• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[Jesień 72, 18.09 Rejwach | Keyleth i pan Woody] Różowa kupa

[Jesień 72, 18.09 Rejwach | Keyleth i pan Woody] Różowa kupa
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#1
24.06.2026, 12:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2026, 13:52 przez Keyleth Nico Yako.)  
18.09

Rudowłosa dziewoja stała się bardzo szybko elementem krajobrazu Rejwachowego. Nico rotowała zazwyczaj między Aseną a Lewisem, w naturalny sposób pomagając w czym popadnie, tak długo jak nie wymagało to wyjścia na ulicę, bo wtedy wiadomo, że bez odpowiedniej twarzy nie warto było wychodzić. Była jak szczur (fretka konkretnie) wyciągnięta ze śmietnika, która odkryła, że nie musi kraść, żeby jeść, ani włóczyć się gdzie popadnie, żeby znaleźć kątem kawałek podłogi do spania.

Była bardzo wdzięcznym szczurem, oczywiście tak długo jak nie egzorcyzmowała progów między pomieszczeniami, bo ktoś ośmielił się nadepnąć na mieszkające tam duchy.

Objęła też opieką również piwniczne szczury, których futerka zaczęły wyglądać nieco lepiej niż wcześniej. No i wszędzie łaziła ze swoim różowym pufkiem, który pasował do okolicy jak świni pasowało siodło, ale cóż zrobić, kiedy Key była w nim absolutnie zakochana.

– Nie wiem… na prawdę nie mogę zdecydować się na imię…– trajkotała cicho każdemu kto chciał słuchać. – Chciałabym, żeby miał takie angielskie imię, takie dobrze brzmiące, bo to jest mój mały księciunio. George? William? Może Jonathan? – W ogóle nie dopuszczała do siebie myśli, że pufek mógłby być dziewczynką.

– Daj go lepiej Lewisowi, niech dorzuci do potrawki! – sarknął jeden z moczymordów salonowych, który jeszcze nie wiedział, że mała ruda wiedźma (wcale nie ruda, ale aktualnie ruda) ma swoje niecne sposoby na szybkie reagowanie na tego typu zaczepki.

Te szybkie sposoby nie zawsze wychodziły SZCZĘŚLIWIE niewiele osób tutaj na wyspach ogarniało koncept magii bezróżdżkowej, a ona jednak potrafiła być jako jeszcze tak niedawno kieszonkowiec aspirujący włamywacz całkiem dyskretna i oszczędna w gestach.

Zmróżyła tylko jadowicie zielone oczy…

– Jak możesz tak mówić o Księciu Johnie! Nie masz wyrzutów sumienia?! - syknęła, podbudowując swoje słowa implementacją bardzo dużej ilości wyrzutów sumienia dociążąjących pijackie serce.

Złodziej tożsamości III, Wiedza o przyrodzie II (opieka nad zwierzętami Rejwachowymi)
Bezróżdżkowa II, Zauroczenie ◉◉◉○○ na skruszenie pijackiego serca i zapłakanie nad losem, który chciał zgotować różowemu pufkowi.


Rzut Z 1d100 - 1
Krytyczna porażka



a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#2
01.07.2026, 08:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2026, 10:15 przez Woody Tarpaulin.)  
Nadeszły wyjątkowo mroczne, ciężkie czasy. W Rejwachu w ostatnim tygodniu spali ci, którzy nie mieli gdzie się podziać — teraz stopniowo zaczynali stawać na własne nogi, opuszczać zakamarki pubu, szukać czegoś własnego. Gulasz wciąż był w szalonej promocji, a i tak niektórzy za ten gulasz zadłużali się u Woody’ego Tarpaulina na zeszyt. Ów zeszyt wkrótce pochłonie ogień i dług za żadną kolację nie przetrwa. Mieli tu straszny bałagan, lecz starali się wszyscy, jak mogli. Ludzie chcieli im pomagać, przynosili dary dla ofiar, jakoś wszystko działało.
W sam środek tego bajzlu wpadła im nowa twarzyczka. Keyleth okazała się iskierką radości, która błyszczała w Rejwachu wyjątkowo jasno. Była to istotka i szczęśliwa, i pożyteczna. Cholera, tyle w niej było energii i nadziei.
Diabelnie staremu było przykro, że trafiła tu zupełnie sama i szukała niezidentyfikowanego ojca po obcym kraju. Chciał, żeby jej się to wszystko udało, ale zachowywał trzeźwy sceptycyzm. Nie wszyscy dzieciaka odnalezionego po latach brali w ramiona ze wzruszeniem. Niektórzy identyfikowali się wyłącznie jako dawcy spermy i niekoniecznie poczuwali się do dalszej odpowiedzialności. Co dopiero po dwudziestu latach. To była już, jakby nie patrzeć, dorosła kobieta. Z drugiej strony: jeśli rzeczywiście mieli szansę znaleźć owego ojca wśród Bonesów, to wielu tam było porządnych facetów, którzy by córki nie odprawili z niczym.
Ciężka sprawa. Pilnował się Tarp w kontaktach z Keyleth, bo nie chciał, żeby go polubiła nadto. Nie był głupi. Wiedział, że pogubiona i samotna młodzież często z desperacji czepia się kurczowo pierwszego, kto okaże nieco troski. Dziewczyna nie powinna zostawiać tu za dużo bagażu emocjonalnego, jeśli miała szansę iść dalej i zacząć zupełnie przyzwoite życie w lepszej części Londynu.
A jednak czasy były, jakie były: kurewsko trudne. Wszyscy potrzebowali wsparcia. I nie za kilka tygodni, gdy wreszcie przetrzepią drzewo genealogiczne Bonesów i wytypują kandydata na ojca; wsparcie było potrzebne tu i teraz. Woody miał miękkie serce — miękkie i skonfliktowane, ale starał się jak najlepiej znaleźć balans między zapewnieniem młodej bezpiecznego miejsca a nieuzależnieniem jej od tej dziury.
Miękkie serce, to i gęba sama się cieszyła, gdy Woody widział, jak podoba się Keyleth pufek przyniesiony z magicznej menażerii. Obserwował więc kątem oka zza lady barowej, jak radosna młoda ruda czarownica zajmuje się nowym pupilem w otoczeniu najgorszej maści wulgarnych pijaków. Słyszał wymianę między nią a jednym z regularnych bywalców; widział, jak poruszają się subtelnie sprytne rączki. Nie wiedział, co znaczyły jej gesty, lecz widział zmiany, jakie zaszły na twarzy klienta. Magia Keyleth musiała spleść się niewłaściwie.
Rozjuszyła klienta. Chłop rypnął kuflem o stolik, aż zadzwoniło, i wstał chwiejnie, przytrzymując się łapą blatu, i już otwierał japę, żeby Keyleth zbluzgać. Widząc to, Tarpaulin porzucił swoje stanowisko pracy i ruszył zdusić zadymę, zanim się rozhula. W paru długich krokach dotarł do stolika. Był od moczymordy wyższy, silniejszy i co najważniejsze: bardziej trzeźwy. Z łatwością usadził klienta z powrotem na krzesło i nacisnął ręką na jego ramię, żeby na pewno nie wstał drugi raz.
— Hola! — pohamował jego podsycone źle użytą magią zapędy. — Jak możesz tak mówić o Księciu Johnie, łajzo? — powtórzył pytanie, wykonując dyskretny ruch wyciągniętą zza pasa różdżką. Nie wyrzuty sumienia próbował w facecie wyeksponować, a skruchę wobec dziewczęcia.

// zauroczenie ◉◉◉◉○ — poprawiam urok po Keyleth
Rzut PO 1d100 - 77
Sukces!

Nie powinienem tego robić, ale chuj. Choć może nawet i taka płytka refleksja nie przeszła Woody’emu przez głowę. Dziad uwielbiał podobne numery i dowcipy, a o etyce rzadko się w Rejwachu słuchało. Więcej Tarpaulinowi zależało na odzyskaniu honoru jego świeżej domownicy niż na rozważaniu, czy to moralne tak ludziom w głowach mieszać.
Podziałało.
Delikatne pchnięcie magii perswazji, którą Woody Tarpaulin władał tak biegle, a zgasł gniew pijaka. Skrucha na jego twarzy miała w sobie coś z czystej emocji dziecięcej, niepasującej do zniszczonej wiekiem i alkoholem twarzy. Tłuk wiedział, że przeskrobał.
— Nie wiem, c-co we mnie wstąpiło — wymamrotał bełkotliwie, patrząc przepraszająco na rudowłosą czarownicę. — Jak mogłem? Książę John w zupie? Ja przepraszam. Ja naprawdę nie wiem.

!Trauma Ognia


piw0 to moje paliwo
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
01.07.2026, 10:16  ✶  
Jeżeli znajdujesz się w pomieszczeniu, jego ściany pokrywają się pajęczyną pęknięć, z których sączy się żar. Czy to kolejna klątwa Voldemorta? Ogień w tych szczelinach syczy, tryskają z nich iskry. Dopiero po zamknięciu oczu na kilkadziesiąt sekund i kilku głębokich wdechach dociera do ciebie, że to omamy.
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#4
04.07.2026, 20:06  ✶  
Splatała zaklęcia splatała, wierząc, że duchy sprawnie zawładnęłyby sercem mężczyzny a ten przychylnie spojrzałby na nią i jej księcia z bajki. Bo gdyby wierzyć jej matce szamace, świeć jej gwiazdo młodej trzpiotce nad głową, to właśnie duchy wprawiały magię w ruch, przekonane słodką perswazją maga o czystym sercu, lub też grozem pały czanroksiężnika o sercu z kamienia, ale wystarczająco złowrogim spojrzeniu. Szkoła, odległa afrykańska szkoła uczyła inaczej, ale umysł dziecięcia od maleńkości nasiąkał "starą szkołą" matki, w której ni jak nie było wiedzy akademickiej, a dużo zabobonu tym bardziej orientalnego, że pochodzącego z Czarnej Ziemi.

Splot nie poddał się woli rudowłosej czarownicy, więcej - jej własne serce dociążył żalem za grzechy niekoniecznie popełnione. Intensywne uczucie zmiotło ją z planszy gwałtowne magią, do której tak chętnie sięgała, a która ku jej rozpaczy NIE CHCIAŁA DZIAŁAĆ.

To była jej wina, to było pewne ponad wszelką miarę. Zagniewała duchy i one teraz już w ogóle nie chciały jej słuchać. Nie ważne że Keyleth mogła z powodzeniem zmieniać swoją twarz, czy miniaturyzować się i porastać futrem. To było coś naturalnego. Mogła podawać machnięciem dłoni Lewisowi miski i kubki z drugiego końca kuchni, uwijała się jak mała mrówka na rozkazy Aseny.

Ale teraz duchy się na nią obraziły, a ona czuła głęboki żal. Tak głęboki i tak mokry, że aż rude włosy zaczęły jej się kręcić, swoją konsystencją przypominając raczej charakterystyczne loczki dla zupełnie innej głowy. Głośno pociągnęła nosem, bo smarki zaczęły jej zalewać czerwoną od wtłoczonych w siebie emocji. Gdyby nie Pan Woody, na pewno coś by się stało pufencjoninuszowi.

Szukała jego spojrzenia, chciała przeprosić jego, chciała przeprosić duchy, chciała przeprosić cały świat. Ale pan Woody zdawał się bardzo nieobecny i bardzo zdenerwowany. Wszystko jej wina. Objęła pufka i przycisnęła do twarzy, nieintencjonalnie wycierając w niego własne smarki, po czym dokonała taktycznego odwrotu na zaplecze, przez kuchnię na zewnątrz do śmietników, a jasna twarz spłynęła jak niedopasowany makijaż. Zgarnęła ze sobą wór, by zapalić kadzidło i pomodlić się do przodków, ale wiedziała, że oni będą zdewastowani ilością wody, która z niej wylatywała. Duchy trzeba było umieć poskromić, a ona nawet nie umiała poskromić samej siebie. Opadła na błotnistą ziemię nie dbając o stan ubrań i spróbowała przeczekać.

Zaczęło padać.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#5
13.07.2026, 21:15  ✶  
Woody Tarpaulin potrafił być przerażający. Ta parszywa morda co do zasady nie wzbudzała sympatii, dopóki stary nie otworzył jadaczki i nie zaczął sypać swoimi żenującymi żarcikami. Było coś w jego oczach, przez co potrafił wydawać się odcięty od empatii i wrogi, pozbawiony skrupułu, gotów bez mrugnięcia okiem wyrządzić krzywdę. Czasami używał tego świadomie (na Nokturnie zawsze w cenie był bowiem strach przed połamanymi paluchami), a czasami był to tylko nieświadomy resting bitch face — i tak właśnie było tym razem.
Nie skumał, że stało się coś poważnego, co Keyleth wytrąciło z równowagi, bo takie burzliwe interakcje stanowiły jego chleb powszedni. Nawet go ubawiła ta sytuacja, szczególnie gdy agresor przybrał minę zbitego psa. Czarownica tymczasem uciekła, co Woody przyjął z pewnym zdziwieniem, ale w zasadzie bez niepokoju. Dobra, może się przestraszyła, to niech idzie wyszumi emocje, pozbiera się i pewno sama wróci. Nie chciał jej niepotrzebnie dociążać swoją obecnością, jeśli się rzeczywiście wzburzyła. Co by to dało, gdyby stary chłop siedział nad nią jak sęp?
— Żeby mi się nie powtórzyło. Dziewczyna jest ode mnie — pogroził jeszcze patałachowi na odchodne Tarpaulin, chamsko trzepnąwszy pijusa po plerach, aż się chłopaczyna żebrami na stole zatrzymał.
Woody wrócił za bar, gdzie już krążył jakiś klient. Gospodarz sprzedał mu piwa, zakręcił się chwilę, z kimś porozmawiał, kogoś zaczepił, gdy wtem zaczęło się dziać coś złego. Coś, do czego nie zdążył jeszcze przywyknąć — o ile kiedykolwiek miał móc powiedzieć, że przywykł do traumy po Spalonej Nocy.
Od tragedii minęło ledwie kilka dni. Spalenizna wciąż głęboko siedziała w nosach, popiół nie został do końca zamieciony z ulic. Ściany Rejwachu zaczęły pękać, rozstąpiły się tynki, a w powstałe żleby popłynął ogień. Syczały iskry, wszystko zaczynało się na nowo. Czarodziej stracił poczucie rzeczywistości. Do jego umysłu występnie zakradł się lęk. W desperackim odruchu mężczyzna wtargnął na kuchnię, zawołał na kogoś, kogokolwiek, żeby go zastąpił.
Pajęczyny pęknięć dopadły go i tutaj, lecz tutaj mógł pozwolić sobie na zamknięcie oczu, na przeczekanie wzbierającej paniki.
Rzeczy powoli wracały do normy. Ogień zgasł.
— Kurwa mać — wypluł gniewnie.
Świadkiem jego słabości była tylko pusta kuchnia. Tym razem. Kurwa, tym razem. Cholera wie, co będzie następnym.
Wkurwiony zabrał pierwszą lepszą flaszkę wódki. Był żałosny. Nawet nie wykrzywiło mu mordy, gdy gulnął palącego łyka. Wyglądał żałośnie: od Spalonej Nocy nieogolony, z obandażowaną ufloganym opatrunkiem ręką i teraz, kurwa, musiał chlać, żeby mu się łapy przestały trząść. Nie pierwszy raz w ostatnich dniach przepisywał sobie to lekarstwo.
Mógłby zrobić tyle więcej dobrego, gdyby każdego ranka nie leżał rozjebany na kacu w swoim barłogu na poddaszu, tylko wstał i działał dla prawdziwie pokrzywdzonych ludzi, których zgniotła tragedia.
Potrzebował się przewietrzyć. Wyszedł na tyły, w deszczowy wieczór. W świetle padającym z kuchni przez otwarte drzwi spostrzegł, że nie jest tu sam.
— Key? — wycharczał zdziwiony i zaraz odchrząknął, aby choć trochę oczyścić zachrypnięty głos. — Co ty tu jeszcze robisz? Ogłupiałaś, dziewczyno? Do środka, ale już, a nie mi tu będziesz, panno, mokła. — Teraz nie brzmiał wcale groźnie. Karcił ją zupełnie dobrodusznie.


piw0 to moje paliwo
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#6
27.07.2026, 16:58  ✶  
Zaklęcia, które wybuchają w twarz - czy to może kończyć się dobrze? W świecie Keyleth wszystko było niekończącą się energią przepływającą od duszy do duszy, a wilgoć tylko wzmagała ten transfer. Teraz zbeczana, rozmoczona, bała się, że nawiedzi ją jakaś inna energia, chociaż ta którą się obdarzyła w trakcie jakże spektakularnej porażki była absolutnie wystarczająca.

W ferworze emocji nie połączyła tych małych kropek, by pokojarzyć swój stan z zaklęciem, na usprawiedliwienie dodajmy, że ten stan był nader intensywny. A teraz jeszcze jak pan Woody w całym swoim światłym autorytecie stanął w progu i na nią spojrzał, tym bardziej się skuliła, nie ogarniając, że nie przepędza jej na cztery wiatry tylko po prostu - do suchego środka.

– Nie powinnam księcia Oksymoorona wpuszać do sieni przepraszam – wybąkała z oczami utkwionymi w podłogę rejwachowego zaplecza, czując powoli jak miniony impas, staje się słusznie miniony. Jej płat czołowy otrzepnął się ze szlochającego stuporu i zaczął wewnętrznie ją ganić za to, że już ze wszystkich imion przewalających się tego wieczora Oksymooron jest najgorszy. Weszła do środka i tak stanęła nie wiedząc do końca co ze sobą zrobić. Do sieni z nokturnowymi pijakami nie chciała wracać, a jej buzia musiała się prezentować strasznie paskudnie. Może lepiej byłoby ją jakoś zmienić, dopasować, by wyglądała właściwie…

Kradzież tożsamości jako uniwersalny makijaż dla zasmarkanego nosa + Magia bezróżdżkowa jako uniwersalny sposób rzucania czarów dla kogoś kto nie ma pojęcia, że to jest trudne

Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#7
27.07.2026, 17:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.07.2026, 17:09 przez Keyleth Nico Yako.)  
Jej sylwetka nieznacznie wydłużyła się, a włosy choć pozostały długie uładziły i poczerniły. Wybielona skóra nabrała ostrości, usta ściągnęły w wyrazie głębokich rozterek wewnętrznych (nie aż tak głębokich, jakby się im lepiej przyjrzeć) i tylko oczy pozostały tak samo intensywnie zielone. Widziała tę twarz dzisiaj w ciągu dnia przez witrynę jednego z tych sklepów, gdzie lepiej było nie zaglądać. Wydawała jej się… adekwatna, nawet jeśli ktoś mógłby określić to ucieczką od siebie. Ona była zmianą, nie dało się uciec od tego, że wszystko płynęło, a tylko świat wkoło nie nadążał.

– Ja się chyba do tego nie nadaję. Tak, żeby pomagać Asenie w rozdawaniu napitków. Nie umiem rozmawiać z tymi ludźmi tam, albo… nie wiem… znaleźć dobrej twarzy. Zenek ma dobrą twarz. I dobrze mówi. I Asena też taka jest… tak się dobrze czuje, gdy oni warczą, to warczy bardziej. No i pan… Pan jest super. – stojący chłopak przyznał bez cienia zażenowania, spoglądając na wciąż wyższego od niego mężczyznę. – A ja jestem trochę jak ten puffek, jak tak sobie myślę. Tak no… w złym kolorze. Czy coś. – Nie podobały się jej te wnioski, ale przyszły same, przypływem zaklęcia, ale i też rozmyślań minionego tygodnia. Londyn był dziki i szalony, w połowie spalony przez grupę jakiś wariatów. Rejwach był jej domem, ale z wioski z której się wywodziła oczywistym było, że każdy musiał mieć jakieś swoje miejsce, takie najswojsze. A ona się kręciła jak gówno w przeręblu, każdemu pod nogami z mniejszym lub większym sensem - z przewagą tego pierwszego. Może cała interakcja była dość przypadkowa, ale duchy progów tego biednego miejsca wiedziały najlepiej jak bardzo jej potrzebowała.

a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#8
09.08.2026, 14:53  ✶  
Po zagonieniu dziewczyny do środka Tarpaulin stał jeszcze chwilę sam na zewnątrz, wpatrując się w ociekające deszczem śmietniki w ciemnym zaułku za Rejwachem. Wszystko było od Spalonej Nocy takie cholernie ciężkie. Potrzebował sekundy na oddech. Keyleth zapewne też się ona przydała.
Wreszcie wrócił do środka, zamykając na dobre drzwi zaplecza. Kuchnia była o tej porze nienaturalnie pusta, a dźwięki dochodzące z głównej sali stłumione. Byli sami. Woody był sam z obcym chłopem. Skubana — wymamrotał pod nosem Tarp, po czym odezwał się głośniej:
— Wiesz co, łaź sobie z księciem… — zorientował się, że książę puffek zmienił w międzyczasie imię, równie spontanicznie, jak zmieniała się sama jego opiekunka — chodź z nim, gdzie chcesz, tak długo, jak się nim dasz radę zaopiekować. Jest dobrze. Tylko się najadłaś nerwów, nie? — Szturchnął ją (jego?) pokrzepiająco w ramię.
Jako detektyw mentorujący od czasu do czasu młodszych, Clemens spotykał nieraz pozbawionych wiary w siebie kadetów, którzy chcieli rzucić służbę. Jako właściciel pubu na Nokturnie spotykał co chwilę młodzież, która chciała rzucić w ogóle wszystko w cholerę. Nie było to jego pierwsze rodeo z dzieciakiem, którego trzeba było pchnąć we właściwą stronę.
— Jesteś w swoim kolorze. Prawdę mówiąc, jesteś tyloma kolorami, że pewnie by nam brakło skali, gdybyśmy zaczęli katalogować — zaczął stary, opierając się ramieniem o najbliższy blat. Otaksował wzrokiem stojącego przed sobą młodzieńca z góry na dół, kiwając z uznaniem głową. — Takich jak ty, biorą na Brygadzie na tajniaków z pocałowaniem ręki. Pamiętasz, mówiłem ci to, jak żeśmy się poznali tamtej nocy i sobie pogadali. I ci powiedziałem też wtedy, że głupi bym był, gdybym cię im oddał, i przy swoim obstaję. No, na wakacje tu nie przyjechałaś. Skoro zostajesz z nami na czas nieokreślony, coś musisz robić, żeby na siebie zarobić. Nie ma sensu, żebyś się przebierała za Asenę, Zenona czy Lewisa. Ich już mamy. Ale wiesz, czego nam brakuje w Rejwachu? Oczu i uszu. Mnie tu każdy zna, resztę ekipy też. Jak przechodzimy między stołami, to od razu męty nabierają ostrożności w słowach. Ty możesz codziennie przebrać się za kogoś nowego, zupełnie przypadkowego i niepozornego. Podsłuchiwać ich sekrety, przynosić je do mnie. A ja już będę wiedział, jak je wykorzystać. Co powiesz? Chcesz usłyszeć szczegóły, panno Yako?


piw0 to moje paliwo
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#9
09.08.2026, 16:22  ✶  
To było szybkie.

Kości rozciągnęły się, włosy wyprostowały, cera wybielała, a potem nagle w toku rozmowy właściwie niemal od razu Keyleth znów stała się Keyleth, porzucając fasadę Nikołaja Niktowicza Blakowa. Trudne chwile wzmożone szalenie nieudanym czarem momentalnie poszły w niepamięć, a co zapadło to zdanie, które w sumie było wypowiedziane bardzo przy okazji przez pana Woody'ego. Nie musiała być Aseną i dawać napitki, ani Lewisem który świetnie gotuje, czy Zenonem pilnującym aby każdy gość czy pracownik zapominał o troskach dnia codziennego. Próbowała nimi być, skłamałaby że nie, szukając sobie roli w tej dziwnej wiosce. Jedyne co, to nie próbowała być jeszcze panem Woodym, ale nim się pewnie nie dałoby tak łatwo, bo pan Woody był jedyny w swoim rodzaju.

I jego pomysł był tak wspaniale doskonały!

– Czy to znaczy, że dostaje prace! Prace specjalną! Pracę tak specjalnie dla mnie!? – Tak bardzo się cieszyła. Jej poprzednia praca, taka najpoprzedniejsza, to było wtedy gdy umarła jej mama i ludzie oczekiwali, że ją zastąpi. I robiła to! Robiła najlepiej jak umiała, nosiła jej twarz dzień i noc, a każdy zdawał się za każdym razem tak przerażony i rozdygotany gdy stawała w progu swojego domu. Przegnali ją wtedy, bała się, że i teraz historia się powtórzy, nawet jeśli przecież już - zgodnie z umową - nie zakładała twarzy któregokolwiek z pracowników Rejwachu, no chyba że po to, żeby pójść gdzieś do Alei czy na Pokątną, bo czasami mieszkańcy Nokturnu łypali na nią okiem złowrogim, kiedy miała swoją buzie. Którąś ze swoich buź.

Tymczasem teraz och czy to nie było wspaniałe! Każdego dnia, każdej nocy być kimś zupełnie innym. I słuchać. To nie mogło być trudne. Nawet banalnie proste w sumie, odkryła już dawno, że ludzie rozsypują się bardzo szybko z największych sekretów, gdy tylko okazuje się, że ktoś ich tak po prostu słucha. Tak bez przerywania. To dało się zrobić! To by pasowało do tego co umie. Byłaby tajniakiem. Wspaniale!

Wypięła dumnie pierś.

– Będzie pan ze mnie zadowolony! Będę tym no, tajnym klientem tylko w drugą stronę. Tajnym pracownikiem! Wspaniale. Mogę też pójść do Hatfuwiwerna na przeszpiegi, niech tylko dobrze poznam, kto tam w zęby nie dostanie, bo lubię swoje zęby i podejrzewam, że tak łatwo nie odrastają. – Aby oddać sprawiedliwość trzeba dodać, że dalej wyglądała jak zmokła kurka, ale teraz była to bardzo zadowolona zmokła kurka. A potem zafrapowała się na moment. – Chyba będę musiała popracować trochę nad imionami. – Przyznała, dokonując na bieżąco w pierwszych minutach swojego oficjalnego pracowania ewaluacji dotychczasowych poczynań. – Czy muszę coś podpisać? – zapytała moment dalej, łapiąc się na nurt myśli i tym razem pytanie kierując prosto do Woody'ego, który mimowolnie siedział z nią na tym mentalnym spływie kajakowym.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#10
14.09.2026, 22:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.09.2026, 22:21 przez Woody Tarpaulin.)  
Keyleth na powrót stała się dziewczęciem, do którego widoku Woody już się przyzwyczaił. Ten kredowolicy facet to jakaś dziwna sprawa była. Jakoś gdy się Keyleth przebierała za inne kobiety… a nawet za fretkę… to się Woody'emu mniej dziwaczna wydawała ta cała rzecz ze zmiennokształtnością.
— Dostajesz pracę — potwierdził uroczyście czarodziej.
I nigdy jeszcze nie widział, żeby się kto tak cieszył, że idzie do roboty. No, przejdzie to Keyleth na pewno, jak się jej przeje temat. Jeszcze przyjdzie czas, że będzie marudzić.
Choć trzeba przyznać, że tyle, ile ją stary znał, to jeszcze nie widział, żeby Yako nie tryskała energią.

A gdyby Tarpaulin usłyszał, co też dziewucha wyczyniała w rodzinnych stronach poprzebierana za własną matkę, to by tu oczy wybałuszył, jak stoi. Na całe szczęście, tę ciekawostkę młoda zachowała dla siebie — na razie.
— Wszystko ci popokazuję, spokojna twoja rozczochrana głowa. Objaśnię ci, kogo i jak za jęzor ciągnąć. No, może nawet jutro by to zacząć. Tak próbnie, zobaczymy, jak se panienka poradzi. — Stary zmrużył oczy, drapiąc się po karku. — Wszystko powolutku. Przygotujemy ci pełne dossier osobowości. Imiona, twarze, wszystko dopilnujemy. Moja w tym głowa. Ty się nic nie martw.
Bo Woody to się jak mało kto znał na lokalnych rzezimieszkach. Już miał z tyłu głowy kilka niecnych projekcików, a dumał przecież o tej świeżo udostępnionej gamie oszustw ledwie od paru minut.
— Podpisać? Eee, tam, będziesz się przejmować. Na uścisk ręki na razie — zapewnił, wyciągając do dziewczyny grabę — a potem się zobaczy, jakąś tam umowę spiszemy, czy coś tego.
To to wcale takie pewne nie było. Czy ktoś w Rejwachu miał w ogóle uregulowany stosunek pracy? Pytanie ciekawe, niejednoznaczne, być może z haczykiem. Coś, nad czym powinniśmy się pochylić. My… Departament Skarbu… być może? Ach, ależ nie. Nikt by w tych skromnych progach nigdy nie okłamał Ministerstwa! … no bo, ludzie kochani, jak on by ją miał niby zgłosić, gdyby chciał być uczciwy? Stanowisko pracy: szpicel?

Koniec sesji


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Keyleth Nico Yako (1636), Pan Losu (47), Woody Tarpaulin (1824)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa