16.07.2026, 10:44 ✶
– Jestem w stanie zaakceptować pełen kwadrans – wymruczał sennie. – Kwadrans to tysiąc lat. Wiesz ile razy da się doprowadzić ciebie do rumieńców w kwadrans? – Uśmiechnął się. – Milion razy.
Oczywiście nigdy tego nie liczył, ani nie próbował sprawdzać swojej teorii, ale wiedział przecież doskonale jak pięknie i łatwo potrafił czerwienić się Anthony, gdy Jonathan tylko trochę się postarał.
Nagle podniósł na chwilę głowę i spojrzał na Shafiqa, bo dopiero teraz dotarły do niego w pełni jego poprzednie słowa. Anthony oczywiście nie miał powodów do zazdrości, a Jonathan nie planował mu ich dawać, ale skłamałbym gdyby powiedział, że ta zazdrość mu się nie podobała.
– W takim razie jestem strasznie zazdrosny – oznajmił, ponownie kładąc ociężałą głowę na ukochanym ramieniu. – Jestem o ciebie szalenie zazdrosny. Ogromnie zazdrosny. Jestem o ciebie tak zazdrosny, że… – Ziewnął głośno. Słowa powoli uciekały z jego ust bez zbyt dużej świadomości co tak naprawdę znaczyły. – Czuję straszną zazdrość. I wiesz co? – Zmarszczył brwi. – Na Merlina, to czemu ten głupi eliksir i piekielna metalowa bestia usypiają mnie lepiej, niż sprawdzone kadzidełka jest dla mnie tajemnicą jeszcze większą, niż twój monstrualny… – Kolejne ziewnięcie. – Urok mój drogi.
Westchnął cicho. A gdyby jednak na chwilę zamknąć powieki? Tak tylko na chwilę, kilka minut. Zaraz na pewno się rozbudzi. W pociągu dalej było niebezpieczne, ale przecież teraz był tutaj z nim Anthony, a gdy tak opierał się o ukochanego to wszystko na chwilę przestawało być zagrożeniem. Przymknął oczy. Nie musiał pytać się go czy, gdyby teraz teoretycznie zasnął Anthony dalej byłby w pobliżu bo to było oczywiste, że już zawsze będą przy sobie.
– Kocham Cię – powtórzył jeszcze raz po czym zasnął, wciąż trzymając go za rękę.
Oczywiście nigdy tego nie liczył, ani nie próbował sprawdzać swojej teorii, ale wiedział przecież doskonale jak pięknie i łatwo potrafił czerwienić się Anthony, gdy Jonathan tylko trochę się postarał.
Nagle podniósł na chwilę głowę i spojrzał na Shafiqa, bo dopiero teraz dotarły do niego w pełni jego poprzednie słowa. Anthony oczywiście nie miał powodów do zazdrości, a Jonathan nie planował mu ich dawać, ale skłamałbym gdyby powiedział, że ta zazdrość mu się nie podobała.
– W takim razie jestem strasznie zazdrosny – oznajmił, ponownie kładąc ociężałą głowę na ukochanym ramieniu. – Jestem o ciebie szalenie zazdrosny. Ogromnie zazdrosny. Jestem o ciebie tak zazdrosny, że… – Ziewnął głośno. Słowa powoli uciekały z jego ust bez zbyt dużej świadomości co tak naprawdę znaczyły. – Czuję straszną zazdrość. I wiesz co? – Zmarszczył brwi. – Na Merlina, to czemu ten głupi eliksir i piekielna metalowa bestia usypiają mnie lepiej, niż sprawdzone kadzidełka jest dla mnie tajemnicą jeszcze większą, niż twój monstrualny… – Kolejne ziewnięcie. – Urok mój drogi.
Westchnął cicho. A gdyby jednak na chwilę zamknąć powieki? Tak tylko na chwilę, kilka minut. Zaraz na pewno się rozbudzi. W pociągu dalej było niebezpieczne, ale przecież teraz był tutaj z nim Anthony, a gdy tak opierał się o ukochanego to wszystko na chwilę przestawało być zagrożeniem. Przymknął oczy. Nie musiał pytać się go czy, gdyby teraz teoretycznie zasnął Anthony dalej byłby w pobliżu bo to było oczywiste, że już zawsze będą przy sobie.
– Kocham Cię – powtórzył jeszcze raz po czym zasnął, wciąż trzymając go za rękę.