• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[31.10.1972] hello strangers | Ger, Benjy, Bren, Atre i Vika

[31.10.1972] hello strangers | Ger, Benjy, Bren, Atre i Vika
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#11
24.10.2026, 09:09  ✶  

- Kurde, myślisz, że gdzieś tu się kupi poduszki? Bo o tym nie pomyślałam. - Odparła jeszcze na słowa Atreusa. Na sabatach można było kupić wszystko, więc może i poduszki.

- W sumie jak tak mówisz, to brzmi jakby pomógł, strzeżonego Morgana strzeże, czy coś.- Geraldine wychodziła z założenia, że akurat to w żaden sposób nie mogło im zaszkodzić, tylko pomóc, więc warto było skorzystać z każdej możliwości. Z Sebastianem pomodlili się wspólnie, więc z ekipą tutaj mogli skorzystać z rytuału, zwłaszcza, że Longbottomówna wspominała o tym, że testowała coś podobnego podczas Beltane i pomogło.

- To w sumie coś nowego, ja właśnie wiedziałam tyle, co Victoria, że mogą mówić, a i przybierać taką formę. - Wyciągnęła jeszcze z kieszeni zdjęcie od Wkurwionego i pokazała każdemu obecnemu, chociaż Atreus widział już te fotografie wcześniej..
[a] - Tak, z powodu widm, widziałam, co mogą zrobić, a w lesie są ich dziesiątki, to też przypadkiem widziałam. - O tym zresztą wspominała już Brennie, ale nie mówiła jeszcze Atreusowi i Victorii, więc przekazała im również te informacje. Nie wątpiła w ich zamiary, wiedziała, że jak oni nie pozwolą, żeby ludziom stała się krzywda.

- Tak, wiem, że to przeciwieństwo Beltane, wybrali sobie idealny moment na takie manewry z tym szturmem na Knieję. - Nie dość, że las był pełen dziwnych stworów, to jeszcze granica światów mogła zostać łatwo przekroczona, nie wątpiła w to, że będzie chaos.

- Mam miotłę na parkingu dla mioteł. - Nie przestała latać po tym jak skończyła naukę w Hogwarcie, nadal był to jej ulubiony środek transportu, no na równi z jazdą konną, ale wolała nie brać tutaj swojego pupila i niepotrzebnie nie ryzykować jego życia, skoro widma jadły koty mogły chcieć zeżreć też konia? No, tak się jej przynajmniej wydawało.

O runie nie mogła powiedzieć zbyt wiele, bo sama się na nich nie znała wcale, ale na szczęście jej kompan był w tym specjalistą, więc mógł przekazać to, co udało im się załatwić. Kiwała głową, gdy Benjy pokazywał i mówił, żeby chociaż trochę wyglądać na kompetentną.

- Nie jesteśmy tu, żeby umrzeć w lesie, a po to, by nie dać umrzeć innym, mam kilku ludzi od ojca, ale ogólnie informacje dotarły do nas bardzo późno, nie przygotowaliśmy się tak jak byśmy chcieli, nad tymi amuletami pracowaliśmy od jakiegoś czasu, nie było szansy sprawdzić jak działają, więc nie wszystko jest tak jak powinno, ale trudno. - Sebastian bardzo późno przysłał im informacje, więc musieli się do tego dostosować.

- Nie będziemy wchodzić Wam w drogę, jeśli o to chodzi, flara to doskonały pomysł, może niebieska, nie będzie wzięta za światło, ani za ministerstwo? - Pomysł Atreusa wydawał jej się dobry, będą mogli się wesprzeć, kiedy wydarzy się coś złego, a w przypadku starcia z tymi istotami każda pomoc mogła być istotna.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
24.10.2026, 20:01  ✶  
Spojrzała na Victorię z pewnym namysłem, ale uznała, że nie ma co teraz dyskutować o tym, że rytuał był skuteczniejszy od oklumencji: to przynajmniej dawało jakąś nadzieję, co do obecnego przeprowadzenia, że może cokolwiek by dał. Brenna zdjęcie miała okazję widzieć, więc się mu nie przypatrywała, za to wyciągnęła z kieszeni inną, pogniecioną fotografię: ot sfotografowała tę runę od Hjalmara, bo przerysować jej nie potrafiła. Zademonstrowała ją Benjemu, by mógł sobie porównać z tym co sam zdobył.
– Dostałam coś takiego. Z informacją, że można to wykuć i przeprowadzić rytuał, ale rzecz w tym, że nie mam rytuału. Chciałam spróbować to wykorzystać na Wiśniowej, no ale nie wyszło, nie zrobię niczego, nie mając formuły. Thomas, gdy mu ją wysłałam, wspomniał, że kojarzy tę runę i że jego ochroniła… podczas jednej z jego przygód – powiedziała, bo nie znała absolutnie wszystkich szczegółów, a i wiedząc, że była w to zamieszana Ger, nie miała pewności, czy Tommy byłby zadowolony, że się czymś więcej podzielił. – Zamówiłam u kogoś, by to dla nas wykuł, ale tak naprawdę chyba wątpię, by bardzo dużo dało. Co jeszcze? Hm, podczas Beltane te stwory czaiły się na skraju Polany Ognisk. Jakby na coś czekały.
A przynajmniej to widziała, gdy patrzyła w wizji widmowidza, jak umierał jej wujek. A potem go dopadły.
– Chyba resztę wiesz, bo kiedyś o tym rozmawiałyśmy. A co do flar, proponuję raczej jedną, może być niebieska, jeśli po prostu chcesz dać sygnał, gdzie jesteś, różową jeśli potrzeba pomocy. Róż, bo tego to nikt nie używa w Ministerstwie. Inna sprawa, że jeżeli skończymy w lesie i te stwory na nas napadną, to nikt nikomu nie pomoże. I Ger, proszę, wstrzymaj się z wchodzeniem do lasu przynajmniej na początku. Ministerstwo uzna cię za atakującą. Nie próbuję ci mówić, żebyś nie próbowała pomagać, jeśli zrobi się gorąco czy zniechęcić kogoś do pakowania się do samego lasu, ale najlepiej, gdybyś najpierw po prostu obserwowała sytuację, szkoda, żebyś pobiła się z jakimś nerwowym brygadzistą, który uzna, że biegniesz w pierwszym szeregu.
Nie powiedziałaby tego oczywiście, gdyby nie fakt, że Ger i Benjy zwyczajnie też usłyszeli te plotki albo powiedział im ktoś z kowenu, więc… i tak wiedzieli, że coś się szykuje.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#13
24.10.2026, 22:24  ✶  

Zerknęła na zdjęcie wyciągnięte przez Geraldine z prawdziwym zaciekawieniem.

– Mogę? – zapytała, chcąc się przyjrzeć temu z bliska. – Ofiara, z którą rozmawiałam, mówiła o czarnych jak smoła ślepiach tego paskudztwa – ofiara, która nie przeżyła… została wysuszona jak wszyscy inni pechowcy, a potem na jej oczach obrosła w tkanki (prawdziwie ohydny widok) i powróciła do życia. – Hmm, faktycznie się zmieniły od maja – od momentu, gdy widzieli je przy domu Mildred Found, gdy zaatakowały Laurenta… – Może się wystarczająco nażarły i stały się bardziej… ee… materialne? – a czym się żywiły, zaczynało być bardziej niż jasne. Oddała zdjęcie Geraldine.

A potem zastrzygła uszami na wzmianki o runie. Więc Brenna wysłała jej taką jednak z myślą o widmach? Victoria nie była pewna, bo jej wiadomość była dość enigmatyczna, na szczęście wsadziła ją sobie do kieszeni szaty i miała przy sobie.

– Zamknięta pieczęć? W sensie? – Victoria kompletnie się na tym nie znała, w szkole nie wybrała starożytnych run jako przedmiot dodatkowy i dla niej to wszystko to były zawsze tylko jakieś kreski, ale ciekawość brała górę.

Zaś czekające na skraju polany widma… Victoria była przekonana, że one wylazły z Limbo, chyba, że… Że to uczucie bycia obserwowanym w Limbo pochodziło… z zewnątrz? Nie ze środka, tylko z samej Polany, a te widma jakoś… widziały przez przejście? Albo wyczuwały…? A jeśli tak, to… Nie wiedziała, czy to cokolwiek zmienia, ale dla niej wydało się to duże.

– Słuchajcie. Właśnie sobie coś uświadomiłam, jak teraz powiedziałaś, że one się czaiły wokół Polany. Bo w Limbo… Nie wiem, czy ty też to czułeś – spojrzała przelotnie na Atreusa – ale ja doskonale pamiętam takie uczucie, jakby ktoś albo coś czaiło się gdzieś pomiędzy drzewami, że jesteśmy obserwowani i kojarzyło mi się to z takim… ze złymi zamiarami, o. Cały czas myślałam, że to uczucie pochodzi z samego Limbo. I byłam przekonana, że te stwory z Limbo wylazły. Ale co… jeśli one… wyczuły rozdarcie i czekały, aż… hmmm… nie wiem. Aż my stamtąd wyjdziemy? – naładowani energią jak ruchome źródła mocy. Żeby się najeść.

– Co do kolorów flar, to my zaproponowaliśmy, by dzisiaj używać takich, oczywiście dla patrolu poza knieją, bo pomiędzy drzewami to nie wiem, czy cokolwiek będzie widać dobrze – tutaj Victoria wymieniła im ustalone kolory, w tym czerwony, niebieski i zielony i który miał być do czego, żeby się nie pomylić. – Może lepiej pomarańczowy i różowy? – podsunęła. Albo jakiekolwiek inne kolory, które nie będą się powtarzać. – Jeżeli będzie bardzo źle, to podobno na wschód od polany ognisk jest kamienny krąg, którego te stwory nie są w stanie przekroczyć.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#14
25.10.2026, 03:30  ✶  

— Może nie poduszki ale może mają takie ochraniacze na kolana do klękania na stoisku Macmillanów — odpowiedział, sam nie będąc pewien, czy jest poważny czy może wciąż sobie żartuje. Jak się tak zastanowić, to był to całkiem ciekawy patent i jeśli w kowenie go jeszcze nie opracowali, to może powinni.

Nie odzywał się zanadto w temacie widma, zamiast tego paląc spokojnie papierosa i tylko rzucając przelotne zdjęcie w kierunku zaprezentowanej fotografii. Znał ją. Do tego kolejną mógł załączyć do raportu, który złożył w sprawie piwnicy, więc jeśli ktoś się zainteresował po jego opowieściach, to mógł go pewnie przejrzeć. Co zaś tyczyło się informacji, które padały, to większość z nich została już podzielona między jego, Brennę, a Victorię. Geraldine natomiast, widziała co działo przy Wkurwionym i pewnie podzieliła się tym wcześniej z Fenwickiem, więc zakładał że jako tako wszyscy wiedzieli co się działo. Ale rewelacje Longbottom z dzisiejszego dnia były chyba najbardziej niepokojące i spodziewał się co w takim razie on mógł w lesie usłyszeć. Albo raczej kogo.

— Czyli były tutaj zanim limbo w ogóle wybuchło — powiedział w zamyśleniu, kiedy Brenna wspomniała że patrzyły na wszystko już na Beltane. — Pewnie przyciągnęło je przejście i to czego mogłyby się przez nią najeść — ponura i dość nieprzyjemna wizja. On, w przeciwieństwie do Lestrange, nie posiadał podobnych skojarzeń ze swoją podróżą do limbo. — Nic takiego nie czułem. Może to były te psy? Kiedy przyszedłem, obok Bogini były takie trzy wielkie wilczury? — zapytał, ale może faktycznie coś było w tym co mówiła. Może widma były w stanie przejrzeć przez rozdartą zasłonę.

— Wiecie co? Ja widzę, że każdy ma pomysł własny na kolory, to weźmy ten jeden, różowy, bo faktycznie nikt go w Ministerstwie nie użyje. Jeden wystrzał na potrzebuję pomocy, dwa szybkie wystrzały na danie znaku gdzie się jest. Co wy na to? — zapytał, spoglądając dookoła, od jednego do drugiego. Jeśli chcieli tylko dać znać gdzie są, to pewnie będą mieli czas wystrzelić dwa szybkie ogniki.

— Brenna wysłała nam własne, więc w ten sposób też jesteśmy zabezpieczeni — rzucił jeszcze, po wypowiedzi Fenwicka.

— Kolejna rzecz, to czy któreś z was umie posługiwać się falami? Wiem, że ty Victorio nie, ale Geraldine? Benjy? Jeśli nie, to oczywiście, nigdy nie udzieliłbym wam tego typu informacji, ale patronus też zawsze jest opcją. Tylko niech nikt was nie widzi — uśmiechnął się lekko, z jakimś przekąsem, bo fakt że w ogóle to sugerował, pokazywał jak małą wiarę pokładał w Ministerstwo.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#15
25.10.2026, 14:27  ✶  
Pochyliłem się nieco, żeby uważniej przyjrzeć się temu, co pokazywała mi Brenna, po czym skinąłem głową, słuchając wszelkich wyjaśnień, wtrąceń, rozwinięć i próbując poukładać sobie w głowie kolejne informacje.
- W sensie takim, sze kiedy już ją zamkniesz, nie moszesz sobie później dopisaś blakująsej kleski, bo akulat pszypomniałaś sobie o niej po wypiciu piwelka. - Wyjaśniłem, obracając metalowy medalion między palcami. Do pewnego momentu nazywałem go wydmuszką, bo w gruncie rzeczy właśnie nią był, pustą konstrukcją przygotowaną na coś, co miało dopiero przyjąć finalną rolę, symbolem istniejącym w kulturze, lecz niekoniecznie działającym bez nadania mu właściwego znaczenia, stworzonym przez kogoś, aby wchłonął pieczęć, którą nakładałem, bo chociaż mogłem zrobić to sam, nie widziałem powodu, by nie zechcieć skorzystać z pomocy kogoś lepszego w rzemiośle. „Wydmuszka” była niefortunną nazwą dla czegoś, nad czym spędziłem więcej czasu, niż miałem ochotę, ale przynajmniej trafną według mojego dotychczasowego doświadczenia. - Pszy pieczętowaniu musisz doplowadziś wszystko do końca, podczas jednej sesji, szeby zaczęło działaś zgodnie s pszesnaczeniem. Kaszda linia musi znaleźć się na swoim miejscu, w odpowiedniej kolejności. Jedna pomyłka i moses sobie tym co najwyszej pszytszymywaś papiel na wietsze. Albo zlobiś komuś kszywdę, zaleszy, co spiepszysz. - Zerknąłem na Victorię, po czym wróciłem wzrokiem do przedmiotu. Miałem doświadczenie, również w spektakularnych pomyłkach, dlatego w dalszym ciągu robiłem takich rzeczy na tuziny, bo przy tak drobnych, złożonych symbolach kreski zaczynały szybko pierdolić się przed oczami, a wtedy o pomyłkę było wyjątkowo łatwo. Wolałem więc pracować powoli, nawet jeśli oznaczało to, że wytworów powstawało niewiele, chociaż w tym konkretnym przypadku tworzenie zbyt wielu sztuk, bez możliwości przeprowadzenia testów, było również po prostu irracjonalne, bo przecież mogły nie zadziałać lub wywołać nieprzewidziane efekty.
Zdjęcie, które wcześniej zaprezentowała Geraldine, znałem już z naszych poprzednich prób znalezienia odpowiedzi na cokolwiek, więc akurat ten szczegół nie stanowił dla mnie nowości, chociaż niewątpliwie był bardzo przydatny, znacznie mniej odpowiadała mi natomiast perspektywa istnienia rytuału, który mógłby nam pomóc, gdybyśmy tylko znali jego formułę. Brak tak podstawowej informacji drażnił mnie wyjątkowo mocno, zważywszy na to, czym zajmowałem się zawodowo, choć trudno było obarczać odpowiedzialnością za ten stan rzeczy kogokolwiek spośród obecnych, bo była to jedna z setek niewiadomych, których lista rosła w zastraszającym tempie, również w trakcie tej rozmowy.
Nie miałem pojęcia, co oznaczało dla nas to, że widma miałyby tu być już wcześniej, ale z pewnością nie było to nic dobrego i z dużym prawdopodobieństwem psuło nam to szyki, jeśli chodziło o plan uzgodniony z Sebastianem - najwyraźniej mieliśmy szczęście w nieszczęściu, spotkawszy tu obecnych, zanim popełniliśmy śmiertelny błąd - posłałem spojrzenie w kierunku Geraldine, licząc na to, że wiedziała, co powiedzieć w takiej sytuacji. Jednocześnie spróbowałem przyswoić i zapamiętać wszystkie informacje o kolorach używanych przez Ministerstwo, krótko przytaknąwszy na nasz własny - różowy - i plan Atreusa.
- Pasuje mi. - Stwierdziłem, uznawszy, że rozróżnienie było wystarczająco proste, by nawet w środku kompletnego bałaganu nikt nie musiał zastanawiać się nad znaczeniem.
- Fale? Niestety, obawiam się, sze jestem pod tym względem zupełnie bezuszyteczny. - Pokręciłem głową z miną kogoś, kto pogodził się z własnymi ograniczeniami, choć kącik ust drgnął mi zdradliwie, kiedy Bulstrode wspomniał o patronusie. - Nigdy nie pszyszłoby mi tesz do głowy, szeby zakładaś, sze w sytuacji klyzysowej mógłbym skoszystaś s jakichś… Niekonwencjonalnych metod komunikacji. - Pozwoliłem sobie na krótką pauzę, poprawiając mankiet płaszcza, jak gdyby cała sprawa rzeczywiście sprowadzała się do niefortunnego braku umiejętności. - Ale doceniam tloskę o nasze, hm, bespieczeństwo. - Skinąłem głową, wsuwając medalion z powrotem do kieszeni płaszcza. - S pewnością coś wymyślimy, gdyby zaszła taka konieczność.
Ceniłem tę formę przekazu, w końcu nie od dziś uważałem, że czasami najlepiej porozumiewało się z ludźmi, którym nie trzeba było tłumaczyć każdej rzeczy wprost. Ministerstwo miało wystarczająco dużo powodów, by za mną nie przepadać, więc nie zamierzałem dokładać mu kolejnych, zwłaszcza że istniały sposoby załatwiania spraw, o których rozsądniej było mówić wyłącznie w odpowiednim gronie. Niektóre umiejętności lepiej sprawdzały się w praktyce, niż podczas publicznych deklaracji, szczególnie jeśli samo ich posiadanie mogło zainteresować niewłaściwe organy.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#16
25.10.2026, 21:14  ✶  

- Możliwe, że udało im się uzyskać energię, dzięki której zmieniły formę, kto wie jak one dokładnie funkcjonują, na pewno wysysają życie z ludzi, po Beltane szukałam tego zaginionego chłopca, gdy go znaleźliśmy wyglądał jak starzec. - Zapewne i o tym wiedzieli, nie było to bowiem tajemnicą. Chłopiec miał sporo szczęścia, że udało mu się przeżyć, chociaz i tak to spotkanie zakończyło się dla niego fatalnie.

Geraldine nie przyglądała się tej runie, którą pokazywała Brenna, bo cóż - nie znała się na runach, wolała, aby to Benjy to zrobił, bo miał wiedzę i doświadczenie, którego w tej chwili mogła mu tylko pozazdrościć. Zmrużyła oczy, kiedy Longbottomówna wspomniała o tym, że ta runa pomogła Thomasowi podczas jego przygód, cóż, musiałaby bardzo dokładnie przeanalizować swoje wspomnienia, a pewnie i tak nic by to nie dało, bo dla niej były to tylko szlaczki, aby nie popełnić żadnego błędu z tym, co widziała w kromlechu zademonstrowała kuzynowi swoje wspomnienie w myślodsiewni.

- Nie będę szła na pierwszy ogień, jasna sprawa. - Odpowiedziała jeszcze na słowa Brenny.

- Czy wy zamierzacie wziąć kawałek drzewa dla siebie? Doszły do mnie słuchy, że ludzie z ministerstwa planują to zrobić i jest to niepokojące, ponoć ma ono bardzo interesujące właściwości magiczne. - Postanowiła i o to zapytać, chociaż nie zakładała, że oni dlatego się tutaj znaleźli. w Ministerstwie jednak też były osoby, które chciały czerpać profity z tej dziwnej rośliny.

Słuchała tego, co miała do powiedzenia Victoria. - One potrafią wywoływać niepokój, jednej nocy przypadkiem znalazłam się w lesie, nie udało im się mnie złapać, bo trafiliśmy do kręgu, który był stworzony z kamieni, na których były wyryte te runy, które Benjy przeniósł na amulety, w sensie no zrobił te swoje czary-mary z pieczętowaniem. - Geraldine zdecydowanie nie znała się na tych sprawach. Opowiedziała też o tym, gdzie był krąg, to znaczy którędy udało jej się do niego dobiec. To mogło być ważną informacją, bo kto wie, czy nie będą musieli gdzieś się zatrzymać, a dobrze było mieć jakieś bezpieczne miejsce na terenie lasu.

Zdziwiło ją to, co wyszło z rozmowy, że widma były w Kniei już wcześniej, naprawdę sądziła, że wyszły one z Limba. Co teraz? Jej pomysł na wepchnięcie ich do Limba… chyba trzeba było go nieco zmodyfikować. Spojrzała na Benjy'ego bo to mocno komplikowało plan, który wcześniej ustalali z Sebastianem.

- Niestety ja też nie faluję. - Faktycznie w takiej sytuacji taki sposób komunikacji mógł się przydać.

- Oczywiście, zawsze są jakieś opcje. - Nie rozumiała tego zakazu nekromancji, w tym przypadku przecież też zdawali sobie sprawę z tego, że na te stwory w jakiś sposób działały patronusy, więc prędzej, czy później pewnie ktoś zacznie z nich korzystać.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
26.10.2026, 12:09  ✶  
– To co przysłałam tak naprawdę jest niedokończone, o ile w ogóle osoby, które mi to dały, miały rację. Przypominam: rytuał – westchnęła. – Gdybym go zdobyła, próbowałabym ich użyć najpierw na Wiśniowej… właściwie może należałoby zacząć obchód w ogóle tam.
Bo to na Wiśniowej Atreus i Geraldine znalazły to coś przy domu i tam mieszkał Wkurwiony. Zakładała, że wszyscy obecni to wiedzą.
A potem Victoria sprawiła, że Brenna skupiła na niej wzrok i trochę zesztywniała.
Bo jeżeli miała rację…
Jeśli miała rację, Victoria i Atreus absolutnie nie powinni wchodzić do tego lasu. Na końcu języka czaiły się już słowa na ten temat, ale ich nie wypowiedziała: czy przez obecność Benjyego, którego znała słabo, czy może dlatego, że domyślała się, że oni akurat nie poproszą o skierowanie ich gdzieś, gdzie nic im nie będzie grozić.
– Może przyszły pod polanę, bo wyczuły wejście do Limbo i… chcą się tam dostać? Albo pożreć…
Energię z Limbo.
Albo Zimnych.
Otrząsnęła się na chwilę, spoglądając na Geraldine, z pewnym niezrozumieniem.
– Jakie drzewo? Masz na myśli drzewa Greengrassów? Zamordowaliby nas, gdybyśmy jakieś brali, zresztą po co? I o ile one przetrwały, bo widma niektóre z nich zniszczyły…
Wiedziała o odwróconym drzewie na Polanie. Widziała je nawet. Ale nie miała pojęcia, że ktoś planował je sobie zabierać, przeklęci idioci. Czasem Voldemort rozwalał półświata, czasem robiło to Ministerstwo.
– Właściwie to dopiero teraz… zaczęłam się zastanawiać, czemu skoro tych widm jest tak dużo, nie zeżarły wszystkich, którzy tam pracują. Myślicie, że te kamienie tam mogą też działać ochronne? Ale chyba są inne niż te kręgi, o których mówicie?
No chyba że Ministerstwo masowo używało patronusów, ale wciąż nie chciało pozwolić na to aurorom i Brygadzistom.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#18
26.10.2026, 18:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.10.2026, 18:42 przez Victoria Lestrange.)  

– Ano tak, postarzają ludzi. Moim zdaniem jest tak, jak mówisz, że one się żywią energią… Ciała martwych, którzy nie przeżyli, też wyglądają, jakby były nie tyle posunięte w czasie, ale jak wyssana do zera skorupka, wydmuszka, nie wiem jak to określić – Victoria napatrzyła się na to w kostnicy zakładu pogrzebowego.

A potem, wysłuchawszy Benjyego, po prostu kiwnęła głową.

– Czyli to po prostu wyrysowanie runy podczas pieczętowania, tak? Rozumiem, że to trzeba zrobić za jednym razem, a nie rozwlekać na przykład tydzień, jak akurat ma się na to ochotę – zapytała, jak twórca twórcę… trochę. Bo to, w czym specjalizowała się Victoria, to było tworzenie eliksirów. I o tym tez potrafiła po prostu gadać, chociaż starała się nie zanudzać innych swoim hobby.

– Psy? Nie widziałam tam żadnych psów, wilczurów, wilków, ani w ogóle zwierząt – przyznała w odpowiedzi do Atreusa. Ale w Limbo było… dziwnie. Magiczny, niemal bajkowy las, pewna duszna atmosfera, ale przy tym było w tym coś znajomego, wykrzywionego ze znajomych obrazów. To może i nie dziwne, że widzieli różne rzeczy… – Może właśnie tego chcą. Ale teraz nurtuje mnie inne pytanie – odpowiedziała na słowa Brenny. – Skoro one nie wyszły z Limbo… to skąd? Tyle razy łaziłyśmy przecież po Kniei jako dzieciaki i później i nie przypominam sobie żadnych stworów tego typu. Wydaje mi się, że geneza, skąd się wzięły, ma w sobie też wyjaśnienie, czego chcą. No bo… Nie wiem. Może były gdzieś uwięzione? Może były uśpione i obudziło je to, co się wydarzyło na Polanie, czyli no… wyrzut energii z Limbo, tak to chyba należy nazwać – poruszali się tutaj trochę po omacku, ale bazując właśnie na tym, czego dowiedziały się z Brenną w Egipcie od nekromantki, no to w jakiś tam sposób splatało się to w całość. Również biorąc pod uwagę teorię Victorii odnośnie tego co w maju działo się w Dolinie Godryka, którą to podzieliła się niedawno z Atreusem: że to, co widzieli w maju, to było przenikanie się Limbo do ich świata, stąd słońce i księżyc jednocześnie na niebie. Przesączająca się energia, która objawiała się dziwnymi obrazami, jakie napotykali niektórzy ludzie… – Może one są jak wampiry, że czują nienasycony głód, tylko nie chodzi im o krew i w ten sposób wysysanie energii, tylko… No nie wiem… Życie żywych istot? Ciekawe, jak by zareagowały na obecność wampira – mózg Victorii jak zwykle pognał do przodu, w locie wymyślając kolejne, wcale nie tak nieprawdopodobne historie. Pomyślała o wampirach, bo więcej niż mniej rozumiała mechanizm ich życia, a ten zasadniczo różnił się od ghouli…

– Chwila, widma niszczyły drzewa Greengrassów? – Victoria spojrzała z pewnym niezrozumieniem na słowa Brenny. – To znaczy… Teoretycznie wszystko ma energię… ludzie, zwierzęta, rośliny… nawet kamienie. Musiały być naprawdę bardzo głodne, albo coś je do nich przyciągnęło – również nie skojarzyła, że Geraldine mówi o drzewie, które „rosło” korzeniami do góry na Polanie Ognisk, a spod którego wyciągano ją czy Atreusa. W każdym razie no nie przyszło jej też do głowy, by jakieś drzewa ze sobą zabierać.

Na pytanie Brenny mogła tylko wzruszyć ramionami i sięgnęła do kieszeni, by wyciągnąć z niej parę lusterek dwukierunkowych.

– Jako, że nie umiem w fale, to może… Ty weźmiesz jedno, Brenn? Albo Bulstrode? – tak, nawet w takich chwilach nie zamierzała do niego mówić po imieniu, ale to już zbyt mocno weszło jej w krew. Chociaż zauważyła, że ten jeden raz nie przekręcił jej imienia. – Gdyby się nam wszystkim zdarzyło porozdzielać…

Swoją droga ta scenka musiała wyglądać komicznie: Benjy i Gerry – bardzo wysocy, Brenna i Atreus również. I ona. Przy nich wszystkich niemalże kurdupel.

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#19
27.10.2026, 02:02  ✶  

— Też mi się tak wydaje. Że nawpierdalały się energii i od tego się jakoś zmieniły. Ale może chodzi i o to co uciekło z limbo. Pamiętacie jak w lecie wszystko szalało? Rośliny w sensie, może to nie tylko w trawie było i ludzie w Dolinie jakoś też tym oberwali? — mruknął, pociągając zaraz papierosa i przysłuchując się dalej temu, co wszyscy mieli do powiedzenia.
Sprawa widm toczyła się tak, że… czasem miał wrażenie, że lepiej było tego w ogóle nie poruszać. Departament Tajemnic kategorycznie wypiął się na zimnych, ani nie zapraszając ich do badań, ani też w żaden sposób nie udzielając wiadomości odnośnie tego, czego się dowiedzieli do tej pory, a jakby nie patrzeć, ktoś mógłby pomyśleć, że te kwestie były ze sobą powiązane.

— Kawałek drzewa? — uniósł brwi na rewelacje Geraldine. — Skurwysyny. Mam nadzieję, że im to drzewo pierdolnie, bo to już jest cyrk — powiedział cicho, bardziej do siebie jak do nich, kręcąc przy tym głową z niedowierzaniem. — Ale jakbyś wpadła na taki kawałek, to myślę, że nim nie pogardzimy. Souvenir, jak to się mówi. A wiesz o jakich właściwościach magicznych mowa? — szczerze to nigdy nie sądził, że będzie się interesował właściwościami drzew.

— Skoro wyjadają ludzi i pozbawiają ich energii, to pytanie w jakim stopniu. Jeśli chodzi im o same dusze, to faktycznie mogą się tam próbować dostać. W sumie ciekawe, czy ktoś próbował wywoływać duchy tych zmarłych od widm — zastanowił się, na moment próbując przebiec po raportach związanych z widmami, ale chyba nic podobnego nie przychodziło mu do głowy.

— Niee, Bren, oni tam mają taki specjalny dąb na tej polanie — wyjaśnił, darując już sobie wzmiankę Sebastiana o tym, że był bezbożny.

— Daj je Brennie — odpowiedział Victorii, kiedy zaproponowała im lusterko. — Ona nie jest zimna — uśmiechnął się lekko, najwyraźniej podążając myślami w stronę, gdzie paranoja popchnęła Brennę chwilę temu.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#20
29.10.2026, 16:13  ✶  
Nieznacznie przekrzywiłem głowę, spojrzawszy na to, co podsunęła mi Brenna, po czym odchrząknąłem i wzruszyłem ramionami - nie to, by mnie to nie obchodziło, po prostu nie mogłem zaprzeczyć - miała rację, równie dobrze mogliśmy zacząć wróżyć z fusów, chociaż niektórzy z pewnością próbowaliby twierdzić, iż ten niedoceniany sposób przewidywania przyszłości wyjątkowo się sprawdzał w praktyce. „Przynajmniej ktoś miał okazję to zrobić”, cóż, my ewidentnie nie mieliśmy tej przyjemności.
- Nie zdziwiłbym się, gdyby blak lytuału wpłynął na działanie znaków, szczególnie jeśli zostały zaplojektowane jako część większego układu ochlonnego, w takich pszypadkach kluczowe znaczenie mają lówniesz lelasje między poszczególnymi elementami składowymi. Bez instluksji tludno stwieldziś, czy samodzielnie będą skuteczne, nawet jeśli teoletysznie powinny chloniś. - No, bo przecież nie wzięto ich zupełnie znikąd, tylko spośród rzeczywiście istniejących symboli powiązanych z czyimś systemem wierzeń. - S dlugiej stlony, nie wiemy nawet, czy pszes „lytuał” wszyscy losumiemy to samo, co osoby, któle pszekasywały ci infolmasje. - Stwierdziłem, bo „rytuał” był bardzo szerokim określeniem, dlatego sam z założenia nie przesądzałbym jeszcze, że bez niego te zabezpieczenia całkowicie nie miały szansy zadziałać, jednocześnie nie mogąc stwierdzić, że miały to zrobić. Na ogół jeśli ktoś mówił mi, że „potrzebny jest rytuał”, pierwszym, o co pytałem, było to co tak naprawdę rozumiał przez dane pojęcie, ponieważ widziałem już wystarczająco wielu ludzi, którzy używali tego słowa, żeby opisać wszystko od dramatycznego wypowiedzenia trzech zdań nad przedmiotem po pół nocy spędzonej na rysowaniu kręgów na podłodze i paleniu setek świec. Niestety z tego, co mówiła Longbottom, zapytanie o to kogoś, kto przekazał jej taką informację niespecjalnie wchodziło w grę, o wszystkim mieliśmy się zatem, niestety, przekonać później, na własnej skórze.
- Zasadniczo tak. - Odpowiedziałem Victorii i potarłem kciukiem podbródek, zastanawiając się, ilu szczegółów powinienem jej oszczędzić. - Jak chyba ze wszystkim, samo szybkie wylysowanie znaków nie załatwia splawy, bo cały ploces powinien byś świadomy, a nie splowadzaś się do mechanicznego odtwaszania kształtów według instluksji. Liczy się to, co właściwie lobisz, w jakim celu i czy losumiesz, s czym plóbujesz placowaś. - Ani przez moment nie wątpiłem, że się tutaj rozumieliśmy, nawet jeśli nie mieliśmy wystarczająco czasu, by rozmawiać o wszystkim.
Niektóre rzeczy wymagały ciągłości, inne cierpliwości i najgorszym, co można było zrobić, było udawanie, że jedno zastępowało drugie. Pieczętowanie powinno być świadomym procesem, w którym każda linia miała swoje znaczenie, a osoba wykonująca zabezpieczenie rozumiała, co właściwie chciałaby osiągnąć, toteż mechaniczne odtwarzanie symboli na podstawie instruktażu przysłanego przez kogoś innego, bez głębszego zapoznania się z tematem, mijało się z celem, szczególnie gdy w grę wchodziła magia ochronna.
Z każdą kolejną minutą dochodziłem do wniosku, że wiedzieliśmy stanowczo za mało, żeby z czystym sumieniem wypowiadać się o tym, co mogło wydarzyć się tej nocy. Spekulowaliśmy, zestawialiśmy ze sobą szczątkowe informacje i próbowaliśmy wyciągać wnioski, choć żadna z tych czynności nie zbliżała nas szczególnie do odpowiedzi, których potrzebowaliśmy. Nie napawało mnie to optymizmem, zwłaszcza że stawką były życia ludzi, którzy najwyraźniej nie zdawali sobie sprawy z rozmiaru zagrożenia. Wolałem trzymać język za zębami, kiedy brakowało mi wiedzy, zamiast dorabiać teorię do każdego niepokojącego szczegółu, kiedy jednak Atreus zapytał o właściwości drzewa, przeniosłem spojrzenie na Geraldine, po czym wróciłem wzrokiem do pozostałych, postanowiwszy powtórzyć to, co usłyszeliśmy od Sebastiana.
- Macmillan twieldził, sze odwlósony dąb potlafi twoszyś kopie metalowych konstluksji. Wpływa tesz na faunę i flolę w swoim otoczeniu, cokolwiek dokładnie miałoby to oznaczaś w plaktyce. - Skrzywiłem się lekko, przypominając sobie sposób, w jaki Sebastian opisywał całą sprawę i odtwarzając z pamięci jego słowa. - Okleślił go jako śmieltelnie niebespieczny. Uszył tesz słów „abominacja”, jeśli dobsze pamiętam. I „uzulpuje miejsce kultu Matki”. - Na to ostatnie nie mogłem nie pozwolić sobie na krzywy półuśmieszek, nawet jeśli, szczerze mówiąc, nie widziałem powodu, żeby mu w tej kwestii nie wierzyć.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1145), Benjy Fenwick (1998), Brenna Longbottom (1569), Geraldine Greengrass-Yaxley (1902), Victoria Lestrange (1484)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa