• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja Horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[12/10/72, Prawa Czasu] kiss & ride

[12/10/72, Prawa Czasu] kiss & ride
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#1
04.03.2026, 20:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2026, 20:40 przez Peregrinus Trelawney.)  

Prawa Czasu przed szóstą rano



Miał sen, a w swoim śnie szedł i szedł bez końca, i przeszedł kilka nieskończoności, nim w końcu się obudził. W swoim łóżku. Kilka razy sprawdził, czy na pewno w swoim łóżku i czy na pewno się obudził.
Sen o schodzeniu pod ziemię, pod ruiny, skłonił Peregrinusa do przeorganizowaniu bagażu i dopakowania kilku rzeczy. Rozpalił w nim jednak jednocześnie więcej palącej ciekawości niż niepokoju; tej przeklętej ciekawości, która jako jedna z niewielu ciągot potrafiła nakłonić go do wyjścia ze strefy komfortu.
Zanim udał się na miejce wycieczkowej zbiórki, odwiedził jeszcze Prawa Czasu. Przed poprzednim swoim wyjazdem, tym do Windermere, również zjawił się tu wczesną porą, jeszcze nim słońce zapowiedziało poranek. Wtedy przyszedł, ponieważ nie mógł spać i szukał zajęcia w pracy. Tym razem przyszedł do człowieka, nie do zajęć.
Nie zatrzymał się na dole, tylko wspiął od razu na piętro kamienicy, stąpając cicho, aby nie pobudzić domowników. Uchylił drzwi sypialni Vasilija. Mężczyzna spał jeszcze i dobrze, że spał. Peregrin nie miał serca go budzić, wiedząc, że — podobnie jak i on — ukochany miewa problemy z bezsennością. Przygotował mu wcześniej na taką ewentualność wyjca, który wbrew nazwie wcale nie wył, a wygłaszał głosem Peregrinusa krótkie słowa na do widzenia, życzenia miłego weekendu i tak dalej. Wróż zostawił go teraz na stoliku nocnym i… musieli mu sprzedać wadliwego, ponieważ wyjec otworzył się niespodziewanie i wśród ciszy śpiącej kamienicy zaczął mówić: Hej, nie chciałem cię budzić…
Spanikowany Trelawney od razu rzucił się rozpraszać zaklętą kopertę:

Rzut O 1d100 - 78
Sukces!


... co nawet udało mu się, ale zdaje się, że nie dość szybko.


źródło?
objawiono mi to we śnie
god (self-diagnosed)
shitposting comes to me
in divine visions
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, rektor
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#2
04.03.2026, 21:57  ✶  
Albo nie spodziewał się, że ktokolwiek tutaj przyjdzie, albo nie przejmował się już pozorami – tyle można było powiedzieć po butelce ginu stojącej na stoliku nocnym obok pustej szklanki ze śladem zwilżonych pomadą ust.

Nie, Dolohov nie miał problemów z alkoholem, które zmuszałby jego bliskich do zastanawiania się nad jego stanem zdrowia, ale wyraźnie pił wtedy, kiedy przytłaczał go jakiś ciężar i nie ułatwiał mu zaśnięcia. Tak też musiało być i tym razem, a zresztą… W ogóle nie wyglądał, jakby spało mu się dobrze. Niby powieki miał zamknięte, ale oddychał niespokojnie, a oczy obracały mu się w te i we wte, jakby czegoś szukał – albo doglądał tego czegoś w zaświatach. Pewnie i w tym stanie szkoda było go budzić, bo niezwykle czysty miał umysł, jak na tak silną percepcję skupioną na rzeczach niedostrzegalnych do innych i nawet najgorsza forma odpoczynku pomagała temu stanowi rzeczy się utrzymać, ale… cóż, to nie był sen głęboki i prysł jak bańka mydlana, kiedy wizja skończyła się, rzucając mu ledwie ochłap zdarzenia, którego ani trochę nie rozmiał.

Pierwszy ruchem, jaki wykonał było poniesienie się do siadu. Prawą ręką wsparł się z tyłu, a głowę pochylił, oglądając Peregrinusa (szybko dostrzeżonego mimo ciemności – bo był obiektem w ruchu) zza woalki grubych rzęs i czystej, nieułożonej jeszcze grzywki. Przesunął wzrok na zegar wiszący na ścianie, później znów na wieszcza siłującego się z kopertą. Jego mina nie wyrażała zbyt wiele, ewidentnie nie dobudził się jeszcze i połowicznie tkwił wciąż tam, gdzie wędrował w śnie.

Mijały sekundy, a on wciąż nic nie mówił, chociaż mowa ciała wskazywała na to, że chciał się odezwać.

– Myślałem – powiedział cicho, powstrzymując ziewnięcie – że o tej godzinie będziesz już w drodze. – Zmrużył oczy, badawczo przyglądając się twarzy Peregrinusa, a przynajmniej temu co mógł w niej dostrzec bez światła. On sam, wciąż częściowo nieobecny, wydawał się nad czymś głęboko zastanawiać. Nie pomyślał nawet o złapaniu go za rękę czy rozejrzeniu się wokół. Potarł palcami rozgrzaną twarz, utwierdzając samego siebie w przekonaniu o prawdziwości tego co widzi. – Śniłeś mi się właśnie. A może raczej twoja podróż.


with all due respect, which is none
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#3
06.03.2026, 19:17  ✶  
Zauważył po drodze niecodzienną obecność butelki ginu. Przeszło mu zrazu przez myśl, aby się zaoferować z tym, że zrezygnuje z wyjazdu, że może nie powinien, że zostanie z nim. Skarcił sam się za to — Vakel nie był jego podopiecznym, aby go miał Trelawney w głowie sprawdzać do uzależnionego od sobie człowieka pozbawionego mocy zadbania o siebie. Nadto już widać Peregrinus przesiąkł niezdrowymi odruchami wyrobionymi w opiece nad matką, przez którą długo, ofiarnie rezygnował z własnych spraw — lecz był tego odruchu świadom.
Spostrzegł od razu przebudzenie Dolohova — spodziewał się tego w końcu, skoro odezwał się przeklęty wyjec. Poczucie winy i zmieszanie wpłynęły na niewyspaną, szarawą wśród ciemności twarz wróżbity.
— Właśnie zbierałem się, aby dołączyć do reszty — westchnął, wciąż dociśnięty wyrzutem wynikłym z niezręcznego potknięcia. Przed szóstą to, na marginesie, każda godzina po wpół do w moim słowniku, więc nawet się nie spóźni. — To… miał być miły gest, ale dopadła mnie złośliwość rzeczy martwych. Wybacz. — Zmiął kopertę w rękach i schował ją do wewnętrznej kieszeni cienkiej kurtki, która poręczniej niż płaszcz miała się potem zmieścić w bagażu. Trelawney spojrzał pytająco na butelkę, ale nie skomentował jej w żaden sposób, pozostawiając otwarte pole do tego, czy Dolohov zechce otworzyć temat.
Choć kusiło go, nie wykonał żadnego gestu w stronę mężczyzny. Z powodu bardzo prozaicznego — był już w ubraniu wierzchnim, w którym nie chciał naruszać czystej przestrzeni łóżka.
— Śniłem się — powtórzył półgłosem w głębokim namyśle, choć wydawał się mało zaskoczony, nawet jak na jasnowidza. — Nie tobie jednemu. Ja też miałem sen, a tuż przed wyjściem dotarł do mnie list od jeszcze jednego znajomego jasnowidza — gładko ukrył za tymi słowy nazwisko Mulcibera, o którym wiedział, że Vakel nie darzy go sympatią — on także śnił tę podróż. Widziałem Eremitę, odmłodzonego, zaprowadził mnie w ruiny. W Lamezia Terme są pozostałości dawnego klasztoru, w którym funkcjonowała niewielka szkoła magii. Zdaje się, że to z tym może się wiązać mój sen. — Zawahał się, czy dodawać kolejne słowa. A jednak nasuwały się same: — Pójdę tam od razu po zameldowaniu. Jak zapewne się spodziewasz. Co widziałeś?


źródło?
objawiono mi to we śnie
god (self-diagnosed)
shitposting comes to me
in divine visions
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, rektor
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#4
08.03.2026, 14:17  ✶  
To byłoby zabawne w głowie Dolohova – zbieranie się do wyjazdu z jego sypialni, chociaż dzisiaj nie spali razem – ale wciąż tkwił gdzieś na pograniczu wybudzenia i nawet zimna ręka przesuwająca palcami po zmęczonych oczach nie pomagała wyrwać się z tego stanu tak szybko jak by tego chciał. Jego ciało było gotowe do przeciągnięcia się i flegmatycznego sięgnięcia po paczkę papierosów mającego rozpocząć poranny rytuał wstawania, a nie zastanawiania się nad tym, czemu u licha Peregrinus wyglądał, jakby zbił ulubiony wazon swojej matki. Nic się tu przecież nie wydarzyło, a gdyby to nie był prawdziwy Peregrinus, tylko znowu jakaś zmora nawiedzająca budynek, powątpiewał aby udało jej się naśladować młodszego wieszcza z taką dokładnością.

Na nieme pytanie dotyczące alkoholu nawet nie odpowiedział – machnął jedynie ręką, że to nic ważnego i wydawał się w tym geście szczery. A później zaśmiał się głupkowato, przymykając oczy. Nie przerwał mu mimo wyraźnego rozbawienia i powoli docierającego do niego komizmu sprzed kilku sekund. Tak, zaryzykowałby stwierdzenie, że niektóre zachowania Trelawneya były nie do podrobienia.

– Ktoś, kto cię nie zna pomyślałby pewnie, że próbujesz wzbudzić moją zazdrość. – Tak naprawdę to ktoś, kto nie znał ich obojga. Bo pomijając to, że Peregrinus unikał takich zaczepek, Dolohov nie po to spędził czterdzieści lat życia na samouwielbieniu, żeby zwątpić w siebie akurat teraz i dopuścić do dyskusji myśl, że ktokolwiek śmiałby go w ten sposób zdradzić. Zwyczajnie łatwo wyłapywał w wypowiedziach wszelakie błędy umożliwiające mu zmiażdżenie oponenta. Nie dało się tego tak po prostu wyłączyć, nawet kiedy po drugiej stronie stołu siedziała osoba śniąca ci się nie tylko w snach proroczych. – Nie wydaje mi się – powiedział przez ziewnięcie, powoli wyciągając nogi spod pierzyny i opuszczając je na podłogę – żeby to była jakaś ważna wskazówka, bardziej moment, w którym dociera do ciebie, że to o to chodziło. – Wreszcie wstał, zrównując ich spojrzenia i zaczesując włosy na bok. Przypominał teraz bardziej siebie z okładek gazet, ale do idealnego podobieństwa brakowało wciąż pół tuzina kosmetyków. – Próbowałem cię złapać, ale nie mogłem. Dane mi było jedynie wsłuchać się we fragment wypowiedzi o tym, że sedno tkwi w powrocie, a później ziemia pod twoimi stopami się rozstąpiła i kobiecy chichot zagłuszył mi cokolwiek mówił ten twój nieudany wyjec. – Kontynuując wypowiedź odwrócił się do Peregrinusa plecami, zajęty krótkim spacerem do toaletki, z której wyciągnął maleńkie opakowanie prezentowe. – Chciałem dać ci to po powrocie, ale skoro mnoży mi się konkurencja... – Zbliżył się do niego, wyciągając z pudełeczka srebrny łańcuszek z zawieszką przedstawiającą księżyc w sierpie. Widoczna część tarczy księżyca wyglądała na kosztowną w swoich detalach przy tak miniaturowym rozmiarze, a reszta koła, wykonana z bursztynu, miała zapewne zdaniem Dolohova komplementować zwykle noszone przez niego akcesoria. Zapinanie mu tego teraz na szyi było pewnie głupiutkie, z czego wieszcz dobrze zdawał sobie sprawę, ale i tak zrobił to, mocno demaskując się w tym, jak ciężko znosił u swoich partnerów rzeczy, które nie orbitowały wokół niego samego. Cóż z tego, iż rozumiał ich sens i na nie pozwalał? Że nie był tyranem ani nie więził tu nikogo, a nawet postrzegał chwile rozłąki za zdrowe? Można przecież było żyć z czymś w zgodzie nawet jeżeli czasami drapało cię w gardle i musiałeś zapić to szklaneczką ginu.

Może to i lepiej, że dał mu to teraz? Gest był gwarancją bezpieczeństwa przedmiotu – teraz na pewno nie zje tego w nocy.

Nie dał mu przejrzeć się w lustrze. Cały czas stał naprzeciw i złapał nawet za materiał jesiennej kurtki, przesuwając nim pomiędzy opuszkami palców i myśląc nad czymś.

– Może gdybym dostał odrobinę motywacji, przypomniałbym sobie więcej szczegółów albo dokładny cytat. – Oczywistym było, że powie mu go tak czy siak. Zresztą, już do tego dążył, nie próżnując w wykorzystaniu – jak myślał – sekund zanim Trelawney stąd wyjdzie. Opuścił mu kołnierz, po pierwsze żeby ukryć tenże łańcuszek pod ubraniami, ale po drugie – żeby pocałować bok odsłoniętej szyi raz za razem, wędrując ustami w kierunku ucha. Zdecydowanie się już rozbudził, narzucając scenie gwałtowny rytm samym swoim jestestwem – niektórym ludziom z łatwością przychodziło robienie tego, czego chcieli i Dolohov był jednym z nich, nie ograniczając się nawet w chwili, kiedy przekazywał mu szeptem dokładną treść przepowiedni.


with all due respect, which is none
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#5
11.05.2026, 21:01  ✶  
Peregrinus stłukł coś gorszego niż ulubiony wazon matki — stłukł kruchy sen swojego partnera. Półprzytomne przewracanie się z boku na bok, godziny potrzebne na zaśnięcie, wpływające na organizm eliksiry — sam znał frustrację bezsenności i obciążenie wynikające z chronicznego zmęczenia po serii zrujnowanych nocy. Nie chciał Dolohovowi psuć całego dnia. Jakże winić Peregrina za to, że poczuł się winny takiego występku!
Żadnej zazdrości wzmianka o innym jasnowidzu nie miała rzecz jasna wywołać, nawet o tym Trelawney nie pomyślał. Natężenie występowania incydentów proroczych uznawał za warty wzięcia pod uwagę parametr, gdy analizował określony problem badawczy, a z ruin w Lamezia Terme zdążył już taki uczynić. Że Vakel śnił o nim, tego Peregrinus się w zupełności spodziewał, lecz Alexander Mulciber…?
— Prawdopodobnie o to chodzi. — Czarodziej zgodził się z teorią Dolohova, który zasugerował, że wizja to jedynie wskazówka co do momentu, na który powinien uważać. — Wiem też teraz, za czym się tam rozglądać… może wręcz zbyt natrętną. — Podrapał się po karku z miną, jakby teraz dopiero go na czymś przyłapano. Już nie miał złudzeń, że temat ruin i rozstępującej się pod nimi ziemi zdominuje jego wyjazd, na który przecież miał dość różnorodne plany… a od momentu przebudzenia myśleć mógł już tylko o jednym.
Nie spuszczał wzroku z Vasilija, gdy ten skierował się do toaletki. Lubił oglądać go takiego niepoukładanego. Nie aby uważał zrobionego Vakela Dolohova, wieszcza i badacza, za personę fałszywą czy nieautentyczną. Wiedział, że była to naturalna druga skóra Vakela — ba, kto wie, być może pierwsza skóra. Momenty takie jednak jak ten teraz w sypialni były dostępne tylko dla niego. Ich wyjątkowość narzucała się sama.
Nie spodziewał się prezentów — były w jego głowie od zawsze zarezerwowane na okazje, a do jego urodzin została jeszcze chwila. Mile się więc zaskoczył podarunkiem i pozwolił go zapiąć na swojej szyi. Każdy czarodziej był chyba nieco przesądny, więc i Peregrinus spojrzał na ten łańcuszek po części jako na szczęśliwy amulet — przypomnienie, dokąd wraca, jeśli powrót z przygody rzeczywiście miałby przysporzyć problemów.
— Dziękuję. — Wziął księżyc między palce i uniósł go tak, żeby mógł na niego dokładnie spojrzeć chociaż w ten sposób, skoro nie miał dostępu do lustra. Ledwie usta Dolohova powędrowały po jego szyi, wzbudzając przyjemny dreszcz, przestał już zupełnie myśleć o zwierciadłach i toaletkach. — Jeszcze chwila i to ja będę potrzebował szukać motywacji, żeby stąd wyjść — mruknął cicho.
Mimo ograniczonego czasu, wysłuchał cierpliwie szczegółów przepowiedni. Gdy zaś Vakel skończył mówić, Trelawney skinął krótko głową na znak, że nic mu nie umknęło, po czym odwrócił się tak, aby sięgnąć wieszczych ust i złożyć na nich pocałunek na pożegnanie przed tym krótkim rozstaniem.

@Vakel Dolohov


źródło?
objawiono mi to we śnie
god (self-diagnosed)
shitposting comes to me
in divine visions
wiek
41
sława
VII
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
celebryta, rektor
Celebryta; Jedno z najbardziej znanych nazwisk Londynu. Nosi się w drogich ubraniach w gwieździste wzory, a jego ulubiony kolor to niebieski (najczęściej w ciemnych tonach, przeszywany złotą lub srebrną, błyszczącą nicią). Jest bardzo wysoki, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i jest przy tym bardzo chudy, wręcz wychudzony. Zawsze przepięknie pachnie - nie wychodzi z domu bez spryskania się drogimi, męskimi pachnidłami. Czaruje słowem - wie jak mówić, aby docierać do ludzi.

Vakel Dolohov
#6
17.05.2026, 11:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.05.2026, 13:20 przez Vakel Dolohov.)  
Po jego minie widać było, że wcale nie obraziłby się, gdyby Peregrinus wybrał poranne zbliżenie zamiast trzydniowego wyjazdu do Włoch. Nie domagał się tego, bo koszmarnie to było samolubne, a jednocześnie na próżno spodziewać się zmian w jego myśleniu – bo któż niby byłby w stanie wypuścić Peregrinusa spomiędzy swoich palców? Nie wiedział. Jedynym, czego w tej relacji był pewnym, to swojego wielkiego, nieoczekiwanego szczęścia, które w oczach świata musiało jawić się jako moralna katastrofa i świadectwo upadku najbardziej znanego wieszcza Wielkiej Brytanii. Kiedyś mogą rozszarpać go za to wilki, ale na wszechświat i wszystkie jego zagadki, jego ojciec nie miał racji – nie dało się z tego wyleczyć. Prędzej umrze, niż zrezygnuje z euforii zalewającej go za każdym razem, kiedy ich usta się stykały. Jeśli czyniło go to złym człowiekiem, niech będzie.

Pocałował go jeszcze raz, przesuwając palcami po materiale przysłaniającym jego brzuch, ale zaraz po tym odsunął się delikatnie. Nawet najsłodsze chwile musiały mieć swój koniec. Gdyby nie potrafił z nich rezygnować i uczynił swoje życie wiecznym poszukiwaniem przyjemności, to by tu dzisiaj nie stali.

– Idź, Peregrinusie – powiedział spokojnie, z oczywistą nutą rozbawienia w głosie – zanim mnie poniesie. Już wybrałeś dni urlopowe – a on, chociaż jeszcze nie chciał o tym myśleć, musiał szykować się do kolejnego spotkania z potencjalnym sponsorem jego najnowszego przedsięwzięcia.

Uwolniwszy go z własnego uścisku, raz jeszcze przeczesał palcami swoje włosy, próbując doprowadzić je... Może nie do idealnego ładu, bo to przecież nie było możliwe bez kosmetyków, ale przynajmniej jakiejś znośnej wersji nie utrudniającej mu spoglądania na drugiego z wieszczy. Jak szybko można było uzależnić się od cudzej obecności? Mająca dzielić ich odległość wydawała się Dolohovowi nienaturalna. Codzienność bez Trelawneya nie była do końca codziennością. Dziwiło go w tym tylko, że analizując długość wyjazdu nie przeczuwał niczego złego. Mając na uwadze jego dotychczasowe doświadczenia miłosne, było to jakimś powiewem świeżości – brak lęku o to, że ktoś nie wróci było czymś dobrym, ale nie potrafił tych sytuacji nie porównywać, próbując dostrzec gdzie dokładnie narysowano pomiędzy nimi różnicę. Zakochał się przecież kiedyś do bólu i kiedy ten drugi znikał mu z pola widzenia, spędzając czas z innymi, Dolohov dostawał białej gorączki. Teraz? Słyszał o tym kuzynostwie, o przyjaciółkach, o wyjazdach i nie czuł się wcale gorszy ani wybrakowany, nie musiał tłumić narastającej chęci wydłubanie oczu każdemu, kto rościł sobie prawo do posiadania jego człowieka, skoro ten czas mu się nie należał. Nie przywykł do czucia się tak bezpiecznie, ani do bycia rozumianym na tak głębokim poziomie.

Czy to była prawdziwa miłość? Czy poprzednia była fikcją? Albo pomylił zazdrość z zakochaniem i palącą potrzebę wejścia w czyjąś skórę zinterpretował jako coś dobrego przez stale tlący się w tym wszystkim żar, albo to co trwało pomiędzy nim i jego asystentem wcale tym samym nie było. Jak więc miał to kategoryzować? Jego serce mogłoby napisać poemat na temat oczu, w które się wpatrywał, a duszą zbliżył się do niego tak bardzo jak tylko mógł.

Nie.

Odpędził te myśli, przypominając sobie co sam powiedział Peregrinusowi ostatnim razem. Dobry był z niego oszust, ale nie kłamał wtedy przed sobą ani przed nim.

Najwyraźniej pożądanie przybierało różne formy.

– Będziemy mieć na siebie jeszcze dużo czasu w przyszłości. – A teraz mogło mu go zabraknąć i nic nie przypominało o tym, że należało się pospieszyć bardziej, niż mający obsesję na punkcie jego upływu jasnowidz.

Koniec sesji


with all due respect, which is none
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Peregrinus Trelawney (1046), Vakel Dolohov (1597)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa