydłami jak do tej pory.

– Tak, ukończyłam magisterium i kursy hipnotyzerskie – przyznała od razu, widząc w tym nie bez powodu powód do dumy, bo utrzymanie się w jednym miejscu przez tyle lat przychodziło jej z niemałym trudem. Wiedziała, że nie może skłamać, bo to kłamstwo będzie miało krótkie nogi, a nie o to chodziło w tej sztuce, żeby próbować wcisnąć komuś coś żałośnie oczywistego. – Moi rodzice nigdy na nic nie nalegali. Moje siostry są urzędniczkami, Victoria – również zakładała, że imię jej siostry niesie się głośno przez sprawę Zimnych – również została Aurorką, a nie uzdrowicielką. Spróbowałam w życiu różnych rzeczy. Pracowałam chwilę w biurze kanclerza, mieszkałam też rok w Paryżu. Dopiero co ukończyłam studia, więc nie wiem jak wiele mogłabym powiedzieć o pasji, ale jestem pewna, że chociaż to zawód wymagający i potrafiący niezwykle zdołować, kiedy nie da się komuś pomóc – chyba nie powinna tego mówić akurat przy Elliottcie, ale nie była przecież geniuszem perswazji, tylko histeryczną oszustką – ale bardzo nagradza, kiedy uda się odmienić czyjś los i to uczucie potrafi nieść mnie bardzo długo. – Upiła łyk ze swojego kieliszka. Iskra która rozbłysła w jej oku wydawała się nieco nienaturalna, ale pasowała do lekkiego uśmiechu unoszącego kąciki czerwonych ust. – Też chciałam zostać Aurorką, tak w ogóle – wypaliła nagle, odnajdując coś, co było w ich życiorysie zaskakującym spoiwem. Doszukiwała się takich detali, bo obawiała się przekreślania przez wzgląd na bycie na innych etapach życia. – Victorii to ten plan na życie wyszedł trochę lepiej. – I dosyć łatwo było domyślić się dlaczego. Nie było szans, żeby ktoś o takiej posturze przeszedł testy sprawnościowe.


The truth may be out there, but the lies are inside your head.
— motyw muzyczny —
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#5
12.04.2026, 21:22  ✶  
Nie chciał kłamać, choć robił to nagminnie. Szmer przekwitajacych liści drzewa rodzinnego mącił w głowie perswazją półprawd - czy milczący sekret waży tyle samo, co głośne oszustwo; czy nie tak odległa przeszłość powinna wślizgnąć się do niedalekiej przyszłości?

- Ah tak, nie chciałem omylnie ukazać się jako osoba wścibska, więc nie dopytywałem o twój czas w Ministerstwie. Uznałem, że sama opowiesz, jeżeli będzie w tym cokolwiek godnego uwagi - odparł gładko. Oczywiście, że pamiętał Primrose. Chociaż, nie mógł ukryć, że w tamtym momencie niewiele go interesowała jako osoba. Była asystentką - mostem do poprzedniego Kanclerza, po którym nie potrzebował przechodzić, bo ojciec załatwił mu przepłynięcie tej rzeki podmuchem wiatru wpływów.

Przesunął wąską nóżkę kieliszka pomiędzy najmniejszym palcem, a kciukiem; uderzający o szkło materiał sygnetu utonął w bogactwie pomieszczenia. Po wcześniejszym zaskoczeniu nie było śladu, powrócił uprzejmy uśmiech na twarzy niedotkniętej stresem starzenia się - urok nie oddający wieku, a przedstawiający komfort, niezauważalny przywilej.

Też chciałam zostać Aurorką, tak w ogóle przemielił słowa, te odbiły się echem o brąz zakątków umysłu, tonąc w kolorze bliźniaczych oczu. Victorii to ten plan na życie wyszedł trochę lepiej znajoma zazdrość ścisnęła za serce, zaciskujące je, chłodne palce siostry nie miały niczego wspólnego z rajem, za to z pozoru gładki jak ciepły karmel głos Primrose, wydawał się szeptać: 'nie jesteś w tym sam'.

Zaraz, czy oczy Simone były brązowe? Nie pamiętał. Może były niebieskie? Twarz zmarłej żony była tryptykiem matczynej i siostrzanej złośliwości, popędzającej go zazdrości, chęci przebijajacej się empatii duszonej ojcowską wolą.

Utrzymał kontakt wzrokowy i, choć tonął w głębi spojrzenia Primrose, tym samym, o którym poeci mieli się rozpisywać, tak ostatkiem sił przytrzymał się złotej obwódki, dotykając znajomej barwy, łapczywie łykając powietrze i słowa, którymi był karmiony. Czy tak czuli się mężczyźni z którymi rozmawiał? Cóż, jeżeli tak, to musiał przyznać, że był to stan przyjemnie błogi.

Musiał się otrząsnąć. To zauroczenie zdawało się inne, nie miało w sobie fizyczności, przyciągania, któremu ulegał przyglądając się wyrzeźbionemu marmurowi greckich herosów. Mimo to, chęć zatracenia się w dalszym rytmie rozmowy wydawał się o wiele bardziej pocigający niż jakikolwiek ogień, który dotąd w nim zapłonął, topiąc łańcuchy rodzinnych zobowiązań. Tym razem, sam zdawał trzymać się klucz, gotowy, by pozbyć się ciężaru i stanąć z nim twarzą w twarz.

- Eden też wiele rzeczy wyszło lepiej - odparł, odstawiając kieliszek i czując gorycz wychylonego alkoholu - Ale to bardzo dziwna miara, tak myślę. Wszyscy odnajdujemy się w innych dziedzinach. Bycie Aurorem, z dzisiejszej perspektywy, wydaje mi się niesamowicie przereklamowane. Należy temu poświęcać więcej czasu niż bym chciał, a narażanie życia, choć honorowe i bohaterskie, może okazać się bezużyteczne - wzruszył lekko ramionami, gotowy na słowa krytyki - Lekarzy nam potrzeba bardziej niż żołnierzy. Ekspertów od finansow, cóż, to zależy - zaśmiał się delikatnie, ukazując rząd perłowo białych zębów, kontrastujących z czerwienią pocięgnięcia szminki na wargach Primrose.

- Czasami wracam do szkolnych marzeń o idealnie wytrenowanej czujności i walkach, śledztwach, ale w ostateczności wolę pojechać z synem do Włoch, pracować z domu, gdy mi się tego zachce i... Cóż, posiadać pasję poza pracą zamiast piętrzących się papierów. Zwłaszcza w aktualnej sytuacji. Ja jestem bardzo zajęty, nie wyobrażam sobie jak musi wyglądać praca w terenie i późniejsze oddawanie dokumentów przełożonym - potraktował emocje racjonalnością, jak miał w zwyczaju, choć, w przeciwieństwie do poprzednich razów, pozwolił poczuć sobie zazdrość, acz się jej nie ponieść, nie piętrzyć. Spojrzeć przed siebie, a nie unikać ciekawego rozwoju akcji w imię zemsty i skupiania się na krzywdach. Życie było czymś więcej niż rozpamietywaniem.

- Uczucie niesienia pomocy bywa zbawieniem, nawet jeżli trochę samolubnie to brzmi, ale jeżeli obydwie strony wychodzą z tranzakcji bogatsze, to nie ma co na siłę się zamartwiać - nie mógł nie odpowiedzieć na wypowiedź o satysfakcji i konsekwencjach jaki niósł zawód Primrose, jej ton wydał mu zabarwiony uczuciem, którego kobieta nie chciała mu pokazać. Toteż potraktował ją uśmiechem, choć już nie tak szerokim, to wydającym się bardziej tajemniczym, jakby ta sentencja miała w sobie więcej głębi niż powinna.

- Wspomniałaś Paryż. Lubisz podróżować? - zagadnął, ku swojemu zaskoczeniu nie szukając tematów na siłę, by zapełnić czas, a z czystej ciekawości i chęci podzieleniem się historiami ze swoich własnych wyjazdów, po usłyszeniu odpowiedzi.



“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
la mauvaise foi
worlds change where
eyes meet
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
uzdrowicielka
Piękna młoda kobieta o sięgających ramion, czarnych, falowanych włosach i złotych oczach, które w gniewie rozpalają się czerwienią. Jej twarz jest delikatna, przyjazna, ale poza urodą nieszczególnie zapada w pamięć. W towarzystwie uchodzi za kobiecą, chociaż zadziorną. Dzięki metamorfomagii potrafi zmieniać swój wygląd jednym kaprysem, przybierając postaci od mugolskich profesorów po indyjskiego arystokratę Amritesha. Mierzy 173 centymetry wzrostu.

Primrose Lestrange
#6
13.04.2026, 09:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2026, 09:02 przez Primrose Lestrange.)  
Podobno już po kilku sekundach znajomości człowiek wiedział, czy inna osoba interesuje go w sposób romantyczny. Po kilku minutach wiedziało się już, jak bardzo mu na tej relacji zależy. Primrose w pewnym sensie poznawała teraz Elliotta na nowo, jej poprzednie pierwsze wrażenie umykało gdzieś we wspomnieniach i na piedestał wynosiła doświadczenia dnia dzisiejszego i... Musiała przyznać, że to niebezpieczna gra, te całe uczucia. Zaczynałaś zastanawiać się czy cokolwiek może z tego wyjść, a on nagle mówił coś w stylu:

Uznałem, że sama opowiesz, jeżeli będzie w tym cokolwiek godnego uwagi.

I nagle świat pod twoimi nogami się zapadnie. Wiedział? Oczywiście, że musiał coś wiedzieć. O tym wstydzie przeszłości, o byciu powodem cudzego nieszczęścia przez próbę odebrania komuś innemu czegoś, co chciało się mieć tylko dla siebie. To było bardzo, ale to bardzo wstydliwe. Nie do opowiedzenia na pierwszej randce. Błyskawicznie zachciało jej się pić, ale to była gra dwóch oszustów – i Primrose wiedziała, że to właśnie wydawało nieumiejętnych kłamców. Nie można było teraz sięgnąć po kieliszek, bo zanurzenie ust w trunku od razu zdradzało, że coś tam ciążyło na sercu. Tylko co z tego? Co jej po ukryciu się w cieniu swoich rzęs i łagodnego uśmiechu, jeśli Malfoy mógł ją w ten sposób zaczepiać? Narastająca w niej panika dusiła i ustaliła dopiero w momencie, w którym rozmowa toczyła się dalej. Całe to napięcie pękło niczym bańka mydlana, kiedy ją coś w wypowiedzi blondyna personalnie ubodło.

Zmarszczyła lekko nos. Tak, była śliczną dziewczyną z marzeniami o zostaniu żoną i matką, mogła czasem drżeć kiedy przychodziło jej robić rzeczy wymagające czegoś więcej niż mruganie, a na rodzinnych kolacjach milczała pozwalając mówić innym, ale była rzecz drażniąca ją bardziej niż cokolwiek innego.

Primrose kochała swoją rodzinę i zrobiłaby dla niej wszystko. Gdyby kazali jej rzucić się z czternastego piętra na beton, to by to zrobiła.

– Monsieur, kiedy mówi się o przereklamowanych Aurorach, mówi się o mojej ukochanej siostrze, która wskoczyła do płonącego ogniska, żeby ratować ludzi na sabacie i wielokrotnie stawała twarzą twarz z siłami zła, żebyśmy mogli siedzieć tu dzisiaj i jeść spokojnie kolację. Bez żołnierzy takich jak Victoria Lestrange, wojna toczona przez Ministerstwo byłaby przegrana już trzy lata temu. To słowa wypowiadane z uprzywilejowanej pozycji, mój dom w Dolinie Godryka spłonął doszczętnie i ostało się jedynie kilkanaście ksiąg z Biblioteki Maeve oraz... – to brzmiało tak absurdalnie, kiedy zadzierała głowę – jedno krzesło.

Dopiero kiedy powiedziała to wszystko, dotarło do niej, jak to ledwie przed chwilą martwiła się jego opinią na swój temat i perspektywą braku kolejnego spotkania, a teraz z taką otwartością negatywnie skomentowała jego słowa. Z drugiej strony – czy chciałaby być z mężczyzną potrafiącym się z nią w tym nie zgodzić? Szczerze liczyła na to, że Malfoy się z nią, mimo wszystko, zgodzi.

– Potrzeba nam poetów, nauczycieli, lekarzy i urzędników – przyznała, żeby lepiej zrozumiał jej stanowisko – ale bohaterowie nie zyskują tego miana bez powodu.

Odchrząknęła. To chyba największa liczba słów, jaką wypowiedziała dzisiaj jednym ciągiem. I każde z nich było reklamą jej siostry... Cóż...

– Taak, całkiem lubię podróżować... ale skłamałabym mówiąc, że widziałam wiele poza Anglią.


The truth may be out there, but the lies are inside your head.
— motyw muzyczny —
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#7
13.04.2026, 14:25  ✶  
Na pierwszy rzut oka nie wydawał się wzruszony jej słowami. Słuchał, chłonął i lustrował spojrzeniem pierwsze, nieopanowane emocje, które wystrzeliły z kobiety wraz z bardzo istotną informacją - rodzina jest najważniejsza. Podzielał tę opinię, więc reakcja, która dla niektórych mężczyzn byłaby by może nie na miejscu, wydawała mu się odpowiednią. O kogo innego dbac, jak nie o najbliższych? nawet jeżeli żyło się w cieniu zazdrości do ich osiągnięc.

- Masz rację - nie udawał skruchy, po prostu zaakceptował, że przesadził - Łatwo zapomniec o niebezpieczeństwie, gdy nie doświadcza się go z pierwszej ręki - dodał i podrapał się po policzku, odsuwając się od stolika i opierając na miękkiej poduszce siedzenia - Drogą wytłumaczenia, chodziło mi o moje wyidealizowane wyobrażenie pozycji aurora, to nazwałem przereklamowanym, a nie poświęcenie i prace twojej siostry, czy innych z biura. Doceniam to, co dla nas robią i ich rola jest istotna. Po prostu nie można zapominac, że inne zawody są równie ważne. Bylem na Beltane, gdy to wszystko się zaczęło. Wróciłem na polanę i przeczesywałem las z innymi w poszukiwaniu ocalałych i po tym.... po tym się odsunąłem, zmartwiło mnie bezpieeczeństwo syna. Chciałem też poświęcic więcej czasu na zapobieganie problemu z pozycji, którą posiadam. Czy wychodzi, to sie okaże - zacisnął lekko usta, tym razem zatroskany - Nie chcę, abyś wzięła mnie za kogoś, kto się przechwala - zmarszczył brwi i przesunął palcami po skroni - Po prostu ... - sam nie wiem czego chcę, romans nie był w moich planach, a ty wydajesz się naprawde miła, mądra i zaskakująco niezależna, a mnie nikt nie nauczył jak odpowiednio wyraża emocje nie brzmiąc przy tym jak samolubny dupek. Pomimo dyskomfortu, nie odwrócił spojrzenia od jej twarzy. Nie wpatrywał się, ale też nie uciekał.

- Cieszę się, że to powiedziałaś, sprowadziło mnie to na ziemię - dokończył, nie będąc pewnym dlaczego zaczęło mu na tyle zależec. Bardzo kłopotliwe - czuc. Tak, ludzie się mu stawiali, ale zazwyczaj nie zależało mu na tym, aby postrzegali go pozytywnie w sferze prywatnej, toteż mógł prowadzi rozmowę po meandrach polityki, innych perspektyw, logicznych rozwiązań. W kwestii rodziny, dumy, małżeństwa kwestia wyglądała inaczej. Simone miała nawyk zgadzania się z nim we wszystkim, co postanowił, toteż wziął los jej istnienia w swoje ręce. W relacji z kimś, kto posiada silnejsze wartości, musiał przygotowac się na odczuwanie dyskomfort i utraty kontroli - czyż nie tego szukał?

- Mój dziadek dużo podróżował, zabierał mnie za sobą w przerwach pomiędzy semestrami w Hogwarcie. Babcia wciąż żyje poza Anglią, ale ostatnio wróciła. Jest jakieś miejsce, które chciałabyś zobaczyc? - jego ton pozostał pewny, choc sam Elliott nie był już tak przekonany do kursu rozmowy o wyjazdach. Nie one wydawały się teraz istotne - Wybacz. Jeżeli to nie jest dobry moment na dyskusję tego typu, możemy to odłożyc... w czasie. Jeżeli wciąż uważasz, że go mamy - potrzebował ukoi nerwy, acz nie sięgnął po kieliszek. Przedstawianie się jako zbalanzowanej siły spokoju i wyrozumiałości wciąż było dla niego istotniejsze niż własny komfort.



“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
la mauvaise foi
worlds change where
eyes meet
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
uzdrowicielka
Piękna młoda kobieta o sięgających ramion, czarnych, falowanych włosach i złotych oczach, które w gniewie rozpalają się czerwienią. Jej twarz jest delikatna, przyjazna, ale poza urodą nieszczególnie zapada w pamięć. W towarzystwie uchodzi za kobiecą, chociaż zadziorną. Dzięki metamorfomagii potrafi zmieniać swój wygląd jednym kaprysem, przybierając postaci od mugolskich profesorów po indyjskiego arystokratę Amritesha. Mierzy 173 centymetry wzrostu.

Primrose Lestrange
#8
18.04.2026, 09:36  ✶  
Primrose odłożyła sztućce na talerz.

Nie była do końca pewna tego, czy powinna zachwycić się, czy przerazić jego odpowiedzią, bo czuła wiele emocji bardzo ze sobą sprzecznych. Dobrze było słyszeć, że dało się wywrzeć na kogoś wpływ – nie chodziło nawet o słowo takie jak dziękuję, ale o samo bycie wysłuchanym i jakąś próbę zrozumienia stanowiska drugiej osoby. Tylko... no właśnie – jak człowiek przychodził na spotkanie już w jakiś sposób uzbrojony, to nawet delikatne rozbieranie go kawałek po kawałku nie było takie proste i wymagało czasu. Dziewczyna czuła się jak mała myszka wciśnięta do ciasnej norki, widząca jak zbliża się do niej wielka ręka. Ten dotyk mógł przynieść jej ciepło, schronienie i wieczny komfort, albo zakończyć jej życie na zawsze. Jak miałaby się tego nie bać? Przecież... podejmowanie decyzji było takie trudne.

Na moment wykrzywiła usta, dopiero po chwili wrócił na nie delikatny uśmiech.

– Chciałam zobaczyć Italię. Moja siostra zwiedziła jej trochę i naopowiadała mi rzeczy, ale teraz za dużo trzyma mnie tutaj – wyjaśniła spokojnie, zgodnie z prawdą. Nie potrafiłaby tak po prostu wyjechać po tym co tu zobaczyła i w obliczu tego, co działo się z Victorią. – Wydaje mi się, że cię rozumiem. Ja też... nie powinnam wybuchać, po prostu... to nie było dla mnie i moich bliskich łatwe. – To wszystko co się stało wyrywało ich ze snu w środku nocy i nie pozwalało zamknąć oczu. – Kiedy byłam młodsza i w szkole czytaliśmy o wojnach, wyobrażałam sobie inaczej. Gdyby mi ktoś wtedy opisał to, co dzieje się w Anglii, to bym mu powiedziała: to przecież nie jest wojna! A jednak – okazuje się, że wojna może być ciągłym oczekiwaniem na to, aż to co udało ci się zbudować od ostatniego razu legnie w gruzach, jednocześnie nie mogąc się załamać. Ciekawym jest ludzki umysł. Mamy tak wiele mechanizmów obronnych, aby przetrwać takie chwile, ale czasami ta fasada pęka. – Nabrała powietrza. Nie odpowiedziała w żaden sposób na pełne wątpliwości zdanie, jakie Elliott wypowiedział pod koniec, ale czy musiała to robić? – Twój syn sobie z tym radzi? – Właściwie, to posłuchałaby o tym dziecku więcej, więc jeżeli tylko Malfoy chciał uszczknąć o nim coś więcej, zachęciła go do kontynuowania gestem ręki.


The truth may be out there, but the lies are inside your head.
— motyw muzyczny —
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#9
06.06.2026, 22:39  ✶  
Jeżeli wcześniej się zestresował, tak teraz próbował powstrzymać wewnętrzną panikę przed przywdzianiem narzuconej zbroi z dostojnego marmuru. Motyle w brzuchu przypominały o momentach beztroski, szkolnych błoniach, chłopięcych włosach o zapachu świeżej, wiosennej trawy. Zapachu młodości, pierwszych, zakazanych miłostek i smaku łez, słoności potu szatni, metaliczności krwi, gdy konsekwencje podążania za wolnością okazały się zbyt ciężkie dla dziecięcej skóry, przerwanej ostrym ciosem rzeczywistości.

Nie znał jej, a ona nie znała jego. Próbował ją poznać, a ona probowała poznac jego. Chciał z nią rozmawiac, ale czy ona chciała rozmawiać z nim?

Niepewność go zabijała. Znajome standardy szybkich, przelotnych romansów, zakazanych uniesień nie były tu przydatne. Wydawało mu się, że w ciemności nastepuje na koci ogon,a  stworzenie z ucieka z krzykiem, gubiąc resztki zaufania. Odetchnął w duchu. Początki należą do najtrudniejszych, zwłaszcza z tak małym doświadczeniem i gdy świat dookoła to wielka niewiadoma, choć wiek dodaje nam centymetrów, nawet dorośli bywają jak dzieci, słabość to ludzka cecha, głos babci majaczył z tyłu głowy, gdy intensywny zapach kamfory łagodził gorączkę pierwszych dni w Indiach.

Czy była jego słabością? Na pierwszym spotkaniu? Cóż miały znaczyć te emocje? Może właśnie myślała o nim jako o komformistycznym kretynie, pantoflarzu, który nie postawił na swoim. A może odgrywała rolę, myśląc o tym, że nie chce spędzić z nim już ani sekundy?

Musiał się uspokoić, dłonie zaczynały mu się pocić. Pomyślał o pierwszym, odratowanym koniu. O jego lęku i ile czasu zajęło mu pokazanie zwierzęciu, że nie wyrządzi mu krzywdy. Spłoszone nawet najcichszym odgłosem, dźwiękiem kroków zwierzę; wystraszone wyciągnięciem w jego stronę dłonią, napinało mięśnie i wyginało uszy w tył, ostrzegając. Czy był wystraszonym, skrzywczonym koniem? Ludzie bali się jego statusu, wszystkiego tego, co reprezentuje sobą nazwisko Malfoy, zupełnie jak strach przed koniem, jego rozmiarem, gdy w rzeczywistości zwierze należy do delikatnych, emocjonalnie złożonych i strachliwych. Może faktycznie powinien sytuację traktowac behawioralnie, nie zakładac najgorszego. Gdyby Primrose nie chciała z nim rozmawiac, znalazłaby wymówkę, prawda?

- Rozumiem, sam wróciłem zza granicy, aby zająć się naglącymi sprawami w kraju - odpowiedział neutralnie, choć zgodził się z przekazaną ideą - Podczas czasu niepewności w Indiach, dziadek i babcia urządzali schronienia dla różnych stron konfliktów. Mugolskie napięcia polityczne były tak intensywne, że przeniosły się też na nasz świat, nie uniknęliśmy tego, trochęjak podczas pierwszej i drugiej wojny światowej, w końcu dzielimy ziemię, na której żyjemy, więc niemożliwym byłoby, aby nie istniały żadne wpływy - wtrącił to, ku swojemu własnemu zaskoczeniu, ale wciąż pozostawał na neutralnym gruncie, pozostajac przy faktach; trawa była zielona, a Elliott Malfoy potrafił operować słowami, przynajmniej tak mu się wydawało, bo dla daltonisty zieleń może być koloru nieba.

- Wracajac do Indii, jednak. Musieli się po tym ukryć, dziadek wybudował na tę ewentualność rezydencję skrytą w wodospodach. Odkąd pamiętam babcia odnosiłą się do niepewności, którą opisujesz. Oczekiwaniem na rozwiązanie się problemu. Wcześniej, gdy Indie były pod władzą Ministerstwa, dziadek był gubernatorem, więc oczeekiwanie w bezsilności było kwestią nową. Nie mógł narzucić zagranicznemu rzadzowi czarodziejów swojej woli. Jedyne, co mógł to czekać i uratować to, na czym mu zależało i w miarę możliwości pomóc innym. Mechanizmy obronne, natomiast… czasami lepiej jak pękną, bo mogą ograniczać nas przed okryciem części naszej osobowości, o której nigdy byśmy nie wiedzieli, ukryci za rutyną przetrwania w znajomy sposób - podsumował, niezadowolony z tej puenty. Jak się okazuje, trudno było poznawac kogoś od samiuśkiego początku, gdy było się po trzydziestym roku życia.

- Nicholas jest bardzo młody, nie sądzę, że zdaje sobie sprawę z tak złożonych kwestii. Przynajmniej nie w pełni, na pewno odczuwa emocje, więc staram się … - przerwał, zstanawiając się nad doborem słów. Nie widać było fatygi, którą wkładał w poprawność, w nie rozsypanie się powoli w kupkę piasku, która formułowałą lustro jego osoby - nie przekazywać mu zbyt wielu negatywnych emocji. jeszcze nie teraz. Ma ich dużo przed sobą. Jego aktualnymi zmartwieniami jest fakt, że tekstura kaszki zdaje się zbytnio sucha. Protestuje przed zabraniem mu malin, gdy dywan wygląda jak po scenach rodem z horroru, wypluwa zbyt miękkie kawałki marchewki i płacze w nocy. Przede wszystkim to ostatnie i nie jestem pewien, co z tym zrobić. Dobrze, że mam problemy ze snem, przynajmniej mnie nie wybudza, a nie lubię, gdy niania musi zostawac na noc - odczuł, że mógł przesadzić, dopiero gdy podniósł spojrzenie z rąk Primrose na jej twarz. Czuł się tak młodo, gdy z nią rozmawiał, mimo że to ona urodziła się później od niego.

- Nie chcę narzekać. Wiem, że nie każde dziecko ma komfort przeniesienia się do innego, nawet większego, gdy poprzedni jest nie do użytku po ostatnich wydarzeniach - uświadomił to sobie w zasadzie całkiem nie dawno, z powodu dołączenia do Komisji w sprawie tymczasowych mieszkań Roberta.

- Lubisz dzieci czy pytasz mnie z grzeczności? - musiał wiedzieć, nawet jeżeli mógł wyjść na gbura zadajac takie pytanie.



“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
la mauvaise foi
worlds change where
eyes meet
wiek
25
sława
III
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
uzdrowicielka
Piękna młoda kobieta o sięgających ramion, czarnych, falowanych włosach i złotych oczach, które w gniewie rozpalają się czerwienią. Jej twarz jest delikatna, przyjazna, ale poza urodą nieszczególnie zapada w pamięć. W towarzystwie uchodzi za kobiecą, chociaż zadziorną. Dzięki metamorfomagii potrafi zmieniać swój wygląd jednym kaprysem, przybierając postaci od mugolskich profesorów po indyjskiego arystokratę Amritesha. Mierzy 173 centymetry wzrostu.

Primrose Lestrange
#10
07.06.2026, 00:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2026, 00:12 przez Primrose Lestrange.)  
To ciemne wnętrze, eleganckie i ekskluzywne, mieszało jej w głowie. Dodawało temu spotkaniu jeszcze więcej powagi i przez to napełniało ją jakimś takim dziwnym uczuciem, że to wszystko było na poważnie i być może zbyt poważne. Romanse w filmach lubiły rozpoczynać się od przypadku, od słodkich uśmiechów i trzepotania rzęsami. To spotkanie nie było przypadkiem tylko transakcją. Sama nieświadomie zepchnęła temat na politykę i już nie mogli od niej uciec.

To dobrze? To dobrze czy źle? Tak kogoś obdzierać z intymności i doprawiać to wyrywkami siebie, którymi nieszczególnie dzieliła się z innymi. Mniej naga czułaby się, gdyby na pierwszej randce bezceremonialnie ściągnęła przed nim bluzkę, a siedzieli wśród ludzi, ubrani jak na jakiś bankiet, pod toną makijażu i lakieru na włosach. Oboje lubili udawać i udawali pewne rzeczy aż nazbyt idealnie. Kłamcy. Oszuści. Ten wybuch sprzed chwili był momentem, w którym pokazała prawdziwą siebie, ale czy on pokazał siebie? Nie mogła zapytać o to, jak zachowywał się o wielki Elliott Malfoy, kiedy gasły światła Ministerialnych korytarzy, a on mógł rozważyć powrót przez dzielnice rozświetlane pulsowaniem kolorowych neonów.

Powiedział tyle o swojej rodzinie, o tym synu też, ale dla Lestrange najwięcej mówiło o nim pytanie, które zadał jej.

– Ciekawy dobór słów, Monsieur. Lubię dzieci, zawsze chciałam zostać matką. Niezależnie od tego mam wrażenie, że pytanie z grzeczności sugerowałoby, że traktuję twojego syna jako temat do odhaczenia z jedynie z ludzkiej przyzwoitości, ale to przecież dziecko, które potencjalnie może stać się częścią mojego życia. – Przesunęła kciukiem po kieliszku wina stojącym obok. Wcześniej maczała w nim usta, ale za bardzo bała się upicia na oczach kanclerza skarbu, żeby się odważyć na wzięcie większego łyka. Teraz w ogóle brakowało jej odwagi do uniesienia go w górę. Napięcie stawało się nie do zniesienia. – Nie złość się, ale… ciężko mi spamiętać historię twojej rodziny. – Zaczerwieniła się. Nie potrafiła odnieść się do żadnego fragmentu jego wypowiedzi, chociaż wysłuchała jej od początku do końca. Czuła się przez to nieco wybrakowana, chociaż nie przyszła tutaj z nikim konkurować. Mama, papa i dziadkowie wydawali jej się w świetle opowieści z innych kontynentów tak samo bladzi jak ona. W domu słuchała o dniu spędzonym w bibliotece lub szpitalu, nie na polu walki na środku Azji. Strasznie to było złożone, każda jego dzisiejsza historia była zalewem faktów opowiadanych językiem kogoś, kto potrafił oczarować grono dżentelmenów na imprezie z cygarami. Mówił o hazardzie jakby go znał. Żeby czegoś nie lubić trzeba było go poznać. Primrose nie wiedziałaby nawet gdzie powinna iść, żeby obstawić jakiś zakład. – Twój syn jest jednak kimś, o kim mówisz w sposób tak przyziemny, że… – że na chwilę mogłabym uwierzyć w prawdziwość twoich słów. Tak na chwilę, żeby się nie zawieść za tydzień, kiedy okażesz się gejem lub kimś randkującym z trzema dziewczynami naraz. – Mhm, że coś w twoich oczach się zmieniło.

Wątpliwościami z czeluści swojej głowy podzielić się z nim wciąż się bała, ale czy grzechem były delikatne próby ujrzenia człowieka, który tak nie spinał ramion?


The truth may be out there, but the lies are inside your head.
— motyw muzyczny —
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Elliott Malfoy (3458), Primrose Lestrange (3136)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa