05.05.2026, 18:53 ✶
Nie pił na służbie.
Wbrew temu, co mógłby mniemać postronny obserwator, nie zawsze było to postanowienie łatwe do utrzymania. Bywały chwile, gdy okoliczności wymagały, aby rozpłynąć się w tłumie i przywdziać jego obyczaje. Jako że nie dane mu było posiąść daru przemiany, jakim obdarzona została jego młodsza pociecha, pozostawała mu jedynie sztuka improwizacji.
Julian nie zwykł pojawiać się na ulicy Śmiertelnego Nokturnu bez powodu, jednakże tym razem jego powód miał imię, nazwisko i fantastyczną głowę do interesów. Z niemałą ulgą przyjął wieść o dobrym zdrowiu Woody’ego. Przyjaciel (o ile Bletchley mógł go tak nazwać, nie mając pewności, czy Woody odwzajemniłby to miano) pozostawał cały i bezpieczny po koszmarze Spalonej nocy. Jego małżonkę… Byłą małżonkę, Tessę, starał mieć na oku, a uczyniwszy z tego osobisty obowiązek oraz punkt honoru, auror nie wątpił przy tym ani przez chwilę, że Tarp odwzajemniłby się tym samym względem Jolene i dziewcząt. Zresztą jego Sikorka od dawna miała swojego ulubionego wujka.
Gdy sowa przyniosła list napisany znajomą ręką, jego powieka niebezpiecznie zadrżała już przy pierwszej wzmiance o duchu. Prawdą było to, że trudność ta nie była ani błaha, ani przemijająca. Co wiecej, nie był w stanie wypowiedzieć jego… imienia ni w jednym, ni w drugim języku. Jebaniutki duch z uporem maniaka zawodził i powtarzał wciąż od nowa, jakoby to Julian miał być sprawcą jego zguby. Hestia i Alice niewątpliwie uznały wrześniowe tygodnie za minione fantastycznie. Po godzinach pracy podejmował jeszcze trud odgruzowywania fasady starego domu w Dolinie Godryka, jednakże siły powracały nazbyt powoli odkąd pamiętna noc pozostawiła po sobie ślady nie tylko w murach, lecz i w nim samym.
— Stawiasz, skoro mnie tu ściągnąłeś? — auror ruszył ku głównej ladzie w Rejwachu. Rysy twarzy miał ściągnięte naznaczone cieniem minionych nieprzespanych nocy. Jednocześnie oczy Juliana rozbłysły czymś na wskroś szczerym i młodzieńczym, gdy tylko dostrzegł sylwetkę dawnego kompana po fachu.
!Strach przed imieniem
Wbrew temu, co mógłby mniemać postronny obserwator, nie zawsze było to postanowienie łatwe do utrzymania. Bywały chwile, gdy okoliczności wymagały, aby rozpłynąć się w tłumie i przywdziać jego obyczaje. Jako że nie dane mu było posiąść daru przemiany, jakim obdarzona została jego młodsza pociecha, pozostawała mu jedynie sztuka improwizacji.
Julian nie zwykł pojawiać się na ulicy Śmiertelnego Nokturnu bez powodu, jednakże tym razem jego powód miał imię, nazwisko i fantastyczną głowę do interesów. Z niemałą ulgą przyjął wieść o dobrym zdrowiu Woody’ego. Przyjaciel (o ile Bletchley mógł go tak nazwać, nie mając pewności, czy Woody odwzajemniłby to miano) pozostawał cały i bezpieczny po koszmarze Spalonej nocy. Jego małżonkę… Byłą małżonkę, Tessę, starał mieć na oku, a uczyniwszy z tego osobisty obowiązek oraz punkt honoru, auror nie wątpił przy tym ani przez chwilę, że Tarp odwzajemniłby się tym samym względem Jolene i dziewcząt. Zresztą jego Sikorka od dawna miała swojego ulubionego wujka.
Gdy sowa przyniosła list napisany znajomą ręką, jego powieka niebezpiecznie zadrżała już przy pierwszej wzmiance o duchu. Prawdą było to, że trudność ta nie była ani błaha, ani przemijająca. Co wiecej, nie był w stanie wypowiedzieć jego… imienia ni w jednym, ni w drugim języku. Jebaniutki duch z uporem maniaka zawodził i powtarzał wciąż od nowa, jakoby to Julian miał być sprawcą jego zguby. Hestia i Alice niewątpliwie uznały wrześniowe tygodnie za minione fantastycznie. Po godzinach pracy podejmował jeszcze trud odgruzowywania fasady starego domu w Dolinie Godryka, jednakże siły powracały nazbyt powoli odkąd pamiętna noc pozostawiła po sobie ślady nie tylko w murach, lecz i w nim samym.
— Stawiasz, skoro mnie tu ściągnąłeś? — auror ruszył ku głównej ladzie w Rejwachu. Rysy twarzy miał ściągnięte naznaczone cieniem minionych nieprzespanych nocy. Jednocześnie oczy Juliana rozbłysły czymś na wskroś szczerym i młodzieńczym, gdy tylko dostrzegł sylwetkę dawnego kompana po fachu.
!Strach przed imieniem
you've taken your rightful place
at the table of kings
at the table of kings