• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy

[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy
miss goodman
rage, maybe rage would lift me up, make me stand, make me walk—
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (177 centymetrów) i niekształtna; wąska talia, niemalże płaska klatka piersiowa, szerokie ramiona oraz krzywe, bocianowate nogi zaskarbiły jej w szkolnych latach niechlubne przezwisko - oset. Jej miodowe włosy, jeśli nie potargane, upięte są w niedbały kok, zaś spojrzenie błękitnych oczu kryje w sobie zmęczenie. Poza tym nosi się elegancko, choć mało kobieco, lubując się w idealnie skrojonych garniturach.

Severine Crouch
#91
27.07.2024, 08:35  ✶  
Staję za Isaacem i podsłuchuję jego historii

Odchodząc od stołu do pokera, przypomniała sobie o drinku, który zamówiła. Pośpiesznie więc wróciła po niego i upiła odrobinę (aby w trakcie przenoszenia go nie uronić ani kropli), zostawiając przy tym czerwony odcisk ust na szklance. Do głównej sali wróciła więc sama i natychmiast skierowała się w stronę Isaaca oraz Basilliusa. Zdawało jej się, że gdzieś mignęła jej kuzynka Eden, ale nie była pewna, czy jej się nie przewidziało, zatem wolała się zatrzymać przy swoim dotychczasowym towarzystwie. Uśmiechnęła się do uzdrowiciela ponad ramieniem historyka i puściła do niego oczko, prosząc go niemo, aby nie zdradzał jeszcze jej obecności. Słuchając ciekawej, ale jakże przerażającej historii Bagshota, popijała więc swojego drinka i o mało się nie zakrztusiła, kiedy nazwał mężczyznę Basilkiem. Na pewno nie łączyło ich... coś więcej?

Trigger Warning: fantazje o przemocy, trochę obrzydliwe (Odkryj)
— Nie wiem, jak doktor Prewett, ale ja z ogromną przyjemnością wzięłabym w czymś takim udział — odezwała się wreszcie, sygnalizując tym samym Isaacowi, że przez cały czas stała za nim i przysłuchiwała się opowiadanej przez niego historii. Tym, czego nie wypowiedziała na głos, było pragnienie znalezienia się przy jednym stole z Alexandrem Mulciberem, a najlepiej, żeby ten odpadł w pierwszej rundzie. W przypływie wielkoduszności wybaczyłaby mu nawet, gdyby poplamił jej białą marynarkę krwią zmieszaną z kawałkami mózgu. Zakładając, że cokolwiek tam posiadał. — To znaczy, jako obserwator.

Odstawiła pustą już szklankę na najbliższy blat (nie zważając, czy był to stół, pianino, czy taca przechodzącego obok kelnera), a potem sięgnęła do torebki i wyjęła z niej papierośnicę zdobioną roślinnymi motywami.

— Poratujesz ogniem? — zapytała Isaaca, kiedy cienki długi papieros znalazł się pomiędzy jej równie cienkimi i długimi palcami.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#92
27.07.2024, 12:44  ✶  
Wraca z balkonu, stoi pod ścianą z Eden, sącząc wino i obserwując salon

Sztorm miał to do siebie, że przychodził i odchodził, wzbudzał zamęt, niósł śmierć, a potem nagle cisza pośród morskiej toni zdawała się nienaturalną oczywistością, jakby biały szkwał nigdy nie pożerał łapczywie swoich ofiar. U gruntu, wewnątrz oceanu woda była niezmiennie spokojna, a gniew i zazdrość, która szarpnęła duszą Anthony'ego przy stole pokerowym, odeszła teraz w niepamięć, wraz z wypalonym papierosem i rozmową przeprowadzoną z Urlette. Kobieta ciekawiła go, chociaż nie w sposób, jaki pewnie by tego oczekiwała. Traktował ją raczej jako ciekawy eksponat, pozytywkę, czy może katarynkę, która w swoim zepsuciu była trudna do wyłączenia. Spotkanie jednak było na tyle rozrywkowe i na tyle odwracające uwagę, że finalnie mógł spełnić prośbę Lorraine, finalnie mógł wziąć dwa kieliszki i jeden z nich wsunąć w długie palce Eden stając u jej boku i maczając samemu wargi w winie zaproponowanym tego wieczoru przez gospodynię całego przedsięwzięcia.

– Nie bawisz się dobrze. – Francuski wybrzmiał miękko, z bezbłędnym akcentem tak, jakby nie tylko wino, a sam Shafiq urodził się pośród krzewów obrastających prowansalskie południowe zbocza. On sam stwierdził, nie zapytał, nie patrzył na nią przy tym, ale razem z nią, obserwował ludzi, poszum rozmów, które przepływały przez uszy nie pozostawiając po sobie śladu głębszej myśli.  – Oddałaś żetony, rezygnujesz z gry do końca wieczoru, czy mogę zaoferować Ci pożyczkę? U mnie wyjdziesz na tym lepiej niż u tego lichwiarza. – Wskazał głową na stolik gryzipiórka, który był teraz nader popularną osobą. – Co sądzisz o Aryamanie? Warto inwestować w tę znajomość?– zapytał miękko, jakby już była jego doradcą, wciąż pozostając Atheną o przenikliwym umyśle, tą która wyskoczyła z głowy swojego ojca. Lepszy temat niż kanclerz leżący u progu apartamentu noszącego znajome im imię. Zdecydowanie lepszy.
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#93
27.07.2024, 15:33  ✶  
Podpieram ścianę z Anthonym.

Podziękowanie otrzymał w formie przelotnego uśmiechu i zadowolonego spojrzenia spod ciemnych rzęs; Eden oplotła długie palce wokół przyjemnie zimnego szkła, a delikatnym ruchem nadgarstka wprawiła wino w kolisty ruch. Choć uśmiech był nikły, naprawdę ucieszyła się na widok alkoholu, który sam wpadł w jej ręce - taki już miała nawyk w ekspresji, że obnażała zęby tylko wtedy, kiedy zamierzała kąsać.
Zatrzymała się, pierwotnie zamierzając upić łyk wina, gdyż dźwięk konspiracyjnego francuskiego zmroził ją nieznacznie. Nie wzdrygnęła się, ale to narzecze zbyt kojarzyło jej się z rodziną Lestrange, by mogła mieć je za zjadliwe. Po chwili zastygnięcia w ruchu, niczym posąg z lekko przechylonym kieliszkiem przytkniętym do ust, wreszcie wzięła solidny łyk, pozwalając Anthony'emu czekać na swoją odpowiedź.
Nie rozumiała, czemu rozpoczął rozmowę stwierdzając oczywistość.
- Z uśmiechem mi nie do twarzy - odparła beznamiętnie, również nie mając najmniejszych problemów komunikować się w tym języku. Wciskano ten francuski w Eden od małego, a ona od kołyski była nieznośną perfekcjonistką. Musiała być we wszystkim lepsza od swojego rodzeństwa, inaczej nie byłaby niczego warta. Inaczej by się przekręciła.
- Jestem ostatnią osobą, która w tym towarzystwie potrzebuje pożyczki - prychnęła, wyraźnie rozbawiona propozycją. Co następne, może Shafiq zaproponuje pożyczenie wody Posejdonowi? - Zrezygnowałam, aby dać szansę innym. Nie chcę okradać londyńskiej śmietanki na wszystkich frontach - zabrzmiało jak żart, poniekąd też nim było, ale przede wszystkim była to wymówka, która miała odwrócić uwagę od prawdziwego, niedorzecznego powodu. Eden nie chciała się dalej przekonywać, jak wielkie szczęście ma w kartach, bo sobie właśnie wmówiła, że w ten sposób utrzyma równowagę w swoim życiu uczuciowym. Nie była jeszcze gotowa na wygranie papierów rozwodowych.
- Jest w nim coś... niecodziennego - przyznała w kwestii Aryamana, nie mogąc ubrać w słowa dziwnego uczucia, które czuła, patrząc w oczy tego człowieka. Może tutaj leżały granice jej francuskiego, może po prostu nie wiedziała, co jest z Birlą nie tak. Jednak coś jej nie pasowało. - Zamieniłam z nim za mało słów, aby jednoznacznie ocenić. Jednak nie jestem pewna, o jakiej inwestycji rozmawiamy - co takiego twój znajomy ma do zaoferowania, oprócz rozrzutnego podejścia do hazardu i perlistego uśmiechu? - Eden zdawała sobie sprawę, że Anthony nie dobiera sobie do swych kręgów ludzi z ulicy, którzy nic sobą nie reprezentują. Coś musiało być wyjątkowego w Aryamanie z perspektywy Shafiqa, ale Lestrange jeszcze nie wiedziała co. Pewnie to była kwestia czasu, dłuższej analizy tego, co kryje się pod pozorami. Bo coś musiało się kryć; to środowisko zabijało szczerość.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#94
27.07.2024, 16:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.07.2024, 16:55 przez Basilius Prewett.)  
Rozmawiam z Isaaciem i Severine

Dobry humor Prewetta, spowodowany wygraną sprzed chwili, stał sie nieco mniej widoczny, gdy Isaac postanowił podzielić się z nim historyjką z Polski. Basilius spojrzał na niego z mieszaniną zaskoczenia, zmęczenia, jak i pewnego zmartwienia na twarzy, poważnie zastanawiając się, czy nie przyda mu się więcej alkoholu. Wątpił, czy inni goście mieli ochotę na słuchanie o rosyjskich roletkach, a chociaż Isaac mówił cicho, zawsze ktoś mógł niechcący podejść i akurat to usłyszeć. Nie wiedział jednak, czy bardziej się skrzywił na ten dramatyczny opis, czy nazywanie go Basilkiem. Nazywanie go Basilem? Przeżyje. Bazyliszkiem? Nie zabiłby za to tylko jednej osoby. Basilek? Isaac mógł być pewny, że teraz Prewett na pewno nie podzieli się z nim żadnymi żetonami.
– Isaacu może darujmy sobie opowiadanie takich historii dzisiaj? – zasugerował ostrożnie, zastanawiając się jak duże urazy psychiczne wyrządziła na Bagshocie Polska. Nie było to jednak dobre miejsce na tego typu rozmowy.
Widząc jak podchodzi do nich Severine, zgodnie z jej niemą prośbą, nie dał po sobie poznać, że ją zauważył. I najwyraźniej kolejna była safascynowaną rosyjską ruletką. Co się działo z tymi ludźmi?
– Obawiam się, że nie byłbym w stanie powstrzymać chęci tamowania krwawienia i jedynie zepsułbym wszystkim zabawę – powiedział dyplomatycznie, utrzymująć żartobliwy ton, kiedy tak naprawdę nie miał pojęcia, kto by się na to jakkolwiek zgodził. Nawet w roli obserwatora. Chyba tylko wariaci, którzy mieli już dosyć życia.
Gdy tak rozmawiali na przyjemne tematy, Basilius spróbował jeszcze wyłapać spojrzenie Lorien, tak by dać jej znać, że chętnie wymieniłby z nią parę słów, niekoniecznie w większej grupie.
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#95
27.07.2024, 17:03  ✶  
Isaac odwrócił się do Seweryny. Nie miał pojęcia, że za nim stała i dzięki temu wszystko słyszała. To nie była historia przeznaczona dla niej.
-A ja gdybym wiedział, to nie brałbym w tym udziału. Chciałem po prostu zagrać w karty. I Basilius nie jest moim sponsorem.-Przyznał, uśmiechając się do niej lekko. Przez myśl mu przeszło, czy dziewczyna mówiła poważnie i zdawała sobie sprawę, jaki wpływ na człowieka miały takie widoki. Nie drążył jednak tematu, nie chcąc nikogo umoralniać.
Panna Crouch wyglądał lepiej niż chwilę temu, co pozwoliło panu Bagshot'owi nieco się zrelaksować. Zawsze czuł się odpowiedzialny za ludzi których znał i chociaż minimalnie lubił. Ciężko mu było oduczyć się tego nawyku. Wyciągnął z kieszeni zapalniczkę i podpalił jej papierosa.
Zerknął na kolegę nieco zdziwiony jego dramatyczną reakcją. Opowiedział mu o tym, bo spodziewał się, że na medyku nie zrobi to ogromnego wrażenia. Wolał wymieniać się historiami i doświadczeniami z podobnych miejsc, zamiast chodzić z kąta w kąt, szeptać obgadując innych członków imprezy czy patrzeć krzywo z nad kieliszka czegoś mocnego. Z tego co już zdążył zauważyć, ludzie rozmawiali tutaj na najróżniejsze tematy. Jeśli chodziło o Basilka, to na pewno nazywał go już tak w szkole, ale mógł zapomnieć, że mężczyzna tego nie lubił. Nie widzieli się wiele lat i dopiero tak naprawdę odnawiali kontakty.
-Dobrze.- Skinął mu głową. Czy był tym zafascynowany lub chciał to powtórzyć? Bynajmniej.

Our Lady of Sorrows
and you don't seem the lying kind
a shame that I can read your mind
and all the things that I read there
candlelit smile that we both share
wiek
25
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wila
zawód
Infobrokerka, właścicielka zakładu pogrzebowego, pianistka
Spowita nimbem wyższości i aureolą sięgających niemal do ziemi srebrzystoblond włosów, Lorraine wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać Malfoy z krwi i kości. A jednak... Coś hipnotyzującego jest w jej czystym, wysokim głosie, w sposobie, w jaki intonuje słowa. Coś w pełnych gracji ruchach, w przenikliwym spojrzeniu jasnoniebieskich oczu, skrytych pod ciężkimi od niewyspania powiekami. Przedziwny czar półwili, który wyróżnia Lorraine z tłumu mimo raczej przeciętnej postury (1,67 m), długo nie pozwalając ludziom zapomnieć o jej uśmiechu. Wygląda na istotę słabą, wątłego zdrowia. W przeszłości, Lorraine zmagała się z zaburzeniami odżywania, przez co teraz cechuje ją nienaturalna wręcz kruchość. Chorobliwie chuda, kości zdają się niemal przebijać delikatną, bladą skórę. Uwagę zwracają zwłaszcza wydelikacone dłonie o długich, smukłych palcach, w których często obraca w zamyśleniu srebrny pierścionek z emblematem rodu Malfoy. Obyta towarzysko, zawsze wie, co powiedzieć, i jak się zachować. Bez względu na okoliczności dba o zachowanie nienagannej postawy. Ubiera się w otrzymane w spadku po bogatszych kuzynkach, klasyczne, mocno zabudowane suknie, na których wprawne oko dostrzeże ślady poprawek krawieckich. W naturze półwili leży przyciągać cudze spojrzenia, może dlatego Lorraine nosi się bardzo konserwatywnie, nigdy niemal nie odsłaniając ciała. Najczęściej spowita jest od stóp do głów w biel, choć chętnie stroi się również w odcienie zieleni i błękitu. Zawsze otula ją mgiełka ciężkich perfum, których nieznośnie wręcz słodki zapach służy tuszowaniu klejącej się do Lorraine mdłej woni śmierci.

Lorraine Malfoy
#96
27.07.2024, 17:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2025, 22:19 przez Lorraine Malfoy.)  
Podchodzę do Viorici, Urlett, Atreusa, Camille i Celine.


– Celine. – Wargi wiły wykrzywił szczery uśmiech. – Wybierasz muzykę jak Anthony wina. Liszt był doskonały – zapewniła z roziskrzonymi oczyma. – Czy uczynisz mi ten zaszczyt – o ile gospodyni nie będzie miała żadnych obiekcji – i zagrasz ze mną? Tylko koniecznie coś francuskiego, natchniesz to francuską duszą, do której ja mogę tylko tęsknić angielskim sercem. – Nie wstyd było przyznać do własnych braków, kiedy stało się obok osoby obdarzonej przez Matkę wyjątkowym talentem… I czymś więcej.

Delacour znani byli przecież z mieszania się z wiłami. 

– Lorraine Malfoy. Chyba nie miałyśmy przyjemności. – Zwróciła się do blondynki ze złotymi oczyma i niepokojącym uśmiechem oraz stojącej obok… kolejnej panny Delacour. Tak, znała Camille, ale nigdy nie zostały sobie oficjalnie przedstawione. Tak naprawdę, kobieta zdążyła jej mignąć kilkukrotnie w trakcie przyjęć dla śmietanki towarzyskiej, kojarzyła nawet jej imię, ale nie zamierzała rezygnować z typowej dla socjety gry pozorów. Zwłaszcza, że chciała wybadać, czy za urodziwym obliczem wciąż niezamężnej panny Delacour – która na brak adoratorów na pewno nie mogła narzekać – kryje się ten sam sekret, co za jej własną twarzą. Widziała przecież powłóczyste spojrzenia mężczyzn, które zatrzymywały się na osobie Camille na dłużej – z taką samą manierą z jaką odprowadzały Celine i samą Lorraine – widziała w jej ruchach hipnotyczny wdzięk, słyszała to w jej złośliwym tonie, choć ten nie licował z manipulanckimi wdziękami wil, które najpierw czarowały uległością, a dopiero potem, zwiódłszy ofiarę na pokuszenie, odsłaniały stal demonicznych szponów.

Ale Lorraine wcale to nie przeszkadzało. W jej słowach wciąż przebrzmiewało echo niewymuszenie uwodzicielskiej frywolności, a blask, który bił z oczu wiły odzianej w mieniącej się srebrem suknię z szafy kuzynki, porównywalny był tylko do wartości stosu galeonów zamkniętego w zgarniętych żetonach.

– Viorico, proszę, powiedz mi, że ograłaś wszystkich – zwróciła się kapryśnie do kobiety, która stała obok Atreusa. Bo jej towarzysza, oczywiście, kompletnie zignorowała.


Yes, I am a master
Little love caster
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#97
27.07.2024, 18:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.07.2024, 21:10 przez Alexander Mulciber.)  
Jestem z Lorien, “Robertem”, Sophie i podchodzi do nas kelner Matthias.

Wypuścił z palców wisiorek w tym samym momencie, w którym Lorien zasugerowała mu, że powinien przed nią klęknąć, obojętnie, bez słowa, gestem wyrażającym absolutny brak zainteresowania świecidełkiem.

Nie przerwał kontaktu wzrokowego z kobietą choćby na chwilę.

Pozwolił wybrzmieć jej słowom: smakował je powoli na języku, pozwolił im unieść się ponad stołem, jak smużastemu dymowi ulatującemu z papierosa, to zawsze była gra, tylko pieprzona gra, uspokoił się, wiedząc, że Lorien uderzyła w retaliatacji za jego własny cios, który był – musiał to przyznać – poniżej pasa.

Ukłoń się jeszcze niżej Mulciber.

– W twoich snach.

Był jak pies, przy którym ktoś rzucił słowo, którego nie lubił. Łagodny, niemalże przyjacielski ton i delikatny uśmiech w wydaniu Alexa były bardziej przerażające niż grymas niechęci, może dlatego, że tak rzadko gościły w jego twarzy i w głosie mężczyzny. Lorien znała go aż za dobrze. Znała też Ambrosię. Czy nie widać było, że tamta była jedyną – jedyną przed którą klękał? W świetle plotek, które wiatr rozwiał po wydarzeniach na Windermere, Alexander nie chciał by imię kobiety, którą kochał, padało w tym towarzystwie.

Zmarszczył brwi, patrząc na córkę Roberta – Sophie, poprawił się, ona ma na imię Sophie – obwieszoną ciężką biżuterią Lorien, która nie dość, że nie pasowała do jej kreacji, zdawała się dodatkowo przytłaczać dziewczynkę, wystarczająco już sprawiającą wrażenie nieśmiałej. Patrzył jak dziecko prostuje plecy, prężąc się dumie pod wzrokiem ojca, jak zapina misterną kolię na szyi – zmarszczył lekko brwi, obserwując tę poronioną metamorfozę, kątem oka zerkając na twarze Lorien i Roberta – czy oni robią to celowo, zaczął się zastanawiać wbrew sobie, czy naprawdę myślą, że jak ustroją ją w parę błyskotek, to magicznie nabierze ogłady…? Pomyślał o tym, jak często sam kpił z takich dziewcząt, jak zwodził naiwne, wysoko urodzone panny wychowane pod kloszem, niektóre z nich do cna zepsute – Loretta, przymknął na chwilę oczy, przerażony własną nienawiścią – niektóre do bólu wręcz niewinne, wszystkie zaś udawały przy nim kogoś, kim nie były, nie wiedząc, że potrafi od niechcenia przeczytać ich myśli.

Dziewczynki udające dorosłe kobiety.

Poczuł dziwny dyskomfort w piersi. Sophie wyglądała jak porzucona laleczka, z którą nikt nie chciał się bawić. Nawet rodzice wydawali się ją ignorować, do czego niechcący sam się przyczynił. Zrobiło mu się jej, po prostu, kurwa, żal.

Zignorował Roberta. Przynajmniej na razie.

– Sophie – zwrócił się do młodej pannicy, nagle ignorując kuzyna. Sophie, tak, nie zapomnij, że ona ma na imię Sophie. – Lubisz podróże? Chciałabyś gdzieś pojechać? Do Francji, czy gdzieś indziej?
Poczuł się jak jebany starzec, jak własny ojciec u progu śmierci, któremu obcy jest język młodych dziewczynek. Zaciągnął się papierosem, jego papierośnica dalej leżała na stole, czekając na decyzję dziewczyny.

– Wódka z… – rzucił w stronę kelnera – a przynajmniej tak mu się zdawało – ale kelner z uniżoną grzecznością zwrócił się w stronę Roberta i Lorien, zapraszając młodą kuzynkę do innego stolika.

Pierwszy raz typa na oczy widział.

– A kim ty w ogóle jesteś? – spytał krótko Alexander, obrzucając młodzieńca niechętnym spojrzeniem. Przeraźliwe ślepia jasnowidza przesunęły się po twarzy nieznajomego chłopaka z typową dla Mulcibera niechęcią.

na intencje gówniarza
Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 96
Sukces!


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#98
27.07.2024, 18:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.07.2024, 19:12 przez Bard Beedle.)  

Agnes nie zniknęła na długo. Jeśli ktokolwiek zwrócił na jej nieobecność uwagę, jeśli to kogokolwiek interesowało, to można było oszacować, że trwała ona maksymalnie kilkanaście minut. Może nieco więcej niż kwadrans. Nie zostawiła swoich gości samych na zbyt długi czas. Nie kazała im też zbyt długo czekać na zapowiedzianą niespodziankę. Wróciła, wchodząc do salonu od strony drzwi prowadzących na schody. W ręku trzymała sporych rozmiarów, kremową kopertę.

Przystanęła na moment, tuż przy drzwiach wejściowych, rozglądając się po wnętrzu. Wszyscy byli? Czy wszystko było gotowe? Wyglądało na to, że owszem. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Kiwnęła głową do samej siebie. A następnie ruszyła powoli w kierunku stoliku z alkoholem, przy którym w międzyczasie zgromadziło się sporo osób. W ogóle jej to nie zaskoczyło. Było to naprawdę... typowe.

Zatrzymując się w pobliżu tegoż zbiorowiska, chcąc sięgnąć po lampkę czerwonego wina, pozwoliła sobie położyć dłoń na ramieniu Atreusa. Drobny, zwyczajny gest. Stojąca za nim chęć przywitania się z krewnym zmarłego męża. Od jak dawna go znała?

- Ciesze się, że pojawiłeś się na przyjęciu. - odezwała się, nie decydując na dodanie czegoś więcej. Na lekki uścisk. Na ucałowanie w policzka. Po prostu położyła dłoń, którą już po chwili zabrała, uwagę przenosząc na Celine. Na Celine, która była jej potrzebna. - Za kilka minut będziesz mogła wrócić za fortepian, niech tylko przekaże wszystkim pewną... informacje. - poinformowała, pozostałych obdarzając natomiast uśmiechem. - Wybaczcie.

Jaka to była informacja? Tego Agnes zdradzać nie zamierzała. Po prostu odeszła, kierując się w stronę tego samego miejsca, z którego wcześniej wszystkich przywitała. Okolica stolików. Okolica fortepianu. Przy pomocy różdżki, raz i drugi uderzyła w lampkę wina. Odgłos, który dał wszystkim do zrozumienia, że powinni skupić się na niej. Następnie wzmocniła swój głos prostym zaklęciem.

- Moi drodzy. Wybaczcie, że zmusiłam was do przerwania zabawy, celem zanudzania kolejnymi przemowami. Obiecuje, że ta nie będzie długa. - na chwilę zamilkła, spoglądając po zebranych, upewniając się, iż wszyscy zwrócili na nią uwagę. Jako, że w części była wilą, podobnie jak Camille i Celine, potrafiła zadbać o odpowiednie ilości uwagi, które byłyby poświęcone jej osobie. W tym przypadku nie było inaczej. Z typową dla siebie wprawą, posłużyła się zdolnościami odziedziczonymi po babce. - Chciałabym z tego miejsca poruszyć pewną sprawę. Biorąc pod uwagę nastroje, jakie ostatnimi czasy panują w kraju, problemy z którymi mierzymy się wszyscy, to inicjatywa naprawdę warta uwagi. Prawdziwy akt odwagi. Nie każdego byłoby na takowy stać. - spojrzeniem odnalazła Alexandra Mulcibera, który znajdywał się całkiem blisko. Przy stolikach, razem z innymi członkami swojej rodziny. - Tego chłopaka... - zaśmiała się cicho, widząc jak nieadekwatne jest to określenie w stosunku do osoby, o której mówiła. - ...w zasadzie mężczyznę, znam od bardzo dawna. Jest trochę nieśmiały. Zdecydowanie zbyt cichy. Wydaje mi się, że brakuje mu trochę pewności siebie. Podejrzewam, że może nie być szczęśliwy, kiedy zaproszę go tutaj, do siebie. Ośmielmy go może brawami? - zasugerowała, samej odkładając na fortepian wino, kopertę, a także własną różdżkę. Następnie zaczęła klaskać, oczekując że inni pójdą w jej ślady. - Moi drodzy, przejdę wreszcie do sedna. Z tego miejsca chciałabym pogratulować Alexandrowi Mulciberowi inicjatywy, jaką jest organizacja charytatywna imienia Donalda Mulcibera, zajmująca się wspieraniem ofiar magirasizmu. Alexandrze? - pozwoliła zrobić sobie kilka kroków w kierunku mężczyzny. Zachęcić go do podejścia. Wygłoszenia krótkiej mowy. Odebrania drobnego prezentu, jaki przygotowała. O ile można było nazwać prezentem to, co kryło się w kopercie. - Zapraszam, kochany.

Cokolwiek w reakcji na jej słowa działo się teraz w salonie, Agnes nie zwracała na to większej uwagi. Skupiła się na Alexandrze. Na tym, aby odpowiednio nagrodzić go za inicjatywę. Okazać jej swoje wsparcie. Reszta była chwilowo zaledwie tłem. Tłem, które miało zostać zachęcone do podążenia w ślady pani Delacour.


Na odpisy czekam do środy, 9 rano. Kolejka nie obowiązuje, byle zachować jakiś sens.

Dodatkowo - Agnes posłużyła się przewagą ulubieniec tłumu. Jest w tym raczej subtelna, delikatna, z tego względu zakładam słaby sukces, czyli po prostu zwracacie na nią uwagę. Jeśli ktoś z was posiada oklumencje, może to oczywiście zignorować.

Intencje Matthiasa - po ustaleniu z graczem

Intencje Matthiasa? Tutaj ciężko było określić to w sposób jednoznaczny. Z jednej strony wyglądało na to, że czuł względem Sophie... jakąś sympatie? Natomiast z drugiej, tym co Alexander dostrzegł, były niewątpliwie łzy. Ta relacja miała przynieść córce jego kuzyna sporo bólu. Wiązać się z pewnym rozczarowaniem. Wszystko to miało bowiem zostać stworzone na kłamstwie. Już na tym kłamstwie było tworzone? Matthias coś ukrywał i nie był względem innych szczery. Tylko co to było? Przemowa Agnes nie pozwoliła Ci się na tym skupić i dojść do sedna.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#99
27.07.2024, 23:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.08.2024, 14:25 przez Anthony Shafiq.)  
z Eden blisko ściany
Prostuję się na czas wystąpienia gospodyni, z niedowierzaniem słuchając tych rewelacji. Trochę klaszcze, bez entuzjazmu.

Z uśmiechem, nie do twarzy, a jednak parsknęła i rozluźniła się nieco mówiąc o swoich złodziejskich zapędach. Anthony oczywiście mógłby zasugerować, że teraz zagraniczne portfele czekają na okradzenie, jego biuro zniosłoby kogoś, kto szerokim łukiem ominąłby staż i dostał się od razu na piętro, do biur dedykowanych specjalistom, którzy nie mieszali się z tymi pracującymi w głównej otwartej hali. Mógłby, ale tego nie zrobił, być może wbrew jej oczekiwaniom, bo sam doskonale wiedział, że na nic by się to nie zdało. Czasami najlepsze lobbowanie to takie, które w ogóle nie wybrzmiewało w słowach.

–Dobre tkaniny, kopalnie diamentów i dostęp do pewnej biblioteki, którą... – urwał swoją bajkę, gdy pojawiła się Agnes. Umilkł, wyprostował się, licząc na zapowiedź jakiegoś występu, dodatkowej rozrywki, może sceny baletowej, w końcu francuzi tak kochali balet. Zamiast akrobacji jednak, najwidoczniej czekał go występ kuglarski.

–Ty nie chcesz okradać i patrz... zaraz pięciu chętnych na to miejsce. – mruknął do blondynki, pozwalając sobie na niemrawe oklaski, bo wszyscy klaskali, za bardzo zwróciłby na siebie uwagę, gdyby tego nie robił. Twarz miał wystudiowanie zainteresowaną, neutralną, jak na spotkaniu nagle oficjalnym, gdzie bez względu na poziom bełkotu zagranicznego rozmówcy, trzeba było być profesjonalistą, który nie daje po sobie poznać jak wewnętrznie umiera. A mógł zapalić drugiego papierosa. Mógł być na balkonie i nie brać udziału w tej szopce. Mógł w końcu być w domu, zdrowieć. Ale wtedy byłby sam.

Na moment też wzrokiem uciekł do Lorien ciekaw jej reakcji, mając w pamięci jak wypominała mu bycie ojcem chrzestnym wiedźmy pół krwi, ciekaw jak ona teraz niesie krzyż swojego spowinowacenia z bardzo ekscentryczną - nawet jak na standardy czarodziei - rodziną.
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#100
28.07.2024, 00:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2024, 13:30 przez Eden Lestrange.)  
Krztuszę się donośnie przy Anthonym, ale wcześniej na moment nawiązuje jeszcze kontakt wzrokowy z Alexandrem. XD

Spodziewała się namawiania, choćby podprogowej sugestii, by skłoniła się ku poszerzeniu jego ministerialnego panteonu swoją obecnością. Czuła, że kolejna propozycja nastąpi prędzej czy później, skoro rozmowa właśnie kręciła się wokół inwestycji - Anthony z łatwością mógłby przeskoczyć z Aryamana do niej samej. Pewnie do niedawna by się jeszcze zgodziła bez większego zastanowienia, chcąc zabić jakąkolwiek krztę wolnego czasu nieustanną pracą. Kiedy całą uwagę pochłaniały rachunki, prognozy finansowe, dodawanie kolejnych punktów do niekończącej się listy zadań, nie miała okazji do zmartwień. Jednak teraz zaprosiła na nowo starych przyjaciół do swojego życia i jeśli nie chciała, by więzi ponownie rozpadły się w drobny mak, musiała zacząć poświęcać im należyty czas i uwagę. A to oznaczało zrezygnowanie z czegoś, choć sama jeszcze nie wiedziała, z czego powinna.

Agnes przyciągnęła uwagę Eden na tyle, że nawet nie zauważyła, że Shafiq przerwał swoje wyjaśnienia. Sprawa zagranicznych bogactw straciła na wadze w obliczu słów gospodyni; co było w zasadzie niebywale niedorzeczne, biorąc pod uwagę, że im więcej mówiła, tym bardziej Malfoy głupiała.
Nawiązała kontakt wzrokowy z gwoździem obecnego programu; spojrzenie, którym obdarzyła Alexa wyrażało więcej niż tysiąc słów, a jakimś dziwnym trafem żadne nie trafiło się pochlebne. Mulciber trochę nieśmiały? Zbyt cichy? On był co najwyżej nieśmiały jak ekspansja dżumy po Europie, a cichy jak rewolucja francuska. Od jakiej strony go znała Agnes, jakie narkotyki spożywał przed spotkaniami z nią? A może na starość Delacour już nie dowidzi, może pomyliła Mulciberów i teraz wesoło gaworzyła o którymś z bliźniaków?
Przytknęła do ust kieliszek, nie mogąc znieść peanów na cześć Alexandra na trzeźwo. Może i Anthony będzie ją musiał odprowadzać do domu, bo przez ogólne znieczulenie się nie będzie w stanie samodzielnie ruszać nogami, ale przynajmniej zapomni na chwilę o tym, co właśnie usłyszała. Alkohol przez moment przyjemnie płynął wzdłuż przełyku, kojąc nadchodzącą migrenę i zażenowanie.

Po czym Agnes przeszła do sedna, a Eden na wspomnienie ofiar magirasizmu odruchowo próbowała się zaśmiać paskudnie, w efekcie czego się winem zakrztusiła i łyk napoju poszedł jej prosto do nosa.

Wsparła się wolną dłonią o pobliską ścianę, a drugą ręką, w której dzierżyła kieliszek, próbowała wycelować w dłoń Shafiqa, aby ten szkło od niej odebrał - średnio widziała, co robi, bo głowę miała pochyloną w dół. Sama natomiast zaniosła się donośnym kaszlem, walcząc o każdy oddech, mierząc się z palącym bólem w górnych drogach oddechowych, które przeorał alkohol. Nawiązała spojrzenie z nadchodzącym Aryamanem, jakby w nadziei, że wezwie pomoc. Liczyła w duchu, że oklaski, które niesłusznie Alex zbierał, zagłuszą jej nietaktowne zakrztuszenie się.
Wiedziała, że znajomość z Mulciberem kiedyś doprowadzi ją do uszczerbku na zdrowiu, ale była przekonana, że na psychicznym. Czy to właśnie była ta niespodzianka, którą obiecała im Agnes?


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (5830), Anthony Shafiq (4945), Atreus Bulstrode (1987), Bard Beedle (16677), Basilius Prewett (2132), Celine Delacour (1746), Eden Lestrange (3031), Erik Longbottom (3452), Geraldine Greengrass-Yaxley (3264), Isaac Bagshot (2600), Lorien Mulciber (7154), Lorraine Malfoy (3824), Morpheus Longbottom (4164), Richard Mulciber (6509), Severine Crouch (1162), Sophie Mulciber (3384), Urlett Reykjavík (2677), Viorica Zamfir (3888)


Strony (17): « Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 17 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa