• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »
[23.07.72, Mieszkanie Viorici] The day after | Viorica i Cedric

[23.07.72, Mieszkanie Viorici] The day after | Viorica i Cedric
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#1
28.07.2024, 19:22  ✶  
23.07.1972
Mieszkanie Viorici

Słońce powoli oświetlało pokój, wpadając przez zasłonięte jedynie gładką, długą do ziemi firanką okno. Viorica otworzyła oczy, przetarła ręką twarz i spojrzała w bok, na nadal śpiącego obok niej Cedrica. Przyjemny widok.
Westchnęła, podnosząc się ostrożnie, tak, by go nie obudzić. Odwinęła się z kolorowej pościeli w czerwone i niebieskie kwiaty, po czym stanęła na ciemnych panelach.
Ich sytuacja pewnie dawała wiele domysłów, wcale jednak nie było tak, jak można byłoby przypuszczać.
Po prostu Cedric uparcie stwierdził, że musi odprowadzić Vioricę do domu, a gdy to się już stało, dziewczyna stwierdziła, że musiał być bardziej pijany niż na początku twierdziła i nie miała zamiaru puszczać go do siebie samego, bojąc się, że coś mu się po drodze przytrafi, albo znów nie da rady dotrzeć do własnego łóżka.
Weszli więc wspólnie do niej, znów się całowali, a potem Viorica wyciągnęła butelkę wina, którą zaczęli rozpracowywać w jej pokoju i cóż. Tak właśnie skończyli.
Ciemnowłosa w staniku i spodenkach od piżamy, Cedric bez koszuli, w jej łóżku, z którego w pewnej chwili wcale nie chciało im się ruszać, gdy pletli swoje pijackie androny. Nawet nie pamiętała o czym. Ale było miło.
Westchnęła, zarzucając na siebie koszulę Cedrica będącą pod ręką, chcąc choć trochę się zakryć, czując się tak bardziej komfortowo na trzeźwo i w świetle dnia, po czym się przeciągnęła.
Jej pokój wcale nie był taki duży, udało jej się jednak zmieścić zaskakująco dużo rzeczy.
Duże łóżko, ozdobną szafę, z której ubrania praktycznie się wysypywały, biurko zagracone narzędziami jubilerskimi oraz elementami na wpół skończonej bransoletki, oraz stojący przy nim podejrzanie ozdobny fotel, który wyglądał na dość drogi antyk. W podobnym klimacie zachowane było duże lustro z ramą, która wydawała się złota.
Obok łóżka stał stary fotel z małym stoliczkiem, na którym stał wazon z kwiatami. Ściany pomalowano na granatowo i namalowano odręcznie złotą farbą gwiazdy, mniejsze i większe. Na jednej ze ścian wisiał niepozorny obraz. “Kwiaty w wazonie” Rachel Ruysch, które większość uznałaby za bardzo dobrą reprodukcję. Tylko, że reprodukcja dawno już wisiała w mugolskiej National Gallery, a oryginał Viorica dostała kiedyś na urodziny, po tym jak stwierdziła, że bardzo ten obraz lubi. Jedna z jej bardziej cenionych pamiątek dawnego życia.
Przeszła po wzorzystym dywanie we wschodnim stylu, który dostała kiedyś od babci, po czym przeszła do dużego pomieszczenia będącego jednocześnie salonem, kuchnią i jadalnią. Sprzątnęła kieliszki, z których w którymś momencie w końcu zrezygnowali i włożyła je do zlewu, wiedząc, że zajmie się nimi później. Nastawiła wodę na małej westfalce, pod którą rozpaliła ogień po czym wyciągnęła dwie filiżanki, obie białe z niebieskim paskiem biegnącym na ich krawędzi.
Nie chciała budzić gościa, który mógł potrzebować jeszcze chwili odpoczynku, sama jednak potrzebowała czegoś na rozbudzenie. Najlepiej kawy z cukrem.
Podniosła głowę, gdy usłyszała kroki i uśmiechnęła się. W mieszkaniu nie miało być dziś nikogo poza nimi.
- Dzień dobry. Jak spałeś? - zapytała, choć spoglądała na Cedrica ostrożnie, szukając znaku, że coś jest nie w porządku. W końcu wiedziała, że wczoraj mógł trochę przesadzić z trunkami i miała nadzieję, że nie czuł się źle w obecnej sytuacji.
The Healing Light
some superheroes
wear a white coat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przystojny, wysoki (180 centymetrów wzrostu), trochę wychudzony uzdrowiciel o łagodnym usposobieniu. Nieśmiały, trochę za cichy, ale bardzo sympatyczny. Widać po nim od razu, że zdecydowanie za dużo czasu spędza w zaciszu swojej pracowni alchemicznej, ale pomimo kilku dziwactw wplecionych tu i ówdzie, wzbudza sympatię i szacunek. W pracy nosi szpitalny fartuch. Poza pracą również ubiera się w jasne kolory.

Cedric Lupin
#2
02.08.2024, 23:04  ✶  
Jakimś cudem ten wieczór nie skończył się kompletną katastrofą. O Cedricu można było powiedzieć wiele, ale zdecydowanie nie był duszą towarzystwa. Unikał imprez, bali czy festynów, czując się na nich po prostu niekomfortowo. Otoczony setkami obcych mu ludzi, w zupełnie obcym miejscu — po prostu nie potrafił się dobrze bawić. Zawsze po prostu czekał na moment, w którym będzie mógł się zebrać i wrócić do domu. Przynajmniej do czasu. Gdy rozpoczął pracę w Mungu, coraz więcej uwagi poświęcał dyżurom, a gdy Voldemort zaczął coraz częściej dawać o sobie znać, nadgodziny stały się czymś absolutnie naturalnym. Znajome miejsce, w którym doskonale wiedział, co ma robić. W pewnym momencie więcej czasu spędzał w szpitalu niż domu. Nie, żeby mu to przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Naprawdę to lubił, bo przecież mógł pomagać ludziom.
Odbiło się to oczywiście na jego życiu prywatnym. Coraz rzadziej był skłonny poświęcać czas na rzeczy pokroju wyjścia na miasto czy do baru. Wciąż jednak mu się to zdarzało, szczególnie gdy zmuszała go do tego Dandelion. Dopiero gdy się rozstali, obowiązki pochłonęły go do reszty. Nie narzekał, bo skupianie się na pracy pozwalało mu nie myśleć o tym, że jest sam jak palec i nikt go nie chce. Metoda ta z pewnością nie była najrozsądniejsza, ale działała, przynajmniej do czasu. Starannie zbudowany mur zaczął się sypiać, gdy w Mungu pojawiła się Viorica. Z początku nie przykładał do tego większej uwagi, bo przecież nie był to pierwszy raz, gdy przyjmowałby znajomego, ale ona postanowiła zrobić coś więcej. Zjechała go od góry do dołu, krytykując to, w jaki sposób funkcjonuje. Niby nie była pierwszą, która to zrobił, bo Florence również próbowała swoich sił, ale to panna Zamfir do niego trafiła. Przy okazji zaprosiła go też do baru.
Ciężko było mu sobie w ogóle przypomnieć, gdy ostatni raz po prostu cieszył się wolnym, ale dla niej postanowił zrobić wyjątek. Był cholernie spięty i zestresowany. Nie do końca wierzył w to, że będzie się dobrze bawił. Byli w końcu z kompletnie różnych światów, co widać było na pierwszy rzut oka. Gdyby tego było mało, nie widzieli się od kilku dobrych lat. Dla niektórych nadrabianie zaległości było pewnie idealnym tematem na rozmowy, ale Cedric bardzo tego nie lubił. Krępowało go dopytywanie o to, co działo się u innych, prawie tak mocno jak opowiadanie o sobie. Bo przecież był tylko nudnym lekarzem, który ciągle przesiadywał w Mungu. Nikt o zdrowych zmysłach nie uznałbym, że Lupin będzie stanowił idealne towarzystwo na wieczorne imprezowanie. Nikt poza nią.
Z jakiegoś niezrozumiałego powodu, zwróciła na niego uwagę. Większość ludzi zapewne odebrałaby to pewnie jako komplement, w końcu Viorica była naprawdę ładna. Na tyle, że nawet on nie mógł przejść obok tego obojętnie. Jasne, w pierwszej kolejności go przerażała, ale jednocześnie pociągała, chociaż tego ostatniego do siebie nie dopuszczał. Przynajmniej z początku. Alkohol, ale przede wszystkim dobre towarzystwo, pomogły mu się otworzyć. Na tyle, że zrobił rzeczy, o które by się nie podejrzewał. Małe zawody czy słowne przepychanki już same w sobie stanowiły ewenement, ale Cedric na tym nie poprzestał. Przetańczył ze znajomą kilka piosenek, a na koniec nawet cię całowali. Więcej niż raz. W normalnych warunkach zapewne nigdy by sobie na to nie pozwolił, ale w tamtych momentach czuł, że było to po prostu właściwe. No i ona też miała na to ochotę. Zdawać by się mogło, że jest to początek ich nowej relacji, ale do tego Lupin musiałby pamiętać to, jak spędził ostatnie godziny.
— Przestań — wyjęczał w poduszkę, błagając w myślach o to, żeby głowa przestała go tak boleć. Zdecydowanie za dużo wypił.
Na ten moment w jego wspomnieniach znajdowały się jedynie chaotyczne, wyrwane z kontekstu słowa i fragmenty obrazów, które nie chciały się złożyć w sensowną całość.
Leżał tak przez kilkanaście dobrych minut, aż w końcu zebrał się na otwarcie oczu. Przez chwilę nie dostrzegał niczego dziwnego, ale w końcu dotarło do niego, że leży w łóżku. CZYIMŚ ŁÓŻKU.
Gdy tylko to sobie uświadomił, zerwał się gwałtownie, czego zaraz pożałował. Zawroty głowy przyprawiły go o nudności. Ostatkiem sił powstrzymał się od tego, żeby nie zwymiotować na pościel. Gdy organizm nieco się uspokoił, rozejrzał się po pomieszczeniu, ale w żadnym stopniu mu to nie pomagało. Obraz, biurko, fotele... gdzie on do cholery był? Niewiele dłużej myśląc, zsunął się z materaca i nieco chwiejnie stanął na nogach. Nieco niepewnym ruchem otworzył drzwi, po czym wysunął się na korytarz. To zdecydowanie nie było mieszkanie jego rodziców. Im dalej szedł, tym bardziej był o tym przekonany. Czyżby się do kogoś włamał? Na samą myśl oblewały go zimne poty.
Miał ochotę odnaleźć drzwi wyjściowe i po prostu uciec, ale mijając otwarte drzwi, dotarł do niego bardzo znajomy głos.
Vior?
Odwrócił się w stronę pomieszczenia, dostrzegając siedzącą przy stole kobietę. Mimowolnie się uśmiechnął, powoli wchodząc do pomieszczenia. Jego głowa dalej nie potrafiła odpowiednio przeanalizować aktualnej sytuacji we właściwy sposób, także wciąż zachowywał spokój.
— Dzień dobry. Wyspałem... chyba tak? Trochę mnie boli... głowa — wyrzucił z siebie niemrawo, powoli pokonując drogę przez pomieszczenie, siadając naprzeciwko niej. Odsapnął, masując lekko skronie, zerkając przy tym w jej stronę. Dopiero teraz odnotował, że miała na sobie koszulę. Wyglądającą podejrzanie znajomo. Zaraz, czy to była...
Zerknął w dół i zamarł. Policzki, uszy i cała reszta twarzy zrobiła się czerwona, gdy zdał sobie sprawę z tego, że prezentował się jej w samych spodniach. Gdyby tego było mało, brakujący element stroju miała na sobie ona. Jego myśli błyskawicznie skoczyły do konkluzji, która sprawiła, że jego serce zaczęło bić znacznie szybciej. Co on najlepszego zrobił.
— Czy my, to znaczy, ja... to jest, um — zaczął, dość mocno się przy tym jąkając. — Kiedy wstałaś? — rzucił nagle, wyrzucając z siebie pierwsze, co mu przyszło do głowy.
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#3
28.08.2024, 20:26  ✶  
Nie miała zielonego pojęcia jak duży wpływ udało jej się mieć na biednego Cedrica. I zapewne nie czułaby się zbyt dobrze, gdyby była tego świadoma. Owszem , zdawała sobie sprawę, że ciągnęło do niej ludzi, szczególnie, jeśli miały być to chwilowe znajomości, nie wiedziała więc w całej sytuacji nic dziwnego. Spotkali się, ona zaproponowała wspólne spędzenie wieczoru całkiem przystojnemu znajomego sprzed lat, ten się zgodził.
Nie wnikała w to jakoś głębiej, nie zakładała nic z góry, po prostu chciała się dobrze bawić.
I właśnie tak było.
Cedric był słodki, dobrze się z nim rozmawiało, a z każdą chwilą wydawało się, że pod jego jego maską zwyczajności kryło się coś więcej. Był z pozoru dobrym chłopcem, który jednak pocałował ją na parkiecie, a potem radośnie upił się z nią w jej własnym domu.
Zaskakiwał ją.
Podobało jej się to.
Nie wiedziała gdzie mogło ich to zawieść. Nie chciała nawet nad tym w tej chwili rozmyślać, skupiając się na całkiem miłym poranku, nawet jeśli czuła nikły ból głowy i pozostałości mdłości, które odczuwał zwykle skacowany człowiek. I to nawet nie moralnie.
Cieszyła się, że nic między nimi tak naprawdę nie zaszło. Wiedziała, że niektórym seks po pijaku nie robił różnicy, miała jednak wrażenie, że Cedrica po prostu by w ten sposób wykorzystała. A ta myśl wcale jej się nie spodobała.
Nie chciała go zniszczyć. Był zbyt dobry. W przeciwieństwie do niej.
Wieczór zakończyli na rozmowie, a z Lupinem naprawdę dobrze się gadało. Nie musieli nawet na siłę szukać tematów, te po prostu pojawiały się same, co było zaskakujące, patrząc jak się bardzo różnili i z jak innych miejsc pochodzili. Czasami mieli różne zdania, czasem mogli się zgodzić, przegadali jednak naprawdę sporą część nocy. Było naprawdę miło. Mogłaby to powtórzyć jeszcze wiele razy.
Nie wiedziała, czy powinna. A jednak w głowie już planowała kolejne ich spotkanie.
O ile Cedric oczywiście miał na nie ochotę.
Spojrzała na niego, stojącego lekko niepewnie w wejściu, zdając sobie sprawę, że pewnie nie za często lądował w czyimś mieszkaniu półnagi po tak krótkiej znajomości. Vior w zasadzie nie dostrzegła w całej sytuacji nic dziwnego, aż do momentu, gdy mężczyzna nie usiadł i spoglądając na swój nagi tors nie spalił buraka.
Całkiem uroczego zresztą.
- Mogę zrobić nam wodę z cytryną i miodem, może niezbyt wymyślny specyfik na kaca, potrafi jednak postawić na nogi. - Wyciągnęła się wygodnie na krzesełku. Koszula podwinęła się niebezpiecznie wysoko, odsłaniając praktycznie całe jej nogi, Viorica jednak nic sobie z tego nie robiła. Była specyficznym stworzeniem z jeszcze bardziej specyficznym spojrzeniem na świat.
Bawiło ją lekko zmieszanie Cedrica, który widać wczoraj skończył z urwanym filmem. Wiedziała, że w takich chwilach można było spanikować, więc próbowała go trochę uspokoić.
- Czy wypiliśmy nieprzyzwoite ilości alkoholu? Oczywiście. Nie dziwię się więc, że czujemy się średnio. Chcesz może kawy? Wody starczy też dla ciebie. - Przeciągnęła się, jeszcze mocniej unosząc koszulę, by zaraz oprzeć się na łokciach, które znalazły się na stoliku. - Niedawno - opowiedziała na jego pytanie o pobudkę. - Nie chciałam cię budzić. Zjesz śniadanie? Mam pieczywo, trochę jajek, co więcej to sama nie wiem, ale możemy przejrzeć szafki i spiżarkę. Sama nie pogardzę jedzeniem, ale lepiej uważać z żołądkiem po takiej nocy. - Mrugnęła do niego.
Nie wydawała przejmować się faktem, że Cedric miał braki w garderobie, ani tym, że za nie odpowiadała. Nie przejmowała się także tym, że Lupin w ogóle spędził u niej noc. Emanowała całkiem dobrym humorem.
Na dźwięk czajnika wstała, po czym zajęła się przygotowywaniem kawy w specjalnym dzbanku, który wraz z filiżankami wylądował na stole.
Znalazła różdżkę, która leżała na jednej z kuchennych szafek, po czym za jej pomocą odpaliła magiczne radio, z którego zaczęła się sączyć muzyka. Usiadła, nucąc pod nosem i nalała sobie gorącego napoju do kubka. Na stoliku zmaterializowała się cukiernica.
- Nie krępuj się jak coś, to mieszkanie zawsze jest otwarte na gości. No, tych z dobrymi intencjami przynajmniej - dodała po krótkim zawahaniu. Część okien wychodziło na sam początek Nokturnu. A to sprawiało, że kamienica nie była najbezpieczniejszym miejscem. A jednak Vior kochała to miejsce.
The Healing Light
some superheroes
wear a white coat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przystojny, wysoki (180 centymetrów wzrostu), trochę wychudzony uzdrowiciel o łagodnym usposobieniu. Nieśmiały, trochę za cichy, ale bardzo sympatyczny. Widać po nim od razu, że zdecydowanie za dużo czasu spędza w zaciszu swojej pracowni alchemicznej, ale pomimo kilku dziwactw wplecionych tu i ówdzie, wzbudza sympatię i szacunek. W pracy nosi szpitalny fartuch. Poza pracą również ubiera się w jasne kolory.

Cedric Lupin
#4
02.09.2024, 22:34  ✶  
Nigdy nie lubił wieczornego wychodzenia na miasto i często odmawiał znajomych, których znał od lat, a jednak zgodził się, gdy zaprosiła go Vior. Dlaczego? Dość trudne pytanie, na które ciężko byłoby znaleźć odpowiedź. W końcu znali się raczej przelotnie, jakikolwiek kontakt utrzymując jeszcze w szkole, od której czasów minęło kilka dobrych lat. Nie łączyły ich żadne bliższe relacje, a jednak postanowił zrezygnować dla niej z nabijania w pracy kolejnych nadgodzin. Czemu?
W godzinach poprzedzających ten felerny wieczór powtarzał sobie to pytanie wielokrotnie. Kilkukrotnie chciał nawet do niej napisać i się z tego wymigać, ale ostatecznie przyszedł. Przyszedł i dał się jej oczarować. Sukienka, w której postanowiła się pojawić, po prostu odjęła mu mowę i całkowicie zbiła z tropu. Jeśli wcześniej się stresował, to teraz po prostu panikował. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że ten wieczór nie może się udać. Byli niczym ogień i woda. Pochodzili z dwóch absolutnie różnych światów i niemożliwe było, żeby udało im się dogadać. Prawda?
Myślał tak do momentu, gdy w końcu udało im się nieco dłużej porozmawiać. W Mungu zaimponowała mu tą pewnością siebie oraz absolutnym brakiem hamulców, gdy chodziło o wyrażanie własnego zdania. W teorii to on był tam lekarzem, ale skończyło się na tym, że Vior prawiła mu kazania na temat złego stylu życia. Był wtedy szczerze przerażony, ale jednocześnie... onieśmielony? Nigdy by się do tego nie przyznał, a spytany po prostu by zaprzeczył, ale właśnie w ten sposób zyskała jego uwagę. Oczywiście była też cholernie ładna i wprawiała go tym w niemałe skrępowanie, ale to jej charakter był tym, co zapamiętał najbardziej. Zaraz obok tego brzucha, który uciekł jej spod koszulki w jego gabinecie.
Szedł niczym na ścięcie, a ostatecznie wieczór okazał się jednym z najlepszych w jego życiu. Dziewczyna rozkręciła go na tyle mocno, że w końcu przemógł się do alkoholu, chociaż... Równie dobrze winę za to mógł ponosić stres, który męczył go przez kilka ostatnich dni. Zakładał wszystko, ale nie to, że będzie się dobrze bawił. Tak po prostu.
Zazwyczaj czuł się cholernie nudnym, pozbawionym wyrazu lekarzem, ale przy niej w jakiś magiczny sposób czuł się zauważony i doceniony. Opowiadał historie, które innych nużyły, a u niej wywoływały śmiech. Naprawdę polubił ten dźwięk. Tak samo jak jej uśmiech. I wszystko inne.
Ostatecznie ich wspólny wypad okazał się wyjątkowo udanym i przyjemnym sukcesem, chyba. Trzeźwy Cedric zapewne miałby obiekcje względem pewnych zachowań, ale ten bardziej wyluzowany chciał się po prostu dobrze bawić. Taniec w jego przypadku był raczej rzadkością, ale z Vior mógłby nie schodzić z parkietu. Pierwszy raz rozumiał, dlaczego ludzie tak bardzo to lubili.
No i były pocałunki. W normalnych warunkach nigdy by sobie na to nie pozwolił, ale naprawdę ciężko było powiedzieć "nie" tym oczom. Pierwszy raz całował się w otoczeniu tylu świadków, ale nawet nie zwracał na to uwagi. Liczyła się tylko ona oraz ta chwila. Chciał, żeby nigdy się nie kończyła, ale czasu oszukać nie mogli. Wciąż jednak był to najlepszy wieczór w jego życiu i miał cholernie dużą nadzieję na to, że uda im się to powtórzyć. Jeśli życie innych ludzi wyglądało w taki sposób, naprawdę żałował, że nie spróbował wcześniej.
Nie chciał przerywać tej chwili, wracać do domu. Dlatego ją odprowadził, a potem wszedł do środka. Nie przejmował się już tym, co mu wypada, a co nie. Bo czemu miał się przejmować czymkolwiek, gdy miał obok siebie kogoś takiego jak ona?
Zdawać by się mogło, że komuś w końcu udało się przedrzeć przez tę twardą skorupę, którą osłaniał się przed życiem tak naprawdę od zawsze. Vior z niebywałą wręcz łatwością przeniknęła przez wszelkie bariery i osłony, pokazując mu zupełnie nowy świat.
Niestety nie przewidzieli jednego. Tego, że z racji na spożyty alkohol pamięć Cedrica może okazać się zawodna. Nawet bardzo.
Siedząc przy tym stole, gorączkowo próbował sobie przypomnieć wszystko, co wydarzyło się w tym barze, ale było to niezwykle trudne. Nie nawykłszy do picia większych ilości procentów, mierzył się właśnie z chyba pierwszym kacem w swoim życiu. Już kilka sekund myślenia sprawiało, że chciał zwinąć się w kłębek i umrzeć, ale strach był mocniejszy niż ból głowy.
Ze strzępków wydarzeń przypomniał sobie, że trochę pili i rozmawiali. Ogółem wspomnienia wieczoru były raczej pozytywne. Kojarzył nawet coś o tym, że poszli tańczyć, ale co było dalej? Obudził się w jej łóżku. W dodatku jego koszulę nosiła właśnie Vior. Czy oni...?
Na szczęście Vior postanowiła wyrwać go z tego gorączkowgo chaosu, przynosząc tym samym nieco ulgi. Naprawdę lubił słuchać jej głosu.
— Ja... ugh, poproszę — wyrzucił, z niemałym trudem artykułując kolejne słowa. Zapowiadało się na to, że dłuższa rozmowa nie będzie szczególnie prosta, w czym zresztą nie pomagała sama Vior. Jego umysł działał z pewnym opóźnieniem, także kolejne rumieńce pojawił się kilka sekund po tym, jak kobieta odsłoniła swoje nogi. Był tym na tyle zaaferowany, że kompletnie zapomniał o fakcie, że sam siedział w połowie goły. Co gorsza, naprawdę ciężko było mu oderwać od niej wzrok, a gdy w końcu się udało, wlepił spojrzenie w podłogę. Tam nie było niczego, co mogło sprawić, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi.
— Kawa pomoże? — wyburczał cicho, niepewnie podnosząc głos. Gdy mimowolnie zetknął się z jej odsłoniętymi nogami, głowa szybko poderwała się w górę. Policzki i uszy nieco piekły, ale ból głowy uniemożliwił mu przesadną panikę. — Ja raczej nie piję alkoholu. Wczoraj... chyba przesadziłem — uczucia męki i zawstydzenia tworzyły w nim zaskakująco dziwną kombinację.
— Z chęcią wezmę tę wodę. I kawę. Co do jedzenia... chyba nie dam rady. — Tak w zasadzie to na samą myśl o spożyciu posiłku, zawartość jego żołądka wędrowała ku górze.
Gdy przygotowywała kawę, starał się skleić wspomnienia wczorajszej nocy w sensowną całość, ale wciąż brakowało mu kilku kluczowych elementów. Z jednej strony chciał o to spytać, ale na samą myśl robił się blady niczym kreda. Nie było opcji na to, że wyskoczy z pytaniem, czy się przespali. Przynajmniej nie wprost.
— To miłe, dziękuję — zaczął, nalewając sobie kawy. W pierwszej chwili chciał sięgnąć po cukier, ale miał dziwne przeczucie, że nie skończy się to zbyt dobrze. Upił kilka łyków, po czym zaczął powoli rozmasowywać skronie, których pulsacja nie dawała mu spokoju. — Mam nadzieję, że nie robiłem za dużo problemów? — rzucił nagle. Po głosie dało się wyczuć, że się wstydzi. — W sensie, w nocy. Powinienem był spać na podłodze — ostatecznie nie był w stanie zejść bliżej tematu, ale miał nadzieję, że kobieta wyłapie, o co może mu chodzić.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cedric Lupin (2003), Viorica Zamfir (1180)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa