• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[23.06.1972] Pewna sprawa | Rodolphus, Robert

[23.06.1972] Pewna sprawa | Rodolphus, Robert
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#11
17.02.2024, 22:35  ✶  
Być może nie miał okazji... A być może nie chciał? Nie miał żadnego interesu w tym, by wkurwiać Roberta. Robił tylko tyle, na ile czuł że może sobie pozwolić. To co robił mu wystarczało, chociaż pytanie na jak długo? I czy znajdzie jakąś godną ofiarę, bo przecież z tym konkretnym Mulciberem nie mógł przeciągać struny... Jak dobrze, że Robert miał bliźniaka.
- Masz rację, do tej pory współpraca była owocna - odpowiedział odruchowo, zgodnie z prawdą. Utarty frazes, który pasował do wszystkiego - takie były najlepsze, bo pozwalały przebrzmiewać szczerości. Słuchał więc tego, co Robert miał mu do powiedzenia: o tym, że nieczęsto tu przychodził, że nie przepada za tego typu miejscami. Jakby słuchał lustrzanego odbicia. Jednak to zawartość aktówki była tym, co go zainteresowało. Na pierwszy rzut oka wyglądało to na umowę, gdy Robert przesunął ją po blacie. Lestrange nachylił się lekko nad kartkami, przesuwając je bardziej w swoją stronę. Pierdolety... I wiadomość. Nie dał jednak po sobie poznać, że ją zauważył. Lustrował kolejne zdania spokojnie, podczas gdy mgła w jego umyśle, która spowijała "bądź" tego spotkania, powoli się rozwiewała. A więc to o to chodziło. Gdyby mógł, to by westchnął - normalnie nie miałby nic przeciwko takiej zabawie, lecz teraz... Tak na świeżo: mogło być trudno. Rodolphus ostrożnie puknął palcem w kartkę w losowym miejscu. - Nie zgadza się adres dostawy, Robercie, ale to nic, czego byśmy nie mogli zmienić.
Powiedział, ostrożnie przerzucając kolejne kartki. Tak, by tylko on mógł zobaczyć, co na nich było. Informacje, zdjęcia, szczegóły sprawy. W randomowych momentach pukał w kartkę i mówił, że tu też trzeba wprowadzić poprawkę, a tu umówili się na wyższą kwotę, niż jest zapisana. W końcu, po dokładnym i ostrożnym przestudiowaniu informacji, złożył kartki tak jak były, a potem oddał je Robertowi. Nie musiał nic dodawać, bo mówił cicho w trakcie - niby tak, żeby Mulciber mógł zapamiętać o jakie "poprawki" chodziło.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#12
18.02.2024, 21:35  ✶  

Nie oczekiwał, że Rodolphus rzeczywiście skupi się na tym, co mówił. Dużo bardziej istotna była zawartość dokumentów, które przekazał mu do wglądu. Wyjaśniały one wszystko, co wiązało się z tą wizytą w restauracji. Niespodziewaną. Nieplanowaną.

- Mój błąd, postaram się szybko to sprostować. - odpowiedział, podobnie odnosząc się do kolejnych uwag, które zgodnie z otrzymanymi instrukcjami, Rodolphus wygłosił. Kiwał głową. Potakiwał. Raz nawet przeprosił Lestrange'a za swoją nieuwagę, tłumacząc się natłokiem obowiązków. Coś praktycznie... cóż, niespotykanego. - Mam nadzieje, że nie będzie rzutowało to na naszą dalszą współpracę.

W czasie, gdy zajmowali się - przynajmniej pozornie - omawianiem umowy, spraw biznesowych, w restauracji kończyli przygotowywać zamówione dania. Dokładnie tak jak wcześniej ich poinformował kelner, w wyznaczonym czasie wszystko zostało dostarczone do ich stolika. Wyglądało całkiem apetycznie. Pachniało również przyjemnie. Zachęcająco. Czy tak samo smakowało? Cóż, to należało sprawdzić. Zanim jednak Robert się tym zajął, schował papiery do aktówki, odłożył ją z boku krzesła. Następnie, sięgając już po sztućce, skierował swoją uwagę na dolmades. Odkroił kawałek, nadział na widelec, skierował do ust. Powoli przełknął.

- Myślę, że powinniśmy być w stanie wyrobić się ze wszystkim do końca miesiąca. Zarówno z umową jak i dostawą. Rozumiem, że wersje z poprawkami, mam dostarczyć już przy pomocy sowy? - niby kontynuował rozmowę, ale przy okazji rozejrzał się również po sali. Zerknął przelotnie w stronę wejścia, przy którym pracownica obsługi zajmowała się akurat większą grupą gości. Czyżby byli to państwo Abott oraz ich najbliżsi? Wydawało mu się, że starsza blondynka wyglądała znajomo. Pasowała do tego, co ustalił wcześniej na temat najbliższych Marie.

Na razie nie zwracał na ten fakt uwagi Rodolphusa. Nie chciał, żeby przyciągnęli przypadkiem zbyt wiele uwagi. Mogło to skomplikować sprawy, co nie byłoby im na rękę.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#13
19.02.2024, 10:52  ✶  
Gdyby sytuacja była inna, to zapewne odczułby satysfakcję z faktu, że Robert Mulciber przyznaje się do błędu. Ale to była farsa, udawanie - nie sprawiało mu to takiej przyjemności, gdyby naprawdę mężczyzna przyznał się do faktycznie popełnionej pomyłki.
- Oczywiście, że nie będzie, drobne potknięcia przy tak dużych zamówieniach są naturalne - odpowiedział spokojnie, prostując się gdy jego wzrok wyłapał kelnera. Pachniało dobrze, ale smak... Rodolphus nie przepadał za grecką kuchnią. Ogólnie nie przepadał za jedzeniem tak, by można było go nazwać smakoszem czy koneserem. Jadł, bo musiał dostarczyć organizmowi niezbędnych składników, by ciało mogło go słuchać. Miał oczywiście swoje pewne preferencje kulinarne, jednak kuchnia grecka była mu najzwyczajniej w świecie obojętna. Sięgnął po sztućce, zerkając w bok na odchodzącego mężczyznę, który podał im zamówienie. Dlaczego miał wrażenie, że to on za to wszystko zapłaci?
- Tak będzie najszybciej, możliwe że będę musiał wyjechać z Londynu, polecenie służbowe, ale jeszcze nic pewnego - odpowiedział niezgodnie z prawdą, odkrawając kawałek jedzenia. Tak było najsensowniej: zaznaczyć, że może go nie być, więc sowa będzie najwygodniejszą opcją. Zwłaszcza że sam planował nie tyle co opuścić Londyn, ale robić.. Inne rzeczy, które wymagały jego oficjalnej nieobecności po godzinach pracy. To była wiec dość wygodna wymówka, jeżeli ktoś miałby ich podsłuchiwać.

Rodolphus nie zwrócił uwagi na większą grupę - siedział do wejścia niemalże plecami, a chociaż był czujny na własne otoczenie, nie zachowywał się tak, jakby na kogoś specjalnie czekał. Normalni ludzie podczas rozmowy - czy to biznesowej, czy towarzyskiej - nie odwracali się na każde poruszenie przy drzwiach. Zresztą widział, że Robert na chwilę uniósł wzrok i wlepił go gdzieś ponad jego ramieniem, więc Mulciber miał wszystko pod kontrolą. Sam musiał na szybko utworzyć jakiś plan, zakładający nawiązanie pierwszego kontaktu z tą kobietą. Miał w głowie kilka opcji, ale dopóki nie zobaczy w czyim towarzystwie dokładnie przyszła i co zamierzała robić, każdy nadawał się do kosza.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#14
21.02.2024, 17:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2024, 11:22 przez Robert Mulciber.)  

Czas mijał. Płynął powoli do przodu. Ubywało wody ze szklanek. Znikało jedzenie, dotąd znajdujące się na talerzach. Tematy rozmowy zmieniały się. W miarę płynnie przechodzili od jednego do następnego. I jeszcze kolejnego. Kolacja trwała. Trwało spotkanie biznesowe. Ile jeszcze mieli spędzić tutaj czasu? Zdawać by się mogło, że sprawa nie posuwała się do przodu. Wcale a wcale. Wbrew pozorom, Robert pozostawał jednak czujny. Trzymał rękę na pulsie. Starał się wszystko kontrolować. Działał w typowym dla siebie tempie. Nie za szybko. Dla niektórych, być może jednak odrobinę zbyt wolno?

- Cóż, chyba powinniśmy się z wolna zbierać. - nagle zasugerował. Dlaczego tak? Dlaczego nie inaczej? Mieli przecież zadanie do wykonania, a Mulciber mówił o opuszczeniu restauracji. Może jednak faktycznie dostał jakiegoś wylewu? Działał tego wieczora irracjonalnie? Bez sensu?

Gestem dał znać jednej z kelnerek, że może do nich podejść. Przynieść rachunek. Wystawić paragon. Ta tylko skinęła głową, dając im do zrozumienia, że to zarejestrowała; że się tym zajmie. Zapewne za chwilę. Za kilka minut? Nie skończyła jeszcze obsługiwać sąsiedniego stolika.

Robert jednak nie śpieszył się, nie narzekał.

- Naprawdę miło spędziłem z Tobą czas, Rodolphusie. Mam nadzieję, że nasza współpraca okaże się owocna, a towar więcej niż zadowalający. - wciąż paplał, nie zwracając przy tym jednak większej uwagi na to, co konkretnie opuszczało jego usta. Jakie to miało znaczenie? W rzeczywistości, nie zawierali przecież w tym momencie żadnej umowy. Nie dogadywali też jej szczegółów. - Kelnerka chyba już do nas idzie...

Podniósł się z dotychczas zajmowanego miejsca. Zaczął poszukiwania portfela. Dobre wychowanie wymagało, żeby Rodolphus postąpił w ten sam sposób. Wstał z krzesła. Jeśli zdąży, jeśli uda mu się zmieścić w wąskim okienku czasowym, powinien wpaść na zbliżającą się właśnie dziewczynę. Zderzyć się z nią oraz z lampką wypełnioną czerwonym winem, którą trzymała w ręku. Przed sobą. Marie Abbott zmierzała wlaśnie w kierunku drzwi wyjściowych, chcąc się zapewne przewietrzyć, może zapalić papierosa? To zaś była ich szansa na to, żeby nawiązać z kobietą kontakt.

Pytanie tylko czy Rodolphus zdoła to odpowiednio rozegrać? Zwłaszcza w sytuacji, kiedy nie był świadomy tego, jaka rola przypadnie mu w udziale. Do odegrania.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#15
21.02.2024, 18:03  ✶  
Rodolphus nie lubił gadać po próżnicy. Zwykle dbał o idealny balans między wygodą a dyskomfortem - pozwalał mu zachować odpowiednią trzeźwość umysłu i czujność. Tak było i tym razem, bo mimo iż rozmowa z boku wyglądała tak, jakby toczyła się dobrze, to gdyby ktoś podsłuchiwał od razu by się zorientował, że to Mulciber grał w niej pierwsze skrzypce. On przewodził konwersacji, on ją popychał do przodu. Lestrange odzywał się wyłącznie wtedy, gdy była taka potrzeba. Czasem o coś zapytał, by nie zapadło między nimi milczenie. Zachowywał się dokładnie tak, jak zwykle podczas tego typu spotkań towarzyskich - gdyby był nadmiernie podekscytowany czy rozgadany, komuś od razu zazgrzytałoby w mózgu, że coś tu nie gra.

- Wzajemnie, Robercie. Nie wątpię, że tak będzie - jesteś w końcu jednym z najlepszych - uśmiechnął się kącikiem ust. Kolejne kłamstwo, wywleczone na wierzch ku uciesze osób trzecich. Bo przecież Lestrange nie miał pojęcia, czy świece i kadzidła Mulciberów nie były szajsem: nigdy się nimi nie interesował. Gdy Robert wstał i zaczął szukać portfela, Rodolphus automatycznie zrobił to samo. To był nie tylko wyraz grzeczności, ale i odruch, by odpowiadać lustrzanie na to, co robił jego towarzysz.

Sęk w tym, że Robert po żadnej ze swoich stron nie miał kobiety, która szła w ich kierunku - a on tak. W chwili, gdy odsunął krzesło i przeszedł na bok, na jego plecy wpadła Marie. Najpierw jednak na jego plecy wpadł kieliszek czerwonego wina, który kobieta w odruchu wylała nie tylko na swoją sukienkę, ale i na jego marynarkę. Pisnęła, zaskoczona, bo ruch mężczyzny był szybki i niespodziewany - na tyle, że nie zdążyła zmienić toru swojej drogi. Na krótki moment twarz Rodolphusa wykrzywił grymas zaskoczenia, pomieszanego ze złością. Trwało to zaledwie kilka uderzeń serca, ale było na tyle widoczne, że Robert mógł to zarejestrować.
- Najmocniej przepraszam - powiedział jednak, odwracając się tyłem do Mulcibera. Całą swoją uwagę przeniósł na kobietę, którą bez trudu dopasował do zdjęcia, pokazanego mu przez Roberta. A więc tak to rozegrał - idealny czas i miejsce. Gnida. Marie nie upadła, nie szła na tyle szybko, by odbić się od jego sylwetki, ale... Cóż, sukienka, jasna (bo to zawsze musiały być jasne ubrania), była zrujnowana. Rodolphus schował rękę w kieszeni marynarki, nie przejmując się tym, że oczy pozostałych bywalców Chimery zwróciły się ku nim. W tym rodziny Abott. Wyciągnął materiałową chustkę chyba bardziej z przyzwyczajenia, niż z faktycznej chęci podania jej kobiecie - ale zrobił to, bo ludzie patrzyli. Nawet posłał jej wyuczony, zakłopotany uśmiech. - Zapłacę naturalnie, jeżeli żadne zaklęcie nie pomoże. Chociaż, jeżeli mogę służyć radą, czerwone wino da się sprać białym winem.
Skąd to wiedział? Być może to nie byłby pierwszy raz, gdy ktoś w jego towarzystwie oblewał jasne ubrania czerwonym winem. A może uważał na eliksirach lub słuchał tego, co mówili do niego jego rodzice. Zwłaszcza matka.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#16
21.02.2024, 19:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2024, 11:22 przez Robert Mulciber.)  

Podczas gdy Rodolphus - rzecz jasna zgodnie z planem - zajął się Marie Abbott, Robert przyjął od kelnerki rachunek i uregulował należność za kolacje. Wbrew temu, czego Lestrange się obawiał, nie musiał za nic płacić. Mulciber nie zniżał się do tego rodzaju zagrywek. Nie tylko pokrył całość, ale też zostawił kobiecie całkiem wysoki rachunek. Zawsze starał się dbać o pozory i tym razem nie mogło być inaczej.

Kiedy to już zostało załatwione, skierował uwagę na Rodolphusa i Marie. Uśmiechnął się, ale nie był to uśmiech sięgający oczu. Dla kogoś bystrego, kto Roberta znał choćby odrobinę, musiał być on nie do końca szczerym. Być może wiązał się z pewnym wyrachowaniem?

- Wypadki czasem się zdarzają. Mam nadzieje, że nie popsuje to wam wieczoru. - skomentował zdarzenie, samemu szykując się do wyjścia. Podnosząc z ziemi aktówkę. Z wolna kierując się do miejsca, w którym to czekał na niego ulubiony, jasnoszary płaszcz. - Do następnego razu, Rodolphusie.

Po tych słowach tak po prostu odwrócił się, pozostawiając Lestrange samego.

W zasadzie, to samego nie tak do końca, bo w towarzystwie kobiety, którą miał się zająć. Na której to powinien się w tej sytuacji skupić. Robertowi pozostawiało mieć nadzieje, że temu podoła. Uda mu się na tym polu odnieść sukces.

Ot, po prostu ich nie zawiedzie.

 
Postać opuszcza sesję
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#17
21.02.2024, 20:50  ✶  

- Uważaj, Mari! - dało się słyszeć na chwilę przed tym, jak doszło do wypadku. Tegoż drobnego nieszczęścia. Interwencja, której próbowała się podjąć towarzysząca pannie Abott koleżanka, nie przyniosła jednak efektu. Dziewczyna wpadła prosto na Rodolphusa, który akurat wstawał od stolika i żegnał się z Robertem.

- Oh! - padło z jej strony.

Skupiła się na swojej sukience. Białej w niebieskie wzory. Ni to jakieś pnącza, liście, kwiaty. Ciężko byłoby to jednoznacznie określić. Stańmy więc na tym, że była to prosta kreacja do połowy kolan. Na krótki rękaw. Przewiązana w pasie prostym, bialym paskiem ze sprzączką z wygrawerowaną różą.

Róża mówiła wiele.

Czerwony płyn musiał wyrządzić szkody. I w tym konkretnym momencie, na środku restauracyjnej sali, za wiele nie dało się na to poradzić. Nie z miejsca. Nie natychmiast. Można było się lekko zirytować.

Można było swoją złość skierować w stronę tego, który winny był całemu zajściu.

- Zapłaci pan?! - w pierwszym momencie głos wydał się niemalże piskliwy. Blondynka weszła na wysokie tony. Zaraz jednak wrócił on do normy. Dla niektórych mógł być nawet przyjemny. - To Rosier, kosztowała mnie całe trzy ostatnie wypłaty. - wytknęła, przyjmując jednak materiałową chusteczkę, przy pomocy której starała się doprowadzić siebie do względnego porządku. Nieco zbyt energicznie. Nie była przy tym dość dokładna. Ani też odpowiednio ostrożna.

Towarzysząca jej dziewczyna podeszła bliżej, dając znać, żeby przestała.

Uspokoiła się.

- Spokojnie, Mari, doprowadzimy Ciebie do porządku. Musimy tylko przejść do toalety. Kilka minut i będzie wyglądała tak, jakbyś ją miała pierwszy raz na sobie. - te słowa padły ze strony brunetki. Tej samej, która chwilę temu próbowała ją ostrzec. Uratować przed tym wypadkiem. Niestety nieskutecznie.

Nie dała rady zareagować w porę.

- Myślisz? - zapytała, kompletnie ignorując przy tym uwagę Rodolphusa na temat białego wina. - To delikatny materiał. - na moment skupiła się na swojej towarzyszce. Wyglądała przy tym na nieco zniechęconą. Nieprzekonaną? Z pewnością niepewną. - Może być ciężko go odratować. - czy faktycznie? No cóż, to Marie będzie musiała dopiero sprawdzić. - Powinien był pan bardziej uważać. - dodała na samym końcu. Trochę tak cholera wie skąd to się wzięło. Z jednej osoby, zainteresowanie przeniosła na drugą. Kogoś musiała obwinić. A bądź co bądź, to Rodolphus był do niej tyłem. Nie sprawdził. Nie zauważył, że akurat przechodziła.

Miała więc pewne prawo mieć mu to za złe.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#18
22.02.2024, 20:46  ✶  
Gnida. Co za parszywa gnida z Roberta. Wpierdolił go na taką minę, że już wolałby zapłacić za całą kolację, niż pokrywać z własnej kieszeni zakup głupiej sukienki od Rosierów. Rodolphus rzucił mu dziwne spojrzenie, którego ten nie mógł przegapić, nawet gdyby próbował. Był w stanie zapomnieć o tej farsie, ale to... Nawet jeżeli plan był dobry, to miał zbyt wiele luk, by Lestrange uznał go za idealny. Niech idzie, niech ucieka jak ten szczur z podrzędnej knajpy. Widzą się za kilka dni, na pewno nie omieszka tego jakoś skomentować.

Lestrange na powrót skupił się na Marie. Obserwował jej gwałtowne ruchy, jej zaróżowione ze złości policzki i to, jak szybko odzyskiwała kontrolę pod wpływem brunetki. Przywdział na twarz lekki, może nieco krzywy uśmiech, unosząc dłonie w obronnym geście.
- Powinienem, to prawda. Proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny. Wiem jednak, że to nie wystarczy - na moment opuścił wzrok na czerwoną plamę, do złudzenia przypominającą krew. Ach, była ulokowana w takim miejscu, że brakowało tylko wystającej rękojeści noża, by obrazek Marie Abott był perfekcyjny. Lestrange uśmiechnął się szerzej. - Proszę nie mieć mi tego za złe. I ponawiam propozycję - ten materiał jest nie tylko delikatny, ale i kosztowny. Czy była to suknia, szyta na wymiar?
Zapytał, sięgając do wewnętrznej kieszeni. Wyciągnął z niej sztywną karteczkę ze swoim imieniem i nazwiskiem. Nic więcej, nic mniej. Wręczył ją Marie, nie omieszkając musnąć palcami jej dłoni.
- Proszę się odezwać, zapłacę za szkody. Albo nową kreację - czy byłaby skłonna to zrobić? Być może nie, ale skoro sukienka kosztowała aż trzy wypłaty, to on na jej miejscu by zrobił wszystko, by odzyskać chociaż część tych pieniędzy. Próbował jednocześnie zmyć nieprzyjemne pierwsze wrażenie, które wywołał, gdy na niego wpadła. Absolutnie nie miał nastroju do flirtu, nie po tym, co się stało dnia poprzedniego. Ale wpatrywał się w Marie Abott tak, jakby widział przed sobą najpiękniejszą damę w potrzebie na całym świecie. Rysy twarzy mu złagodniały, podobnie jak harde spojrzenie, którym zawsze obdarzał innych.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#19
23.02.2024, 16:04  ✶  

Niestety, mimo starań brunetki, ugłaskanie Marie nie okazało się zadaniem prostym. Poirytowana, niewiele robiła sobie ze starań Rodolphusa. Może byłoby inaczej, gdyby była świadoma tego, że ma przed sobą kogoś o nazwisko Lestrange? Czasami takie szczególiki potrafiły wiele zmienić. Trzeba było odpowiednio ze swoich atutów korzystać.

- Niech będzie. – dość niechętnie, ale przeprosiny przyjęła. Chyba bardziej po to, żeby ich nie odrzucać, bo co ludzie powiedzą? Słyszeli ich. Widzieli całe to zajście. Powiedzieć więc mogli tutaj całkiem sporo, przy okazji dodając to i owo od siebie. I weź to człowieku później odkręcaj! – Nie, nie na wymiar. Jedynie wprowadzili kilka odpłatnych poprawek. – zaprzeczyła. Na sukienki szyte na wymiar, nie było ją stać. Nie te progi. Nie te możliwości finansowe. Nadal jednak była to kreacja z wyższej półki. Jedyna taka w szafie Marie. Trzymała ją na specjalne okazje.

Takie jak choćby zaręczyny brata.

Przyjęła karteczkę, na którą spojrzała. Następnie, lekko speszone spojrzenie przeniosła na brunetkę. Pokazała jej znajdujące się na niej dane Rodolphusa. Dla obydwu kobiet, nazwisko musiało mieć znaczenie. Lestrange mógł tę zmianę wyłapać jeszcze zanim Marie odezwała się ponownie.

Tym razem brzmiała inaczej.

- Myślę, że zdołamy się w tej sprawie porozumieć. Bardzo pana przepraszam za wcześniejszą reakcje. To dla mnie ważny dzień, a ten wypadek był taki niespodziewany... akurat teraz... Naprawdę nie chciałam być tak niemiła.- powiedziała. I można byłoby jej nawet uwierzyć. Kupić to. Gdyby nie to, jak inaczej zachowywała się chwilę wcześniej.

Ostatecznie dogadali się w taki sposób, że Marie poinformuje Rodolphusa o kosztach doprowadzenia sukienki do ładu, a ten ureguluje rachunek. Tylko czy aby na pewno zrobi to z własnej kieszeni? Przekonamy się już niebawem!

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (657), Robert Mulciber (2888), Rodolphus Lestrange (3471)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa