— Leviathanie. — Peregrinus dopadł go zdyszany gdzieś pomiędzy uwijającymi się wokół miejsca zdarzenia służbami. Cichy, spokojny badacz był nietypowo dla siebie wzburzony i nerwowy. — Napijmy się. — W oczach wróżbity błyszczało szaleństwo, po jego skroni spływał poszarpany płat rybich łusek, pomiędzy czarnymi włosami błyszczały resztki zgniłych ciał zwierzęco-ludzkich. Mężczyzna cuchniał niemiłosiernie. — Będę dziś pierwszy musiał skorzystać z prysznica — zgłosił rzeczowo, lecz zorientował się, że Leviathan również nie wyglądał dobrze. — O ile nie masz nic przeciwko — zreflektował zmieszany.
Wokół nich rozwijała się akcja Włoskiego Ministerstwa, lecz trudno było Peregrinusowi za tym nadążyć. Tego wieczora nie miał głowy interesować się funkcjonowaniem służb ani śledztwem. Właściwie to czuł się, jakby po kilku opętaniach z rzędu nie miał już głowy w ogóle.
Trelawney w niezręcznej ciszy patrzył chwilę na Rowle'a, nie wiedząc, co mówiło się po podobnych przejściach, gdy wtem coś zapiszczało i poruszyło się w torbie wróża, przypominając o swojej obecności. Jasnowidz spojrzał na nią skonsternowany i po chwili dopiero zorientował się, co było w środku.
Odrzucił klapę torby, rozpiął zamek i zdumiony wyciągnął spomiędzy swoich rzeczy stworzenie.
— Weź to, proszę, bo ja nie mam pojęcia, co z tym zrobić. — Bez chwili namysłu złożył na dłoni smoka futrzane zwierzątko, które popiskiwało i wierzgało małymi łapkami. Wielkością przypominało kreta, choć ciało wydawało się zbyt wydłużone, a przednie łapy dziwnie podobne do ludzkich dłoni o bladych palcach zakończonych pazurkami. — Próbowało nas zabić.
Posiadało kciuk przeciwstawny.
objawiono mi to we śnie