• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton Las Wisielców [Jesień 72, 5.10 dom Szeptuchy | Peregrinus & Millie] Hanzel und Gretel

[Jesień 72, 5.10 dom Szeptuchy | Peregrinus & Millie] Hanzel und Gretel
roszpunka
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#11
30.09.2026, 10:49  ✶  
Pytanie o piękne sny, było jak wsadzanie szponów czarnych od ziemi i zgnilizny wprost w ropiejącą ranę rozwierającą się u podstawy czaszki. Moody mimowolnie zacisnęła szczękę, mają wrażenie, uczucie graniczące z pewnością, tak podobne do wrażeń dotykających ją zbyt często podczas pobytu w Lecznicy Dusz… czuła myśli, uczucia, palce tej kobiety przesuwające się pod skórą, nękające ją, złowróżbne.

Złe.

– Nie miałam – odpowiedziała twardo, choć może nie była to do końca prawda. Może miała piękne sny kiedyś, kiedy jej mama żyła i zaplatała jej przed snem długie warkocze, śpiewając kołysanki, których słowa przepadły w odmętach pamięci, ale melodie i zapach… wracały. Wracały w koszmarach.

Sen zawsze był katorga. Próbą charakteru. Stratą czasu pełną łez.

Napój może i był podejrzany, jak podejrzane było absolutnie wszystko co reprezentowała sobą Szeptucha. Moody nie dbała o to. Wypiła duszkiem, nie bacząc na to, że napitek był nieco zbyt ciepły. Wypiła mając wciąż i niezmiennie utkwione złote ślepia w Szeptusze, jakby sama chciała prześwidrować jej umysł, wydobyć odpowiedź z mgły, którą starucha wokół nich roztaczała.
– Żyłam przez lata w przekonaniu, że nie ma mowy o żadnym oku. – Alastor stracił swoje, ona nie miała czego stracić. Była przecież wybrakowanym odpadkiem. – Kto ma wiedzieć, jak nie Ty. Jeśli mam… jeśli jestem widzącą, chcę mieć to ślepie szeroko otwarte. Chcę wiedzieć co się dzieje i wiedzieć czym jest to co widzę. I jak tego wiedzieć więcej. Nosimy w żyłach tę samą krew. Powiedz mi co mam zrobić. – Starała się nie brzmieć tak, jakby stawiała żądania, choć było to trudne. Drażniła ją poetyka, nawet we wróżbiarstwie wypełnionym metaforami i niedopowiedzeniem, nienawidziła pompowania słów w próżnie. Tak, nie, chuja z tego będziesz mieć, odpierdol się od tego tematu, idź w ten temat… Karty były dziwkami, ale mówiły do niej - jak ona sama do siebie - prostymi zdaniami. Bardzo bezpośrednimi.

Jesteś zjebana - to należało do najprostszych.

Teraz też próbowała opisać rzeczywistość możliwie łatwo, racjonalnie, tak aby nie stracić jej z oczu. Jej przekonanie o tym, że nigdy nie będzie mieć żadnej wizji okazało się fałszywe. Pogodziła się z tym, ale teraz… teraz obudził się w niej głód. Kto wie, może Peregrinus nie był tu z nią tylko po to, aby ochronić ją przed ewentualnym konfliktem z Szeptuchą. Może chciała, by był obok i złapał ją wystarczająco szybko, nim zapadnie się sama w siebie…
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#12
01.10.2026, 21:53  ✶  

Słysząc słowa Peregrinusa, Szeptucha prychnęła jakby zniecierpliwiona jego próbą dyplomatyczności. Coś jej nie pasowało, chociaż ciężko było stwierdzić co dokładnie. Pokiwała zadowolona głową, kiedy Millie wychyliła duszkiem zaoferowany jej napar i wysunęła jedną z szuflad, szukając w niej czegoś.

— Czemu w takim razie tu jesteś? — zapytała wreszcie, ale nawet na chwilę nie obróciła się by zasugerować, do którego z nich właściwie się zwraca. — Nie ważne, nie chcesz pomóc, więc przynajmniej nie przeszkadzaj. Stań sobie koło drzwi.

Odwróciła się wreszcie, w dłoni trzymając okrągły stelaż pokryty siecią nici, które przypominały tworzone przez pająki pajęczyny. Widać było, że miał za sobą swoje najlepsze lata; niektóre łączenia były poprzerywane, przez co w siateczce znajdowały miejscami nieco większe przerwy. Doczepione na dole drewnianej ramki czarne pióra, również nie wydawały się w najlepszym stanie. Któreś było ułamane, innemu brakowało pierza po jednej stronie, ale co chyba liczyło się dla Szeptuchy to to, że łapacz snów wciąż mógł spełniać swoje zadanie.

— Nikt nie wie wszystkiego, nawet jeśli wydaje mu się inaczej. Jeśli tak myśli, to jest głupcem. Ale masz rację, płynie w nas ta sama krew, gdyby nie to, nie bylibyście tu mile widziani — a potem wskazała ci odsłonięty skrawek podłogi z dywanem. — Połóż się. Mówiłaś o snach, więc snami się zajmiemy. Musisz jednak wiedzieć, że to co opisałaś, brzmi jakby twój lekarz zatruł ci umysł swoim specyfikiem. Przyszłość, przeszłość, sny, teraźniejszość… wszystko zmieszało się w jedno. Żadne trzecie oko nie widziałoby tylu rzeczy jednocześnie — poinformowała, wpatrując się w Millie uważnym spojrzeniem ciemnych, niemal czarnych oczu.


nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#13
02.10.2026, 13:24  ✶  
Peregrinus Trelawney fetyszystą krwi nie był. Narracja, ku której schyliła się rozmowa, na jego gust nadto przypominała wzniosłe narracje wykorzystywane w polityce rasowej. Niewiele znaczył dla mężczyzny fakt pokrewieństwa tak dalekiego, jakie mogło go łączyć z tą kobietą. Poznanie szczegółów rodzinnej więzi byłoby miłą ciekawostką genealogiczną, trudno zaprzeczyć, lecz czy to o czymś więcej znaczyło? Szeptucha widziała więcej, tak samo jak oni, lecz była to zwykła genetyka, nie mistyczna krew czczona jeszcze za czasów barbarzyństwa… których to entuzjastką zdawała się Szeptucha mieszkająca na uboczu w głuchym lesie.
Arogancja Szeptuchy nie robiła wrażenia na kimś, kto pracował w gabinecie słynnego wieszcza. Zachodzili tam najwięksi z największych buców Londynu, więc i docinki tej kobiety nie wyprowadziły Peregrinusa z równowagi.
— Jeśli mogę okazać się pomocny, z chęcią służę, lecz pragnę zauważyć, że nie zostałem jeszcze o nic poproszony. Za wyjątkiem… — skinął otwartą dłonią ku filiżance z tajemniczym naparem. — Proszę mi wybaczyć, ale nie zostałem objaśniony o tym, w jaki sposób byłoby to pomocne. Nie wiem, co to jest.
Był tu, aby mieć oko na Millie. Oraz na Szeptuchę. Nie zastosował się bynajmniej do wyproszenia pod drzwi, pozostając blisko Moody. Teraz — kiedy wypiła ziołową miksturę — jeszcze czujniej się jej przyglądał.
Peregrinus zerknął na łapacz snów w dłoniach Szeptuchy. Wiedźma podjęła trop, który również jemu chodził po głowie. Snowidzenie.
Aby snowidzieć, potrzeba było śpiącego.
Spojrzał ponownie na filiżankę, po czym przeniósł zmęczone oczy na Szeptuchę.
— Nie ma powodu grać ze mną w gry. Podstęp, jak pani widzi, rodzi nieufność. — Podstęp i opryskliwość. Czarodziej splótł ręce za plecami. — Herbata miałaby, jak sądzę, dostarczyć Millie obiektu?
Sytuacja bezwolnego poddania się czyjejś obserwacji wychodziła daleko poza jego strefę komfortu. Przyszedł tu jednakże dla kuzynki, co kazało mu rozważyć przynajmniej tę opcję.
Mężczyzna podniósł obie filiżanki i po kolei powąchał ich zawartość. Obie pachniały lawendą i melisą.
— Czym się różnią? Czy się różnią? — Jeśli mikstura miała mieć działanie nasenne, po cóż byłoby usypiać Moody, gdy snowidzący świadomie wprowadzali się w trans? Czy Szeptucha znała sposób, aby w trans wepchnąć śpiącego widzącego, czy jasnowidz zgadywał źle i coś innego kryło się w naczyniu?


źródło?
objawiono mi to we śnie
roszpunka
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#14
09.10.2026, 08:03  ✶  
Że lekarz mógł jej podać jakieś gówno, które namieszało jej w głowie, to była skłonna bardzo uwierzyć, szczególnie, że nigdy więcej wspomnianego gówna nie dostała, a sam psychiatra przepadł jak kamień w wodę. Nie dało się jednak zaprzeczyć, że gdy tylko zdała sobie sprawę z prawdziwości wizji, domagała się kolejnych porcji czegoś, co jak kofeina mogło ją zalepić i uzależnić.

Nie dbała o to.

Myśl, że jest widzącym, jakikolwiek posmak idei w której była czymś więcej, kimś więcej… rozpalał ją do czerwoności. I choć myślała, że po przekroczeniu progu plugawej chatki po środku wisielczego lasu w wisielcowie (wszyscy dokładnie wiedzieli, jak bardzo nienawidzi tego miejsca, była w tym zakresie bardzo wokalna i zawsze odmawiała przyjmowania spraw w okolicy), będzie bardziej wkurwiona i zirytowana, tak teraz jej serce rozsadzała ekscytacja.

Snowidztwo…

Nigdy nie interesowała się tematem. Jej matka była jasnowidzem, jej brat był jasnowidzem, a ona była gównowidzem. Bardzo szybko popadła w bezsenność, a majaki, które dotykały ją podczas trudniejszych dni odbierała jako efekt braku śnienia. Ale samo śnienie też było zwykle bolesne, zawsze czarne, lepkie od śmierci, bezsilności i uwięzienia jej w smole własnej goryczy i rozczarowania światem i życiem jakie wiodła. A teraz do jej rąk trafiał artefakt, który dla wielu wyglądał jak przerzuty przez ponuraka śmieć. Ona jednak przypatrywała mu się łapczywie, zawieszając spojrzenie złotych oczu na czarnych postrzępionych kruczych piórach.

Los, przeznaczenie, pokręcone i poplątane nici losu na kole toczącym się fortuną. Wiedziała przecież, jakie zwierzę jej patronuje, widziała połuskujące życiową energią pióra, którym akompaniował nieprzyjemny skrzek. Płytki oddech wysuszał wargi, a ona po prostu chciała mieć. Chciała być. Snowidztwo kiedyś przed laty wydawało jej się biedną i nieprzydatną wersją widzenia dla oszołomów. Teraz jednak widziała postrzępione pióra i uwierzyła całą piersią, że skrzydła pozwolą jej się wyrwać ze smoły.

Słowa Peregrinusa osadziły ją nieco w rzeczywistości, która jeszcze (jeszcze? Jeszcze!) pozostawała jawą. Uśmiechnęła się poruszona jego troską, podejrzliwością przywodzącą na myśl braterską więź. Podsunęła się ten krok bliżej by otrzeć się ramieniem o jego bark, posłać mu zapewnienie na bladej trójkątnej twarzy lśniącej nadzieją.

– Grin… ja chcę. Cokolwiek ma się wydarzyć. Chcę mieć oczy szeroko otwarte. – Chcę być jak Ty… zasnuła drżące pragnienie, dawno pogrzebane na cmentarzysku "na święte nigdy". Chcę być autorem, chce być miotlarzem, chcę być malarką… chcę być widzącym. Może nie byłaby w stanie w ten sposób odkryć nadchodzących zdarzeń, ale przecież miała karty. Może nie byłaby w stanie odkryć przeszłych zdarzeń, ale zawód brygadzistki nauczył ją tego czy owego. Sny… Jak piękne, jak niezwykłe, jak inspirujące, jak koszmarne mogłyby być? Ale ona mogłaby lecieć. Mogłaby być w nich wolna.

Jej uwaga powróciła do Szeptuchy i skinęła głową na znak, że zamierza podążyć za nią choćby i do pieca. Ktoś mógłby stwierdzić, że była zbyt naiwna w tej materii i była to prawda. Nie dbała o to wcale, zauroczona wizją, możliwością, stopniowo rozrysowującą się przed nią przyszłością. Nowym startem. Starym, ale jednak świeżym. Prawdziwym w tym czym najprawdopodobniej była.
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#15
09.10.2026, 20:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2026, 06:49 przez Baba Jaga.)  

Arogancja miała to do siebie, że mogła być kwestią subiektywną, a to w jaki sposób zachowywał się Peregrinus, wyraźnie nie przekonywało do niego Szeptuchy. Zmarszczyła na nowo brwi i przekręciła w palcach parę razy łapacz snów, przełykając wypowiadane w jej stronę ładne słówka, które miały to do siebie, że nie przekazywały sobą nic konkretnego.

Nie odpowiedziała na żadne jego pytanie, zamiast tego błądząc spojrzeniem ciemnych oczu za Millie, która wyraźnie podekscytowana skierowała swoje kroki do kuzyna. Chciała - bardzo dobrze, chociaż Szeptucha nie wyglądała na kogoś, kto potrzebował usłyszeć czyjąś jasną i wyraźną zgodę. Kiedy Millie zwróciła na nią uwagę, kobieta kiwnęła głową, ale spojrzenie pełzło gdzieś po podłodze i dało się usłyszeć skrzypnięcie drzwi wejściowych. Zanim Peregrinus zdążył zareagować, coś owinęło się wokół jego torsu i szarpnęło. Roślinność wyciągnęła go z chaty, zmuszając do przejścia przez próg i zostawiając przed drzwiami, a te zatrzasnęły mu się głośno przed nosem.

Moody czuła, jak herbata działa. Było jej nieco spokojniej, chociaż wciąż czuła przepływającą przez nią ekscytację, chociaż pewnie i bez tego nie zdążyłaby zareagować dostatecznie szybko.

— Powiedziałaś że chcesz. Możemy więc spróbować, albo dołączysz do niego i zawrócicie — wymruczała cierpkim głosem, podnosząc na nią wreszcie spojrzenie. — Pozwalam, by rodzina zawsze mogła do mnie trafić, ale od swoich gości i w moim domu, oczekuję by zachowywali się jak goście. Podstęp? Gdybym chciała waszej krzywdy, zająłby się wami Las — zamilkła na chwilę, ale w końcu drgnęła jakby sobie o czymś przypomniała. — Nic mu nie będzie. Posiedzi sobie bezpiecznie na dworze.


roszpunka
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#16
23.10.2026, 08:44  ✶  
Moody nie wiedziała do końca co się dzieje. Ciepło rozlewające się po brzuchu infekowało ją… czymś. To nie była trucizna (najprawdopodobniej, no bo w sumie nie znała się na tym, tak długo jakby nie padła trupem), też nie podejrzewała Szeptuchy o to, by z miejsca ją ukatrupiła i wrzuciła do pieca w roli swojego obiadu. A może podejrzewała? Jej wątpliwości z początku tej ścieżki, jej rozedrganie wygłądzały się. Zupełnie jakby elektryczność śmigająca w jej żyłach uspokoiła się do stabilnego strumienia, srebrzystej nitki świadomości zaskakująco jednotorowej.

Czy tak myślą właśnie normalni ludzie?

Zatrzaskiwane drzwi przeszły płynnie w cierpkość głosu gospodyni tego domu, a Miles zmusiła się y pozostać nieruchomo w miejscu i tą jedną, jedyną iskierką świadomości przetrawić co się właściwie stało. Peregrinusa nie było, ale tez nic mu nie było. Łapacz snu czekał. To wyglądało jak pułapka. To wyglądało jak droga, którą musiała przebyć sama.

Przez krótki moment przyszła do niej refleksja, że gdyby śmierciożercy realnie chcieli ją zabić, to dawno już by to zrobili.

Skinęła głową.

– Spróbujmy. Powiedz mi co mam robić. – Jej głos zabrzmiał dziwnie odlegle. Jakby nie należał do niej. A może to był właśnie jej prawdziwy głos, a nie krzyk, którym chciała przykryć niemożność poznania swojego przeznaczenia?

Wieża.

Nie była Mildred. Nie była siłą. Była wieżą, płonącą i pustą z jedynym towarzystwem rozdartego piorunem nieba. Było jej pisane niekończące się spadanie.

– Proszę – dodała, bo nie chciała już się przed tym bronić. Przed snem czy koszmarem, cokolwiek było jej przeznaczone.
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#17
29.10.2026, 05:35  ✶  
— Usiądź sobie. A może zwyczajnie połóż — powiedziała, powtarzając poprzednią wskazówkę. Trzymany w rękach łapacz snów zawiesiła nad Millie, kiedy ta zajęła swoje miejsce, przyczepiając go do sufitowej belki. — Herbata ci pomoże. Uspokaja głowę i pozwala się rozluźnić. Skupić na tym, co ważne — tknęła opuszkami palców piórka, tak że te zakołysały się nieco mocniej, a potem spojrzała na Millie. — Śpij. Śpij, a w snach przyjdzie do ciebie to, co cię udręczyło. Ułożymy ci w głowie, pozbędziemy się może tego, co zaszkodziło. Śmierć jest częścią cyklu, a ten nigdy nie przeminie, ale przynajmniej dowiemy się tego, co ci jest nie tak — wyjaśniła spokojnie, podstawiając sobie zydelek, by przysiąść koło Moody. — Pamiętaj mój głos — zaznaczyła jeszcze.

Proszę iść teraz ładnie spać. Zamknąć oczka i pośnić sobie to, co wcześniej wspominała Millie, że ją dręczy. Szeptucha chce wiedzieć, co Moody ma w głowie, cokolwiek by to mogło dla niej znaczyć.
roszpunka
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#18
29.10.2026, 21:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.10.2026, 21:21 przez Millie Moody.)  
Przysiadła, a potem zwyczajnie się położyła. Jej złote oczy obserwowały ruchy wiedźmy i Milles zastanawiała się co też właściwie się stanie ale też jak bardzo jej było wszystko jedno co się stanie. Znaczy, nie było jej wszystko jedno, nie, gdzieś tliła się iskra buntu, gdzieś tliła się gdzieś…

– To raczej nie zadziała, ja bardzo… mam bardzo… – dlaczego powieki były takie ciężkie? Jej serce zdawało się być cztery razy wolniejsze niż zwykle. Jakby wieża już runęła. Jakby pioruny przestały grzmieć. Jakby ona teraz leżała przysypana gruzem. – Ja bardzo kiepsko zasypiam mam z tym problem od… – od śmierci mamy, od czasu, gdy zostałam na tym świecie zupełnie sama, od…

Ciężkie ciało leżało a jej usta wypełniał gruz. Cement. Zaprawa. Śmierć.

To nie była najgorsza karta. Śmierć. Oznaczała nieoczekiwaną i gwałtowną zmianę, ale to mogła być zmiana na lepsze. Och nie, ona wiedziała co było najsroższą kartą wielkich arkanów i była to Wieża. Załamanie wszystkiego, zawalenie się dotychczasowego świata. Znowu i znowu. Karta patronka w dupę jebana. Karta.

Leżała po środku niczego, bo nie było czego zbierać.

Jej życie było żałosną namiastką, egzystencją, ciągiem przypływu i odpływu pozbawionego znaczeń. Było kilka bliskich osób, którym zależało. Czy była w stanie w ogóle to odwzajemnić? Była. Zdawało jej się, że pamiętała, że była.

Gdzieś wysoko nad nią, albo pod nią czuła lepki, soczysty, powolny w niemożliwym do uchwycenia puls. Uderzenie. Wstrząs. Zaraz przyjdzie następny i następny.

Jeszcze nie umarła.

Sen był ledwie młodszym blatem Śmierci.

W końcu zdecydowała się poruszyć, jej ciało zdawało się odrętwiałe, przygniecione zburzonym murem oczekiwań, aspiracji i ambicji. Wszystko cudze. Wszystko kłamliwe. Wszystko nie jej. Próżno było jednak szukać drogowskazu i prawdy. Poruszyła rękami i nogami, poczuła tarcie, ostrość kamienia wbijającego się w skórę.

Poczuła.

Wypluła pył, próbowała potrząsnąć głową i dźwignęła się z większą determinacją.

Jeszcze nie dziś. Jeszcze nie dziś, gdzieś tam na pewno były Gwiazdy, Księżyc, może nawet Słońce. Arkana jedno za drugim tańczyły przed nią szyderczo, niemal czuła poszum wody zza tronów próżnych mądrali. Niemal słyszała opadający miecz rozsądku, raz za razem ścinający jej głowę. Jej każdą z wielu wielu głów.

Wygrzebała się, bezskutecznie próbując wyłuskać spod powiek szary piach, na pustkowiu zmarnowanego życia.

Nienawidziła śnić. Czy to rzeczywiście była jej droga?

BUM...

Kolejne uderzenie. Powinna ruszyć i znaleźć w końcu drogę. Powinna znaleźć źródło dźwięku. Powinna. Iść. Krok za krokiem. Najtrudniejszy był ten pierwszy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baba Jaga (1324), Millie Moody (3200), Peregrinus Trelawney (1926)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa