- Masz rację, do tej pory współpraca była owocna - odpowiedział odruchowo, zgodnie z prawdą. Utarty frazes, który pasował do wszystkiego - takie były najlepsze, bo pozwalały przebrzmiewać szczerości. Słuchał więc tego, co Robert miał mu do powiedzenia: o tym, że nieczęsto tu przychodził, że nie przepada za tego typu miejscami. Jakby słuchał lustrzanego odbicia. Jednak to zawartość aktówki była tym, co go zainteresowało. Na pierwszy rzut oka wyglądało to na umowę, gdy Robert przesunął ją po blacie. Lestrange nachylił się lekko nad kartkami, przesuwając je bardziej w swoją stronę. Pierdolety... I wiadomość. Nie dał jednak po sobie poznać, że ją zauważył. Lustrował kolejne zdania spokojnie, podczas gdy mgła w jego umyśle, która spowijała "bądź" tego spotkania, powoli się rozwiewała. A więc to o to chodziło. Gdyby mógł, to by westchnął - normalnie nie miałby nic przeciwko takiej zabawie, lecz teraz... Tak na świeżo: mogło być trudno. Rodolphus ostrożnie puknął palcem w kartkę w losowym miejscu. - Nie zgadza się adres dostawy, Robercie, ale to nic, czego byśmy nie mogli zmienić.
Powiedział, ostrożnie przerzucając kolejne kartki. Tak, by tylko on mógł zobaczyć, co na nich było. Informacje, zdjęcia, szczegóły sprawy. W randomowych momentach pukał w kartkę i mówił, że tu też trzeba wprowadzić poprawkę, a tu umówili się na wyższą kwotę, niż jest zapisana. W końcu, po dokładnym i ostrożnym przestudiowaniu informacji, złożył kartki tak jak były, a potem oddał je Robertowi. Nie musiał nic dodawać, bo mówił cicho w trakcie - niby tak, żeby Mulciber mógł zapamiętać o jakie "poprawki" chodziło.