Zerknęła w stronę idącego obok Theona, przesuwając spojrzeniem po jego sylwetce i profilu. Wiedział? Chyba nie. Wyglądał na zaskoczonego, ukrył to znacznie słabiej, niż ona. Już raz przez to przechodziła, pewnie dlatego. Dlaczego ona w ogóle była zaskoczona? Przecież to musiało ostatecznie mieć miejsce, dopóki była towarem względnie młodym i wartościowym w oczach własnego ojca, zwłaszcza teraz gdy Castiel miał swoje obowiązki w głębokim poważaniu. Kolejna, chłodna fala rozeszła się po jej wnętrzu, a pochłonięty chaosem umysł przekształcił się w gładką i prostą taflę, trudną do zburzenia. Trwałą. Spokojną. Opanowaną. Chłodną. Przestrzeń, na której najlepiej funkcjonowała, utrzymując kontrole.
- To naprawdę piękny ogród. - rzuciła chyba tylko dlatego, że czuła, iż cisza robiła się ciężka i niezręczna, co nijak nie odpowiadało pogodzie dzisiejszego popołudnia. Wiedziała też, że zza kotar w oknach wielkiej posiadłości spoglądają na nich ciekawskie oczy jej mieszkańców. Wyglądała łagodnie, jej twarz nie pokazywała zbyt wiele, ba, nawet pozwalała sobie na delikatny uśmiech, bo przecież to był powód do szczęścia, prawda? Theon nie był stary, nie był brzydki i nie był zboczony, jak to było z Edwardem. Powiedzieć można, że tym razem wygrała na loterii. Powinna się trochę bardziej postać, wykrzesać odrobinę entuzjazmu, przynajmniej dopóki nie znajdzie odpowiedniego rozwiązania dla zaistniałej sytuacji, której nawet we własnej głowie nie mogła lub nie chciała nazwać po imieniu. - A więc Nicholas pracuje w Ministerstwie, a Ty zajmujesz się rodzinnym biznesem? - zapytała z zainteresowaniem, nieco śmielej odwracając twarz w jego stronę. Jej dłoń jednak nawet nie drgnęła, oparta palcami o jego ramię, co miało jej ułatwić poruszanie się po ogrodzie w obcasach. Pasma jasnych włosów zakołysały się pod wpływem ruchu właścicielki, a srebrne iskierki zatańczyły w nich leniwie, odbijając promienie słońca. Czy Nicholas był dla niej wtedy miły i ba, całkiem zaangażował się w rozmowę, co poniekąd konfliktowało z reprezentowaną przez niego naturą, bo tym pomyśle już w maju wiedział? Zwilżyła usta, prostując głowę i wypuszczając bezgłośnie powietrze spomiędzy warg, wolną dłonią przesunęła pukle na plecy, pozwalając im opadać swobodnie, aż do ich połowy. Znała Theona — bardziej z widzenia, niż dosłownie, a kiedyś nawet mu pomogła, ale minęło już przecież kilka lat od ich bliższego spotkania podczas marszu, a życie biegło szybko i nie wątpiła w to, że jego bardzo się zmieniło. Wydawał się jej kiedyś bardziej chłopięcy i niewinny, niż był teraz, ale to mogło być spowodowane jakimś wymysłem narzuconym przez wyobraźnie.