• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
1 2 Dalej »
[01.10.72] In night's refuge let me make love to the moon

[01.10.72] In night's refuge let me make love to the moon
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#11
15.07.2026, 14:51  ✶  
Prezentację przyrządów Ceolsige czarownica obserwowała ze szczerym zainteresowaniem. Przyciągało ją bowiem wszystko, co w świecie było estetyczne, genialne bądź twórcze.
— Składasz takie rzeczy sama? — zapytała z uznaniem, odnajdując spojrzenie Burke, aby uśmiechem skomplementować jej pomysłowość.
Sztuka rozwiązywania problemów i udoskonalania świata swoim projektem była jedną z idei szczególnie kobiecie bliskich już od wczesnego dzieciństwa. Mieć wpływ na świat, nie być jedynie biernym odbiorcą zastanej rzeczywistości — to była w oczach dziecka pasjonująca moc. Helloise obrała ścieżkę podobną Ceolsige, a jednak odmienną w charakterze: dzieła wiedźmy z lasu miały naśladować życie i osadzać je wybranych przez nią formach. Opracowywała w drewnie swoje wizje, aby w nie potem tchnąć iskrę, ożywić je przy użyciu magicznych rdzeni. W rzeźbionych ptaszkach układała magię tak, aby wzlatywały pod sufity pomieszczeń. Kukiełkom o wydłużonych, smukłych kończynach wszczepiała w kręgosłupy rdzenie, które budziły je do marionetkowego tańca pod dotknięciem różdżki. Jej koniki nie potrzebowały biegunów — na skrzypiących nogach mogły zabrać dzieci na leniwą przebieżkę po ogrodzie, jeśli tylko dostarczyć im wystarczająco magicznej energii.
Helloise uprawiała sztukę powoływania do istnienia iluzji życia. Jej twory reagowały jednak wyłącznie na magiczne impulsy. Wykonywały proste, powtarzalne czynności. Bliżej było Helloise do artystki działającej pod natchnieniem niż usprawniającego świat inżyniera.
Wiedźma drgnęła nerwowo, gdy miotła Ceolsige otworzyła się z gwałtownym szarpnięciem. Dźwięk sprężyny stał się na moment ostrym centrum uwagi wśród martwej polany.
Helloise zamrugała powoli.
Przygnębiająca atmosfera przeklętego miejsca, choć nie wygasiła w niej szczęśliwości, to wprowadziła w nastrój element smutnej melancholii, który rozmył wcześniejsze podniecenie. Wśród labiryntu drzew czarownica była o wiele żywszą; teraz stonowała się, niby zasłuchana w niesłyszalny lament dusz straconych na polu bitwy. Ulegała cmentarnym zadumom, o które dopominała się pamięć zmarłych, i nie pociągało jej beztroskie dokazywanie w miejscu, gdzie ziemia przypominała o zastępach poległych czarodziejów i tragicznej tęsknocie ich najbliższych.
— Nie… nie. Wolałabym teraz być przy ziemi — odpowiedziała na pytanie, łagodnie omijając zaczepkę. Widziała ekscytację, jaką budziło w Burke poszukiwanie. Nie było powodu jej tego pozbawiać. Każdy miał tego wieczora dokładnie to, czego pragnął. Przyjemności dwóch czarownic splotły się harmonijnie na polu dawnej bitwy. — Idź, Ceolsige. — Zachęciła ją skinieniem dłoni. — Ja potrzymam.
Gdy Ceolsige oddaliła się, Helloise wykorzystała moment samotności dla siebie. W narastającym podnieceniu wysunęła stopy z kozaków, aby boso stanąć na ziemi. Nagie podeszwy od razu dopasowały się do nierówności zimnego, wilgotnego gruntu. Po plecach kobiety przeszedł elektryzujący dreszcz. Podwinęła palce u stóp, wbijając je w ziemię; z ulgą wypuściła powietrze nosem. Wypełniło ją wzruszenie sięgające samego dna duszy. Dawno nie była tak głęboko w lesie. Znów była głęboko w lesie.


dotknij trawy
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#12
18.07.2026, 09:08  ✶  
— Sama lub z członkami klubu. — odpowiedziała pozornie nonszalancko. W jej melodyjnym głosie brzmiała jednak szczera duma rzemieślnika. Odnalazła wzrok Heli, zatrzymując go na dłuższą chwilę. — Jest to jeden z powodów dla którego tak cenię naszą współpracę, moja droga. Aby tchnąć w nie prawdziwy spryt i sprawić, by działały bezbłędnie, potrzeba mistrzowsko wykonanych, zaklętych podzespołów. Dokładnie takich, jakie potrafią wyczarować twoje dłonie.
Gdy Helloise, mimo otaczającego ich cmentarnego chłodu, odmówiła lotu i zaoferowała pomoc z ziemi, Ceolsige jedynie uniosła nieznacznie ramiona. Ciężki, wełniany płaszcz zafalował miękko. — Jak sobie życzysz. Trzymaj zatem mocno — rzuciła z cichym rozbawieniem. Wsiadła na miotłę płynnym ruchem. Pochyliła się do przodu, a długa, czarna spódnica jej szaty opadła ciężko po obu stronach drzewca. Wyciągnęła dłoń w stronę Helloise, podając jej trzymaną w palcach końcówkę sznurka.
Zaraz potem Ceolsige odepchnęła się obcasami od sprężystego mchu i nieco zbyt gwałtownie poderwała do lotu nad polaną. Luźne poły płaszcza i fałdy spódnicy załopotały nim zdążyła wyhamować nadmierny impet. Nieznacznie przewracając oczami ruszyła niskim lotem wokół krawędzi polany. Im bardziej się oddalała tym częściej spoglądała w stronę Helloise jako punktu odniesienia. Uśmiechnęła się z satysfakcją widząc jej zachowanie choć szczegóły mimiki umykały w krótkich spojrzeniach, rozmazane przez rosnąca odległość.
Gdy mosiężna tarcza kliknęła, rejestrując moment, w którym dystans zaczął maleć, Ceolsige skierowała miotłę ku samemu centrum Polany Dawnej Bitwy. Pomiary trwały jeszcze kilka dłuższych chwil podczas prostopadłych przelotów. Ostatecznie Ceolsige wylądowała gładko w centrum polany, a spowijająca to miejsce czerń, niczym suchy popiół uniósła się drobną chmurką wokół jej butów, po czym leniwie opadła na powrót.
Obie panie spotkały się w świeżo wyznaczonym centrum dawnego pola bitwy. Paserka zsiadła z miotły i z satysfakcjonującym, metalicznym kliknięciem zwolniła zatrzask, składając drzewce do poręcznego formatu. Puszczona przez Helloise końcówka sznurka z głośnym szumem błyskawicznie nawinęła się z powrotem na szpulę.
Wyciągnęła z kieszeni różdżkę z berberysu. Jej smukłe palce zacisnęły się na rękojeści, gdy płynnym ruchem wykreśliła w suchym popiele duży, wyraźny znak „X”, oznaczający geometryczny środek tego ponurego miejsca. Bezpośrednio w przecięcie linii wbiła pionowo różdżkę. Oparła się na niej wyprostowaną ręką, aż chropowata ziemia ze skrzypnięciem ugięła się pod naciskiem drewna osadzając drzewce głęboko wewnątrz.
Wyprostowała się powoli, poprawiając rondo eleganckiego kapelusza, który rzucał głęboki cień na jej twarz. Spojrzała prosto w oczy Helloise, a jej błękitne źrenice rozbłysły w półmroku dziwnym, przekornym światłem.
— Mamy nasz środek, moja droga. I wbitą różdżkę. Ale te stare, historyczne pergamin cóż, ich autorkę ominął chyba jeden istotny szczegół. — zaczęła cicho, a jej melodyjny głos zyskał nastrojowy, niemal konspiracyjny ton, idealnie pasujący do grobowej ciszy polany. – Szczegół, który trafił do mnie w przeczuciu lub może nawet wizji. Jakby coś lub ktoś dość jednoznacznie sugerował by udać się tu w odpowiednim towarzystwie.
Zrobiła krok do przodu, zmniejszając dystans między nimi. Towarzyszyła jej delikatna nutka aromatu tytoniu maskowana w zapachach polany. Zdjęła kapelusz i zakołysała głową pozwalając by ułożone włosy płynnie rozpłynęły się po plecach i ramionach. Odgarnęła kilka kosmków za uszy nim odgarnęła kilka kosmków za uszy i przykryła je na powrót cieniem ronda.
— Zapiski mówią o rytuale skierowanym do matki ale jestem przekonana, że są błędne lub niepełne. Z jakichś powodów doświadczyłam wewnętrznego przekonania, które jest w swej naturze łudząco zbliżone do znanych mi opisów wizji. - Zawiesiła głos a jej twarz sugerowała, że mówi zupełnie poważnie. - Pojawiła się tam postać kobiety, która ten las rozumie i potrafi rozmawiać językiem drzew. W jej właśnie towarzystwie i wobec jej osoby rytuał powinien się odbyć. — Zawiesiła na chwilę głos, pozwalając, by jej słowa odpowiednio wybrzmiały. Jej usta wykrzywiły się w drapieżnym, niesamowicie magnetycznym uśmiechu. — Jak wiec widzisz moje komplementy wynikają ze szczerej opinii.
Kontynuowała płynnie przechodząc na nieco bardziej swobodny i nonszalancki ton. - Wizja sugerowała, że dla skutecznego przeprowadzenia rytuału muszę ofiarować coś tej kobiecie na dzisiejszy dzień. Konkretnie siebie. - Mówiła to  zaskakująco swobodnie, z tą samą lekką, przyjacielską nonszalancją, z jaką zazwyczaj prowadziła interesy, choć intensywność jej błękitnego spojrzenia zupełnie z tym luzem kontrastowała. — Z tego co rozumiem, nie jest to żadna magicznie wiążąca przysięga, której złamanie grozi wieczystą klątwą… — dodała z nutą czystej, zmysłowej prowokacji, przechylając lekko głowę w bok. — Niemniej, w moim fachu dbałość o dotrzymywanie słowa to kwestia honoru. Więc… o ile nie pokusisz się o zrobienie czegoś, czego musiałabym kazać ci później żałować, chętnie przejdę przez to do samego końca. Chociażby po to by poddać tą dziwną wizję próbie. Co ty na to, moja droga?
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#13
03.08.2026, 22:07  ✶  
Przy pomocy tak zręcznych komplementów Ceolsige niewątpliwie łatwo było utopić człowieka w samozachwytach. Helloise doskonale rozumiała, dlaczego tak wielu chciało robić z paserką interesy. Sztuką było ująć wielkie pochlebstwo w formę, która nie przywodziła na myśl obłudnych prób przypodobania się drugiemu. Ceolsige czarowała nie tylko doborem słów i grą głosu, ale i niewymuszonym wdziękiem każdego gestu. Gładko splatała się w jej osobie postępowa innowacyjność konstruktorki z przywiązaniem do czarodziejskiej tradycji — Burke była bowiem taką, jaką czarownica powinna być. Klasyczny kapelusz, który coraz mniej kobiet nosiło (ach! i w tym Helloise nienawistnie dostrzegała mugolskie mody), miotła, która nieustannie Ceolsige towarzyszyła. Wiedźma spod lasu ceniła tych, którzy w tych czasach potrafili zachować swoją odrębność od rodzaju mugolskiego, zamiast bezrefleksyjnie przejmować obce zwyczaje erodujące bogactwo tożsamości magicznych.
Czarownica niespiesznie przeszła boso przez polanę, kolejnymi krokami rozkoszując się, jakby każdy był tym pierwszym. Pragnęła móc oszczędzać minuty tego wieczoru, objawiając się, że bezpieczny szlak rozpłynie się niczym piękny sen, gdy tylko ona odważy się wyjść z lasu.
Patrzyła w milczeniu, jak Ceolsige przygotowuje miejsce w sercu bitewnego pola, oddając ziemi swoją różdżkę. Tym samym paserka stanęła wówczas przed Helloise niemal bezbronna. Dopiero na wzmiankę o rytuale oczy czarownicy błysnęły czujnie.
Wizja Ceolsige nie wskazała jej z imienia. Helloise nie była jedyną kobietą, która mówiła językiem drzew, lecz nie mogło być przypadkiem, że to właśnie na nią, nie na żadną z dziewcząt Greenrassów, Burke natrafiła tego wieczoru. Bogini musiała ujrzeć, ile Helloise wycierpiała w ostatnich tygodniach. Czy wzruszyło ją to cierpienie i dlatego Bóstwo okazało jej łaskę: otwarło drogę do Kniei i ofiarowało swojej wiernej wyznawczyni kobietę, aby ją sobie wzięła na pocieszenie? Wiedźma gotowa była dotychczas interpretować odkrycie szlaku jako przypadek, lecz ta wizja! Ach, gdy Ceolsige opowiedziała o wizji, Helloise nie potrafiła dostrzec w niej niczego innego niż boskiej interwencji. Doświadczenie wewnętrznego przekonania — w modlitwach szukano tego właśnie głosu nieukształtowanego w znane ludzkim językom słowa, a jednak głosu przepajającego pewnością co do treści objawienia. Ceolsige musiała zostać dotknięta przez Boginię i skierowana do Helloise jako dar mający jej osłodzić trudy.
— Bogowie przemawiają w sposoby, które intuicyjnie rozumiemy. Nie ma niczego dziwacznego w tej wizji. Czy modlisz się dużo? — zapytała więc miękko, spoglądając na Burke z subtelnym uśmiechem. Nie wiedziała, jak głęboka była wiara drugiej czarownicy, lecz być może poprzez wskazanie tego tropu Helloise mogła upewnić Ceolsige o tym, że doświadczyła ona poprzez swoją wizję wielkiej łaski, której nie ma powodu lękać się ani kwestionować. — Rytuał należy odprawić tak, jak zostało ci nakazane.
Helloise miała zatem otrzymać Burke na jeden dzień. Jakiż piękny prezent sprawiono jej w postaci tej czarownej muzy. Urodziwa, młoda kobieta z czystokrwistego rodu — gratka. Po wysłuchaniu instrukcji o rytuale zupełnie inaczej, z nowym rozmysłem wiedźma prześlizgnęła się wzrokiem po smukłej sylwetce i jasnych włosach Ceolsige, a za wzrokiem podążyły ręce, które ujęły nadgarstek Burke. Uczernionymi ziemią, zimnymi palcami Helloise pogładziła wierzch dłoni paserki, nie odrywając spojrzenia od jasnych oczu stającej naprzeciw kobiety.
— Nie bój się mnie. — Po prowokacji Burke również w spokojny, przygaszony ton głosu Helloise wkradła się wyzywająca nuta. — Nie jestem ci przecież wroga i nie skłonię cię do niczego, co byłoby ci przykre.
Ile zuchwałości było w Ceolsige? Jakże pewną siebie i indywidualistyczną osobowością pobłogosławili jej bogowie. Mieć oddaną sobie tak silną duszę, nawet na jedną noc, było doprawdy hojnym darem.
Helloise wyciągnęła rękę po drugą z dłoni Burke, aby złączyły się, domykając kręgu nad dzielącą kobiety, utkwioną w ziemi różdżką.
I wówczas nadeszły wichry, i spędziły chmury burzowe, a na widok ten oczy czarownicy rozszerzyły się w zachwyconym podnieceniu zdającym się rodzić z tego samego wielkiego zrywu, jaki ogarniał wszelką przyrodę wokół. I wiedziała Helloise, że w dziele mieli udział bogowie.
— Obiecaj zatem, że dziś będziesz moja, jak ja jestem lasu — rzekła, przekrzykując wicher. Wiatr wyrwał z jej ciężkiego warkocza kilka splątanych kosmyków, które zawirowały w powietrzu, rwąc się w stronę Ceolsige. — A jako moja będziesz mogła wziąć jego skarb.


dotknij trawy
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#14
08.08.2026, 19:37  ✶  
Pytanie o modlitwę sprawiło, że brwi Ceolsige uniosły się na mgnienie oka w geście szczerego, choć elegancko zamaskowanego zaskoczenia. W jej głowie błyskawicznie przemknęła myśl o własnym, całkiem niedawnym doświadczeniu z posągiem Matki. Doświadczenie to powiązane z wiedźmą było wszak wieńcem, który uszykowała na prośbę paserki. Był to być może kolejny z licznych, subtelnych znaków jakie wzbudzały pewną fascynację przeznaczeniem Helloise. Oczywistym dla Ceolsige było, że wiedźma budziła jej naturalną sympatię z racji zdecydowanych poglądów i oryginalnej postawy wobec świata i jego tajemnic. Nie można było tym poglądom i postawie odmówić szczerej pasji i wiary, która emanowała ze słów i gestów kobiety. Burke czułe w tym coś tragicznie romantycznego, coś do czego miała pewną sentymentalną słabość.
Gdy chłodne, uczernione ziemią palce Heli ujęły jej nadgarstek, błękitne oczy Ceolsige spoczęły na tym dotyku. Nie dłoń, lecz nadgarstek. Odruchowa skojarzenie uczernionych, zimnych palców z metalem szybko odepchnęła świadoma czyja to dłoń. Zamiast się cofnąć, paserka wykręciła delikatnie dłoń, podążając za ruchem palców czarownicy tak gładko, że po chwili ich dłonie splotły się w miękkim, pewnym uścisku. Powróciła spojrzeniem do oczu wiedźmy, a z jej piersi wyrwał się krótki, perlisty chichot. Trudno było stwierdzić, czy bardziej rozbawiła ją sama sugestia odczuwania strachu przed stojącą naprzeciw kobietą, czy może dziwne, nagłe wrażenie, jakby spoglądała w niezwykłe, wykrzywiające perspektywę lustro.
— Przynajmniej jesteś świadoma ryzyka… — rzuciła z przekorną, wyzywającą nutą w głosie, nie puszczając jej dłoni.

Gwałtowny zryw wiatru i czarne, ciężkie chmury, które znikąd spowity niebo nad polaną, zaskoczyły Ceolsige. Zanim zdążyła jakkolwiek zareagować, wicher porwał jej rozpuszczone, jasne włosy. Zakołysały się w powietrzu niczym wzburzone, morskie fale. To unosiły się wysoko, rozbijając o jej własne policzki i barki, to znów pchał je przeciwny prąd, ciskając nimi w stronę twarzy Helloise. Płaszcz i długa spódnica zafalowały z głuchym łopotem, ale to nie chłód nadchodzącej burzy dominował w tym momencie.
Przez ciało panny Burke rozlała się fala nagłego ciepła, niespodziewanego a jednak jakby znajomego. Tętno przyspieszyło gwałtownie, serce uderzyło mocniej wewnątrz ciała walcząc o miejsce.
Gdy Helloise przemówiła, Ceolsige miała wrażenie, że słowa nie docierają do jej uszu w tradycyjny sposób. Widziała rytmiczny ruch ust wiedźmy, ale sam głos zdawał się być uformowany bezpośrednio z potężnego szumu wiatru. Jakby wiatr szumiał głosem wiedźmy w jednolitej harmonii.
Sam wiatr w swoich porywistych podmuchach przynosił przyjemne wrażenie chłodu. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że jej policzki są rozgrzane. Niewielki rumieniec, z racji, że mocno kontrastował z bladą cerą stawał się bardzo wyraźny. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, jak ciepła i rozgrzana zdaje się dotychczas ledwie chroniąca przed chłodem stylizacja.
Usta Ceolsige wykrzywiły się w drapieżnym, pełnym dzikiej satysfakcji uśmiechu. Pchana rosnącą ekscytacją z odkrywanej tajemnicy skupiła swoją uwagę na wiedźmie.
- Ja, Ceolsige Burke… - Z chwilą gdy pierwsze słowa opuściły jej usta, poczuła, że wiatr nie tyle odbija ich dźwięk, co dosłownie wyrywa je z jej gardła i unosi w ciemność. Przyszła jednak wraz z tym niezłomna, głęboka pewność, że wypowiedziane frazy trafią dokładnie tam, gdzie powinny. - Stojąc na polanie pośród kniei, posłuszna znakom z wizji i woli jaka splotła nasz los.. - W miarę jak wygłaszała kolejne słowa miała wrażenie jakby szum wiatru zamiast zagłuszać niósł w sobie więcej dźwięków. Przypływały z nim szumy liści, trzeszczenie konarów, uderzenia skrzydeł i odległy odgłos kopyt rwących darń. A nawet czyjś wyraźny oddech i rytmiczne uderzenia.
Nozdrza Ceolsige wypełniły się zapachami lasu, ale nie była to jednolita woń kniei. Niosła ze sobą wrażenie jakby każda nuta z osobna miała swoją przestrzeń i swoja chwile by wybrzmieć. Wszystkie razem a jednak każda krystalicznie czysta i odrębna. Słodkawy zapach żywicy, wilgotny, głęboki mech, chłodne igliwie i woń starych liści. Na języku pojawiły się przenoszone przez powietrze, doskonale znane, a jednak niezwykle intensywne smaki. Nawet przez opuszki połączonych palców, poza chłodnym dotykiem skóry Helloise, wydawało się jej, że czuje pod dłonią chropowatość wiekowej, spękanej kory dębu.
- Ofiarowuję, na dzień dzisiejszy, swoją osobę, stojącej przede mną, splecionej w rytualnym kręgu kobiecie niosącej imię Helloise. Niech będę jej tak, jak ona jest lasu. - Pokusa mrugnięcia okiem stłamszona została przez oblewające ją ciepło, ekscytacje i wyczuwalną doniosłość sytuacji. - Dziś i tylko dziś. - Zakończyła wyraźnie ciszej, ale pewna była, że i te słowa popłyną na wietrze.
Gdy z jej ust padły ostatnie słowa rytuału, wypełniła ją uczucie przyjemnej, niemal oszałamiającej euforii. Gorąco wewnątrz jej ciała stało się już niemal dokuczliwe, lecz właśnie wtedy na jej rozpaloną skórę spadły pierwsze, ciężkie krople deszczu. Kapały na policzki i czoło, przynosząc ze sobą dotyk czystej wody. Miała wrażeni jakby poza wodą opadł na nią delikatny chłodny, kojący okład z miękkich, mokrych liści.
Ceolsige stała w samym centrum uśpionej polany, czując, jak u kresu tego rytuału do każdego z jej zmysłów dociera całe bogactwo otaczającej ich natury. I tylko dotyk złączonych dłoni Helloise trzymał ją mocno przy ziemi i ludzkich zmysłach. Miała przymknięte oczy, a jednak była tego nieświadoma widząc niemal doskonale obraz jaki się przed nią rozpościerał, czując w dotyku wiatru i deszczu każdą krawędź polany i ludzi jakich opływają.
Doświadczenie mimo całej ekscytacji i ciepło jakie budziło było dziwnie bliskie i kojące. Pełne życia i nieokiełznane a jednocześnie tak bliskie i znajome, ze nie mogła określić czy nadal stoi czy już unosi się razem z wiatrem, jak jeden z jego podmuchów.
Tylko dotyk dłoni przypominał jej, że jednak nie jest tym podmuchem. Nie było jednak powodu by żałować.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ceolsige Burke (4156), Eutierria (566), Helloise Rowle (3070)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa