• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[07.06.72] Wspomnienia Blackwooda

[07.06.72] Wspomnienia Blackwooda
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#11
07.02.2024, 03:14  ✶  

Kiwnęła tylko głową, zgadzając się z wnioskiem Shafiqa, zajęta spisywaniem swoich obserwacji na papier, nie chcąc, by jej umknęły, przykryte kolejnymi nie własnymi doświadczeniami. I nie własnymi wnioskami.

– Biorąc pod uwagę, jaki Augustus wydaje się zarozumiały – była bliska tego, by powiedzieć, że inne osoby go takim przedstawiają, ale nie wiedziała, czy Leta miała świadomość wizji, jaka nawiedziła Ginewrę podczas badania starych pergaminów. Gdy zobaczyła wrzosowiska, Cassandrę i doświadczyła jej słowa na własne… uszy. – To pewnie chodzi o linię krwi, umiejętności i wszystko, co z tym związane – odpowiedziała Alethei, na moment tylko odwracając głowę za ramię, by spojrzeć na kobietę. Wtedy też uniosła brwi; duch to Markus? Porozmawianie z nim naprawdę wiele by ułatwiło, gdyby nie chował się po kątach. Może będą musieli pomyśleć o sposobie, w jaki sposób go wywabić… – Chwila – rzuciła, by szybko zapisać ostatnie słowa, jakie krążyły jej po głowie, po czym oddzieliła notatki grubą kreską, by zrobić sobie miejsce na kolejne przemyślenia. Była gotowa.


~*~

Ponowny proces zanurzenia się w myślodsiewni był równie dziwacznym zjawiskiem jak wcześniej, najwyraźniej Guinevere doświadczyła tego jeszcze zbyt mało razy, by zdążyć się przyzwyczaić. To było, jakby wchodziła do pozornie spokojnego morza, by jeden krok dalej natrafić na załamanie podłoża, które sprawia, że woda nie sięga ci już do kolan, a przykrywa cię całego. I nie masz się jak wydostać – możesz tylko… oddychać. I patrzeć na obrazy, których być może nigdy nie przyszłoby ci oglądać.

Ale sala, w której się znaleźli, była… znajoma. Uporządkowana, bez kościotrupów zaściełających podłogę, oświetlona płomieniami zaczarowanych świec i pozbawiona diabelskich sideł, ale to z pewnością była ta sama podziemna komnata. Filar znajdujący się pośrodku, mówił o tym dobitnie. Tak samo jak o pysze czarodzieja mówiła jego szata.

Gdy jednak znajoma kobieta pojawiła się w wejściu, Ginewra drgnęła, wyraźnie zmieszana i zdziwiona; otoczenie już nie zaprzątało jej głowy, tylko Cassandra. Pamiętała jej głos, jak delikatnie głaskał jej umysł, szarpał się, ostrzegając przed zmierzchem i niebezpieczeństwem. Jak szeptał jej wprost do ucha. Nie trwało długo, a wspomnienie zostało zalane nieprzeniknioną mgłą. Jak mleko, tak, że Ginewra nie widziała nawet końca swojej dłoni, a głosy przytłumione, jakby znalazły się w innym pomieszczeniu, za grubą ścianą. Rozmawiali – tylko to było pewne.

Choć… chyba jednak nie była to rozmowa. Biorąc pod uwagę, że Cassandra krwawiła – była to jakaś szarpanina. Złamane nadzieje. Bo filar teraz rozbryzgał.

Był aktywny.

Światło. Krew… Ginny czuła, że pobladła. Przepowiednia… I sposób na odzyskanie dawnej magii. Czyli… odpowiedzią naprawdę była nekromancja.

Gdy się wynurzyli, Egipcjanka wcale nie ruszyła tak szybko do swoich notatek. Tym razem to ona stała zamyślona.

– To była ona – powiedziała tylko, nie patrząc ani na Cathala, ani na Letę.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#12
09.02.2024, 23:38  ✶  
Albo nie tyle nie był godny, co najzwyczajniej w świecie przeliczył się z własnymi siłami i umiejętnościami. Słowem, był za cienki w uszach, a porwał się z motyką na słońce - i ostatecznie jego poczynania wyszły wszystkim bokiem. Nie dało się nie przypomnieć sobie tych wszystkich zmarłych w sali z filarem... Tak, zdecydowanie wyszły bokiem jak się patrzyło na ruiny wioski.
- Albo po prostu był kapuścianym głąbem - mruknęła jeszcze. Choć to akurat w zasadzie podpadało pod "nie był godny", jak się zastanowić. Zmarszczyła brwi, gdy Cal zwrócił uwagę na Marcusa. Może...? - Możesz mieć rację, ale musiałabym go jeszcze raz zobaczyć - stwierdziła dość ostrożnie. Zostawał jeszcze Augustus, ale już wzmiankę o nim, jak na razie przemilczała. Jak na razie...
Przytaknęła - co to w ogóle za pytanie, oczywiście że była gotowa i żadna opcja najzwyczajniej w świecie po prostu nie wchodziła w grę. I koniec, kropka.
Chociaż to nie tak, że to wspomnienie nie oberwało dość podejrzliwym spojrzeniem Crouch; jakby nie była pewna, czego się można po nim spodziewać?

Sala. Ta sama sala, która budziła fascynację Lety - chociaż nie, nie chodziło o pomieszczenie, tylko o filar. Setki lat temu... setki lat temu, tak dawno, że z tamtych czasów pozostały głównie szepty. I choć obrzuciła ją spojrzeniem, to... nie można powiedzieć, żeby założyła tylko ręce na piersi i jedynie oglądała. Nie. Co dokładnie pisał? Ciekawskość nie pozwoliła na niezbliżenie się i niespróbowanie zerknąć na pergamin; a nuż było to coś, co nie dotrwało do obecnych czasów i a nuż coś, co rzucało więcej światła na pewne sprawy...
... gorzej, że wspomnienie okazało się rzeczywiście być w pewien sposób zepsute; aż się odruchowo cofnęła (co i tak w niczym nie pomogło. Mgła znajdowała się wszędzie); przynajmniej ich nie pożarło, a jedynie "otrzymali" coś w rodzaju... białej plamy na mapie? Frustrującej i wedle wszelkich podejrzeń niemożliwej do odkrycia. O ile szło wywnioskować, o czym mniej więcej rozmawiali, to uch - szczegóły! Ale masz, babo, placek... I musisz grać takimi kartami, jakie się dostało. Ot, ni mniej, ni więcej.
Ale filar! Filar rozbłysł! Czyli... co Blackwood zrobił, żeby go "obudzić"? I nie, nawet niekoniecznie chodziło tu o sięgnięcie po tę moc (choć to też nie tak, że taka myśl w łepetynie nigdy nie powstała; tylko jednak co innego myśleć, a co innego przekuwać to w czyn), ale po prostu o zawodową ciekawość. Archeologiczno-nekromantyczną.
Krew na dłoni kobiety? Walczyła z Augustem? Zmusił ją do czegoś? Czy to ona stanowiła ten czynnik wyzwalający? W zasadzie niekoniecznie; raczej musiało być coś innego, skoro całe wieki później Leta widziała lśniący filar, ale... Na wszystkich bogów, JAK? Więc niedziwne, że zaraz potem spojrzała na nadprogramowe źródło światła, próbując go obejrzeć - obchodząc go przy tym - zanim ich wywali ze wspomnienia...

... i choć przeważnie była dość gadatliwa, to jednak potrzebowała chwili w milczeniu, żeby przetrawić całość, gdy ponownie znalazła się w cathalowym domu, z dłonią nad misą myślodsiewni.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#13
10.02.2024, 22:51  ✶  
Cathal też milczał.
Nie dlatego, że wspomnienie nim wstrząsnęło. Nie było w nim niczego, czego by się nie spodziewał – chociaż to też nie tak, że wiedział, co zobaczą. Znów pogrążył się po prostu w myślach, przetwarzając każdy szczegół zobaczonych obrazów, usłyszanej rozmowy. Każdy grymas, który pojawił się na twarzy Augustusa, każde drżenie w głosie Cassandry, każdy fragment komnaty, którą mogli dostrzec. Odezwał się po długiej chwili.
– Mogła zostać ranna przypadkiem albo próbując go powstrzymać przed jego uruchomieniem. Nekromancja niekoniecznie chyba wymaga krwi, ale… osobiście sądzę, że te filary mogą przewodzić energię. Ta zaś skądś musi się brać. Nawet jeżeli czerpałyby ją z jakichś linii magicznych czy starożytnych kamieni, potrzeba czegoś, co by je uruchomiło. Blackwood, moim zdaniem, zostawił to wspomnienie, by pochwalić się potomnym, że to on znalazł sposób, ale nie chciał się podzielić nim samym – stwierdził w końcu, po czym przesunął uważnym spojrzeniem jasnych oczu po twarzach obu kobiet, jakby czekał na ich uwagi, zaprzeczenia czy potwierdzenia. A potem sięgnął po fiolkę.
Tak, miewał skłonności do analizowania, ale nigdy nie był flegmatykiem. Teraz zaś chciał wiedzieć, co skrywa w sobie trzecie wspomnienie: jedno z tych dwóch, których w żaden sposób nie uszkodzono.
– Gotowe? – spytał, bardziej dla formalności niż po to, by naprawdę usłyszeć odpowiedź. A potem srebrne krople po raz trzeci wypełniły myślodsiewnię i Cathal pochylił się nad nią, znów zagłębiając się we wspomnieniach Augustusa Blackwooda.
*

Znaleźli się na placu w wiosce. Nocą, ciemną, burzową, tak że choć deszcz nie mógł sięgnąć żadnego z nich, widzieli niewiele – nie mogli przyjrzeć się ani budynkom, ani kilku sylwetkom, zgromadzonym na placyku. Jedna z nich uniosła różdżkę i wycelowała nią w górę, a z czubka tej wydostało się światło, niby błyskawica, która połączyła ziemię i niebo. W tym blasku, tak jasnym, że nieomal oślepiającym, mogli rozpoznać tego mężczyznę: Augustus Blackwood, trochę starszy niż w poprzednim wspomnieniu.
Światło nie wygasało. Wręcz przeciwnie, narastało w górze, a chmury rozpraszały się, ujawniając ciemne, nocne niebo, a gdy Augustus wreszcie opuścił różdżkę i ta przedziwna błyskawica znikła, noc stała się jasna, wypełniona blaskiem księżyca i gwiazd.
– Czyż to nie niezwykłe? – spytał Blackwood z triumfem. – Jestem teraz najpotężniejszym czarodziejem na świecie. A to… to moi synowie i bracia, dopiero początek.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#14
14.02.2024, 01:17  ✶  

– Przypadek… – mruknęła pod nosem. – Nie ma przypadków – powiedziała krótko acz stanowczo, nie mając zamiaru robić teraz wykładów na temat losu, przeznaczenia i tak dalej. Znała stanowisko bardzo dużej grupy czarodziejów – i mieli pełne prawo się mylić, nie planowała przekonywać nikogo, kto nie chciał dojrzeć prawdy. Układ przypadków, to było właśnie przeznaczenie. A czym był przypadek? Usprawiedliwieniem tego, czego ludzie nie byli w stanie zrozumieć. Każde zdarzenie czemuś służyło, każde było po coś, każde było dotknięciem losu, pstryczkiem w nos. – Patrzyłam na mapę z naniesionymi na nią filarami. Ktoś, kto je tam ustawił, był bardzo brecyzyjny, przeliczałam odległości, mierzyłam też ten filar na wrzosowisku. Starożytni byli piekielnie precyzyjni – może nie wyglądała, ale uwielbiała liczby. Na nekromancji jakoś dobrze się nie znała, więc mogła tylko wzruszyć ramionami, ale precyzja przy filarach plus sama symbolika, przynajmniej ją przekonywało, że ich obecność była wykalkulowana. Ktoś zadał sobie naprawdę wiele trudu, by te kamienie tam ustawić, w akurat ten sposób, w tym wzorze. Zgadzała się z tym, że kamienie potrzebowały jakiejś energii – to raczeni nie podlegało wątpliwości, jeśli zobaczyło się filary na żywo, a później w tym wspomnieniu – jak „zapłonął”. Efekt był jasny. Skutek? Dla nich, żyjących w 1972 roku, też był bardzo oczywisty. – Był nadęty. Wyglądał na takiego, co lubi się chwalić i być chwalonym – i być może sposób, w jaki odkrył, jak zasilić filar, był dla niego wstydliwy. Tak podejrzewała.

Była pewna, że tego wspomnienia tak łatwo nie zapomni, więc gdy Cathal wlał w myślodsiewnię kolejne wspomnienie, nie czekała. Notatki zrobi… później.


~*~

Krótko rozejrzała się po otoczeniu. Noc. Ciemność. Deszcz. Odruchowo chciała zmienić swoje oczy na kocie – ale nic się nie wydarzyło, wspomnienie nie stało się w żaden sposób ostrzejsze, bo osoba, do której należało, też nic nie widziała. Ta ciemność była za to idealnym podkładem pod całą resztę, która tamtej tajemniczej, burzowej nocy (burza nadal była konceptem dość nowym dla Ginewry), została rozświetlona przez błyskawicę, a w następstwie – rozmyta, rozpierzchnięta. Chmury uciekły, jakby nigdy ich nie było; ulotniły się jak kamfora, by ukazało się nad nimi niebo czyste i czarne, ale rozświetlane gwiazdami, które układały się w konstelacje… Matka kazała jej się ich uczyć, pamiętała co nieco, ale nigdy nie potrafiła na ich podstawie wyliczać różnych rzeczy, czy układać horoskopów.

Głos, odrobinę już znajomy, przeciął rozmyślania McGonagall. Czyż to nie niezwykłe? – zagrzmiało w tej nienaturalnej ciszy i nie był to kolejny grzmot burzy. Tak, to było niezwykłe. Ekstraordynaryjne. I jednocześnie odrobinę przerażające, chociaż w tym momencie, gdy była niemym świadkiem, było też fascynujące. Z taką łatwością rozgonił burzę… Ale taka moc nie mogła przyjść bez ceny.

Augustus w jednym miał rację: to faktycznie był dopiero początek. Początek końca.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#15
19.02.2024, 21:32  ✶  
Krew i filar – te dwe rzeczy jej w ostatecznym rozrachunku nie pasowały. Jeśli się zastanowić, to czy w ogóle było możliwe, żeby po tylu wiekach przelana wtedy krew miała jakiekolwiek znaczenie? Już dawno wyschła, pewnie obróciła się w pył, a co więcej: brakowało śladów aktywności, gdy stanęli z nim „oko w oko”. Tej samej aktywności, którą widzieli we wspomnieniu, z którą Leta miała styczność. Właśnie wtedy, gdy sięgała do mroczniejszych aspektów magii…
  - Śmiem stwierdzić, że nekromancja sama w sobie krwi nie wymaga – mruknęła z zadumą w głosie – W końcu sprowadza się do manipulacji energią, siłami witalnymi czy jakkolwiek inaczej by to nazwać – dodała jeszcze i skinęła lekko głową. Przewodzenie energii, nie brzmiało nieprawdopodobnie. Aczkolwiek… hm, tu musiała się zastanowić na spokojnie. Nie miała bezpośredniego kontaktu z filarem, ale jednak coś – jej obecność? - go obudziło. Reagował na samą bliskość energii?
  Brew nieznacznie drgnęła, gdy Ginny stwierdziła, że przypadków nie ma. Nie, Crouch zdecydowanie nie zgadzała się z McGonagall. Ale wchodzenie w polemikę tu i teraz oznaczałoby nie tylko opóźnienie zapoznania się z kolejnym wspomnieniem – a z którejkolwiek strony by nie patrzeć, Lecie jednak na tym zależało -
lecz i zapewne wpełznięcie na dość grząski grunt. Tak, zdecydowanie wspomnienie miało priorytet…
  A co do gotowości… oczywiście że była gotowa! Nie trzeba jej było prosić, by łaskawie ruszyła swoje litery i się przyłączyła…
⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅
Ciemno. Burzowo. Ledwo rysujące się sylwetki; mimo iż doskonale wiedziała, że jednie ogląda przeszłość, jest jedynie świadkiem tego, co wydarzyło się bardzo dawno temu, to i tak odczuła zimny dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa.
  A potem stało się to.
  Światło.
  Błyskawica, ale jednocześnie nie błyskawica. Już pomijając nie ten kierunek, pomijając samo użycie magii, blask trwał, trwał, trwał… a niebo zdawało się otworzyć swe podwoje na wezwanie czarodzieja.
  Nie można powiedzieć, żeby nie spotkało się to ostatecznie z pewną fascynacją ze strony Lety, bynajmniej. Ale… cóż, gdyby czytała niejakiego Tolkiena, to w tej chwili mogłaby zacytować fragment o krasnoludach, które kopały zbyt głęboko. Bo właśnie to Blackwood zrobił: kopał za głęboko, dając upust swej chciwości.
  - Co za bufon – podsumowała ostatecznie, ani myśląc się ugryźć w język. Hipokryzja? Zapewne tak, i to niemała, co bynajmniej jej nie przeszkodziło w wygłoszeniu takiej opinii...
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#16
21.02.2024, 09:32  ✶  
Cathal wierzył w przypadki. Nawet jeżeli przeznaczenie istniało, to w jego oczach dotyczyło konkretnych spraw i konkretnych czarodziejów. Życiem rządził przypadek, władał całym światem. Ale w to, że zranienie Cassandry było przypadkiem i nie miało niczego wspólnego z filarami, nie wierzył. Musiał jednak brać to pod uwagę: za łatwo było dać się zaślepić jednej teorii i dopasowywać pod nią wszystkie odkrycia, a w konsekwencji zafałszować obraz przeszłości. Shafiq zaś chciał dokopać się do prawdy. Na tym zależało mu bardziej niż na ogłoszeniu sukcesu, dofinansowaniach, uznaniu.
– To mnie nie zaskakuje. U Azteków czy w Egipcie można zaobserwować coś bardzo podobnego. Nie mieli wtedy zapewne różdżek, precyzja była więc kluczowa – powiedział Shafiq na słowa kobiety, odnotowując sobie przy okazji, że powinien pewnie skontaktować się z Ulyssesem i poprosić o porównanie układu filarów pod kątem astronomicznym i numerologicznym. – Nie jestem pewien, czy by się czegoś wstydził. Może nie chciał, aby ktoś jeszcze poznał sekret? Albo Cassandra powiedziała coś, czego nikt nie powinien słyszeć?
Cathal zmarszczył brwi, ale tylko na moment. W obu opcjach w każdym razie Blackwoodem kierowało to samo: pycha. Albo chciał zbudować określony wizerunek własnej osoby, albo coś ukryć.
– Może chodziło o zaklęcie, którego użył, by ją zranić? – Shafiq wzruszył potężnymi ramionami. O nekromancji co nieco wiedział, ale za mało. Poza tym nie mieli pewności, co aktywowało filary – wiedzieli tylko, że zapłonęły światłem, a Cassandra została ranna.
*
– W jakiś sposób wykradł energię filarów – stwierdził Cathal, raczej zaintrygowany niż przerażony. Bo tak, ludzie nie powinni władać taką mocą, ale to wydarzyło się dawno temu: wioskę już zniszczono, ci wszyscy ludzie zginęli, ta przeszła tragedia wydarzyła się już, a teraz musieli po prostu dojść jej przyczyn. Dokopać się do prawdy. – Do zniszczenia wioski nie doszło więc przy ich pierwszym użyciu. Raczej musiał próbować zabrać więcej albo użyć ich w bardzo niewłaściwy sposób. Poza tym… mamy potwierdzenie. Dynastia Blackwoodów – mruknął, ruchem ręki wskazując na mężczyzn. Posągi nie bez powodu były do siebie podobne. Duch, pusty obraz i ten nieruchomy, uszkodzony, powtarzające się na nich rysy przedstawiały wiele osób, nie jedną. – Leto, Ginny, to ostatnie wspomnienie, powinno pozostać tajemnicą – powiedział cicho. Zwykle nie chciałby tego ukrywać. To była część historii. To było coś, co chciał odkryć i pokazać innym.
Ale żyli w Anglii.
A w Anglii trwała wojna.
– Mam pewne obawy, że jeśli tych filarów znów dałoby się użyć w ten sposób, złożyliby nam wizytę panowie w ciemnych szatach i mało gustownych maskach – powiedział, z odrobiną napięcia w głosie. Nie miał najmniejszej ochoty na kłócenie się ze swoim drogim kuzynem, który z nich ma większe prawo do grzebania w podziemiach wioski. (Zresztą było jasne, że on. I może nawet tutaj Cathal nie szedł drogą Augustusa – ani myślał szukać w filarach mocy. Chciał jedynie ich historii.)
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#17
24.02.2024, 22:34  ✶  

Kiwnęła głową, bo sama obserwowała podobne rzeczy w Egipcie: właśnie tę niezwykłą precyzję. Precyzję, która pozwalała na pokonywanie pewnych zasad i praw fizyki… Wiedziała to, bo sama to sprawdzała, nie wierzyła na słowo; sama była na tyle biegła w numerologii, by móc to zauważyć. Nie znała się jednak na astronomii na tyle, by móc powiązać jedno z drugim, choć nie wątpiła, że i tam istnieją zależności.

Wzruszyła ramionami, bo w tym momencie kończyły jej się pomysły na to, dlaczego wspomnienie się w ten sposób… urywało. No, nie dosłownie urywało. Albo było tak celowo, albo było po prostu uszkodzone przez nieubłagany czas. Ale jeśli musiałaby podać jakąś odpowiedź, to powiedziałaby, że jest to jak najbardziej celowe, niezależne od powodów czy pobudek właściciela wspomnienia.


~*~

– Może – odparła na słowa Cathala po zastanowieniu, nawet nie notując tego, że zaczęła się bezwiednie bawić swoimi długimi włosami. W zamyśleniu właśnie, nie w znudzeniu. Chodziło o ilość bodźców, informacji i co to wszystko w ogóle oznacza. – Albo mogły mieć jakiś swój limit użycia? – zasugerowała, rzucając po prostu swój pomysł, choć sama do końca w to nie wierzyła. Prędzej, że coś wymknęło się spod kontroli; że filary zakumulowały na przykład zbyt dużo mocy i zaczęła się zeń… wylewać. Albo, że Augustus zwyczajnie w końcu stracił nad tym wszystkim kontrolę. – Może to było dla niego za dużo – dodała po chwili. Może się starzał i przestawał być taki sprawy, nie zauważył, że nie jest już tak silny jak wcześniej i… katastrofa gotowa.

Uniosła na Cathala spojrzenie jasnobrązowych oczu, gdy powiedział, że to powinno pozostać pomiędzy nimi. Kobieta zamyśliła się – nietrudno było zgadnąć, skąd ta prośba. To, co teraz się w Anglii działo… Cathal mógł uważać, że tego nie rozumie, będąc z Egiptu, żyjąc do tej pory z daleka od tego całego bałaganu, ale… rozumiała to. Naprawdę rozumiała. Gdyby ta wiedza wpadła w niepowołane ręce… nawet jeśli filary okazałyby się uszkodzone i niezdatne do użytku, to ściągnęliby na sobie siły i oczy, których mieć tam nie chcieli. To byłby ogromny problem. I to nie tylko dla nich – bo wiedząc, co te kamienie mogły zrobić… A raczej domyślając się, składając to ze strzępów informacji… Nie wyglądało to kolorowo. A Ginevra wyobraźnię miała na tyle bujną, by móc się tego domyślić, wyobrazić ewentualny scenariusz.

– Oczywiście. Jeszcze tego brakuje, żebyśmy zostali wmieszani w politykę – powiedziała cicho, bez zwykłych zaczepnych nut w głosie.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#18
01.03.2024, 22:08  ✶  
Tyle pytań, a odpowiedzi... nie, nikt nie miał im podać ich na tacy, zresztą nie było już nikogo, kto mógłby to zrobić. No dobrze, może uda im się dorwać ducha bądź obraz i wycisnąć z nich jakąś wiedzę - ale to i tak nie było nic pewnego. Więc dumała. Czy ktoś taki jak Blackwood mógłby w ogóle odczuwać wstyd? Czy też może jednak osiągnął ten etap, gdzie wszystko wie najlepiej i koniec, nie było odwrotu od tego? Nawet gdyby u schyłku życia spoglądał wstecz...
  - Opcjonalnie słowa Cassandry godziły w jego dumę własną? - ni to spytała, ni to stwierdziła. Ale tak, cokolwiek by nie wymyślili, to i tak sprowadzało się do jednego: do chęci ukrycia czegoś.
⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅
- Apetyt rośnie w miarę jedzenia - skwitowała bez jakichś szczególnych emocji. Być może to nie do końca było właśnie tak, może wcale ostatecznie nie chciał uszczknąć zbyt wiele i wydarzyło się coś zgoła innego, ale, ale... nie można powiedzieć, żeby Blackwood zachowywał jakąkolwiek skromność. Nie po tym, co widziała. A widziała raczej bufonadę przemieszaną z mokrymi snami o potędze...
  Posłała Cathalowi Spojrzenie, takie przez duże S. Nie, żadnego parsknięcia czy prychnięcia z politowaniem, że co to on znowu wymyśla, że po cholerę coś takiego w ogóle mówi - wszak znali się tyle, że powinien wiedzieć, iż jednak zdawała sobie sprawę z pewnych rzeczy. Tak, Crouch może i dało się zaliczyć do grona dość chaotycznych osób, nierzadko wręcz roztargnionych czy może nawet niepoważnych (mimo trzydziestki na karku...), ale istniały jednak sprawy, których naprawdę nie trzeba jej było tłumaczyć. Tak, mogła się śmiać, że Latajek to czy tamto, mogła wyrażać o nim najprzeróżniejsze opinie, ale gdy przychodziło co do czego...
  ... tak, historia była ważna. Tak, należało ją pielęgnować i odkrywać przed kolejnymi pokoleniami, by czerpały z niej nauki. Ale gdy oto rozpościerał się przed nimi potencjalny klucz do potęgi i to jeszcze w czasach, w których po ziemi chodził... cóż, może stwierdzenie "kolejny Blackwood" nie byłoby taką znowu przesadą, to zdecydowanie pewne rzeczy powinny zostać ukryte.
  Bo Leta mimo wszystko lubiła swój kącik na ziemi (i niektórych ludzi) i wolałaby nie odkrywać, że nagle wszystko poszło w cholerę, bo się taki jeden dossał do mocy.
  Cóż.
  Rolą archeologów było nie tylko ujawnianie przed światem życia przodków, ale najwyraźniej czasem i przemilczenie czegoś, by nie wywołać katastrofy. I Crouch zdecydowanie była tego świadoma; chociaż niejeden pewnie by stwierdził, że z jakiej racji samowolnie decydują, co powinno być ukryte...?
  - Cóż, nie możemy zakładać, że nie dałoby się ich użyć - odparła dość powoli, mając w pamięci, że przecież filar "żył". I to dopiero co, kiedy złożyła mu wizytę - Toteż zgadzam się, że to nie powinno wyjść poza nas - mruknęła. Bo raz, że wizyty panów pozbawionych gustu, dwa - nawet jeśli nie oni, to zawsze znajdzie się ktoś, kto śni o potędze... i akurat może dostrzec sposobność.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#19
03.03.2024, 19:01  ✶  
– Polityka to jedno. Spodziewałbym się raczej szantaży, porwań, mordów i kradzieży – sprostował Cathal, a w jego głosie nie pobrzmiewały żadne emocje. Ministerstwo Magii mogło sprowadzić mnóstwo problemów, ale śmierciożercy jeszcze więcej. Szantażowanie członków ekipy, porwanie kogoś dla informacji, próba wejścia na teren siłą, zamordowanie kogoś – to wszystko wpisywało się w sposób działania Voldemorta, a gdyby usłyszał o filarach mogących dać wielką moc, na pewno by się tym zainteresował.
Oczywiście, nie wiedzieli, czy da się je uruchomić. I czy ich magii nie wyczerpał Augustus lub czy jej wykorzystanie nie wiodło każdorazowo do katastrofy. Ale Cathal wątpił, aby tamci wzięli to pod uwagę… a nawet jeżeli, chcieliby „nadzorować” wyniki prac.
– Na potrzeby raportów więc: dowiedzieliśmy się, że Augustus Rookwood wykorzystał magię filarów, zniszczył wioskę i prawdopodobnie wyczerpał ją do cna tak, że teraz są jedynie kamieniami, mającymi wartość historyczną. Co zrobić z tym dalej, zastanowimy się, kiedy dowiemy się więcej. To ostatnie wspomnienie… nigdy nie istniało, przynajmniej oficjalnie.
Shafiq spuścił wzrok na myślodsiewnię: na nieco mętne teraz srebro. I pomyślał, że może to dobrze, że nie da się go pewnie odczytać po raz kolejny. Lubił odkrywać dawne prawdy, tajemnice, prawdziwą wersję historii. Żył jednak na tym świecie dość długo, i przez dostatecznie wiele lat dzielił głowę z Salazarem Slytherinem, aby wiedzieć, że niektóre sekrety nie są przeznaczone dla każdego.
– Proponuję, że dalszy plan działania ustalimy w najbliższych dniach – dodał jeszcze, przenosząc płyn do fiolki. Sam chciał przemyśleć i przeanalizować to, co zobaczył: w najdrobniejszych szczegółach, nie tylko dotyczących filarów, bo był przecież historykiem i wszystko miało znaczenie. I podejrzewał, że kobiety też zechcą zagłębić się w notatkach…

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2951), Guinevere McGonagall (2393), Leta Crouch (2482)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa