• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
1972, Lato | 8 czerwca | Wybrzeże

1972, Lato | 8 czerwca | Wybrzeże
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#1
30.11.2023, 23:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 14:46 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
“There is a fine line between fishing and just standing on the shore like an idiot.” ― Steven Wright
~ ✶ ~
8 czerwca 1972 roku
chata nad walijskim wybrzeżem


Ciepłe promienie czerwcowego słońca grzały ich plecy całą drogę, ale wreszcie dotarli do wynajętej przed Moody'ego chaty nad walijskim wybrzeżem. Było tutaj pięknie, chociaż miejsce było nieco zaniedbane - według Alastora była to niebywała zaleta (nie chodziło tu tylko o pieniądze, ale i o święty spokój), więc czy ktokolwiek miał odwagę to skomentować? Poza nieszczególnie prestiżowymi warunkami jeżeli chodziło o nocleg, miejsce było piękne. Od razu uderzył w nich zapach świeżego powietrza, mieszającego się z nutami soli i dzikiej roślinności. To miejsce witało ich z uśmiechem, zapraszając do rozglądania się po okolicy i zwiedzania rozpościerającej się wokół, niemal kompletnej dziczy.

Przed nimi rozciągał się malowniczy krajobraz - wzgórza zarośnięte zieloną trawą i karłowatymi drzewkami, opadały w kierunku złocistego piasku plaży. Za nimi znajdowało się, według Alastora przynajmniej, jezioro. Kilka kroków stąd - wspomniana wcześniej drewniana chata rybacka, taka mizerna, chociaż piętrowa, w niezachęcająco czerwonym kolorze i z obdrapaną farbą. Pewnie pamiętała wiele opowieści z minionych lat, ale była kupą drewna - na pewno im o tym nie opowie. Roztwarte drzwi stukały delikatnie na wietrze, podłogi skrzypiały przy każdym kroku, dobitnie przypominając o wiekowości tego miejsca. Mimo tego we wnętrzu panowała przytulna atmosfera, nie śmierdziało grzybem ani od ścian, ani od przygotowanej przez właścicielkę pościeli. Dwa pokoje - jeden dla Erika i Elliotta, drugi dla Alastora i Bertiego. Nikt nie pytał, dlaczego zgodzili się na to tak szybko, tutaj nikt nikogo nie oceniał - wezwał ich przecież zew ryb, a nie wypytywania o życie prywatne... No, może po piątym kieliszku... A wracając do chaty, nikt nie miał na co narzekać - okna w obu sypialniach wychodziły na piękną, szeroką zatokę, aktualnie migoczącą w blasku słońca. Woda tam była naprawdę czysta. Aż dziw brał jak mało znajdowało się tu ludzi - na horyzoncie malowało się tylko kilka mugolskich łodzi rybackich, które powoli zawijały już do przystani w okolicznej wiosce.

I wreszcie, po tych wszystkich mękach, po tym miesiącu bez prawie żadnego snu, po pracowaniu do nocy i spaniu obok Idy tak długo, aż nie wywalali go z Lecznicy Dusz na siłę - był tutaj. Ida była bezpieczna z Cainem, a on mógł odetchnąć, pierdolnąć ten cały sprzęt rybacki i plecak w róg chałupy i opaść na fotel. Widać po nim było, że jest cholernie zmęczony, a i tak odłożył swój urlop o tydzień do przodu, bo musiał domknąć zbyt wiele spraw, nim się tutaj zamknie na kilka dni i nie będzie dawał znaku życia komukolwiek poza rodziną. Ewentualnie wyśle znajomym jakieś kartki, ale to na pewno nie dzisiaj, o ile w ogóle. Poza tym nie wiedział, czy mieli tutaj urząd pocztowy, a sowę zostawił w Londynie.

- Molly zostawiła nawet cukierki na poduszkach - zauważył, spoglądając na Bertiego, bo tylko on był z nim tutaj w zeszłym roku. - Mam wrażenie, że ją nieźle wtedy onieśmieliłeś.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Napisałam wstęp, coby dać temu jakiś obraz i serdecznie zapraszam do napisania postów wejściowych. Moody jest zawsze ubrany jak biedak, więc się nad tym nie spuszczałam, was do tego oczywiście zapraszam, modnisie. Ofc przygotowałam nam potężną mechanikę turnieju wędkarskiego, przedstawię ją w następnym poście.


fear is the mind-killer.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#2
04.12.2023, 21:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.05.2024, 01:30 przez Erik Longbottom.)  
Z początku Erik się nieco wzbraniał przed wspólnym urlopem, gdy po raz pierwszy przeczytał niezgrabnie nakreśloną notatkę w wykonaniu Alastora. Ciężko było przewidzieć w kwietniu, jak będzie wyglądało jego życie w czerwcu? Z tym, jak dynamicznie rozwijała się sytuacja, mogło się okazać, że urlopy w ogóle będą odwołane lub wręcz przeciwnie – w Ministerstwie Magii zapanuje taka sielanka, że Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów przydzieli jeszcze kilka dni wolnego dla swoich pracowników. Mimo to przyjął zaproszenie. Może z chęci wpasowania się w towarzystwo? Lub pochwalenia się ,że załapał się na „męski” wyjazd w domu pełnym kuzynek? Kto wie, kto wie...

Ważne jednak było to, że po całej tej aferze z Beltane, wspólny wyjazd urósł do rangi priorytetowego wydarzenia w życiu Longbottoma. Kilka dni kompletnej izolacji od tego szaleństwa, które panowało na ulicach miasta. Żadnych czarnoksiężników, żadnych rytuałów, żadnych wezwań od wścibskich sąsiadów; tylko cisza i spokój. Spakowany był już kilka dni wcześniej, a plecak i torba czekały w przedpokoju kilka dni, aż w końcu opuści rodzinną posiadłość. Nawet dostał całusa w czółko od Brenny, która życzyła mu miłej, ale nie zbyt miłej zabawy. Wszystko malowało się w pozytywnych barwach!

Droga do ich nowego lokum nadszarpnęła jednak nieco nerwy Erika. Nawet jeśli posłużyli się tu i ówdzie teleportacją, tak na dobrą sprawę chodzili pieszo. A Longbottom zaoferował się, że będzie jeszcze niósł bagaż Elliota. Można się więc domyślić, że podróż przez nierówny teren i leśne ścieżki nie należała do najprzyjemniejszych. No, chyba że oddychanie świeżym powietrzem miało mu zrekompensować wszelkie cierpienia. Mimo to, gdy dotarli na miejsce, Erik nie skomentował stanu chaty. Nie był aż tak asertywny.

Zwłaszcza że mniej więcej w połowie drogi zdał sobie sprawę, że w gruncie rzeczy mogliby się dostać na miejsce jego jachtem... Który stał w londyńskiej przystani i czekał na Merlin jeden wie co. Longbottom powstrzymał się jednak od podzielenia się tą uwagą na głos, uznając ją w gruncie rzeczy za bezzasadną. Co by im z tego było, skoro stolicę Anglii zostawili daleko w tyle? Poza tym, nie było go stać na to, aby wynająć zaklinacza, który ulepszyłby łódź na tyle, aby ta po prostu pojawiała się w najbliższym zbiorniku wodnym za pstryknięciem palców. Skarbiec rodziny był głęboki, ale nawet on miał swoje granice. Podobnie jak cierpliwość Godryka.

— Albo każdego tak witają — wtrącił się Erik, odkładając toboły na bok. Wykręcił szyję, co by nieco rozluźnić mięśnie. — Standardy obsługi mogą inaczej funkcjonować na takim odludziu.

Erik poprawił swoją lekko zaokrąglony kapelusz z niewielkim rondem. Oprócz tego miał na sobie grube buty, zielonkawe spodnie, ciemną koszulę i cienką kurtkę, jaką wygrzebał z szafy na strychu. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz był na rybach. Ba, nie był pewny, czy kurtka należała do niego, jego ojca, dziadka, czy jednego z kuzynów.

— Ekhm — chrząknął znacząco w stronę Elliotta. — Jak będziemy wracać, to następnym razem ty niesiesz nasze rzeczy. — Uśmiechnął się słodko, co w połączeniu z jego kostiumem sprawiło, ze wyglądał jak pilot egzotycznych wycieczek dla dzieci, który zaraz ma przedstawiać zwierzęta na safari. — Tak w ramach równowagi w przyrodzie.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#3
02.01.2024, 00:49  ✶  
Oddalona od cywilizacji idylla przywitała ich przyjemnym powiewem świeżego powietrza i charakterystyczną wilgocią zamokniętej, jeziornej gleby. Znajdujące się niedaleko zagajniki szeleściły atmosferycznie wymiennie z leniwie pluskającymi, uderzającymi o brzeg falami jeziora; tworzące je w oddali łódki były w zasięgu wzorku, ale nie podpływały za blisko chaty, więc Elliott zostawił rozważania o mugolach i ich świecie na później albo i też na nigdy. Mimo to, nie mogło umknąć uwadze idącemu obok Erikowi, że Malfoy wpatrywał się w nieznajome postacie, z tej perspektywy bardziej przypominające patyczaki na rysunku młodego dziecka, z zaciekawieniem; trwało to ułamek minuty i odeszło tak samo nagle jak przyszło.
Chata wyglądała mizernie, ale Elliott zgadzając się na tę wypawę nie spodziewał się rozłożonego czerwonego dywanu i zameczku jak na Południu Francji. Spakował się oraz ubrał odpowiednio do okazji. Chociaż nie był koneserem pieszych wypraw czy wyjeżdżania poza miasto w warunki polowe lub... mniej polowe, ale odstające od standardów do jakich był przyzwyczajony, tak posiadał odpowiednie buty czy koszule stworzone do przechodzenia przez błoto czy nierówny teren. W końcu nie mógł jeździć konno w tych samych butach, co przychodził do ministerstwa, prawda? Chociaż niektórzy pewnie i by tak robili, patrząc na to jak przeróżnie absurdalne stronie przewijały się czasem przez kantynę. Malfoy dziękował sobie za podpisanie dokumentów o nowe mundury dla Brygady czy Aurorów, bo był pewien że paru delikwentów przyszłoby do pracy w niestosownie dobranych butach... No jak tak można?
Zwieńczył tą myśl rzuconym spojrzeniem na niewielką chatę rybacką. Okna wydawały się szczelne, a pogoda dopisywała. Nie było najgorzej. Gdy weszli do środka, zaskoczył go zapach świeżości, który, być może przeplatał się z wilgocią wątpliwie zaimpregnowanego drewna, ale przynajmniej dość przyjemnie komponował się ze świeżością letniego powietrza.
- Dałbyś się komuś nacieszyć - odparł na dość ciętą, choć wciąż zabawną uwagę Erika. Musiał przyznać, że jej wydźwięk, komponujący się ze słowem 'onieśmielić' w wypowiedzi Alastora, sprawił, że Malfoy uśmiechnął się kątem ust i uniósł lekko brwi spoglądając na Longbottoma ni to z dumą, ni to z chęcią skarcenia go za bycie 'Panem Marudą'.
- Taka to właśnie jest ta bezinteresowność, co? Najpierw proponujesz pomoc, a teraz mam się mierzyć z wizją przeprawy z ciężkim bagażem? - słychać było, że się naigrywa z całej sytuacji, choć faktem było, iż nie uśmiechało mu się wysilać się fizycznie... akurat w taki sposób.
- Przyroda wydaje się być w idealnej równowadze. Czekoladki na poduszkach, słońce w zenicie, ryby w jeziorze, a my szczęśliwie na miejscu - dodał jeszcze, tak coby mieć ostatnie słowo i być może popchnąć rozmowę w kierunku przekomarzania się - niektórych przyzwyczajeń dość trudno się pozbyć, zwłaszcza gdy największym wyrazem sympatii jest używanie docinek. Dość szybko stwierdził, że na tym gruncie raczej nie będą się musieli z Erikiem mocno niezgadzać, posiadanie rodzeństwo sprawiało, że człowiek uczył się odnajdować komplementy czy okazywanie pozytywniejszych odczuć w najbardziej okrutnych zdaniach.
- Myślałem, że ta chata należy do jednego z was - zwrócił się do Moody'ego oraz Botta - To absolutne odludzie, jak udało wam się je znaleźć?


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
cupcake
I just wanted you to know
That baby, you the best
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#4
09.02.2024, 05:10  ✶  
Wypad na ryby! Bertie zawsze odliczał do niego miesiące, tygodnie, dni i godziny, z niecierpliwością czekając na to, aż spakuje plecak, złapie za wędkę, naciągnie buty i ruszy w podróż przez bezdroża, do odludnej chatki, gdzie absolutnie nikt nie będzie im przeszkadzał.
Był niczym to słoneczko, które grzało im w plecy, radośnie pokonując drogę, która prowadziła ich do miejsca docelowego, trochę sobie przy tym nawet od czasu do czasu nucąc pod nosem, albo zapatrując na rozpościerające się gdzieś w oddali niezwykle urocze i malownicze widoki.
Tym słodszy był ten wypad, im mocniej w głowie siedziały wydarzenia z ostatnich dni kwietnia, które położyły się cieniem na cały chyba maj, dostarczając tylko dodatkowy trosk i niepokojów. Ida, zamieszkanie z nim Alastora, zdewastowana szopa, no i czające się w Kniei dziwne widma. Na samo wspomnienie tego wszystkiego aż Botta głowa bolała, dlatego stanowczo powiedział sobie dość, zanim jeszcze dotarli do przeznaczonej im chatki.
- Trafił mi się karmelek. Mój ulubiony! - oznajmił bardzo zadowolony, wpakowując sobie rozpakowany cukierek do ust, wyraźnie rozkoszując się przez moment rozlewającym się po języku smakiem. - Tak myślisz? Cóż, starałem się zrobić dobre wrażenie. W końcu to taka miła dama - powiedział do Alastora, sam chyba odrobinę onieśmielony tym wytknięciem, jak to czasem działał na ludzi, nie ważne czy chodziło tutaj o jego rozpoznawalność, czy fakt jak przyjemny bywał w obyciu.
- Tak, tak, idealna równowaga - przyznał Bertie bezrefleksyjnie. - W zeszłym roku zdarzyło się nam tak, że lało akurat kiedy robiliśmy sobie tutaj spacer. Przemokliśmy do suchej nitki i potem smarkałem cały następny dzień, to nie było nic przyjemnego. Ale w tym roku, nie mogło być lepiej, no nie mogło. - rzucił, rozprostowując w palcach rondo rybackiego kapelutka, który podczas spaceru miał na głowie i sciągnął go po wejściu do środka, wciskając niedbale pod pachę. - I nawet sprawdziłem pogodę na następne dni, zapowiadają bez zmian. Słonecznie, przyjemnie, jak się rozłoży na pomoście lub łódce, to chłód od wody będzie wręcz idealny. I d e a l n y - podkreślił, spoglądając na każdego pokolei.
- Ah nie, Alastor ją kiedyś wynalazł i muszę powiedzieć, że był to strzał w dziesiątkę. Nawet sam trochę żałuję, że nie jest moja, bo tak tu ładnie i spokojnie - uśmiechnął się wesoło, nogą przesuwając torbę ze swoim bagażem tak, żeby nikomu nie przeszkadzała w ewentualnym przemieszczaniu się po saloniku, w którym się rozłożyli. Chociaż salonik to było zbyt szumne określenie, ale Bertie wolał je o wiele bardziej niż nudny pokój dzienny.
Sam wyglądał jak gotowy z miejsca wstać i iść łowić ryby i to nie tylko duchem, bo na bawełnianym podkoszulku miał flanelową koszulę w kratę, do których to dobrał spodenki do kolan, z bardzo dużą ilością kieszeni, które na pewno się do czegoś przydadzą. Prawdę powiedziawszy, to oprócz przydatnych drobiazgów, miał w nich aktualnie całkiem sporo fasolek.

@Alastor Moody
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
15.05.2024, 02:14  ✶  
— Będziemy się tym wszystkim cieszyć przez najbliższe kilka dni — skwitował Erik z niewinnym uśmiechem na twarzy. — Lepiej na początku zaniżyć swoje oczekiwania, aby w trakcie naszego... urlopu... poprawić sobie nastrój, jeśli faktycznie zostaniemy czymś zaskoczeni pozytywnie.

Na Beltane też wybierał się z sercem wypełnionym nadzieją, że wszystkie będzie dobrze, a wszyscy tutaj doskonale wiedzieli, jak to się skończyło. Tutaj stawka była o wiele niższa, toteż zwiększały się także szanse na to, że koniec końców ich pobyt w chacie rybackiej poprawi im nastroje. Taki... powrót do podstaw. Zwłaszcza w przypadku niego i Malfoya. Zdecydowanie przywykli do nieco innych standardów życia niż ten... domek letniskowy. Nie do końca wiedział, jak to wyglądało u Botta, toteż za niego nie mógł ręczyć osobiście.

— Miłe osoby ciągnie do miłych osób, Bertie — rzucił zaczepnie.

W duchu musiał przyznać, że połączenie stosunkowo przyjaznego Botta i mrukliwego na co dzień Moody'ego wydawało mu się nieco nietypowe. Z drugiej strony nie byłby to pierwszy przypadek w historii tego świata, kiedy dwa przeciwieństwa znalazły w sobie oparcie. Może taka przyjaźń była dokładnie tym, czego ta dwójka teraz potrzebowała? Ciekawe, co o tym myśli młodsza Moody, pomyślał przelotnie, a jego oczy posmutniały nieco, gdy przypomniał sobie, że dziewczyna dalej przebywała w Lecznicy Dusz. Kolejna ofiara wydarzeń na Polanie Ognisk, bo inaczej się tego nazwać nie dało.

Zerknął w stronę Alastora. Gdyby mógł, na pewno zabrałby siostrę ze sobą. Wybałuszył na moment oczy, wyobrażając sobie chaos, jaki przyniosłaby ze sobą Mills. Może właśnie czegoś takiego teraz potrzebowali? Przeklął bezgłośnie, zdając sobie sprawę, że chociaż znajdował się tak daleko od Londynu, tak zaczął wracać myślami do wszystkich problemów, jakie zostawił za sobą. Relaks. Jak tak dalej pójdzie, to będzie zmuszony całkowicie wykreślić to słowo ze słownika. Bądź co bądź, nie byłby to pierwszy raz, kiedy odłożył na bok własne potrzeby, aby oddać się ''sprawie'' tudzież ''pracy''. Ale jak nie on to kto?

Zapewne Brenna, pomyślał przelotnie i zaraz skrzywił się na tę myśl. Kilka dni poza Doliną. Poza Londynem. Dobry Merlinie, ta dziewczyna kompletnie zapomni o tym, czym jest odpowiedzialność. Zdecydowanie będzie musiał porozmawiać z kuzynkami i młodą Wood, kiedy wróci, żeby zdały mu raport z tego, w jakie to kłopoty wpakowała się jego siostra pod jego krótką bądź co bądź nieobecność.

— To ci może tylko pomóc — odparł zgrabnie na słowa Elliotta, trącając go lekko łokciem. — Poza tym te bagaże na pewno są dużo lżejsze niż te wszystkie sterty dokumentów, jakimi zajmujesz się w Departamencie Skarbu. Pamiętaj, że wiem, jak wyglądają archiwa Ministerstwa Magii. Ten ciężar może zabić. Dosłownie i w przenośni.

Nie mógłby się bardziej zgodzić z młodym Malfoyem. Wychowanie się z rodzeństwem oraz licznym kuzynostwem sprawiało, że człowiek siłą rzeczy stawał się bardziej kreatywny w swoich odzywkach. Czasem trzeba było zabrzmieć nieco mądrzej niż zazwyczaj, aby jakiś mały kuzyn nie poleciał do ciotki ze skargą, że ktoś się do niego nieodpowiednio odezwał. A kwieciste docinki działały równie dobrze na młodszych, jak i starszych krewnych.

Erik wprawdzie wychodził z założenia, że szczerość i dobre intencje w dużej mierze wystarczały w tym, aby zdołał osiągnąć konsensus ze siostrą w przypadku konfliktu, jednak czasem miał po prostu dosyć. Dosyć wymówek, tłumaczeń i wmawiania mu, że Brenna jest super-czarownicą, która jednym ruchem różdżki jest w stanie powalić każdego przeciwnika, a zaklęcia i klątwy się jej po prostu nie imają. Nie miał już dwunastu lat, żeby wierzyć w takie brednie. Tak samo, jak w mit o tym, że na siebie uważała.

Każdy na siebie w jakimś stopniu uważał, ale to nie oznaczało, że nie można było bardziej się do tego przyłożyć. Czy młodsza Longbottom była skłonna do takiego poświęcenia? To miały wykazać dopiero nadchodzące tygodnie, o ile nie miesiące. Erik westchnął przeciągle, podążając za resztą swych towarzyszy.

— Nieźle. — Pokiwał głową na słowa Botta, gwiżdżąc cicho pod nosem. — Na uboczu, ładne... Niezła z tego kryjówka. Od dawna tu przyjeżdżacie?

Zerknął zaciekawiony w stronę Moody'ego. Mimowolnie zaczął się zastanawiać, czy wynajdowanie takich miejscówek nie było przypadkiem jakimś specjalnym talentem Alastora. Z rodzaju tych, jakie dało się wykorzystać na korzyść Zakonu Feniksa. Bądź co bądź, po Beltane organizacja planowała nieco... poszerzyć swoje magazyny. A raczej stworzyć je kompletnie od zera. Strażnica i Warownia Warownią i Strażnicą, jednak przydałoby im się parę mniejszych miejscówek, chociażby w formie ukrytych piwniczek. Może Alek mógłby pomóc z czymś takim?

Erik pokręcił gwałtownie głową. Eh, to by było na tyle, jeśli chodzi o spokojny, idylliczny wręcz wyjazd. Ledwo znaleźli się na miejscu, a jego myśli mimowolnie wracały do najbardziej podstawowych i poniekąd trywialnych tematów pod tytułem ''praca'' i ''wolontariat''. Ech, w takich chwilach coraz bardziej zazdrościł osobom, które w ostatnich latach faktycznie trzymały się z dala od konfliktu w kraju i wszelkich kłopotów, a żyli sobie w podobnej chacie na odludziu i po prostu skupiali się na swoim prostym życiu. Och, cóż za szczeście musieli mieć ci czarodzieje i czarownice.

— Pójdę nas rozpakować, tak? — odezwał się niespodziewanie, sięgając po bagaże należące do niego i Elliota. — Wstawcie jakąś wodę na herbatę. Trzeba od czegoś zacząć ten wyjazd.

Myślałby kto, że dorośli czarodzieje zaczną świętowanie urlopu od kraty piwa. Longbottom miał jednak na tyle oleju w głowie, że wolał zacząć od czegoś prostego. Zwłaszcza że przed pójściem z wędkami nad wodę chciałby najpierw rozejrzeć się po okolicy, przejść się parę mil w jedną i w drugą stronę i dopiero pod wieczór zasiąść z drinkiem nad wodą, aby zapolować na parę ryb.

Erik westchnął przeciągle i ruszył z torbami do jednego z pokojów. Cóż, większość ich ekwipunku stanowiły ciuchy na zmianę, a raczej nie planowali wprowadzać się tutaj na stałe. Mimowolnie roześmiał się na myśl, że którykolwiek z nich miałby zabrać ze sobą swoje osobiste meble. Albo skrzaty. Malwa umarłaby chyba ze szczęścia, gdyby poprosił ją o wysprzątanie tego lokum. Tyle roboty!

Przysiadł na moment na łóżku, gładząc lekko dłonią pościel, po czym uniósł czoło w stronę sufitu. Może jednak nie będzie tutaj tak źle? Zdecydowanie musiał nieco zluzować, bo kompletnie się wykończy. A chociaż od pogrzebu Derwina w maju nie wydarzyło się zbyt wiele, tak... Kto wie, co czekało jego i innych członków Zakonu Feniksa czy pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów w nadchodzących dniach? Trzeba było odpoczywać, póki była ku temu sposobność. I towarzystwo. Uśmiechnął się smutno. Tak. Zdecydowanie powinien docenić tę okazję.

Postać opuszcza sesję


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (548), Bertie Bott (471), Elliott Malfoy (495), Erik Longbottom (1548)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa