24.10.2025, 02:54 ✶
noc w Regent’s Park
Oparłem się o chłodny, chropowaty murek, czując, jak wilgoć z kamienia powoli przechodzi przez materiał mojego płaszcza. Powietrze miało w sobie ten, typowy dla nowego Londynu, specyficzny ciężar - mieszaninę dymu, kurzu i ledwo wyczuwalnej mżawki, która potrafiła przykleić się do skóry, jak nieprzyjemne wspomnienie, którego nie dało się z siebie zmyć. Papieros żarzył się w moich palcach, maleńka pomarańczowa iskra pulsowała w rytm myśli wypełniających mi głowę - zbyt szybkich, zbyt głośnych.Patrzyłem na park po drugiej stronie ulicy - był pusty, ciemny. Latarnie dawały tylko tyle światła, żeby było wiadomo, jak mało go jest. W środku, za żeliwną bramą majaczyły kształty drzew, nieruchome. Czasem coś zaszeleściło w krzakach, ale to mógł być tylko wiatr. Albo kot, albo… Cokolwiek, naprawdę.
Zaciągnąłem się głęboko, dym szczypał mnie w spieczone gardło. Udawałem, że to mnie uspokaja, to tylko papieros, a nie wymówka, żeby nie musieć wracać, nie musieć mówić, słuchać, ani tłumaczyć. Wypuściłem szarą chmurę z ust prawie w tym samym momencie, gdy poczułem, jak mięśnie karku napinają mi się same z siebie. Coś było nie tak. Niby nic się nie działo, a jednak…
Odwróciłem głowę w bok, powoli - tak, jak robił to ktoś, kto nie chciał wyglądać, jakby się czegoś spodziewał, ale się spodziewałem. W półmroku chodnika coś się poruszyło… Albo mi się tylko wydawało. Zastygłem w pół ruchu, z papierosem uniesionym na wysokość ust.
Ktoś szedł.
!Strach przed imieniem
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)