• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[Jesień 72, 23.10 Orient Express | delegacja brytyjska] ...zabawka blaszana

[Jesień 72, 23.10 Orient Express | delegacja brytyjska] ...zabawka blaszana
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
31.07.2026, 12:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.07.2026, 12:11 przez Anthony Shafiq.)  

—23/10/1972—
Orient Express na trasie Paryż – Lozanna
delegacja brytyjska
[Obrazek: 7Sde4Ei]

Nagle - gwizd!
Nagle - świst!
Para - buch!
Koła - w ruch!

Najpierw - powoli - jak żółw – ociężale,
Ruszyła - maszyna - po szynach - ospale,
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi,
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las,
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to , tak to to, tak to to.
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna, zziajana, zdyszana,
Lecz fraszka, igraszka, zabawka blaszana.



Wieczór zapadł już na dobre, kiedy Orient Express sunął przez pogrążoną w ciemności Burgundię, pozostawiając za sobą świetliste wyspy francuskich miasteczek rozsypane po wzgórzach niczym garście bursztynu. Z zewnątrz nie różnił się niczym od pozostałych wagonów słynnego pociągu – lakierowane granatowe burty odbijały światła semaforów, złote litery lśniły w nikłym blasku stacji mijanych bez zatrzymania, a rytmiczny stukot kół wtapiał się w jednostajny szmer nocnej podróży. Dopiero czarodziej wiedział, że za jednymi z drzwi kończyła się mugolska rzeczywistość. Cienkie pasy srebrnych run, wyryte w mosiężnych okuciach i starannie ukryte pod warstwą emalii, od chwili wyjazdu z Paryża pozostawały aktywne. Nie rzucały zaklęć odpychających ani nie tworzyły widowiskowych barier – działały subtelniej. Mugol, który próbował zawitać do ostatniego wagonu, nagle przypominał sobie o pilnej sprawie w innym miejscu pociągu, mylił numerację lub z całkowitym przekonaniem uznawał, że za drzwiami nic już dalej nie ma. Dzięki temu magiczna część Orient Expressu pozostawała niewidoczną wyspą doczepioną do zwykłego składu.


Wewnętrzne korytarze wyciszały się miękkim dywanem w kolorze głębokiego burgundu. Ściany wyłożono ciemnym orzechem włoskim o jedwabistym połysku, którego powierzchnię przecinały delikatne intarsje z hebanu i mosiądzu, układające się w dyskretne motywy alpejskich szczytów oraz wijących się gałązek winorośli – ukłon wobec szwajcarskiego celu podróży. Powietrze pachniało wypolerowanym drewnem, rozgrzanym metalem i świeżym lnem, lecz nad tym wszystkim unosił się zapach właściwy jedynie luksusowym pociągom: mieszanina dobrych perfum pozostawionych przez pasażerów, wysokogatunkowego tytoniu, skórzanych walizek i delikatnej woni pary, która mimo nowoczesnych zabezpieczeń zdawała się przenikać z lokomotywy aż do ostatniego wagonu. Był to aromat podróży – elegancki, ciężki od wspomnień i obietnic przyszłych wrażeń w miejscu docelowym.

Przedziały sypialne pozostawały niewielkie, zgodnie z tradycją Orient Expressu. Każdy przeznaczony był dla dwóch osób, lecz kunszt projektantów sprawiał, że ciasnota nie wydawała się wadą. Mahoniowe ściany odbijały ciepłe światło kryształowych kinkietów, miękkie granatowe obicia tłumiły odgłosy jadącego pociągu, a mosiężne uchwyty połyskiwały niczym biżuteria. Dolne łóżka przykryto ciężkimi, kremowymi narzutami obszytymi złotą nicią, na stolikach czekały karafki z wodą źródlaną z Alp, kieliszki z cienkiego kryształu i świeże białe lilie, których zapach subtelnie przełamywał woń drewna. Dyplomaci zdążyli już rozpakować kufry, zawiesić płaszcze w wąskich szafkach i pozostawić na łóżkach teczki z dokumentami. Teraz przedziały opustoszały, zamknięte jedynie cichym stuknięciem rozsuwanych drzwi.

Drugą część wagonu zajmował salon klubowy – miejsce przeznaczone tak do posiłków, jak i rozmów, omawiania strategii negocjacyjnych z dala od oficjalnych sal konferencyjnych. Nie był duży, ale każdy jego element podporządkowano wygodzie. Dwie długie sofy obite ciemnozielonym aksamitem ciągnęły się wzdłuż ścian, pomiędzy nimi ustawiono ciężkie fotele o wysokich oparciach, obciągnięte koniakową skórą. Niewielkie stoliki z politurowanego drewna błyszczały odbiciem kieliszków i srebrnych sztućców spoczywających na śnieżnobiałych obrusach, a w narożniku dyskretnie trzaskał zaklęty kominek iluzoryczny – pozbawiony ciepła, lecz rzucający miękkie refleksy płomieni na drewno i szkło.

Światło nie było ostre ani równomierne. Kryształowe lampy pod sufitem przykryto mlecznymi kloszami, które rozpraszały złotawy blask, zmiękczając kontury twarzy i nadając wnętrzu intymność prywatnego salonu. Mosiężne lampki stołowe tworzyły niewielkie wyspy światła nad każdym nakryciem, podczas gdy za oknami rozciągała się niemal absolutna czerń, przecinana jedynie sporadycznym błyskiem sygnałów kolejowych lub odległych gospodarstw. W efekcie szyby zamieniały się w lustra. Zamiast francuskiego krajobrazu podróżni widzieli własne odbicia – sylwetki ludzi jadących ku decyzjom, które mogły zaważyć na przyszłości kilku państw.

Kolacja była już przygotowana, a porcelana z granatowym monogramem Orient Expressu spoczywała w idealnym porządku czekając na podróżnych. Obsługujący ich kelner zdążył ustawić pierwsze danie, pozostawiając resztę pod srebrnymi kloszami utrzymującymi temperaturę.

Menu
Orient Express, jesień 1972


Przystawka
Consommé Célestine – klarowny bulion wołowy z cienkimi naleśnikowymi paskami i świeżymi ziołami

Danie rybne
Filet z soli meunière z masłem, cytryną i pietruszką

Danie główne
Filet de bœuf Rossini – polędwica wołowa podana z foie gras, truflami i sosem madeira, z ziemniakami château oraz sezonowymi warzywami

Desery
Plateau de fromages – wybór francuskich i szwajcarskich serów dojrzewających
Tarte Tatin z kremem waniliowym
Świeże owoce i ręcznie przygotowane praliny

Napoje
Szampan na powitanie
Białe Chablis do ryby
Czerwone Bordeaux do polędwicy
Koniak, kawa i herbata po zakończeniu kolacji

Zapach świeżo pieczonego masła mieszał się z aromatem pieczonej wołowiny, czarnych trufli i czerwonego wina redukowanego godzinami do aksamitnego sosu. W tle wyczuwalna była cytrynowa świeżość ryby, ciepła woń wypiekanego chleba oraz subtelny aromat kawy, której ziarna zaczęto mielić jeszcze przed zakończeniem posiłku. Całość otaczała gości niczym dobrze skrojony płaszcz, przypominając, że luksus najpełniej objawia się nie w przepychu, lecz w harmonii zgromadzonych i dopasowanych do siebie detali.

Rozmowy toczyły się półgłosem, z charakterystyczną dla ludzi tej profesji ostrożnością. Wymieniano uwagi o sytuacji gospodarczej, analizowano prognozy dotyczące przyszłorocznych zbiorów składników alchemicznych, mimochodem wracano do nazwisk trójki kluczowych polityków Międzynarodowej Unii Magicznej, których należało przekonać w Lozannie do poparcia kredytu na odbudowę Anglii. Marcel Aubert należał do naturalnych sojuszników, lecz Ingrid Falkenhjelm wymagała argumentów opartych na stabilności finansowej i bezpieczeństwie inwestycji, podczas gdy Vittorio Bellamonte oczekiwał przede wszystkim dowodów, że środki zostaną wykorzystane przejrzyście i z korzyścią dla całej europejskiej gospodarki magicznej. Czasu było niewiele, musieli więc podzielić się między sobą zadaniami. Opracować plan.

Anthony Shafiq pojawił się kilka minut później. Nie spóźnił się na tyle, by kogokolwiek urazić – jedynie na tyle, by zwrócić uwagę ludzi, którzy znali jego przywiązanie do rutyny i terminowość. Zatrzymał się na moment przy wejściu do salonu, jakby potrzebował krótkiej chwili, aby przypomnieć sobie, gdzie i po co jest. Potem wygładził mankiet szaty, skinął obecnym głową i ruszył w stronę swojego miejsca z elegancją, której oczekiwano od inicjatora Międzynarodowej Unii Magicznej. Płynnie dołączył do rozmowy znad ryby, ubolewając, że ominęła go zupa. Co chwilę jednak jego spojrzenie odpływało gdzieś dalej, ku odbiciu ciemnego okna lub migotaniu lamp na wypolerowanym drewnie, jak gdyby myślom łatwiej było podążać za nocnym krajobrazem niż za liczbami, kredytami i politycznymi kalkulacjami. Za każdym razem wracał do rzeczywistości niemal natychmiast – zbyt szybko, by nazwać to dekoncentracją, lecz wystarczająco często, by odnieść wrażenie, że całą siłą woli zmusza własny umysł do pozostania przy misji, podczas gdy jakaś inna, znacznie bardziej natarczywa myśl uparcie próbowała odciągnąć go od zadania z którym jechali.

– Nie jestem przekonany czy powinieneś rozmawiać z Aubertem Robercie. Oczywiście, to jest Twój naturalny sojusznik, ale jego entuzjazm podczas obrad może nam bardziej zaszkodzić niż pomóc, gdy zrazi do idei osoby po przeciwnej stronie światopoglądowej szali. – zauważył miękko, sącząc białe Chablis, którego mineralny posmak nieco drażnił podniebienie. – Z drugiej strony, nie zdziwiłbym się, jakby niezaopiekowany zawetował pożyczkę z obawy, że pieniądze poszłyby na wspieranie rebelii, zamiast mieszkania. – Westchnął ciężko. Z racji powiązań z Włochami, myślał o Selwynie w kontekście Bellamonte, ale być warto było przemyśleć opcje roszady. Albo szybkiej weryfikacji faktycznych poglądów na miejscu, ostatecznie ich dane mogły być nieco przedawnione.

Odkryj wiadomość pozafabularną
@Gustave Delacour @Jonathan Selwyn @Lana Dolohov @Elliott Malfoy @Robert Albert Crouch @Jessie Kelly (Atreusa nie pinguje bo w ankiecie padł pass na udział w sesji)
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#2
04.08.2026, 20:12  ✶  
O Robercie Crouchu wiadomo było, że lubił porządne porcje. Początkowo przyciągał swoim zamiłowaniem do jedzenia spojrzenia pełne lekkiej dezaprobaty charakterystycznej elitom. A jednak jego entuzjazm, miłość do dobrej kuchni i wylewne pochwały, przez które kucharzom po prostu robiło się miło, przyzwyczaiły ludzi do jego nawyków. Dlatego teraz, nawet nie pytając, dostał nieco więcej naleśników niż reszta. Jedzenie jednak nie odwracało jego uwagi od tak zwanego clue. Jechali właśnie na negocjacje, a owa kolacja stanowiła swoisty wstęp.

Nie spóźnił się tylko dlatego, że przychodząc na czas mógł spędzić więcej czasu z wampirem, Gustave'em Delacourem. Był swoją drogą ciekaw, czy ten zdecyduje się coś zjeść, czy raczej ograniczy się jedynie do obserwowania jak jedzą inni. A potem… na pewno wziął ze sobą zapas krwi. Ponoć miał swoich dawców i wszystko załatwiał etycznie. Robertowi wydawało się, że powinno go to obrzydzać, ale wcale tak nie było. Wręcz przeciwnie, bowiem dzięki temu już od ręki stawał się dla wampira smacznym kąskiem.

Talerz bulionu wszamał z przyjemnością. Cóż, jeśli negocjacje się nie powiodą, przynajmniej można skosztować smacznego jedzenia. Trzeba było w życiu zauważać pozytywy. Inaczej człowiek najzwyczajniej wariował. Tak jak Robert na początku września, który nieco użalał się nad własnym losem, brodził we własnym poczuciu winy. Teraz jednak upewniał się w tym, że wyrzucenie Slughorna ze stanowiska było mniejszym złem. Czy ktoś taki starałby się o mieszkania dla ludzi? Pomagałby w atrium w Spaloną Noc? Wspierałby tych, którzy wsparcia potrzebowali? Nie, ten człowiek zawsze tylko złorzeczył i szkodził całej magicznej społeczności.

– Myślę, że każdego trzeba odpowiednio zaopiekować i kupić odpowiednimi argumentami. Do Auberta przemówi sprawiedliwość społeczna, a do Falkenhjelm uderzymy w tonach "dbamy o bezpieczeństwo nasze i całej wspólnoty". W tym oczywiście Ligi. Mamy w Londynie przedstawicieli rodzin skandynwskich, chociażby Nordgersimów. Nie wiem tylko, jak podejść do Bellamonta. Nie jestem znawcą włoskich temperamentów, a i jego liberalizm ekonomiczny może się nieco kłócić z dzieleniem się pieniędzmi i to jeszcze na mieszkania socjalne – powiedział, po czym jednym łykiem skończył szampana.


Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#3
20.08.2026, 02:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.08.2026, 02:35 przez Jonathan Selwyn.)  
Jonathan sam był zaskoczony, że przyszedł na kolację punktualnie. Nie było to przecież szczególnie łatwe zadanie. W końcu musiał rozbudzić się z wywołanej eliksirem, nawet przyjemnej, drzemki, uspokoić swoje nerwy, gdy przypomniał sobie, że jest w pociągu, ponownie rzucić kilka zaczepno-zalotnych uwag na ten temat w strobę Anthony'emu, uspokoić nerwy po raz kolejny gdy dowiedział się o tym kto zajrzał do ich przedziału i co się wydarzyło, a potem jeszcze odświeżyć się i wybrać odpowiedni strój, ignorując przy tym okazjonalne zawroty głowy. A to wszystkl gdy eliksir wyciszający wciąż na niego działał.
Pomimo tych wielu przeciwności losu, Jonathan zjawił się jednak w wagonie klubowym z uśmiechem, witając wszystkich zgromadzonych.

Włosy miał oczywiście idealnie ułożone, ale niestety musiał zrezygnować z zaplanowanego przez siebie zawczasu stroju, zorientowawszy się, że w obecnych warunkach powinien postawić na jak największą wygodę. Dlatego Selwyn ostatecznie usiadł do stołu w swoich sprawdzonych już pod kątem wygody wełnianych spodniach i elegancko skrojonej szacie. Oba elementy garderoby utrzymane były kolorach ciepłego beżu – Jonathan liczył, że ta barwa nieco zamaskuje jego dość bladą twarz. Oczywiście jako, że Selwyn nie przepadał ubierać się w tylko jeden kolor, jego koszula, dla przełamania monotonii, była błękitnej barwy. Podobnie zresztą jak jedwabna podszetka jego szaty, która, po tym jak ją zdjął, by przewiesić ją przez swoje siedzenie, zademonstrowała zgromadzonym fragment niebiesko-beżowy wzóru w kwiaty. Niestety ze względu na towarzyszący mu już i tak dość duży dyskomfort musiał rozstać się zarówno z krawatem, jak i kamizelką. Tak na wszelki wypadek. Już i tak przez chwilę miał wrażenie, że jego skórzane buty, które nie sprawiały mu dotąd żadnych problemów, robią się dziwnie niewygodne, kołnierzyk koszuli drapie w szyję, pasek spodni ogranicza oddychanie, a ministerialny sygnet dziwnie ciąży mu na palcu. Przynajmniej znał się na tyle, aby skorzystać ze swojej sprawdzonej i ulubionej wody kolońskiej w obawie, że wszystkie inne pachnidła, nie ważne jak piękne by nie były, w obecnej sytuacji zaczną go drażnić.

Ogólnie Jonathan obecnie wciąż nie był szczególnie zadowolony z życia, nawet jeśli było z nim lepiej, niż gdy wsiedli do tej maszkary zwanej pociągiem. Nie wspominając już o tym, że przez ten przeklęty eliksir nie mógł pić alkoholu! A mieli tutaj czerwone Bordeaux! Skandal!

Do tej pory po prostu próbował raczyć się posiłkiem, nawet jeśli apetyt nieszczególnie mu dopisywał i przysłuchiwać się prowadzonym rozmowom. Ah no i oczywiście zastanawiał się też jakie to myśli tak bardzo frasowały Anthony'ego, przyciągając jego uwagę do mijanego nocnego krajobrazu.
– Bellamont mimo wszystko lubi, gdy wychodzi na filantropa – wtrącił się w dyskusję dwójki polityków, usilnie starając się, aby w jego głosie nie było żadnych śladów otumanienia. – Trzeba to tylko odpowiednio rozegrać – dodał, niczym pies popijając swój filet z soli meunière z masłem, cytryną i pietruszką zwykłą wodą. – Można powołać się na europejską wspólnotę. Przypomnieć o jakimś wydarzeniu, kiedy to Włochy pomogły Anglii i wyszło to dla nich na korzyść. Ah no i oczywiście niech myśli, że sam dokładnie wszystko skontrolował i upewnił się, że nie ma żadnych nieprawidłowości w dokumentach. Mam tylko nadzieję, że da nam przy tym chociaż trochę żyć. Chciałbym jednak nieco pozwiedzać.
Zerknął na pusty kieliszek Roberta. Kochał swojego kuzyna i był mu wdzięczny, że najwyraźniej nie zamierzał robić ani jemu, ani Anthony'emu problemów, ale na Merlina, czy musiał pić przy nim tak ostentacyjnie ten alkohol? Z tą myślą przeniósł spojrzenie na siedzących obok nich Lanę Dolohov i Gustava Delacoura, z którymi do tej pory nie miał okazji zamienić zbyt dużej ilości słów.
– A państwo? Wyczekują państwo na coś szczególnego w Szwajcarii?
white mustang
Żyję w tobie, a ty umrzesz we mnie
wiek
256
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
adwokat
180 centymetrów niezaprzeczalnego piętna dawnej arystokracji. Szlachetne rysy pokrywające nienaturalnie srebrną skórą. Jasne, popielate włosy oraz spojrzenie ciemnych oczu. Starannie przystrzyżone wąsy podkreślające linię ust stworzonych do półuśmiechów i półprawd.

Gustave Delacour
#4
23.08.2026, 22:14  ✶  
Na ustach wampira błąkał się uprzejmy uśmiech, który przez lata stał się drugą twarzą mężczyzny, kiedy przysłuchiwał się rozmowie cierpliwie. (Pośpiech był jedną z najmniej eleganckich ludzkich przypadłości!). Nie tknął kryształowego kieliszka szampana stojącego przy jego nakryciu. Wina również nie pił. Obok porcelany i srebrnych sztućców spoczywał niewielki termos… wystarczająco wymowny dla każdego, kto wiedział, na co patrzył.

Przez stulecia Delacour nauczył się rzeczy, których istota jego natury nie wymagała, a których wymagało od niego towarzystwo. Nauczył się jeść. Nauczył się pić. Nauczył się przełykać odpowiednio często i w odpowiednim momencie, chociaż sama myśl o tym, ile czasu poświęcił na doskonalenie tak nieistotnej z pozoru czynności, budziła w nim niekiedy rozbawienie.

Magiczna socjeta oczekiwała, że każdy, kto zasiadał z nim przy stole, będzie postępował według tych samych reguł, nawet jeśli natura owego człowieka od dawna przestała być ich częścią, a Gustaw człowiekiem nie był. Co więcej, pojawienie się było kwestią strategii.

Najpierw należało wyczuć teren. Następnie poznać ludzi, którzy mieli zasiąść przy stole. Zobaczyć, kto mówił zbyt wiele, kto słuchał, a kto jedynie udawał, że słuchał. Poznać układ sił, a ponad wszystko — należało się pokazać! (…nazwisko Delacour nie powinno przecież pojawiać się w żadnym miejscu bez odpowiedniej oprawy). W związku z tym, jego uwaga przesuwała się od Anthony’ego do Jonathana, zatrzymywała na krótką chwilę przy Robercie, aby następnie powrócić do centrum rozmowy.
— Sama perspektywa pomyślnego zakończenia negocjacji stanowi dla mnie wystarczający stymulant. Uroki Szwajcarii są powszechnie znane, lecz mój umysł pozostaje skupiony w granicach sali konferencyjnej. Jasno określony cel potrafi uczynić każde miejsce… znośnym — odpowiedział Jonathanowi.
Sam miał zamiar być nieznośny. Odwołanie się zarówno do próżności Bellamonta jako filantropa, jak i do jego paranoi jako urzędnika, wymagała delikatnej równowagi.
— Często to właśnie rozmowy prowadzone pomiędzy oficjalnymi sesjami przesądzają o rezultacie samych sesji — jego spojrzenie powędrowało ku oknu, gdzie własne odbicie nakładało się na pędzącą w ciemności noc. — Mamy argumenty. To, czego potrzebujemy teraz, to precyzyjne wyważenie sposobu, w jaki je przedstawimy, a do tego musimy zrozumieć nie tylko to, co chcą usłyszeć, lecz również to, czego obawiają się usłyszeć. Strach jest z mojego doświadczenia znacznie bardziej niezawodnym motywatorem niż altruizm.


Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
05.09.2026, 16:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.09.2026, 10:41 przez Anthony Shafiq.)  
Nie byli w biurze, och nie. Byli na pokładzie luksusowego pociągu, przecinali wielką metalową machiną przestrzeń, aby zdążyć na czas, racząc się przy tym wybornym winem i degustując wymyślne mugolskie potrawy. Ale to właśnie była praca, tak tworzono politykę. Nie miał czasu wcześniej spotkać się z członkami swojej delegacji, każda z tych osób miała swoją rolę do odegrania w tym całym ambarasie, każda doradzała mu przez pryzmat własnych wartości, doświadczeń i umiejętności.

Zwykła kolacja, czy narada wojenna?

Anthony powiedziałby - czemu nie oba? Zawsze miał zachłanną naturę. Mierzył wysoko.

Słowa Roberta powitał z uśmiechem i uważnością, za którymi ukrył ciche parsknięcie niedowierzania, że Crouch nie dostrzega zagrożeń nadmiernego entuzjazmu. Dlaczegóż miałby? Czy ich ostatnia rozmowa nie wyglądała całkiem podobnie, kiedy to Roberta trzeba było tonować by nie namalował na swoich plecach celownika dla śmierciożerców. Anthony szacował, że teraz po Spalonej Nocy jest to tylko kwestia czasu, liczył jednak, że prace komisji, którą sędzia zainicjował, zostaną domknięte z sukcesem zanim to nastąpi.

Auberta może być problemem i trzeba będzie go łagodnie ostudzić. Tu stalowe spojrzenie na moment przeniosło się na Lanę. Jej wyjątkowe umiejętności mogłyby w tym pomóc, mały szantaż nikomu nigdy nie zaszkodził. Anthony, podobnie jak inni doświadczeni dyplomaci, paranoicznie pilnował swojego zachowania w przestrzeniach, które trudno było mu kontrolować i izolować od wzroku widmowidzów. Być może Francuz jeszcze nie nabrał tego zwyczaju…

Tymczasem Crouch wskazał mu słabe ogniwo, a Delacour tylko przypieczętował jego uwagę na Falkenhjem. Zakładał, że problem z przekonaniem jej dotyczyłby faktu, że sama zainteresowana raczej mogłaby być podejrzewana o sympatyzowanie z postulatami Voldemorta. Tymczasem strach o obywateli własnego kraju przebywających na terenie Anglii… Co jeśli obawiałaby się, że działania odbudowy tylko zaognią ataki? Ogień i tak celował na ślepo, czystokrwiści również ponieśli dotkliwe rany. Zasępił się. Delikatna sprawa. Zdawało się, że będzie musiał zająć się tym osobiście, podpierając to własnymi przekonaniami w których silna społeczność była w stanie wypchnąć agresora.

– Nie musisz martwić się o Bellamont'a, zdaje się, że jego krewniacy regularnie stołują się z rodzicami Jonathana. – Zwrócił się, po wysłuchaniu wszystkich, w stronę Roberta – I wiem Jonathanie, że altruizm pięknie prezentuje się na pierwszych stronach gazet, ale jestem skłonny na czas spłat obniżyć Włochom po cichu cła na oliwę, perfumy i szkła alchemiczne. Tylko błagam, niech to się nie rozniesie. – Każdy może na moment zostać socjalistą, gdy jego biznes na tym nie ucierpi. Altruizm strach - tak. Ale pieniądz… Anthony był bardziej niż pewien, że złoto rządzi światem.

– W dniu kiedy dotrzemy wieczorem będzie przyjęcie u Auberta. Tam najlepiej będzie uderzyć, zanim zrobimy oficjalne przemówienia w Unii. Ich głosy będą decydujące. Reszta podąży za decyzją tej trójki. – Część z nich to wiedziała, mówił to po to, aby wiedzieli to wszyscy. Takie działania, takie inicjatywy nigdy nie miały jednego ojca. Na sukces pracowała cała grupa. Cały sztab. Nawet taki obradujący wewnątrz pędzącego pociągu.

Wiedza o Świecie V, Aktualne miejsce pracy: Szef OMSHMu, Dowodzenie II
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#6
Wczoraj, 14:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 14:08 przez Robert Albert Crouch.)  
Przesunął wzrokiem po dżentelmenach i jednej damie dookoła. Wiedział, że każdy coś dodawał do dyskusji, co sprawiało, że szanse powodzenia negocjacji znacznie wzrastały. Jednocześnie wiedział, że z nich wszystkich był uważany za najbardziej naiwnego. Był w końcu młodszy od Anthony’ego, Jonathana i oczywiście od Gustave’a. Nie chciał jednak być traktowany jak naiwny podlotek. W negocjacjach liczyły się nie tylko rozwaga i umiarkowanie. Trzeba było czasem podjąć ryzyko, być odważnym. To nie był idealizm, lecz sposób na osiągnięcie celów. Wielkie narracje jeszcze nie upadły, przynajmniej na to liczył Robert. Być może w Międzynarodowej Unii Magicznej jeszcze ktoś wierzył w solidarność i demokrację.

– Myślę, że zarówno strach i altruizm mogą zadziałać. Jedynie trzeba dostosować środki do właściwych osób – rzekł, spoglądając na Delacoura. Czym oni karmili te francuskie wampiry? Krwią modeli? Robert odchrząknął. – Jonathan ma rację. Trzeba zgromadzić informacje o tym, komu kiedy pomogliśmy. Mamy wyglądać na godnych zaufania i musimy znać swoje zasługi. Przedstawiciele MUM-u muszą wiedzieć, że pomoc nam to sprawiedliwe rozwiązanie i że na tę pomoc zasługujemy.

Uśmiechnął się na pytanie Jonathana o to, czego wyczekują w Szwajcarii.

– Jestem typem turysty kulinarnego i zawsze najbardziej czekam na porę obiadów, śniadań i deserów. A w Szwajcarii mają fantastyczne sery. I czekoladę oczywiście. Zamierzam iść w wolnym czasie do pijalni i wypić tyle, żeby mnie zemdliło. – Upił odrobinę wina.

W Organie Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego można było wiele zdziałać w sprawie ceł. Rzeczywiście takie argumenty, bardzo rzeczowe, ale i przekazywane po cichu, w kuluarach bywały najbardziej skuteczne. Fakt bolesny, acz prawdziwy.

– Będę milczał jak grób. A jeśli potrzebujesz, żeby ktoś z Wizengamotu ci to przyklepał, jestem do twojej dyspozycji – rzekł Anthony’emu. – To przyjęcie wydaje się ważniejsze niż nawet oficjalne przemówienia. Rozmowy na bankietach ugruntują nasz wizerunek. Musimy zrobić dobre wrażenie. Nie martwię się oczywiście o to, czy będziemy się dobrze prezentować, bo to dla nas żaden problem. Lecz nasze argumenty muszą być doszlifowane i różnorodne. Nie możemy poddać się przypadkowi.


Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1753), Gustave Delacour (356), Jonathan Selwyn (584), Robert Albert Crouch (652)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa