• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert

[20.06.1972] - Interes rodzinny | Richard & Robert
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#11
26.02.2024, 17:28  ✶  

”Postaram się… Jakoś to poukładam…”. Na odpowiedzi Roberta, w sprawie Henrietty, Richard westchnął. Do końca miesiąca nie zostało wiele czasu. Za dużo problemów się wywiązało przez ich nieobecność, a szczególnie Roberta. Że kilka rzeczy wymknęło się spod kontroli. Prawda, że zachowania niektórych osób, były nieprzewidywalne, zaskakujące. Jak Rookwooda. Richard chyba od dziecka nie miał z nim tak dobrej relacji co jego brat. Nie potrafił sobie wyobrazić, jak mieliby pracować razem, gdyby udało mu się dostać pracę w Brytyjskim Ministerstwie Magii. Ale przynajmniej miałby go na oku. Mogłoby się to udać teraz. Tylko sprawa Juliusa pokrzyżowała znacznie ich plany.

Richard miał być może pomysł odnośnie Henrietty. Wrócą do tego później. Na razie mieli ważniejsze sprawy do omówienia, przechodząc do tematu Stanleya. Dla młodszego Mulcibera było ważne dowiedzieć się, czy bratanek jest śmierciożercą i jak jego osobę oceniał Robert. Potwierdzenie padło, na co Richard skinął głową, przyjmując do wiadomości. Dzięki temu, znał już kolejnego śmierciożercę. Ważniejszego dla niego, z którym współpraca będzie owocna. Richard doceniał to, że brat przestał zatajać przed nim tak istotne informacje. Choć sam od niego tego nie wymagał, miło że sam zdecydował się zdradzać jak najwięcej informacji. Tajnych, dotyczących ich organizacji. To także pozwoli Richarda przygotować na nieprzewidywalne, skoro zamierza tutaj wrócić na dłużej.

- Przyznać Ci muszę, że chłopak nie mając pewnie pojęcia o tym, czy wiem, albo jak dużo na temat Śmierciożerców, próbował mnie nakierować okrężną drogą. Nie mówił niczego wprost. Zdobył moje uznanie. Nie wygadał się jak ten… Lestrange.
Cisnęło mu się jakieś przezwisko czy przekleństwo na temat Rodolphusa, ale powstrzymał się od tego. Stąd na chwilowa przerwa. Nawet przy niej wypuścił ciężko powietrze, jakby ciężko było mu nadal zaakceptować fakt, że Robert podjął z tym dzieciakiem tak ścisłą współpracę.
- Zapewnił, że nie ma to związku z Juliusem. Ale bardziej z waszej organizacji. Wciąż mówi się o Beltame. Albo od tego się w ogóle zaczęło, że Ciebie tam nie było. W organizacji zrobił się… podział? Bo na pewno nie wszyscy stoją po jednej stronie. Ostrzegł mnie, że jeżeli ktokolwiek pozna Twoją tożsamość i lokalizację, mogą chcieć dokonać zemsty samodzielnie, sprzątnąć Cię, a do tego nie możemy dopuścić. Sam dopiero co zdradziłeś mi, że Chester Ci groził. Niedawno też dowiedzieliśmy się o konsultacji Bellatrix z Czarnym Panem. Nie podawał imion, nazwisk, ani tych waszych pseudonimów. Ale sam pewnie dobrze wiesz, kogo masz po swojej stronie? A kogo nie?
Wyjaśnił bratu w skrócie, co przekazał mu Stanley. Zachowując powagę sytuacji. Robert musi odbudować swoją pozycję i coraz bardziej uważać na siebie w swoich działaniach, gdyż kolejny błąd, ściągnie już nie tylko jego samego do piachu, ale i osób z nim związanych.
- Stanley nie chce stracić ojca. Przez Anne, która wam tego najpewniej nie powiedziała, że jesteście rodziną, nie dane było wam tego doświadczyć, zbudować swojej relacji. Teraz macie tę szansę, to jej nie schrzań.
Dodał jako istotna sprawa, gdyż przecież Robertowi zależało mieć syna. Kij już z tym, że ma nieślubnego. Nikt tego nie musi wiedzieć. Ojciec nie wstanie z grobu aby go pouczać. Ważne powinno być dla Roberta, że ma syna, któremu może (choć nie musi) dać swoje nazwisko. Ich ród był i tak dobrze zabezpieczony w przedłużeniu nazwiska, dzięki też synom Richarda. Przy okazji zdradził, iż wie kto jest matką Stanleya. Tutaj nawet nie było potrzeby dużej filozofii, ale szczerze to nawet Richard nie spodziewałby się tego po bracie, który w młodości tak postąpi. Może i nie chodzili z Anne ze sobą jako oficjalna para, a spotykali, dla osób obserwujących z boku, mogło też wyglądać to inaczej.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#12
29.02.2024, 20:28  ✶  

Nie miał zbyt dużego wyboru. W ciągu tych kilku ostatnich tygodni zmieniło się dosłownie wszystko. Jeśli chciał odnaleźć się w nowej rzeczywistości, wywalczyć dla siebie miejsce, potrzebował wsparcia osób, którym mógł zaufać. Miał takich niewiele. Ledwie garstkę. Musiało to okazać się wystarczające. Musiał zadbać o to, aby wystarczającym było. Możliwości miał co prawda ograniczone, ale nie było to równoznaczne z tym, iż były one żadne. Zerowe. Nie istniały. Lepiej zorientowany w pewnych sprawach Richard, mógł stanowić asa, którego w kluczowym momencie człowiek wyciąga z rękawa.

Odmieniając tym samym losy bitwy.

Pytanie tylko do jakiej bitwy szykował się Robert Mulciber?

- Dzieciak jest... całkiem bystry, przyznaje. - pozwolił sobie wyrazić własne zdanie na temat syna. Nie zdołał go dobrze poznać, ale to co widział, przynajmniej do pewnego stopnia mu się podobało. Stanowiło powód do dumy? O ile można było być dumnym z syna, na którego wychowanie nie miało się żadnego udziało. - Co do organizacji natomiast, sam nie jestem do końca pewien jak to obecnie wygląda. To dla mnie sprawa, której należałoby się bliżej przyjrzeć. Poświęcić więcej czasu. Ja również słyszałem o pewnych podziałach, konfliktach, Niestety, moja nieobecność okazała się na tyle długa oraz znacząca, że nie jestem w stanie tego poskładać w sensowność całość.

Mógłby w tym miejscu dodać coś o tym, że w jakimś stopniu była to jego zasługa. Richarda. To on zmusił go do tego, aby przez tak długi czas zostać we Francji. Uniemożliwiał powrót do kraju oraz organizacji. Do Mistrza, który przecież mógł okazać się znacznie mniej łaskawy... o ile nałożenie klątwy rzeczywiście należało uznać za akt łaski. Robert się przed tym powstrzymał. Wiedział, że wchodzenie w te tematy było bez sensu. Nie powinni tracić na to czasu. Obydwoje mieli swoje powody. Swoje racje. Musieli to zaakceptować.

- Zamierzam w najbliższym czasie upewnić się odnośnie tego, kto wciąż pozostaje po mojej stronie. Myślę, że część ludzi powinna udzielić mi pewnego wsparcia. Nie wiem jednak na ile dużego. To również rzecz do załatwienia. Tak po prawdzie, to cały czas nad tym pracuje. Musisz dać mi w tym przypadku więcej czasu. Za jakiś czas o wszystkim Ciebie poinformuje. Przedstawie wyniki moich działań. - tymi właśnie słowy, prosił brata o cierpliwość oraz zaufanie. A może nawet przede wszystkim o zaufanie? Bo przecież on, Robert, w tych kręgach obracał się od wielu lat. Wiedział jak się poruszać. Wiedział, w jaki sposób należało pewne rzeczy rozegrać. Nie był byle żółtodziobem, nie błądził do końca po omacku, nawet jeśli można było odnieść takie wrażenie.

I na koniec znów sprawa Stanleya. Ta, która była problemem. Ta, która teraz mogła stać się czymś zupełnie przeciwnym. Robert nie do końca wiedział, w jaki sposób powinien tutaj wszystko rozegrać. Był jednak pewien, że potrzebował tego chłopaka w swojej drużynie. I może nawet, gdzieś tam w środku, tego chłopaka w swojej drużynie chciał.

Tylko czy potrafił się do tego przyznać przed sobą samym?

- Jestem świadomy tego, że ta sprawa jest delikatna. - słowa dobrał ostrożnie. Temat uciął? Pytanie na ile skutecznie. Nie był gotowy na tego rodzaju rozmowę. Pierw musiał sam sobie z tym poradzić. Uporządkować swoje myśli. Uporać się z wątpliwościami. Na pewno jednak nie zamierzał tego zignorować.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#13
29.02.2024, 22:41  ✶  

Podobno powiadają, że pierwsze spotkanie robi dobre lub złe wrażenie. Według Richarda, który dopiero co miał okazję poznać syna swojego brata, nie miał mu nic do zarzucenia. Przynajmniej na razie. Widział w nim chęć pomocy udzielenia bezpieczeństwa swojemu rodzicielowi. Nakierował go samego na tor Śmierciożerców, robiąc to okrężną drogą. Być może męczyło go, że nie mógł nic powiedzieć wprost, ale miał duże uznanie u Richarda, że podołał temu zadaniu. Nie wygadał się bezpośrednio. Nie nazywał rzeczy po imieniu ale w zamiennikach. Jakby zdał zapoznawszy egzamin?

Nawet Robert przyznał, że chłopak jest bystry. Ważne, że sam to dostrzegł. I jeżeli jest wstanie, choć odrobinę mu zaufać, powinien wziąć pod uwagę jego pomoc w tym, nad czym pracują. Kto pomoże lepiej, jak nie rodzina?

Kto by przypuszczał, że odwleczenie w czasie powrotu do Londynu, może poskutkować takim zamieszaniem w organizacji, chaosem, a co więcej, przetestowaniem zachowania innych osób, pod nieobecność jednego ważnego śmierciożercy? Najpewniej nikt. Nawet Richard, nie będący jasnowidzem, działał w imię dobra i bezpieczeństwa swojego brata, przymuszając się nawet do narzucenia mu aresztu domowego. Dopóki nie doszli do porozumienia.

Młodszy Mulciber wysłuchał wyjaśnień brata, który najwyraźniej także zauważył od swojej strony te podziały w organizacji. Niestety Richard nie będą jej częścią, pozostawał na razie obserwatorem oraz informatorem z zewnątrz. A także ochroną dla Roberta.

- Mogę się jedynie domyślać, jaki zrobił się tam bałagan, biorąc pod uwagę te wszystkie, na chwilę obecną, zdobyte informacje i zaobserwowane sytuacje. Dam Ci czas, ile go potrzebujesz. Bądź jedynie ostrożny. Jeżeli zajdzie sytuacja pilnego działania, nie rób tego sam.
Odparł na zakończenie w miarę tego tematu. Nie poganiał brata. Nie domagał się, szybkiego działania. Ufał mu. Wierzył, że zrobi co może, a kiedy będzie posiadał znacznie więcej informacji, wtajemniczy go w postęp swojej pracy. Można by rzecz, że teraz z ich trzy osobowej, jak na razie grupy, Robert także miał swoje zadanie do wykonania. Nieco inne, ale jednak.
- Wracając jeszcze do Stanleya. Skoro chłopak pracuje w Ministerstwie, mógłby dać mi jakieś namiary na kogoś, kto pracuje blisko Harper? Ułatwiłoby mi wtedy zadanie.
Zapytał. Wracając przy tym do sedna sprawy, gdyż w pewnym momencie trochę zboczyli z tematu. Było to jednak konieczne, aby i Richard mógł poznać zdanie brata na temat młodego brygadzisty Borgina. Nie miał pojęcia, że Robert mógł już nad tym z synem także pracować. Bo niby skąd? Dopiero co poznał tego miłego bratanka.

Miał jeszcze jedną rzecz do omówienia, przy czym wyjął z tylnej kieszeni swoją odznakę Aurora, z którą niestety będzie musiał się pożegnać za kilka dni. Na razie czekał na odpowiedź brata, czy angażowanie młodego brygadzisty Borgina w ich sprawę, wchodziło w ogóle w grę.

Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#14
02.03.2024, 11:34  ✶  

Wiedział, że musiał zachować ostrożność. Zdawał sobie sprawę z tego, jak wiele mógł kosztować go każdy jeden, nieostrożny krok. Zarazem nie mógł jednak obiecać bratu, że w przypadku konieczności podjęcia działań, rzeczywiście poczeka na wsparcie. Jakiekolwiek wsparcie. Mogło być różnie. Wszystko zależało od okoliczności. Nie chciał deklarować czegoś czego być może... być może nie będzie mu dane dotrzymać.

- Jeśli będę miał taką możliwość, poczekam na wsparcie. - padło więc z jego strony. Było to dla Roberta czymś, co Richard musiał zaakceptować. Nie zamierzał w tym przypadku ustępować. Zmieniać zdania. Czasami trzeba było postawić na swoim. Wygląda na to, że był to jeden z tych momentów.

Nie było sensu tracić na to więcej czasu. Przeciągać liny. Sprawdzać który z braci ostatecznie zdoła postawić na swoim. Wystarczająco długo czymś takim zajmowali się podczas niedawnego, wspólnego pobytu we Francji. Tak szybka powtórka z rozrywki nie była im w żadnym razie potrzebna. Zwłaszcza teraz.  W tych okolicznościach. Z tego też względu rozmowa ponownie wróciła do tematu Stanleya. Skupiła się na jego osobie.

- W zasadzie jest coś, czym się zająłem podczas ostatniego spotkania. Poprosiłem go o kilka informacji odnośnie sytuacji panującej wewnątrz organizacji oraz o dane dotyczące Ministerstwa Magii. Oczywiście takie, które pozwolą nam dalej działać. - przyznał się tym samym do tego, że kolejny raz działał z wyprzedzeniem. Bez wcześniejszego ustalenia pewnych rzeczy. Najwyraźniej w pewnym wieku ciężko było pozbyć się pewnych nawyków. Przyzwyczajeń. Podjęć się prawdziwej, pełnoprawnej współpracy. Robert nauczony był tego, aby działać w konkretny sposób. I choć przez te wszystkie lata ze wsparcia brata korzystał wielokrotnie, to nie funkcjonowało to w taki sposób jak obecnie. Starszy z bliźniaków, tak naprawdę, przez większość czasu tkwił w tym wszystkim sam. Niekiedy wspierając się Chesterem Rookwoodem bądź innymi śmierciożercami, z którymi pozostawał w dobrych relacjach. - Jeśli miałbyś jakieś pytania, potrzebował konkretnych informacji, najlepiej byłoby, żeby skontaktował się bezpośrednio z nim. Z mojej perspektywy masz w tym przypadku wolną rękę. Zakładam, że dobrze wiesz, na co powinniśmy zwrócić uwagę.

Najpewniej wiesz o tym lepiej ode mnie... nie wypowiedział tego, ale może właśnie o to chodziło w tych ostatnich słowach, które opuściły jego usta? Bo przecież Robert wiedział, że Richard w Norwegii był aurorem. Wiedział więc też, że posiadał wiedzę w tych tematach, które z tym zawodem się wiązały. Można było to do pewnego stopnia wykorzystać. Wesprzeć się na tym. Nie miał oporów przed tym, aby na to się zgodzić.

A nawet więcej - aby dać mu zielone światło do działania na własną rękę.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#15
02.03.2024, 14:29  ✶  

Może i brat wiedział, że w swojej sytuacji, musi bardziej na siebie uważać. Być ostrożniejszym niż wcześniej. To jednak  Richard z doświadczenia własnego wiedział, że nie zawsze w chwili nieprzewidzianej sytuacji, nie można liczyć na przybycie wsparcia i trzeba samemu działać. Wierzył bratu na słowo, ale też chciał mieć to potwierdzenie, że gdyby jednak mógł poczekać, zrobi to. Przecież z tą klątwą i jego niezbyt wysokich umiejętnościach bojowych w walce, mogłoby dojść do sytuacji, o której żaden z nich nie chciałby myśleć.

Richard nie dążył już tematu bezpieczeństwa brata. Mieli to omówione. Przedstawił mu to, czego dowiedział od Stanleya. Młodszemu z braci zależało także na wiedzy o tym, czy ten chłopak również będzie z nimi współpracować. Co jak się później okazało, miało to miejsce. Słysząc o tym, że młody Borgin już dostał taką prośbę o pozyskanie informacji, nie tylko z wnętrza organizacji, ale i Ministerstwa, uniósł brew w zadowoleniu. Robert szybko zadziałał. Obaj widocznie myśleli niemal podobnie. Może i tak samo? Zadziwiające są te bliźniacze więzi.

- Wspaniale.
Odparł wstępnie, krótko. Jakby był zadowolony z takiej odpowiedzi brata. Że zadziałał od razu. Znali się tyle lat ile żyją razem, to w ostatnim czasie Richard zdążył się przyzwyczaić do trybu działania w pewnych sprawach swojego brata. Zaoszczędzą czas, skoro Stanley wiedział już co miał robić i kto wie, czy do końca miesiąca, dostaną to, o co został poproszony.
- Wyślę mu list, z krótką notką. Będzie wiedział o co mi chodzi. Gdybym wcześniej wiedział o waszej współpracy, nie tylko więzi rodzinnej, to bym omówił tę sprawę z nim bezpośrednio.
Nic innego nie zrobią. Ważne, że Robert poczynił już w tym kierunku swoje kroki. Richard jedynie dopracuje dalej sprawę.

Trzymając w dłoni odznakę, odwrócił ją wizerunkiem Norweskiego Ministerstwa Magii, swoją aurorską z numerem. Jaka została mu przydzielona.

- Mam pytanie. Tak przy okazji. Znasz w tym mieście albo w kraju kogoś, kto byłby wstanie wykonać mi taką samą, identyczną odznakę? Wiem, że byłaby fałszywką. Najpewniej będę musiał swoją oddać, składając wypowiedzenie, a do pewnych zadań tutaj może mi się przydać.
Zapytał brata, czy miałby tutaj może jakieś znajomości. Chodziło Richardowi o posiadanie takiej odznaki w celu dalszego udawania, że jest aurorem. Nie miał jak na razie pozyskać takiej fałszywki z tutejszego Ministerstwa Magii, aby wykonać jej kopię, a w Norweskim Rejestrze ten numer jest mu przypisany. Nie kłamałby dosłownie, ale byłby już wtedy byłym aurorem. Taka odznaka mogła być pomocna w celu zastraszania kogoś, kto by nie chciał współpracować, albo w pozyskiwaniu niezbędnych informacji. Ludzie często funkcjonariuszom mówią więcej niż zwyczajnemu obywatelowi. Niejednokrotnie Richard z niej korzystał nawet poza zadaniami związanymi z pracą. Jeżeli tutaj nie było nikogo takiego, znanego Robertowi, Richard będzie musiał skorzystać ze swoich znajomości w Norwegii.
- Zrobienie duplikatu zaklęciami nie jest trwałe. Co obaj wiemy.
Dodał.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#16
02.03.2024, 18:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2024, 18:42 przez Robert Mulciber.)  

Potrafił pewne rzeczy zaplanować. Poukładać. Odpowiednio uporządkować. Nie bez przyczyny, to on został wybrany w roku 1970 przed Czarnego Pana. Podniesiony do funkcji jego Lewej Ręki. Nawet jeśli ostatecznie się w tej roli nie sprawdził, poniósł prawdziwą porażkę, pewnych umiejętności odmówić Robertowi nie było można. I akurat Richard, jako jedna z osób które znały go najlepiej, powinien być tego faktu jak najbardziej świadomy.

- Zdaje sobie sprawę, że powinienem rozegrać pewne rzeczy inaczej. Będę starał się jednak mieć na uwadze to, że tutaj jesteś. Bardziej niż do tej pory - poinformował brata. Zadeklarował, że będzie starał się aby ten był ze wszystkim na bieżąco. Znacznie lepiej zorientowany we wszystkim, co dotyczyło... spraw, którymi obecnie się zajmowali. Dotychczasowy sposób działania, do którego Robert przyzwyczaił się przez te wszystkie lata, przestał się należycie sprawdzać. Zmiany były potrzebne. Stały się koniecznością.

Wymagały jednak czasu.

Zerknął na odznakę, po którą sięgnął Rick. Pokiwał ze zrozumieniem głową. Rzeczywiście mogła się okazać przydatna. Pomocna. Rozumiał skąd ten pomysł. Popierał go całym sobą. Tylko czy był w stanie wskazać bratu kogoś, kto byłby w stanie taką replikę wykonać? Osobiście żadnego fałszerza nie kojarzył. Nie takiego, który wykonałby coś takiego. Dokumenty? Owszem. To nie problem. Za to przedmioty...

- Mógłbym popytać wewnątrz organizacji. Tak w ostateczności. Sam nigdy dotąd nie potrzebowałem tego rodzaju pomocy. Nie wydaje mi się, żebym znał kogoś odpowiedniego. Sprawdzonego. - albo o tym, że taką osobę znał, Robert po prostu nie wiedział. Nie wiedział wszystkiego o wszystkich. Nie odczuwał takiej potrzeby. Przynajmniej do tej pory. Może powinien zacząć się zastanawiać nad zmianą swojego nastawienia? Podejścia do tego tematu?

Do Richarda należała decyzja, na co się w tym przypadku zdecyduje. Tylko czy informowanie szerszego grona osób o tym, że tego rodzaju usługi są im potrzebne, było czymś rozsądnym? To mogło budzić wątpliwości. A nawet powinno. Nie wydawało się najlepszym możliwym posunięciem. Zwłaszcza teraz, kiedy nie mogli jednoznacznie ocenić komu należało zaufać, a komu wręcz przeciwnie. Kategorycznie nie. Gdyby tego rodzaju informacje wpadły w niewłaściwe ręce, mogłyby wywołać spore szkody.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#17
02.03.2024, 21:17  ✶  

Obaj najwyraźniej wiedzieli, w czym potrafią być dobrzy. Choć za dzieciaka dla niektórych mogło wyglądać inaczej, że to Richard jako bardziej narwany miał rolę przywódczą, to jednak znacznie lepszych strategiem, w planowaniu działań i układaniu planów, bywał Robert. Młodszy, wiedział jak działał starszy. Niekiedy jednak, w pewnych sytuacjach, Richard musiał nim potrząsnąć, kiedy coś szło nie tak. Taki mocny wstrząs był jednak potrzebny we Francji.

Na słowa Roberta, Richard posłał lekki uśmiech zrozumienia. Niejakiej wdzięczności, że brat zaczął bardziej doceniać jego obecność. Jego wiedzę, wsparcie.

- Parę lat temu obiecałem, że wrócę na dłużej. Słowa dotrzymałem.
Przypomniał. Robert prosił go o to po śmierci ich ojca. Niestety sytuacja wtedy była inna. Richard miał jeszcze nieletnie dzieci, które uczęszczały do Instytutu. Chciał, aby go ukończyły. Więcej dodawać nie musiał. Obaj rozumieli się przecież bez słów.

W sprawie odznaki, Richard podejrzewał, że może być z tym tutaj problem. Sam w sumie za późno podjął ten temat. Tak mu dopiero zaświeciło w głowie, że będzie mu potrzebna. Nic w sumie straconego. Ogarnie ten problem u siebie. W Norwegii też miał przecież znajomości.

Z odpowiedzi brata wynikało na to, że nie posiadał takich znajomości. Dokumenty to wiadomo, że łatwiej znaleźć od tego fałszerza i najpewniej legitymację swoją Richard dałby wyrobić, ale bez przedmiotu za jednym razem, nie uda się. Nie w ciągu paru dni. Czy bezpieczne byłoby pytanie o to wewnątrz organizacji? Richard podrapał się odznaką po skroni, opierając się łokciem o podłokietnik fotela. Zmarszczył brwi. Po czym spojrzał sobie na blaszkę, od profilu.

- To może na przyszłość. Gdyby czasem nawinęły Ci się kontakty, dobrze to mieć na uwadze. Może nam się taka osoba przydać tu na miejscu. Teraz na razie ogarnijcie ten bałagan w środku. Ja sobie to spróbuję załatwić w Norwegii.
Zaznaczył. Z jednej strony dobrze, jeżeli Robert będzie miał to na uwadze, bowiem takie znajomości, kontakty mogą być im potrzebne. Skoro sam akceptował ten pomysł. Z drugiej strony, Richard nie chciał brata narażać na dodatkowe problemy, wiedząc od strony, z której obserwował, co się tam dzieje. Wierzył jednak, że Robert będzie do tego podchodził z rozwagą. To nie była sprawa nagląca, paląca. Do końca miesiąca, Richard miał czas, aby załatwić swoje priorytetowe sprawy, aby zdążyć wrócić na umówione spotkanie.
- Tak jeszcze zapytam. Jakim pseudonimem tam operujesz? Na wszelki wypadek wolałbym wiedzieć.
Zapytał, chowając odznakę i wstając z fotela. Wyjął papierośnicę i papierosa. Pudełko schował a papierosa zapalił. Najwyraźniej zbierał się do wyjścia. Co potrzebowali, mieli omówione. Chyba, że brat coś jeszcze chciał poruszyć. Richard obejrzał się jeszcze po gabinecie, wzrok utkwiwszy w znanym im obrazie. Ring of Kerry. Jakąkolwiek otrzymał od brata odpowiedź. Zanim zdecydował się wyjść z gabinetu. Pomyślał o czymś. Zaciągnąwszy się papierosem, chowając jedną dłoń do kieszeni spodni. Wypuścił dym, papierosa trzymając w palcach drugiej dłoni.
- Za parę dni ruszam do Oslo. Ale jak wrócę…
Spojrzał na brata.
- Wyskoczymy razem na jakiś jeden dzień? Oderwać się na trochę od tego wszystkiego.
Zaproponował. Gestem głowy wskazując mu pejzaż. Aby trochę powspominać dawne czasy. Jeden dzień, wspólnego braterskiego wypadu, nie powinien im zaszkodzić. O ile Robert oczywiście akceptował pomysł.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#18
03.03.2024, 00:49  ✶  

Skoro sprawa mogła poczekać, nie zamierzał namawiać brata do skorzystania z tych możliwości, których mogło dostarczyć Przymierze. Poza tym sam też nie był pewny tego, na ile mógł zaufać ludziom, którzy do organizacji należeli. Na ile mógł na nich polegać. Przekazanie takiego zlecenia, któremuś ze Śmierciożerców, mogło wiązać się ze sporym ryzykiem. Oznaczać późniejsze konsekwencje. Zdecydowanie lepiej więc było zwolnić. Zastanowić się nad tym wszystkim. Porządnie to przemyśleć.

- Gdyby coś się zmieniło, daj mi po prostu znać. Zrobię to samo, jeśli jakieś kontakty wpadną mi przypadkiem w ręce. - zadeklarował. O ile sam nie zamierzał się z tym wychylać, tak przecież w dowolnym momencie mógł natrafić na kogoś mogącego udzielić im niezbędnej pomocy. Będącego w stanie stworzyć duplikat odznaki. To nie wydawało się czymś niemożliwym.

Tak wiele informacji zdążył już przekazać bratu, ale ta jedna, szczególna, prawdziwie istotna... nawet nie był świadomy tego, iż nadal po prostu nie padła. Może kwestia tego, że ten pseudonim traktował poniekąd jako coś oczywistego? Dla praktycznie każdej osoby, z którą współpracował. Współpracował jawnie. Zaskoczenie dało się wyczytać z jego twarzy. Spojrzenia. Zaraz po nim na twarzy na moment zagościł uśmiech. Na chwilę. Na krótką chwilę.

- Apis. To od pszczoły. - nie tylko podał swój pseudonim, ale też wyjaśnił. Wyjaśnił, że tłumacząc na język angielski, apis oznaczał pszczołę. Pszczołę, która nie bez przyczyny kojarzona była z pracowitością, pożytecznością, porządkiem. I wiele więcej. Wiele podobnych. Czy rzeczywiście pasowało to do Roberta?

Widząc że brat zbiera się do wyjścia, odchylił się do tyłu w fotelu. A może nawet równocześnie ze swoim fotelem? Spojrzał na sufit. Westchnął. To była kolejna ciężka, ale za to owocna rozmowa. Sporo tego mieli ostatnimi czasy i nie zanosiło się wcale na to, żeby mieli zejść na niższe obroty. Zwolnić. Znaleźć czas na to, żeby odetchnąć. Robert nie widział na to miejsca. Nie dostrzegał możliwości.

Odpłynął. Wyłączył się. Trochę zbyt szybko. Kolejne słowa go zaskoczyły. Chyba nie od razu zarejestrował o czym Richard mówił na odchodnym.

- Jeden dzień? - zawahał się. Mógł sobie na coś takiego pozwolić? Czy było to czymś na co należało się zgodzić? Tak wiele wątpliwości. Znaków zapytania. A zaczerpnąć powietrza... tak, niewątpliwie tego potrzebował. Bardzo potrzebował. - Myślę, że damy radę coś takiego zorganizować. - odpowiedział. W najgorszym razie później będzie się od tego wykręcał, w najlepszym nabierze sił, chęci do działania, oczyści głowę. To całkiem długa lista potencjalnych korzyści.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Richard Mulciber (4360), Robert Mulciber (4122)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa