• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[27.09.1972 r., Rejwach] W moich żyłach płynęła krew zimniejsza niż stal

[27.09.1972 r., Rejwach] W moich żyłach płynęła krew zimniejsza niż stal
twój stary
I am not the man you knew
I know that you've been waiting
wiek
50
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
auror
181 cm, ciemne oczy i włosy z siwizną, wąsy

Julián Bletchley
#1
05.05.2026, 18:53  ✶  
Nie pił na służbie.
Wbrew temu, co mógłby mniemać postronny obserwator, nie zawsze było to postanowienie łatwe do utrzymania. Bywały chwile, gdy okoliczności wymagały, aby rozpłynąć się w tłumie i przywdziać jego obyczaje. Jako że nie dane mu było posiąść daru przemiany, jakim obdarzona została jego młodsza pociecha, pozostawała mu jedynie sztuka improwizacji.

Julian nie zwykł pojawiać się na ulicy Śmiertelnego Nokturnu bez powodu, jednakże tym razem jego powód miał imię, nazwisko i fantastyczną głowę do interesów. Z niemałą ulgą przyjął wieść o dobrym zdrowiu Woody’ego. Przyjaciel (o ile Bletchley mógł go tak nazwać, nie mając pewności, czy Woody odwzajemniłby to miano) pozostawał cały i bezpieczny po koszmarze Spalonej nocy. Jego małżonkę… Byłą małżonkę, Tessę, starał mieć na oku, a uczyniwszy z tego osobisty obowiązek oraz punkt honoru, auror nie wątpił przy tym ani przez chwilę, że Tarp odwzajemniłby się tym samym względem Jolene i dziewcząt. Zresztą jego Sikorka od dawna miała swojego ulubionego wujka.

Gdy sowa przyniosła list napisany znajomą ręką, jego powieka niebezpiecznie zadrżała już przy pierwszej wzmiance o duchu. Prawdą było to, że trudność ta nie była ani błaha, ani przemijająca. Co wiecej, nie był w stanie wypowiedzieć jego… imienia ni w jednym, ni w drugim języku. Jebaniutki duch z uporem maniaka zawodził i powtarzał wciąż od nowa, jakoby to Julian miał być sprawcą jego zguby. Hestia i Alice niewątpliwie uznały wrześniowe tygodnie za minione fantastycznie. Po godzinach pracy podejmował jeszcze trud odgruzowywania fasady starego domu w Dolinie Godryka, jednakże siły powracały nazbyt powoli odkąd pamiętna noc pozostawiła po sobie ślady nie tylko w murach, lecz i w nim samym.

— Stawiasz, skoro mnie tu ściągnąłeś? — auror ruszył ku głównej ladzie w Rejwachu. Rysy twarzy miał ściągnięte naznaczone cieniem minionych nieprzespanych nocy. Jednocześnie oczy Juliana rozbłysły czymś na wskroś szczerym i młodzieńczym, gdy tylko dostrzegł sylwetkę dawnego kompana po fachu.

!Strach przed imieniem


you've taken your rightful place
at the table of kings
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
05.05.2026, 18:53  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. Przerażenie narasta w tobie z każdą chwilą, aż nagle wbrew swojej woli wypluwasz z siebie słowa: Strach jest prawem, które ustanawiam, i niech każdy drży, bo drżenie jest uznaniem mojej potęgi..
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#3
12.05.2026, 22:07  ✶  
Były takie czasy, gdy i Woody na warcie nie pijał. Choć zawsze ciągnęła się za nim opinia faceta wyluzowanego, gotowego tu i tam odpuścić sobie czy innym, to swoją pracę w Departamencie traktował najzupełniej poważnie. W przeciwieństwie do wielu, detektyw Clemens Longbottom zaciągnął się do służby tylko i wyłącznie z powołania oraz poczucia obowiązku.
Lecz od kiedy nastąpiła zmiana warty — jego miejsce w Brygadzie zajął kto inny, a sam Woody zakoszarował się w Rejwachu — to i na warcie zaczął popijać. Na Nokturnie życie i obowiązek znaczyły co innego.
Jak zawsze, gdy odwiedzali go po cichu dawni znajomi, Woody zasłonił ciężką kotarą galerię portretów. Malowani piekielnicy żyli własnym życiem, nie można było po dobroci liczyć na ich dyskrecję. Nie oznaczało to, że Rejwach był cichy — z gramofonu leciały klasyczne taneczne nuty znane tym dwóm czarodziejom z dzieciństwa: swing późnych lat 20. Nóżka sama chodziła, gdy Tarpaulin za barem wyczekiwał przyjaciela. Również Tarp wciąż odczuwał skutki Spalonej Nocy; twarz mu się jakby postarzała, od kiedy się ostatnio widzieli z Juliánem. Mimo to spod ciężaru beznadziei, wyglądał ten sam stary kumpel Bletchleya, który brechtał się bezczelnie niezależnie od okoliczności.
— Tobie zawsze postawię — zarechotał. — Pora trochę wczesna, może i tak, może i tak, ale widzę, że u ciebie nastawienie wyborowe. Tak trzymać. Co lać jaśnie panu? To co zawsze czy żeś coś zmienił upodobania?
Ten pełen figlarności nastrój nie utrzymał się jednak długo. Stary obrócił się po kufel, kieliszek czy inną szklankę, a gdy jego oczy znów trafiły na Bletchleya, wszelki żart zdążył z tej serdecznej twarzy wyparować. Woody westchnął i ciężko odstawił szkło na blat. Był zmęczony. Przed wieloma osobami trzymał tę dobrą minę — przed dzieciakami z Rejwachu, przed Tessą, przed młodszymi członkami Zakonu. Czuł, że ma wobec nich obowiązek pokazania, że wszystko będzie dobrze. Może i pół ich świata obróciło się w ruinę, ale stary poczciwy wujek Woody wciąż żartował, więc wszystko będzie dobrze.
Przed Juliánem — przyjacielem, przy którym stawał jak równy z równym — brakło mu na to siły.
— Julek, kurwa. — Woody raz jeszcze westchnął ciężko, pokręcił z niedowierzaniem głową, potarł dłonią twarz. — Kurwa, cieszę się, że żyjesz. Ty, dziewczyny, Jo. My żyjemy, cholera. Co to za popierdolony koszmar? Uwierzyłbyś?

!Trauma Ognia


piw0 to moje paliwo
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#4
12.05.2026, 22:07  ✶  
Jeżeli znajdujesz się w pomieszczeniu, jego ściany pokrywają się pajęczyną pęknięć, z których sączy się żar. Czy to kolejna klątwa Voldemorta? Ogień w tych szczelinach syczy, tryskają z nich iskry. Dopiero po zamknięciu oczu na kilkadziesiąt sekund i kilku głębokich wdechach dociera do ciebie, że to omamy.
twój stary
I am not the man you knew
I know that you've been waiting
wiek
50
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
auror
181 cm, ciemne oczy i włosy z siwizną, wąsy

Julián Bletchley
#5
16.05.2026, 23:37  ✶  
Auror pamiętał dawne czasy dobrze. Wspomnienia te wciąż oddychały gdzieś tuż pod powierzchnią teraźniejszości. Brygada, w swych lepszych dniach, poszukiwała właśnie takich ludzi, którzy nie odwracali wzroku od dziejącej się krzywdy.
— U takiego starucha jak ja raczej nie się nie zmieniło. Lej, co masz najmocniejsze — uśmiechnął się. Jego spojrzenie zabłądziło gdzie indziej ponad ramieniem Woody’ego, ku zasłoniętej ciężką kotarą wnęce. — Mam wrażenie, że będę tego potrzebował.
Jak sądził z gorzką rezygnacją, ostatnie wydarzenia natomiast wyjątkowo obdzierały człowieka z podobnych złudzeń, czyniąc to prędko i bezlitośnie. W związku z tym, nie zdziwił się, kiedy maska pogodnego gospodarza przybytku zaczęła pękać, a humor przyjaciela ustąpił bez walki. Odsłoniły twarz człowieka wyczerpanego. Prawdopodobnie obaj od wielu dni działali bardziej z rozpędu niż z rozsądku.
— Ja też — zaczął, a jego głos się załamał. Odchrząknął, spróbował odzyskać kontrolę nad tymi fałszywymi, młodzieńczo błyskotliwymi tonami, które z taką lekkością potrafił w siebie wliwać. — Cieszę się, że cię widzę, bracie. Po tylu latach człowiekowi się wydaje, że nic go już nie ruszy. Jego... — to zawsze zaczęło się od imienia, a właściwie od jego braku.

Język mu stanął kołkiem. Jakbym miał w gardle wbity hak. Serce zaczęło walić mu o żebra. Powietrze ugrzęzło w płucach. To było dziwne uczucie. Niewidzialna dłoń zacisnęła mu się na tchawicy od środka. Julian zmarszczył brwi. Nic. Sylaba nie chciała przejść przez usta, kiedy mięśnie napięły się do granic bólu. Palce zadrżały. Na bogów, spróbował zacisnąć zęby, ale szczęka odrętwiała mu całkowicie.
— Strach jest prawem, które ustanawiam… — usłyszał własny głos. Chciał przestać. Natychmiast. Wstać, wyrzygać to z siebie, roztrzaskać sobie głowę o blat, jednakże słowa popłynęły dalej wbrew niemu. — …i niech każdy drży, bo drżenie jest uznaniem mojej potęgi.


you've taken your rightful place
at the table of kings
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#6
20.05.2026, 16:11  ✶  
— Różnie to na starość bywa. Coś czasem przychodzą i gadają, że tu jakieś problemy z wątrobą, tu z innemi kiszkami. A jeszcze, nie daj Merlinie, ktoś rzuci, że głowa nie ta. I co ja mam im poradzić? — Stary wzruszył ramionami, szukając u Juliána potwierdzenia, że wszystko to jedynie wymówki.
Każdy musi na coś umrzeć, taka kolej rzeczy. Była to być może myśl wyświechtana i nieodpowiedzialna, lecz głęboko siedziała w Tarpaulinie — oto najwierniejszy argument trzymający chłopa w nałogu. Jak mu mówili, że zapije się na śmierć, to on im odpowiadał z ukrytą pod uśmiechem makabryczną dozą zmęczenia samym sobą: a to się zapiję i będzie spokój.
Pijmy zatem. Wyciągnął im flaszkę czule nazywaną poniewieraczem. Był to niezwykle ekonomiczny, podejrzanie żółtawy trunek o smaku wódkopodobnym, który starczał na wiele posiedzeń, a wszystko to dzięki niezidentyfikowanej zawartości procentów. Poniewieracz opatrzono wypisaną markerem etykietą, która zdradzała wyłącznie jego imię oraz datę pędzenia. Skromny, a mocny.
Polał Tarp obojgu tejże ambrozji, wyjął prócz tego na blat szklanice oraz najtańszy sok pomarańczowy sprzedawany w wielolitrowych baniakach.
— Ostatnio ledwo wstałem — ostrzegł, choć wcale nie brzmiało to, jakby próbował Bletchleya zniechęcać.
Gdy zaś Julián urwał w pół zdania, Woody dostrzegł prędko, że zaczęło dziać się coś złego.
— Julián? — Tarpaulin pstryknął palcami przed oczami przyjaciela.
Atmosfera napięła się. Rozsiadł się pomiędzy nimi niemal namacalny cień Voldemorta i obserwował ów rozpaczliwy spektakl, do którego odgrywania raz za razem zmuszane były jego ofiary.
Ściany pubu skruszały. Czarna pajęczyna rozbiła stare tynki i tymi korytami popłynęła w głąb Rejwachu lawa.
— Julián — powtórzył nieprzytomnie Woody, ale nie patrzył już na aurora, a gdzieś ponad jego ramieniem. Słyszał syczenie ognia i iskier w ścianach, słyszał upiorne słowa wypowiadane przez Bletchleya. Strach jest prawem. Rejwach wrzał. — Do cholery, Julián! — huknął rozwścieczony Woody, uderzając pięścią o blat, aż zadrżały wszystkie szkła, a bimber pociekł po ściankach przepełnionych kieliszków, rozlewając się na ladę.
Czarodziej zamknął oczy i odwrócił gwałtownym ruchem głowę, szukając ucieczki od ognia, lecz ciężkie sekundy mijały, coraz uporczywiej zaciskając szpony lęku na jego umyśle.
A potem nastała cisza. Zniknęło syczenie, zniknęły słowa klątwy.
— Ten psubrat siedzi mi na bani. — Stary niemal wypluł w gniewie słowa, gdy otworzył oczy, zastając Rejwach nienaruszony. Wszystko to była tylko kolejna halucynacja.


piw0 to moje paliwo
twój stary
I am not the man you knew
I know that you've been waiting
wiek
50
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
auror
181 cm, ciemne oczy i włosy z siwizną, wąsy

Julián Bletchley
#7
30.05.2026, 14:56  ✶  
Nie potrafiłby wskazać źródła własnego przerażenia. Żaden głos nie przemówił do niego spośród mroku zalegającego kąty Rejwachu. Nie było słów wyszeptanych mu nad uchem ani cienia przesuwającego się po ścianie. Nikt nie rzucił zaklęcia. Nikt nawet na niego nie patrzył, a jednak obrzydliwie żywy strach ponownie rozlał się po jego ciele błyskawicznie. Nie wypowiadaj go. Nie wolno. Nie wolno. NIE WOLNO. Strach ten był tak pozbawiony przyczyny, że mężczyzna ocknąwszy się ze snu, nie potrafił stwierdzić, czy nadal pozostawał więźniem koszmaru.

Poczuł, że dłonie zacisnęły się na brzegu lady mocniej aż stawy palców pobielały od napięcia. Pot zaperlił mu się na skroniach. Wtem głos jego towarzysza dotarł do jego świadomości. Julian drgnął. Paniczny lęk, który uderzył w niego tak gwałtownie, że aż zesztywniał, powoli zaczął ustępować.
— Ludzie sami oddają mu władzę. Wystarczy, że boją się wypowiedzieć… Vo…
Mężczyzna zacisnął szczękę. Był aurorem. Całe życie walczył z ludźmi, którzy próbowali zastraszyć innych. Z mordercami, fanatykami i czarnoksiężnikami. Co z tego jeśli wystarczyło jedno przeklęte wspomnienie, jedna klątwa, aby odebrać mu kontrolę nad własnym głosem?

Gwałtownie sięgnął po szklankę i opróżnił ją jednym haustem. Alkohol zapiekł mocno w gardle. Przyjął to z nieoczekiwaną wdzięcznością — ból choćby najdotkliwszy, posiadał przynajmniej tę zaletę, że można było wskazać jego źródło. — Po którym to razie, jak powiadasz, nie byłeś w stanie podźwignąć się z podłogi? — zapytał ochrypłym głosem. Zdawało mu się, że napitek zaczynał już wywierać swój dobroczynny wpływ. Ciepło rozchodzące się powoli po żyłach łagodziło nieco napięcie nerwów, które od wielu dni pozostawały nienaturalnie rozdrażnione. Być może właśnie tego było mu trzeba.

A nie było tutaj Jolene. Nie było nikogo przed kim musiałby tłumaczyć się ze swych słabości ani ukrywać zmęczenia. Czyżby właśnie dlatego Woody tak często wracał do Rejwachu? Przemknęło mu przez myśl pytanie ile z tych wizyt było wyborem, a ile koniecznością
— Dziękuję — powiedział wreszcie, po czym podniósł wzrok na swego przyjaciela. — Powiedz mi szczerze. Czy i ciebie spotkało coś podobnego? Czy zdarzyło ci się kiedyś odkryć, że nie jesteś zdolny wymówić jego imienia?


you've taken your rightful place
at the table of kings
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#8
12.06.2026, 15:31  ✶  
— Daj spokój. — Woody wykrzywił się w wyrazie oburzonego zrezygnowania. — Nic mu nie oddajemy. On nie ma żadnej władzy.
Być może czarował rzeczywistość. Terror niewątpliwie stanowił jakąś formę władzy, lecz do diaska, jeszcze się nie poddali. Voldemort mógł oblegać umysły, zastraszając brytyjskich czarodziejów jednego po drugim, lecz oni się mu wciąż stawiali. Niczego jeszcze nie wygrał, nawet jeśli zadał rany tylu porządnym ludziom. Woody widział u Aarona dokładnie te same zachowania, jakie zaobserwował teraz u Juliána. Dobrzy ludzie, tacy dobrzy ludzie, dobrzy gliniarze. Voldemort musiał bać się ich, skoro wystarał się o posianie w ich głowach klątwy. I niech się, kurwa, boi.
Nawet jeśli to znaczyło, że w tamtej chwili to Longbottom miał bać się własnego umysłu nękanego dzień i noc czarnoksięskim przekleństwem, którego nie potrafił wyplenić. Wzdrygał się za każdym razem, gdy uświadamiał sobie tę słabość zakorzenioną w miejscu, gdzie nikt nigdy do człowieka nie powinien mieć dostępu. Oto pan detektyw poznał smak własnego gwałtu.
Wypił za Juliánem. Nawet się nie skrzywił. Alkohol — mimo swojej mocy — wpadł w niego prawie bez efektu.
— Nie trzeba dużo — zapewnił Bletchleya o skuteczności poniewieracza. — Chodź. Muszę se usiąść. Tak na stojąco tego nie dam rady — mruknął, biorąc flachę i kieliszki. Przeniósł ich dwuosobową imprezę do jednego ze stolików, po czym oklapł ciężko na krześle. Polał od razu po jeszcze jednej kolejce. — Mówić jak mówić. Ja mogę, ale nie jesteś sam. Znam takich, co mają to samo. Podobno są specjaliści, którzy to… rozpraszają. Ja za to w ogień patrzeć nie mogę, bo zara mnie coś… A kurwa, szkoda gadać.
Siedzieli chwilę w milczeniu, do którego przygrywał cicho gramofon. Woody myślał o klątwie i myślał o tym, po co do siebie Juliána sprowadził. Nie przygotował żadnej mowy. Nie było potrzeby czynić takich taktycznych planów ani podchodów. Byli przyjaciółmi. Wystarczało zacząć.
Zaczął więc:
— Ściągnąłem cię dziś, bom chciał coś z tobą przegadać, poza, wiesz, ogólnym samopoczuciem. Chciałem coś zapytać, powiedzmy. Znamy się na tyle, że nie będę owijał w bawełnę. — Wzruszył ramionami, jakby tym ruchem odtrącał jakiś niepotrzebny konwenans. Wybadaj go, pisał mu Jonathan. A srał to pies, nie będzie Juliána badał. — Jak się zaczęła wojna, to po cichu odnowiłem kontakty z rodziną. To wszystko… zmieniło sytuację między nami. Nie jestem złym człowiekiem, wiesz, że nie jestem. — Nie wiedział, czy ma prawo do tych słów. Jego sytuacja życiowa była stertą śmierdzącego gówna i pozostawionych w przeszłości zawiedzionych ludzi. Ale nie był zły. — Nie tylko z rodziną. Wiesz, jak jest w Ministerstwie. Kurwy ci patrzą na ręce i na wszystko trzeba mieć papier. Julek, spójrzmy prawdzie w oczy. Zza tych ministerialnych papierków nigdy nie pokonamy jebanego terrorysty. Pamiętasz, jak ze mną było. Ministerstwo nie ma na tyle jaj, żeby robić to, co trzeba, a wojna to brudny interes. Zresztą nigdy nie wiesz, kto w Ministerstwie może kolaborować z mordercami. Czasem się można cholernie zdziwić, jak mało znamy ludzi obok siebie. Wykształciła się więc… nieoficjalna grupa oporu. — Spojrzał na przyjaciela uważnie, wypatrując jego reakcji. — Dobrzy ludzie. Sami dobrzy, sprawdzeni ludzie, którzy chcą zrobić z tym coś więcej.


piw0 to moje paliwo
twój stary
I am not the man you knew
I know that you've been waiting
wiek
50
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
auror
181 cm, ciemne oczy i włosy z siwizną, wąsy

Julián Bletchley
#9
05.07.2026, 18:19  ✶  
Poniewieracz robił swoje, kiedy ciepło rozlało się po ciele mężczyzny i powoli zaczęło wypierać chłód gnieżdżący się w kościach od tygodni. Nie był to stan, który auror by sobie chwalił, a jego Jolene to już z pewnością nie pochwaliłaby ani picia w środku dnia, ani tego, z jaką gotowością sięgnął po drugą dawkę. Jednocześnie w Rejwachu z Woodym, zasady świata zewnętrznego straciły moc. Posłusznie (jak nigdy!) podreptał za przyjacielem do stolika.
— Wiem — odpowiedział. Odstawił szklankę na stół. — Wiem, że nie jesteś złym człowiekiem, Woody. Gdybyś był, to bym tu nie siedział.
Ministerialne korytarze nie były miejscem, gdzie tę wojnę dało się wygrać. Ile razy musiał wypełniać formularze, gdy woleliby być w polu? Ile razy obserwował kogoś podejrzanego, a nie mógł podjąć działania, bo brakowało mu pieczątki? Ile razy patrzył w oczy komuś z departamentu i zastanawiał się, czy ta osoba nie sprzedałaby ich wszystkich? Bletchley pochylił się nad stołem. Cienie pod oczami musiały zdradzić wszystko, co musiał nosić ze sobą każdego ranka, gdy udawał przed córkami, że spał, udawał przed Jolene, że było w porządku, udawał przed Biurem, że był gotowy do służby.
— Nieoficjalna grupa oporu. Pytasz mnie, czy chcę dołączyć, czy pytasz, czy mogę ci zaufać na tyle żebyś mi powiedział więcej? Bo ci powiem, co myślę. Ano myślę, że Ministerstwo jest dziurawe jak szwajcarski ser. Myślę, że nie pierwszy raz rozważam, czy robienie tego oficjalnie ma jakikolwiek sens, ale pytam cię jako przyjaciel. Kto za tym stoi? Kogo tam macie? Bo jeśli mam w to wejść, muszę wiedzieć, z kim idę do walki. I muszę wiedzieć, co wyście już zrobili, a czego nie.
No właśnie, kto? Jeśli byli tam jacyś ścigani dezerterzy albo zapaleńcy z chęcią na samobójstwo, to podziękuje — miał rodzinę na utrzymaniu i nie zamierzał rzucać się na oślep w kolejną bzdurę! Z drugiej strony jeśli była mowa o ludziach, którym ufał… jak Tarp, to może było warto zaryzykować więcej niż własną karierę w Ministerstwie?


you've taken your rightful place
at the table of kings
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#10
11.07.2026, 14:39  ✶  
Gdy się siadało razem przy kielichu, kielich zmieniał charakter z żałosnego uzależnienia na rzecz towarzyską — tak lubiał myśleć o tym Woody. W młodości Tessa była dla jego alkoholowych eskapad bardzo tolerancyjna, choć z wiekiem zmieniło się to i dziś zapewne miałaby opinie podobne do Jolene. Jej opinie już jednak do Clemensa Longbottoma nie docierały.
Czarodziej słowem nie podziękował Juliánowi za jego zapewnienie o pozostaniu dobrym człowiekiem. Musiało wystarczyć, że w oczach Longbottoma odmalowała się w milczeniu twarda wdzięczność za to braterstwo, którego mu Bletchley nie odmówił mimo wszystkiego, co się wydarzyło w życiu Woody’ego.
Mężczyźni weszli tymczasem na grząski grunt. Samo wykonanie pierwszego kroku i zagajenie kwestii — to było dla Tarpa proste. Zawsze rwał się do przodu na hurra. Trudniejszym było, co potem: nawigowanie po otwartym temacie tak, aby zdradzić idealnie dobraną dozę informacji. Woody nie mógł oczekiwać, że Bletchley pójdzie w ruch oporu zupełnie na ślepo, lecz jednocześnie spoczywała na mężczyźnie odpowiedzialność za bezpieczeństwo jego zaangażowanych przyjaciół.
Zadumał się i potarł usta dłonią, mierząc Juliána skonfliktowanym spojrzeniem.
— Nie mogę powiedzieć ci wszystkiego od razu. Wdrażamy ludzi… wiesz, powoli — powiedział niemal przepraszająco. On by mu to wszystko zdradził, ale niektóre sekrety nie należały do niego i nie mógł nimi tak po prostu rozporządzać. — Znasz Jonathana Selwyna? Znasz, znasz. Chodzili zawsze we trzech: on, Morpheus i Shafiq. Z Jonathanem kontaktowałbyś się najczęściej, bo jest jedną z osób, powiedzmy, decyzyjnych. Mógłbyś pewno też bezpiecznie rozmawiać z Tessą. — A, cholera! Jak baba chce, to niech go ubije za to, że ją zdradził przed Bletchleyem. — Nie powiem ci więcej nazwisk, ale powiem ci coś o nas. To jest grupa koleżeńska, Juluś. Ona się trzyma w kupie przez sieć przyjaźni. Jak pomyślisz o ludziach wokół mnie… starego mnie. To wiesz. Coś tam na pewno będziesz podejrzewał, a z czasem samo wyjdzie.
Był to jakiś kompromis. Woody zakreślił dość konkretny obszar towarzyski, lecz nikogo nie pokazał palcem. Być może będzie mu to wybaczone.
— Co myśmy zrobili? Mamy trochę… zasobów. Głównie działamy w defensywie, na bieżąco w odpowiedzi na to, co robią… ale coś tam się przebąkuje o ofensywie. — Pokracznie mu szły słowa, gdy tak łaził dookoła tematu z paranoiczną ostrożnością.


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Julián Bletchley (1797), Pan Losu (107), Woody Tarpaulin (1899)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa