• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[Luty 1957, Hogwart] Gdy Gryf zaatakuje Orła | Alastor x Pandora

[Luty 1957, Hogwart] Gdy Gryf zaatakuje Orła | Alastor x Pandora
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#1
03.05.2023, 23:27  ✶  
Wciąż zaskakiwało ją, jak wiele wolności dawała odznaka prefekta. Nocne patrole korytarzy był doskonałą okazją do czytania lub obserwowania nieba, a bibliotekarka zdawała się przychylniej na Pandorę patrzeć. Nastolatka, chociaż uznawana za osobliwą cieszyła się sympatią rówieśników i opinią najbardziej dociekliwej studentki wśród przedstawicieli swojego rocznika.
Był luty, śnieg sypał za oknem, a płatki o kształcie gwiazd rozbijały się o wysokie okna. Błonia zakrywał biały puch, podobnie jak korony drzew Zakazanego Lasu. Wszyscy byli w dobrym nastroju w związku z niedawnym powrotem z przerwy świątecznej oraz zbliżającymi się walentynkami, które zdaniem Krukonki, zbyt poważnie traktowano. Miała wrażenie, że większość jej koleżanek próbowała zmienić swoje życie w opowieść rodem z tych wszystkich romansów, które czytały zamiast podręczników i dodatkowych materiałów. Ona nie miała czasu na takie głupoty i gdybanie nad chłopcami, gdy było tyle do odkrycia, tak wiele przedmiotów do rozkręcenia oraz ponownego złożenia! Pomijając mechanizmy, miała również obsesję na punkcie magicznych zwierząt, jak i Astronomii. I trochę jedzenia.
Popołudnie z pozoru spokojne zamieniło się w prawdzie utrapienie, gdy dwójka Gryfonów z drużyny Quidditcha postanowiła w ramach żartu i próby przestraszenia pewnej blondynki z Hufflepuffu, która chyba wpadła im w oko, wypuścić w jednym z korytarzy fajerwerki, które nie dość, że uszkodziły pomnik oraz obraz, to jeszcze sprowokowały Irytka, który zalał korytarz ektoplazmą. I ze wszystkich prefektów, akurat ona musiała tędy przechodzić. Nie lubiła takich sytuacji, bo była miękka i naiwna, było jej szkoda karać uczniów, ale biedna piątoklasistka zalazła się łzami ze strachu, uciekając. Rezolutna brunetka w wysoko spiętych w kitkę włosach, spódnicy do kolan i w swetrze z godłem domu oraz odznaką na piersi stała przed wyższymi od niej chłopcami, krzyżując ręce pod biustem i lustrując ich spojrzeniem czekoladowych tęczówek. Jeden nawet w międzyczasie, gdy drugi się tłumaczył, wysłał do kogoś krótką notatkę za pomocą sówki, która w wyjątkowo wygodnym zbiegu okoliczności akurat dostarczyła mu paczuszkę.
- Zdajecie sobie sprawę, że muszę poinformować opiekuna domu? Na Merlina, ciężko było kupić jej kwiaty lub zaprosić do trzech mioteł? Teraz nie dość, że będzie się was bała, to jeszcze zdemolowaliście pół korytarza i złamaliście z tuzin szkolnych zasad, począwszy od tej o fajerwerkach od Zonka na terenie Hogwartu. - westchnęła ciężko, unosząc dłonie w geście, który sugerował chyba uduszenie gagatków. Gdy ciemnowłosy chłopak się roześmiał, uniosła brew i zadarła podbródek, robiąc krok w jego stronę z dumną i nieugiętą miną. Z odwagi i okazjonalnej bezmyślności, była czasem jak te wszystkie Gryfy. - I co Cię tak bawi? Traumatyzowanie ludzi? Wcale nie jest Ci przykro?
Nie kontynuowała jednak dalej, bo na korytarzu rozległy się przyśpieszone kroki, a gdy odwróciła głowę i zlustrowała postać wzrokiem, pokręciła głową z niedowierzaniem, prychając pod nosem. - I to był ten Twój ratunek? - zapytała, przenosząc spojrzenie pomiędzy chłopakiem z drużyny a zbliżającym się Kapitanem Drużyny Qudditcha.
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#2
09.06.2023, 12:45  ✶  
Decydując się na objęcie pozycji kapitana drużyny, Moody spodziewał się wielu rzeczy, ale na pewno nie wiecznej potrzeby niańczenia wszystkich jej członków. Kiedy pierwszy raz ktoś przyszedł do niego z problemem, nie mrugnął nawet, od razu pobiegł z odsieczą. Drugi, trzeci, czwarty raz - zaśmiał się wpierw. A później... później stało się to rutyną. Szczególnie odkąd do drużyny dołączył rozrabiaka Charlie, po którym nie oczekiwał już nawet krzty ogłady. Kiedy cofał się myślami do swoich początków w drużynie, faktycznie przypominał sobie, że niekiedy kierowali się z chłopakami do kapitana z problemami natury zupełnie innej niż Quidditch i teraz pluł sobie w brodę, że nie zorientował się wcześniej, chociaż... prawdę mówiąc, nie było to aż tak złe, jak ktoś mógłby pomyśleć, bo dla Alastora wiele granic było permanentnie zatartych, ta, w której odmawiał komuś bliskiemu pomocy, była jedną z nich. Skoro mógł im pomagać, to im pomagał. Lepiej tak, że mu to zrzucali na barki, niż gdyby ze wszystkim próbowali na siłę poradzić sobie sami.

Wszystko zaczęło się, kiedy siedział na parapecie na jednym z korytarzy prowadzących do wieży Gryfonów. Było jakoś cicho... za cicho. Zimowe światło migało przez okna, malując na ścianach lodowe wzory, odbijając się również na trzymanym przez kapitana zeszycie. On zaś, nie zważając na to, nie potrafiąc docenić bajkowego wręcz oświetlenia, snuł strategie i taktyki, mające poprowadzić jego drużynę do zwycięstwa w zbliżającym się meczu. Wtem, nagle, na korytarzu pojawił się Charlie właśnie, blady jak ściana, biegł i biegł. Ledwo wyhamował na widok swojego kapitana, a później bez słów przekazał mu przynajmniej połowę tej historii - tak się trząsł, jakby spędził na tym śniegu godziny. Coś przeskrobał, znowu - pierwsza myśl, jaka mu przez myśl przeszła, ale Charlie przerwał mu to, jakby miał jakiś magiczny dostęp do tego, co sobie Moody snuł w przestrzeni swojego umysłu.

- Nie ja - powiedział Charlie. - Tym razem nie ja.

Moody westchnął, zamykając zeszyt i chowając go w wewnętrznej kieszeni płaszcza.

- Kto więc?

Charlie przełknął ślinę jeszcze raz i tak naprawdę nie musiał mówić już nic.

~ ✶ ~

Moody nie biegł. Szedł przed siebie zdecydowanym krokiem, wyprostowany, z podbródkiem zadartym, jak na najważniejszą osobę w dormitorium przystało. Prefekt domu? Takie osoby imponowały pewnie Gryfonkom, natomiast kapitan drużyny... ha, to dopiero była prestiżowa pozycja - odpowiadał przecież za coś o wiele ważniejszego niż trzymanie się zasad, czy puchar domu, który i tak zgarniały zawsze największe kujony. Puchar Quidditcha - to było coś. Wśród męskich przedstawicieli domu gryfa panowało przeświadczenie, że nie mógł przewodzić nimi byle kto. To musiał być człowiek zdolny do poświęceń. Taki, co się nie zawaha i który się nie boi ryzyka. Ociekający brawurą Alastor nadawał się do tej roli wręcz idealnie. Pandora mogła obserwować, jak niewzruszony niczym, ze spokojną miną i dumny zbliżał się w jej kierunku. Kroki stawiane w tak ciężkich butach, jakie miał na sobie, niosły echo po korytarzach, a on sam z każdą kolejną sekundą zdawać się mógł być coraz groźniejszy. A kiedy już znalazł się obok, wraz z Charlim, który naprawdę mocno starał się dotrzymać mu kroku, ale miał nogi krótsze o jakieś cztery lata i sporo szczęścia jeżeli chodzi o genetykę, przeniósł spojrzenie z Pandory na delikwenta, co z relacji przedstawionej mu po drodze postanwoił zdemolować pół korytarza. Bezceremonialnie złapał go za ucho i pociągnął w dół.

- Ałałała... - poniosło się obok, ale Alastor go zagłuszył:

- COŚ TAKIEGO PRZED OSTATNIM MECZEM ZE ŚLIZGONAMI? CHCESZ, ŻEBY MCGONAGALL CIĘ ZAWIESIŁA? - Uniósł głos, ale panował nad nim na tyle, żeby nie usłyszano go zbyt daleko. Próbował odegrać scenkę mającą przekonać Prewett, że owszem, czekają go jakieś konsekwencje i wcale nie musi tego nigdzie zgłaszać... - Pandoro - zwrócił się do niej po imieniu. Odwrócił się w jej kierunku raz jeszcze, wciąż trzymając dowcipnisia w dole. - Po pierwsze cześć - przywitał się, bo mu się chwilę wcześniej zapomniało - a po drugie, pozwolisz, że my się zajmiemy tym... ekhm... No wiesz.


fear is the mind-killer.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#3
18.06.2023, 17:19  ✶  
Nie grała w szkolnej drużynie, chociaż zdarzało się jej myśleć o dołączeniu — książki jednak pochłaniały zbyt dużo czasu Pandory, nie wspominając o wypełnianiu obowiązków płynących z noszonej przez nią odznaki. Starała się zawsze być w tym sumienna, chociaż jeśli wykroczenie nie naruszało aż tylu punktów regulaminu i nie niosło za sobą żadnych przykrych konsekwencji, łatwo było ją przekonać, aby skończyło się na upomnieniu. Wcale nie lubiła karać ludzi, nie lubiła odejmować tych drobnych punktów swoim kolegom i koleżankom. W związku z zajmowanym przez nią stanowiskiem znała nazwiska pozostałych prefektów oraz kapitanów drużyn, więc widok zbliżającego się Moodyego nie powinien być dla niej takim zaskoczeniem. Słyszała same pochlebne opinie na temat Gryfona, który z pasją i z sercem podchodził zarówno do sportu, jak i swoich zawodników, będąc powszechnie w swoim domu, ale też chyba trochę poza nim, uwielbianym.
Brązowe tęczówki Prewettówny z zaciekawieniem przemknęły po jego twarzy, będąc tylko odrobinę pod wrażeniem postawy, jaką przyjął oraz bijącego z niej spokoju wraz z pewnością siebie. Typowy Kapitan. Echo roznosiło się coraz głośniej, odbijając się w jej uszach, ciągnąc aż pod kamienny sufit, wzbudzając przy tym zaciekawienie wiszących na zamkowych korytarzach obrazów. Te i tak tu się zbiegły, kilka postaci tłoczyło się w pozłacanych ramach, szepcząc pomiędzy sobą i komentując całą sytuację. Nie było właściwie powodu ich winić, bo co za nudne życie te ożywione malowidła musiały mieć? Charlie wyglądał na zdyszanego, wpatrywał się w plecy — swojego idola, przynajmniej tak zinterpretowała to spojrzenie brunetka. Gdy Moody złapał delikwenta za ucho, skrzyżowała ręce pod biustem i przekręciła głowę na bok, nieco zaskoczona wymierzoną przez kapitana karą. Cóż, rozciąganie ucha nie było może najładniejszą i najbezpieczniejszą metodą, ale zdawała się działać, bo chłopakowi zdawały się zaszklić oczy, jakby miał się rozpłakać.
- Czy to nie byłaby odpowiednia kara? Widziałeś korytarz i tę biedną dziewczynę? - odparła tylko z delikatnym wzruszeniem ramion, przenosząc wzrok z targanego za ucho i piszczącego zawodnika, na jego kapitana. Jej w tym wszystkim było Pandorze szkoda najbardziej, bo znalazła się nie dość, że w niewłaściwym miejscu i w nieodpowiednim czasie, to jeszcze miała nazbyt kreatywnego adoratora. W wymówkę o tym, że to z sympatii wierzyła jednak coraz mniej, chociaż metody zwracania na siebie uwagi przez młodzież, były coraz bardziej zaskakujące. Kiedy listy lub zaczepienie na korytarzu przestało być na czasie, a odpalało się fajerwerki od Zonka? I to te kapryśne. Oczywiście, mecze, puchary i miotły im tylko w głowach, teraz kiedy zbliżało się rozstrzygnięcie, do kogo puchar będzie należał. - Alstorze. - odpowiedziała mu imieniem, na swoje własne, skupiając już całkiem na nim uwagę. Rozluźniła dłonie, pozwalając im opaść leniwie wzdłuż ciała, wygładzając w międzyczasie materiał szkolnej spódnicy, kraciasty i sięgający przed kolano. Na jego słowa ciche, jakby rozbawione prychnięcie uciekło spomiędzy warg, a ruch głowy sprawił, że burza brązowych włosów przeniosła się na plecy, niezbyt chętnie słuchając polecenia nastolatki. - No cześć. Wiesz, że nie mogę na to pozwolić. Złamał więcej, niż jeden czy dwa punkty szkolnego regulaminu, a do tego wcale nie wyglądali, jakby było im przykro. Ba, mieli niezły ubaw z traumatyzowania koleżanek. - gdyby to była głupota, ot, drobne przewinienie — byłoby zupełnie inaczej, a tak, Pandora czuła, jakby miała związane ręce. Nigdy nie postępowała wbrew sobie, a tym razem po prostu czuła, że nie mogła puścić tego płazem. Z drugiej jednak strony wiedziała, jaka drużyna jest ważna dla każdego ze stojących tu chłopców i jak ciężko pracowali na treningach, aby podczas meczów być w szczycie swojej formy. - Myślisz, że Pani Profesor McGonagall go zawiesi? - zapytała mimowolnie, nie kontrolując słów, o których tylko pomyślała, a które znalazły jednak swoje ujście. Nie uciekła jednak spojrzeniem od Moodyego, machając na niego ręką, aby zostawił już mu to ucho, bo wyglądał na zawstydzonego i jednocześnie z trudem powstrzymującego chęć, aby się rozpłakać.
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#4
07.07.2023, 15:45  ✶  
Moody był o wiele mniej charyzmatycznym chłopakiem, niż się tego można było spodziewać po kimś będącym kapitanem drużyny Gryfonów, ale posiadał wiele cech, które sprawiały, że traktowano go zwykle wyjątkowo poważnie. Był wysoki, nie na tyle, żeby się wznosić nad głowami innych i wiecznie patrzeć na nich z góry, ale na tyle, aby górować nad większością chłopców w swoim wieku. No bo ten wiek wszystko blokował. Nie miał ramion wątłych jak makaron, ale jego sylwetka dopiero się budowała. Jeszcze długa droga była przed nim, żeby się stać tym Moodym, którego wszyscy znali z Biura Aurorów, część tej drogi już jednak przebył i to się w jego prezencji rysowało dosyć wyraźnie. Nie cechy fizyczne były tutaj wisienką na torcie, lecz absurdalnie wielkie pokłady odwagi, jakimi się odznaczał. Nie potrafił pięknie kłamać, nie potrafił występować, nie porywał tłumów swoimi wypowiedziami, nigdy by nie wygrał konkursu karaoke, bo wył niesamowicie, ale żadnej z tych rzeczy się nie bał. Ciężko to już oczywiście nazywać odwagą, brawura pasowałaby nieco lepiej, ale z takim wyraźnym zaznaczeniem, że czasami chłopak zachowywał się po prostu skrajnie głupio i nieodpowiedzialnie. Tak jak teraz, kiedy próbował podstępem przekonać Pandorę do zaniechania zgłaszania zajścia do ich Opiekunki, chociaż w gruncie rzeczy nie musiał tego robić – prawdopodobnie wystarczyłaby sama w sobie szczerość.

Pociągnął go w dół ostatni raz. Chłopak wrzasnął, zaczął pocierać zaczerwienione ucho, ale nie powiedział nic, jedynie wbił wzrok w ziemię jak zbity pies. No bo przecież mówił teraz przywódca tego męskiego gangu, nikt by nie śmiał wejść mu w słowo, choćby i robił z siebie kompletnego idiotę.

Na dźwięk swojego imienia, Alastor wyprostował się nieco, ale szybko zgarbił się znowu, żeby patrzeć Pandorze prosto w oczy. Widać jednak było, że jego postawa się jakoś zmieniła, stał teraz z nieco szerzej postawionymi nogami, ze splecionymi rękoma. Słuchał jej z uwagą i być może zbyt frywolnym, nieco żałosnym uśmiechem. Wreszcie, wysłuchawszy tego, co miała do powiedzenia, przeczesał palcami włosy, które po tym czynie wyglądały dwa razy gorzej niż wcześniej (a i tak już wcześniej widać po nim było, że za często lata na miotle, a za rzadko szczotkuje czuprynę).

- Myślę, że tak, a... zobacz, jak niewiele z niego zostało, Pandoro. Jak mu zabierzesz Quidditcha, to się stoczy jeszcze bardziej. Sport to jego ostatnia nadzieja na to, żeby nie wypadł poza dom społeczny. – Użył tutaj trudnego określenia zasłyszanego od ojca całkowicie celowo, bo wiedział, że głupia gadka nijak się miała do brzmienia jak jakiś profesjonalista, a kto człowieka nauczy cięższych zwrotów niż ojciec jego i Idy? (Naprawdę wielu czarodziejów, ale te dotyczące pracy w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów były jedynymi, jakie Alastor jakkolwiek zapamiętywał.) – Dajcie mu szansę, na pewno już układa w głowie przeprosiny. – Odczekał kilka sekund, ale te przeprosiny nie nadchodziły. Kopnął więc swojego kolegę w kostkę, na twarzy pozostając niewzruszonym. Może jak zagra to oczami, to Prewett nie zauważy...


fear is the mind-killer.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#5
25.07.2023, 21:17  ✶  
Mijali się czasem na korytarzach, okazjonalnie wymieniali się spostrzeżeniami podczas zajęć lub przy odrabianiu prac domowych. Obydwoje należeli do grona uczniów popularnych, których towarzystwo było zawsze mile widziane i o czym może wzajemnie nie widzieli, łączyła ich również w jakimś stopniu odwaga, chociaż w przypadku Prewettówny, to chyba lepiej byłoby to nazwać impulsywnością, skakaniem w płomień bez obaw o poparzenia, o konsekwencję, jeśli były ku temu odpowiednie warunki. Przyglądała mu się w milczeniu, miał sympatyczną twarz, kojarzył się z zawodnikiem drużyny niemalże od razu — umiała poznać, gdy ktoś cokolwiek ze sobą robił, ramiona czy uda rysowały mu się zupełnie inaczej, niż przypadkowemu Gryfonowi. Przez ułamek sekundy kontemplowała nad tym, czy to on był tym Alastorem, którym zachwycała się jej koleżanka z dormitorium, planując drugi rok z rzędu zaprosić go na randkę przed wakacjami, ale nigdy jej nie wyszło. Cóż, była dość nieśmiała, chociaż piekielnie zdolna i miała swoim towarzystwem wiele do zaoferowania.
Stłumiła westchnięcie, gdy kolejne z jęków niezadowolenia wydobyło się spomiędzy ust jego kolegi o czerwonym i rozciągniętym uchu, który z żalem, złością, ale i dużą dozą szacunku zerkał w stronę swojego kapitana. Wiedział, że przeskrobał, nie miała wątpliwości. Jej palce przemknęły po ramionach, które trzymała oplecione rękoma, gdy przystąpiła z nogi na nogę, wprawiając w ruch materiał plisowanej, szkolnej spódnicy w barwach domu kruka.

- Wyprostuj się! No co Ty, żeby tak się garbić.- rzuciła na jego przygarbioną sylwetkę, zupełnie nie miała problemu, że chłopak był wyższy od niej, bo żadnym problemem nie było zadarcie głowy, co też zrobiła. Burza brązowych włosów spłynęła na plecy, uprzednio zahaczając o ramiona, a otulone ciemnych wachlarzem rzęs oczy, zlustrowały jego twarz w zastanowieniu. W całej swojej butności i niezależności, Pandora była dość miękka, kochała ludzi i bywała naiwna, chociaż przy odbieraniu odznaki obiecała sobie, że tym razem będzie inaczej. Stąd też dylemat moralny, który rozgrywał się w głowie nastolatki. Poprawiła ręce, wciąż trzymając dłonie ściśnięte na ramionach. Jego włosy ją rozpraszały, niemiłosiernie, zaburzały całokształt i nawet chciała mu zasugerować, że poszuka w torbie grzebienia, ale chyba nie wypadało.

-Tak go wytargałeś, że naprawdę, wygląda trochę żałośnie. - przyznała niechętnie, poruszając barkami i przeniosła wzrok na stojącego obok chłopaka. Przyglądała się tak chwilę, zastanawiając się nad słowami jego Kapitana. Bo co, jeśli przez nią przyszła gwiazda rozgrywek narodowych dostanie szlaban lub zaprzepaści karierę, bo go wyrzucą z drużyny? Stuknęła paznokciami w skórę, zerkając znów na Moodyego — miał pecha, bo zauważyła. Zajmowała się w wolnych chwilach rozpracowywaniem mechanizmów, zaklinaniem przedmiotów oraz konstruowaniem map nieba, bo wszystko to było zawarte w jej planach na "po Hogwarcie", więc oko miała wprawione. - Czy Ty terroryzujesz kolegę, bo boisz się, że stracisz zawodnika i przegracie ten nieszczęsny mecz? - zapytała, przekręcając głowę na bok, ściągając brwi, aby nadać sobie, chociaż na chwilę surowszego wyglądu, chociaż kącik ust drżał jej w rozbawieniu. - Jeśli przeprosi ładnie koleżankę, a ona mu wybaczy i z nią chwilę porozmawiam, to się zastanowię. Może uda się ominąć gabinet waszej opiekunki. - zaczęła, przerywając na chwilę. Znów co chwilę zerkała na potargane włosy. - Rozprasza mnie to strasznie, więc wybacz, ale muszę. - dodała dla wyjaśnienia, robiąc krok w jego stronę i wspinając się na palce, a potem uniosła dłonie, poprawiając mu względnie delikatnie włosy. Pandora była bardzo swobodna do ludzi, naruszenie cudzej przestrzeni osobistej nigdy nie stanowiło dla niej problemu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (1124), Pandora Prewett (1637)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa