• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[Jesień 72, 23.10 Jonathan & Anthony] Train train, comin' 'round, 'round the ben

[Jesień 72, 23.10 Jonathan & Anthony] Train train, comin' 'round, 'round the ben
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#11
16.07.2026, 10:44  ✶  
– Jestem w stanie zaakceptować pełen kwadrans – wymruczał sennie. – Kwadrans to tysiąc lat. Wiesz ile razy da się doprowadzić ciebie do rumieńców w kwadrans? – Uśmiechnął się. – Milion razy.
Oczywiście nigdy tego nie liczył, ani nie próbował sprawdzać swojej teorii, ale wiedział przecież doskonale jak pięknie i łatwo potrafił czerwienić się Anthony, gdy Jonathan tylko trochę się postarał.

Nagle podniósł na chwilę głowę i spojrzał na Shafiqa, bo dopiero teraz dotarły do niego w pełni jego poprzednie słowa. Anthony oczywiście nie miał powodów do zazdrości, a Jonathan nie planował mu ich dawać, ale skłamałbym gdyby powiedział, że ta zazdrość mu się nie podobała.
– W takim razie jestem strasznie zazdrosny – oznajmił, ponownie kładąc ociężałą głowę na ukochanym ramieniu. – Jestem o ciebie szalenie zazdrosny. Ogromnie zazdrosny. Jestem o ciebie tak zazdrosny, że… – Ziewnął głośno. Słowa powoli uciekały z jego ust bez zbyt dużej świadomości co tak naprawdę znaczyły. – Czuję straszną zazdrość. I wiesz co? – Zmarszczył brwi. – Na Merlina, to czemu ten głupi eliksir i piekielna metalowa bestia usypiają mnie lepiej, niż sprawdzone kadzidełka jest dla mnie tajemnicą jeszcze większą, niż twój monstrualny… – Kolejne ziewnięcie. – Urok mój drogi.


Westchnął cicho. A gdyby jednak na chwilę zamknąć powieki? Tak tylko na chwilę, kilka minut. Zaraz na pewno się rozbudzi. W pociągu dalej było niebezpieczne, ale przecież teraz był tutaj z nim Anthony, a gdy tak opierał się o ukochanego to wszystko na chwilę przestawało być zagrożeniem. Przymknął oczy. Nie musiał pytać się go czy, gdyby teraz teoretycznie zasnął Anthony dalej byłby w pobliżu bo to było oczywiste, że już zawsze będą przy sobie.
– Kocham Cię – powtórzył jeszcze raz po czym zasnął, wciąż trzymając go za rękę.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#12
16.07.2026, 16:40  ✶  
Słodkie słówka, cichy szept pozbawiony większego sensu, zanurzony głęboko w ciężkiej miłosnej malignie. Eliksir działał lepiej niż Anthony przypuszczał, ale też całkiem możliwe, że Jonathan zarwał poprzednią noc zwyczajnie zamartwiając się wyjazdem.
– Mój bohater… – szepnął czule, na moment opierając policzek o czubek złożonej na jego ramieniu głowy. Słodkie słówka zostały zamienione na słodki ciężar, ale Anthony nie narzekał. Wręcz przeciwnie, ta niewygoda była tym bardziej wygodna wobec alternatywy pozostawienia Jonathana samemu sobie, na pastwę wojny domowej i przygotowań do sabatu. Ostatni moment ciszy wyszytej haftem jednostajnego dźwięku pociagu. Ostatni moment oddechu.

Sam Anthony też przymknął powieki rozkoszując się wrażeniem bliskości, wspominając czasy, kiedy podróżowali razem do Hogwartu, wspominając czasy, gdy scena taka jak ta mogłaby być tylko snem, a teraz była tak doskonale rzeczywista. Wyłapywał miarowy oddech Selwyna, tulił skołatane serce. Gdzieś tam czekali na nich ważni państwowi dygnitarze, którzy zebrali się na prośbę Antoniusza. Cóż… teraz będą musieli poczekać, bo były na tym świecie rzeczy ważne i ważniejsze, a kolejny ukradziony moment spokoju i ciszy z Jonathanem opartym o jego ramię był z nich wszystkich najważniejszy. Najsłodszy…

!BINGO C5
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#13
16.07.2026, 16:40  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: C5
wariant: 1
typ: prompt

Bezsenność.

Jedno z was śpi spokojnie, a drugie leży obok, wpatrując się w znajomy profil twarzy w półmroku. Śledzi rytm oddechu, linię ust. Wydaje mu się, że zna to ciało na pamięć: nauczył się go tak, jak zdobywa się wiedzę o świecie lub magii. Bezsenność staje się czasem na obserwację.
lewak w Wizengamocie
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#14
19.07.2026, 21:34  ✶  
Przyszedł dzień podróży do Lozanny i Robert aż się zdziwił swoim brakiem mdłości. Żadnego stresu, uczucia słabości. Wręcz przeciwnie – był nabuzowany energią. Obudził się nad ranem i jeszcze przed wyprawieniem się na pociąg, biegał przez godzinę swoją ulubioną trasą. Wrócił, umył się i odkrył, że niemal w ogóle go to nie zmęczyło. Scenariusze, które wymyślał, nakładały się na siebie. Te wszystkie rozmowy, w których wychodził na błyskotliwego i inteligentnego. To, jak czarował towarzystwo. Wiedział, że długo nie wytrwa na takim haju. Że wreszcie będzie musiał wypocząć.

Jego myśli nawiedzał też przystojny wampir, który z nimi jechał. Monsieur Dealcour. Pan mecenas o twarzy bóstwa, złotych włosach, przepięknych oczach. O sylwetce kryjącej się pod surdutem, o głębokim głosie. O smukłych, bladych dłoniach. Robert wiedział, że do tych marzeń nie ma co się przyzwyczajać. Jeśli chciał coś z nimi zrobić, musiał przynajmniej spróbować. Przynajmniej wybadać sytuację, dowiedzieć się, czy zainteresowanie było wzajemne. Może na wyjeździe udałoby się umówić jakąś wspólną kolację?

Na razie jednak musiał przegadać strategię z Anthonym. Najpierw praca, potem przyjemności. Chodziło o osobę rzecznika finansowego Międzynarodowej Unii Magicznej. Robert chciał dopytać Shafiqa o tematy do luźnej rozmowy. Takie rzeczy w polityce niestety były cholernie ważne, bo na takich drobnostkach budowało się często sympatię, która prowadziła do przychylniejszego traktowania.

Crouch dotychczas przechadzał się po pociągu. Nie potrafił usiedzieć w miejscu. Próbował coś czytać, niestety nie potrafił dokończyć jednego rozdziału, bo jego uwaga odlatywała jak latawiec trzymany przez niezbyt rozgarnięte dziecko. Podczas wichury.

Zapukał do przedziału Anthony'ego, po czym uchylił drzwi. Spodziewał się Shafiqa ślęczącego nad dokumentami lub książkami, dyskutującego z Jonathanem lub kimkolwiek innym, kto wybrał się razem z nimi. Kiedy jednak zobaczył swojego starego przyjaciela, stanął jak wmurowany. Jego usta uformowały się w literkę "o", jakby nie wiedział, jakich słów powinien użyć. Pomyśleć, że Robertowi Crouchowi zabrakło języka w gębie.

– Ja… przepraszam, chyba przeszkodziłem. Zaraz… zaraz pójdę – wydukał.

Na ramieniu Anthony'ego leżał nikt inny jak kuzyn Roberta. To bynajmniej nie wyglądało na platoniczny gest. Raczej pozycja, w której mogliby siedzieć kochankowie. Przecież on i Lazarus nigdy się do siebie tak nie tulili. Raczej siadywał tak z Vanessą, zasypiała na jego ramieniu po całym dniu pracy. W czasach, gdy wszystko było dobrze.


Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#15
27.07.2026, 08:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2026, 11:43 przez Anthony Shafiq.)  
Jego ramię nie nadawało się za bardzo na poduszkę, a przynajmniej tak wydawało mu się przez większość życia. Teraz też czuł bardzo dosadnie ciężar śpiącej głowy i miał poczucie, że jego ciało nieco ścierpło, nienawykłe przecież do spędzania czasu w ten sposób. Nie zamierzał jednak odchodzić, mając pełną świadomość tego jak zmęczony musiał być Jonathan, ale też jak lekki jego sen mógł być. Oraz… jak przyjemnie było mu w myśli obracać wyznania szeptane półprzytomnym umysłem kochanka. Partnera. Miłości jego życia…

Kciukiem zataczał kręgi po skórze luźno opartej o jego udo dłoni i chyba w tym wszystkim stracił poczucie czasu. Kolacja w wydzielonym wagonie restauracyjnym miała być dopiero za godzinę, a każdy miał czas, aby na spokojnie rozpakować się i zadomowić w swoim przedziale, lub porzucić ciasne przestrzenie przedziałów na rzecz eleganckiego saloniku z barkiem i stolikami uszykowanymi pod posiłek.

Pukanie potraktował jako przynaglenie do posiłku i usłyszał je z pewnym opóźnieniem przez wzgląd na zbyt długie przebywanie w miękkiej błękitem krainie własnych myśli i marzeń oświetlonych ciepłem hiszpańskiego słońca przedwczesnej emerytury. A może powinien kupić im jakąś grecką wysepkę? Zdawało mu się, że Mona ostatnio wspominała o takich inwestycjach fantazjując jakby to było zarządzać tak małą (w umyśle Anthony'ego: ściśle wyselekcjonowaną) społecznością. Ale tak tak, ktoś pukał i już miał odpowiedzieć, że zaraz idą, gdy usłyszał szczęk klamki, odgłos, który momentalnie zacisnął jego szczękę, a czoło zrosił mokrym potem. Wolną dłonią wykonał szybki gest mający przekręcić zamek przedziału, ale było już na to za późno, a być może wytrysk adrenaliny do żył uniemożliwił mu właściwe skupienie do zarządzania magią bez różdżki.

Oto jednak stało się i w drzwiach stanął Robert, którego twarz z oczywistych wględów przybrała taki a nie inny grymas zaskoczenia.

Oh well…

Pocieszającym był fakt, że nie była to scena in flagranti. Właściwie mógł bardzo łatwo wykpić się z oczywistych wniosków, do których doszedł Crouch szczególnie, że jego kciuk delikatnie pieszczący skórę dłoni śpiącego zastygł w bezruchu. No dobrze, nie byłoby to aż tak proste, ale dalej nie niewykonalne. Czy jednak na prawdę chciał to robić? Trwali w bezruchu całą wieczność, skroploną do kilku sekund. Pierwszy odruch wypierania się i tłumaczenia jak bardzo to nie jest to, co myślał sędzia, został powstrzymany zamrożeniem, a potem… Czyż nie byli sojusznikami? Przyjaciółmi? Czyż nie pili razem na rodzinnym Mabon? Czyż nie nosili od dawna swoich sekretów, które już dawno mogłyby zaszkodzić i to znacząco ich wzajemnej pozycji? Anthony rozluźnił się i pozwolił sobie na blady uśmiech, jednocześnie chwytając Jonathana za dłoń nieco mocniej, wsuwając swoje palce między jego palce w niemym potwierdzeniu.

– Możemy chwilę spóźnić się na kolację – powiedział cicho, nie przerywając kontaktu wzrokowego, najprawdopodobniej nie mrugając wcale od pojawienia się Roberta w drzwiach –… eliksiry na chorobę lokomocyjną miały uboczne skutki – dodał, jakby to był całkowity powód zaistniałej sytuacji.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2483), Jonathan Selwyn (1816), Pan Losu (56), Robert Albert Crouch (364)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa