• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 9 Dalej »
[ 22 Czerwca 1972] | Kwestia Szczęścia | Cathal & Cynthia

[ 22 Czerwca 1972] | Kwestia Szczęścia | Cathal & Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#11
04.06.2024, 21:13  ✶  
Nazwisko pomagało, ale wypadało przy tym dać również coś od siebie. Pokazać, że nie tylko przysłowiowa "szata" - która w tym przypadku była rodem, zdobi Czarodzieja. Jego talent odziedziczony” przez krew był jednym z najbardziej użytecznych na świecie, gdyby zapytać Cynthię o zdanie. Dawało to dostęp do każdego zakątka na świecie, każdej książki — a tych było tak wiele, różniących się od tego, co mieli w Wielkiej Brytanii i nawet co udawało się jej dostać od znajomych z Nowego Orleanu, których wciąż miała z czasów kursu, szkoleń, czy nawet tego nieszczęsnego, krótkiego narzeczeństwa z Edwardem — niech mu woda chłodną będzie. Tyle, o ile akceptowała prawdę o świecie, to zwyczajnie jej ona przeszkadzała, ale z czasem i wiekiem, coraz mniej zwracała na to uwagę, skupiając się na własnych celach i bardzo wąskim gronie znajomych. Nie mogłaby marnować czasu, zdrowia i reputacji, na którą tak ciężko pracowała, jak większość osób w podobnym do nich wieku. Ostatecznie jej ród nie był w żaden sposób wyjątkowy, owszem, mieli jakieś tam kontakty i specjalizowali się w morskim handlu i oliwie, ale cóż to było na tle potrzeb współczesnego świata? Nie narzekała jednak nigdy, zawsze starała się nosić głowę wysoko.
Szepty Salazara musiały być męczące. Tak, jakby Cathal nigdy nie był sam, czego szczerze by mu współczuła. Dla niej jej umysł był oazą, świątynią, miejscem ucieczki i czułaby się niekomfortowo, gdyby ktokolwiek tam zajrzał.
- Ciężko to wytłumaczyć, ale niewiele jest osób, które ciężko mi rozgryźć na dłuższą metę. Zwykle zagadki są łatwiejsze. A tak romantycznie i filozoficznie mówiąc, to na pewno nuta tajemnicy kryje się w oczach.
Nie było to łatwe pytanie. Wbrew pozorom, żeby Cynthii było swobodnie rozmawiać i żeby przestała ciągle wpływać na swoją gospodarkę hormonalną za pomocą nekromancji i magii uzdrawiającej, trzeba było mieć mnóstwo cierpliwości. Nie łatwo było wyjść jej z roli, a dokładniejsza odpowiedź wymagałaby od niej słów, których pewnie by się po blondynce nie spodziewał. Nie była w sumie taka trudna, na jaką się kreowała, wymagała po prostu więcej czasu i cierpliwości. - Do Puchonów i staruszek z kotami, to prawda. - przyznała z delikatnym wzruszeniem ramion, również nieco rozbawiona, na wyobrażenie Cathala z przyjacielem wśród stada śierściuchów. Biele i szarości były bardziej uniwersalne, każdy kolor wprowadzony dodatkowo sprawiał, że wnętrze nabrało innego charakteru i wyrazu, dzięki czemu było to bardziej ekonomiczne.
Przyglądała mu się chwilę w milczeniu, pogrążona we własnych myślach. To nie tak, że nie okręcała sobie ludzi dookoła palca, jeśli było jej to potrzebne, ale zdarzało się to rzadko. Na tle większości dziewcząt niezamężnych, wypada naprawdę konserwatywnie. Nie bawiły ją przelotne romanse, szukanie uciech fizycznych z mężczyznami przypadkowymi, którzy mogłoby coś jej zaoferować w zamian. Uwielbiała być niezależna i samowystarczalna i zawsze starała się znaleźć sposób, aby zdobyć to, co chciała, sama, nie przy pomocy kogoś lub czegoś. Nie przekraczała granic, przez to po zdjęciu masek, była kobietą mało doświadczoną, raczej stałą. Ktoś musiał ją zainteresować intelektualnie i emocjonalnie, żeby spotkała się z takim mężczyzną więcej, niż raz. A jego towarzystwo — pomijając już wszystko inne, po prostu lubiła. Był ciekawy niczym dobra i pełna tajemnic książka. Nie chciała też gdybać, zastanawiać się nad tym, co mogło, a nie musiało wcale nadejść. Dziś byli tutaj, bawiąc się wyśmienicie i pijąc zaczarowane drinki, zamierzali dobrze się bawić. No i los jej sprzyjał, bo jej towarzysz był najciekawszy na całej tej sali, o czym mogła świadczyć intensywność jej spojrzeń i ten lekki, figlarny uśmiech, który zaczął się pojawiać na jej twarzy.
Nie wierzył w szczęście?
To było niespotykane. Ona sama nie wierzyła we wróżby, przesądy i inne tego typu rzeczy, ale szczęście.. Czym więc była przychylność losu? Otóż zaciśnięciem na czymś dłoni, przyciągnięciem do siebie i nie puszczeniem, nawet jeśli się wyrywało. W rytm jej myśli, jego palce mocniej zacisnęły się na niej, na co poczuła lekkie i przyjemne ciepło na policzkach, co potęgował zapach jego perfum i skóry, który wdzierał się jej do nosa. Pachniał też trochę pergaminami? Przyjemnie i relaksująco, jakby gdzieś w tle była nuta cynamonu. I znów mieli podobne zdanie, na co roześmiała się cicho, zwilżając wargi i odwzajemniła posłane przez niego spojrzenie. - Masz całkowitą rację. Gdyby polegać tylko na szczęściu, niewiele by się miało lub doświadczyło w życiu. Zaskakujące, jak podobne mamy zdania w wielu kwestiach, Panie Shafiq.
Mówiła nieco ciszej, jakby kilka sekund jeszcze tkwiła z nim w jakiejś bańce. I kasyna wcale tu nie było! Czas rozpocząć grę, kolejną tego wieczora. Nie powinien przegrać, skoro od początku zamierzał liczyć karty, a wygrana przy dobrych drinkach, towarzystwie i w miłym wnętrzu, smakowała jeszcze lepiej. Ciężko stwierdzić, czy Cynthia przyglądała się uważniej archeologowi, czy może krupierowi i kartom, które rozdawał — poker jakby zszedł na dalszy plan, a ona westchnęła cicho, poprawiając się nieznacznie na krześle, ruchem dłoni odgarniając jasne pasmo z twarzy i szyi.
- Kto wchodzi i za ile, Panowie? - zapytał krupier, tasując zwinnie karty w dłoniach i przyjrzał się z miłym, aczkolwiek odrobinę zawadiackim uśmiechem siedzącym przy stole Czarodziejom. Starszy mężczyzna w okularach i z wąsem rzucił na stół kilka żetonów, stawiając jakieś piętnaście galeonów, a dwójka młodszych weszła tylko bazową stawką w kwocie pięciu galeonów, a przynajmniej tak się jej wydawało. Co zrobi Cathal? Korzystając z zamieszania, które zrobiła kelnerka z wielką tacą, która w dość skąpym stroju podała im drinki, przysunęła odrobinę swoje krzesło do blondyna, przyglądając mu się z zaciekawieniem.
- Zaczynasz ostrożnie, czy raczej zaatakujesz, niczym Rogogon? - zapytała go cicho, tak, aby pozostali nie usłyszeli i podziękowała skinieniem głowy kobiecie, która postawiła również przed nimi kieliszki z szampanem. Tak, na zachętę do gry,
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#12
05.06.2024, 20:07  ✶  
Gdyby zapytać Cathala, czy jest szczęśliwy, że urodził się Shafiqiem, odpowiedziałby „tak” bez wahania i to mimo tego, że większością członków tego rodu nie łączyły go mocne więzy krwi. Nie chodziło też o to, że nazwisko otwierało wiele drzwi, ani że ułatwiło mu karierę, choć obie te rzeczy były bardzo ważne.
Przede wszystkim uważał, że przedziwna zdolność rozumienia każdego języka, jest najwspanialszym darem, jaki mógłby kiedykolwiek otrzymać od ojca – człowieka, którego ledwo pamiętał. Nie pragnąłby tworzyć niezwykłych obrazów, jak przedstawiciele Averych, nie zależało mu na wyzywaniu na pojedynki, których nie wolno odmówić, nie interesował go przekazywany z pokolenia na pokolenie sekret smoczej oliwy… Pod tym względem Cathal był pewien, że wygrał los na loterii: taki, gdzie prawdopodobieństwo wygranej to jeden do kilku miliardów.
– Czyżbym był aż tak ciężki do rozgryzienia? Zdaje mi się, że wiele rzeczy jest jasnych w moim przypadku: nigdy nie kryłem przed tobą, jakim człowiekiem jestem.
Miał swoje tajemnice: złowieszczy szept Slytherina w głowie, ciała zagubione w piaskach pustyni, kilka tajemniczych kamieni runicznych, ukrytych w miejscu, w którym jak sądził, nikt nie będzie ich szukał. Ale to były po prostu rzeczy wpisujące się w to, że nie był dobrym człowiekiem – a przecież nigdy takiego nie udawał. Łatwo było odgadnąć, co Cathal lubi, a czego nie znosi, co go interesuje, co chce robić w życiu. Na większość pytań odpowiadał bez większych oporów, a chociaż skłamałby bez wyrzutów sumienia, gdyby uznał, że kłamstwo jest dobrym wyborem – robił to rzadko. Jasne, ukrywał pewne rzeczy dla interesów własnych czy rodziny, mógł zapewniać, że wąż nazywa się Ciapek, ale zazwyczaj nie widział powodów, aby zmyślać – zwyczajnie by mu się nie chciało.
A co myślał o Cynthii? To było na swój sposób skomplikowane. Zaintrygowała go, bo chciał przekonać się, co kryje się za jej maskami. Spotkał się z nią znowu, ponieważ okazała się inteligentna i śmiała - a Cathal nie potrafił znieść ludzi głupich i tchórzliwych. Zaczynał ją lubić, mieli nieco wspólnego w takich sprawach, jak skupienie na pracy czy niektóre poglądy, a jednocześnie dobrze zdawał sobie sprawę, że w pewnym sensie byli z dwóch różnych światów, jakkolwiek paradoksalnie to nie brzmiało, gdy mowa była o osobach z czystokrwistych, angielskich rodów.
– Żaden ze mnie Puchon, nie jestem ani staruszką, i nie mam ani jednego kota, jedynie psa. Zgodzimy się więc, że żółty odpada – skwitował Shafiq. Nie darzył zwierząt niechęcią, lubił je nawet, chociaż też nigdy specjalnie nie pragnął się takimi zajmować. Pies trafił się przypadkiem, pojawiając razem z Ulyssesem, i Cathal po prostu bez oporów zaakceptował taki stan rzeczy.
Cathal pod pewnymi względami bywał niedowiarkiem. Nie wierzył w przeznaczenie. Nie przykładał wielkiej wagi do wróżb. Przyjmował do wiadomości umiejętności jasnowidzów – ale ich wiedza na temat przyszłości w jego oczach oznaczała nie tyleż spoglądanie w to, co będzie, a w to, co ludzie planują, niejako odbieranie ich zamiarów i obserwowanie, jakie rezultaty przyniosą.
W szczęście też zbytnio nie wierzył.
Istniały tylko przypadek, praca, umiejętności, determinacja i znajomości: one decydowały o tym, co osiągniesz. Przypadek był najważniejszy, rzecz jasna, ale Cathal nie nazwałby go szczęściem – po prostu były rzeczy, które komuś musiały się przydarzyć.

Gdyby w głowie Cathala nie szumiał eliksir, wywołujący beztroskę, znoszący hamulce, być może wszedłby bezpiecznie i rzucił na stół jakieś pięć, może dziesięć galeonów. I tak wykazał się pewnym opanowaniem, bo zdecydował się obstawić dwadzieścia galeonów.
– Ostrożność jest wskazana tylko wtedy, kiedy spodziewasz się starożytnych klątw i pułapek. Tak poza tym, to do odważnych świat należy, Cynthio – powiedział, posyłając jej uśmiech nim obstawił, a potem sięgnął po karty.
Może to nieistniejące szczęście mu sprzyjało, bo układ miał całkiem niezły: w jego kartach tańczyły trzy damy, ruszając się, jak to było normalne w kartach czarodziejów, łypał na niego ponuro jopek, a poza tym w układzie znalazł się jeden król. Trójka i dość wysokie karty. I pewna szansa na fula albo karetę, gdyby udało mu się dostać damę albo króla.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#13
09.06.2024, 21:14  ✶  
Ona się nigdy nad tym nie zastanawiała, bo nic nie mogła z tym zrobić. Rodziców się nie wybierało, ale w przypadku kobiet — mogły mieć malutki wpływ na przyszłe nazwisko, jeśli Ci byli przychylni i brali zdanie córki pod uwagę. Aranżowane małżeństwa nadal były dość modne, pomimo tego, jak otaczający ich świat pędził w stronę współczesności. W głębi duszy Cynthia była kobietą wychodzącą z założenia, że krew, jak i nazwisko, wcale nie świadczą o wartości człowieka. O tym mówiły wypowiadane słowa, wykonywane gesty, spełnione obietnice i przestrzeganie jakiegoś wewnętrznego kodeksu moralnego, honor. Może było to odrobinę staroświeckie, ale wiele razy pomogło jej w życiu lub wskazywało osobę, która była warta większej uwagi. Jego dar był wspaniały, sama by taki chciała — ona odziedziczyła tylko przepis na oliwę, z której pewnie i tak nigdy nie skorzysta. Owszem, mogłaby sprzedawać fiolki na boku, ale w obecnych czasach, nie było to zbyt bezpieczne. A Cynthia chciała trzymać się z daleka, walcząc głównie dla bliskich jej ludzi — obecnie skupiając się na sprawie zimnych przez wzgląd na Tori oraz pozostałych. Miał więc racje, przyznałaby mu to głośno -wygrał los na loterii. Obydwoje przecież byli dość praktycznymi ludźmi, a talent do tworzenia ruchomych dzieł zupełnie nie wchodził w zakres ich zainteresowań lub talentów. Chyba że Cathal na boku tworzył wspaniałe szkice w notatniku, a ona o tym wiedziała? Cóż, ze swojej strony, rysowała naprawdę ładnie rośliny i umiała rysować przyzwoity — do rozróżnienia, szkielet. Wszystko wyniosła z kursów oraz studiów, tyle z talentu.

-Stanowisz zagadkę, muszę przyznać. Może dlatego, że zwykle otaczają mnie ludzie w maskach? Wydaje mi się też, Mój Drogi, że najciemniej zawsze jest pod latarnią. Wydaje Ci się, że coś jest oczywiste i dokładnie takie, jakim to postrzegasz, a prawda okazuje się zupełnie inna. Twoje towarzystwo jest jednak dla mnie.. Miłe i orzeźwiające. - odpowiedziała z nutą zamyślenia w głosie, jakby zastanawiała się nad doborem właściwych dla okazji słów. Cynthia była dość oszczędna w komplementach, więc zwykle były po prostu szczere. Owszem, gdy były pochlebstwa konieczne, używała ich przy załatwianiu spraw — ale ludzie ich szukający, zwykle byli banalnie prości i powierzchowni. W pewien sposób chciała mu też pewnie zasugerować, że dobrze się z nim bawi i traktuje ich spotkania zupełnie inaczej, niż mógłby ktoś pomyśleć. Jego bezpośredniość i prawdomówność były mało kiedy spotykane w towarzystwie, w którym zwykle podczas bali lub przyjęć się obracała. Z początku brała jego słowa za kłamstwa, zupełnie jakby grał w taką samą grę, w którą ona grała, ale z biegiem czasu zrozumiała, że Shafiq zawsze był prawdziwy i wyraźny. Był pewnym siebie, dojrzałym mężczyzną, który dawno wyrósł z roli zbuntowanego nastolatka, króla tajemnic i domysłów. Niegdyś ona też przecież nie kłamała, była zupełnie inna. I przebywanie z nim sprawiało, że mogła sobie czasem — w których przebłyskach, o tym przypomnieć. Nie ze wszystkich podjętych przez siebie decyzji była dumna, ale nie zastanawiała się nad nimi głębiej i nie chciała tracić energii na żałowanie czegoś, z czym nie mogła już zrobić nic. Błękitne tęczówki przesunęły się po twarzy archeologa, wyrwane z chwilowego zamyślenia, a na ustach kobiety pojawił się krótki, odrobinę figlarny uśmiech. Był po prostu Cathalem, a ona była prawie po prostu Cynthią, pokazując więcej siebie z każdym spotkaniem.

Roześmiała się na jego słowa, bo przed oczami zatańczył jej blondyn w formie staruszki w wielkim kapeluszu i rudym kotem na kolanach, co zupełnie do niego nie pasowało. Przytaknęła z rozbawieniem więc psem trochę zaskoczona, bo sądziła, że nie miał czasu na zwierzaki, ale też przypomniała sobie o tym, że mieszkał z przyjacielem. Może dzielili się obowiązkami. - Tak, zostawmy żółty staremu pokoleniu. Nie sądziłam, że masz psa. Jak go nazwałeś? - zapytała zaciekawiona, bo psy też lubiła, chociaż nie miała swojego. Ogólnie rzecz biorąc Cynthia nie miała nic przeciwko zwierzakom, mogłaby mieć nawet kota.

Sama nigdy nie spotkała jasnowidza, którego słowa okazałyby się prawdziwe. Zwykle wróżby lub fusy również mówiły rzeczy na opak, przestała traktować je poważnie już w szkole. Ba, to był jedyny przedmiot, który uważała za bezużyteczny, bo nawet mugoloznawstwo więcej przydatnej wiedzy do życia wniosło. Szczęście było po prostu ładnym słowem, ale samo nie przychodziło. Budowało się je wszystkim tym, co Cat hal wymieniał razem z przypadkiem, a te lubiły chodzić po ludziach. Nie było dużo chwil, w których Cyna przestawała być logiczna i przestawała mocno stąpać po ziemi, jednak gdy te nadchodziły, czasem tego słowa używać. Jakby na przekór. Przypomniała sobie o gabinecie luster, do którego ją kiedyś zabrał, gdy tak na niego patrzyła i widok w zwierciadle pragnień mógł być pewną formą szczęścia. Często było przecież namacalne!
Uśmiechnęła się pod nosem zaintrygowana i nieco zaskoczona kwotą, na którą się zdecydował. I głównie też przez to, że wyglądał jeszcze lepiej z kartami w dłoniach i z tym błyskiem w oczach, sprawiając, że zrobiło się jej cieplej. I jeszcze ten uśmiech, Merlinie. Dobrze, że podano im drinki. Napiła się trochę, zwilżając następnie usta tak, aby pozbyć się z nich resztek smaku alkoholu. Właściwie sam stół i poker niewiele ją obchodził, gdy miała obok Shafiqa. Jak tak bliżej siedziała, to naprawdę ładnie pachniał. Jego słowa rozbrzmiały w jej głowie, rozniosły się echem i znów trudno było się jej nie zgodzić, chociaż niekoniecznie z kartami je wiązała.
- A więc Rogogon, podoba mi się to. - rzuciła cicho, przenosząc spojrzenie na trzymane przez niego karty, które chyba wyglądały nieźle. Trudno było cokolwiek powiedzieć o pozostałych, bo mieli kamienne twarze, gdy na chwile podniosła na nich wzrok — może poza tym najmniej trzeźwym, który chyba próbował puścić jej oczko, czego taktycznie oczywiście nie zauważyła. Wymownie jednak nachyliła się odrobinę w stronę Cathala, opierając dłoń o jego ramię — przecież przy nim, tamci nie mieli absolutnie niczego do zaoferowania. - Chyba czeka Cię ten remont. - zauważyła, bo jeden z graczy odłożył karty zrezygnowany jakby — na kilka sekund, gdy mężczyzna podał mu kartę z talii. Powinna naprawdę bardziej skupić się na grze, ale nie mogła, zbyt zaaferowana swoim towarzystwem. Krupier do Cathala dotarł ostatni, pozwalając mu dobrać kartę — taką, która niosła mu rychłe zwycięstwo, jeśli pozostali nie będą mieli niczego sensownego w ręku. Pracownik odłożył karty, podliczył galeony i poprosił o pokazanie kart w celu ustalenia tego, kto wygrał. Pierwszy rozłożył karty staruszek, który miał dwie dziewiątki czerwone, czarnego króla, jopka czerwonego i damę, której nie trafił Shafiq.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#14
09.06.2024, 21:40  ✶  
- Ludzie w maskach? Większość ludzi wydaje mi się bardzo prosta i łatwa do rozszyfrowania. Grają, oczywiście, żeby jak najlepiej wypaść, ale nie nazwałbym tego noszeniem masek.
Cathal Shafiq był chyba w tym nadmiernie surowy, ale zdecydowaną większość ludzi uważał za mało interesujących i absolutnie niewartych poznania. To że ktoś ukrywał okrucieństwo, jakiego dopuszczał się wobec rodziny, służby czy mugolaków, było po prostu elementem nie pokazywania światu tych rzeczy, które świat mógłby negatywnie ocenić.
Trudno powiedzieć, jakie wrażenie zrobiły na nim pochlebstwa Cynthii. Mogły być szczere – nie miała tak naprawdę wiele do ugrania na znajomości z nim, a przynajmniej nie wydawało się, by coś ugrać mogła poza spotkaniem samym w sobie. Pewnie, pochodził z rodziny czystej krwi, ale mężczyzn czystej krwi było sporo, a on nie był dziedzicem. Był zamożny, ale nie obrzydliwie bogaty. Jego praca była intrygująca i mogła przynieść odrobinę sławy, ale nie dawała takich wpływów, jak te w Ministerstwie i równie dobrze jak ku wielkiej karierze mogła prowadzić do całych lat spędzanych na wykopaliskach, bez specjalnych sukcesów. Miał znajomości, nieliczne jednak, w porównaniu do wielu innych czystokrwistych, a jego umiejętności niewielki dawały by jej pożytek.
Tak naprawdę jednak nie znał jej na tyle dobrze, aby mieć pewność, ile w tym szczerości, a ile pewnego odruchu czy kalkulacji.
I teraz nawet nad tym nie myślał. Parę kropel drinka mącącego zmysły miało wprawdzie wkrótce przestać działać, ale na razie Cathal wciąż był beztroski i nietypowo dla siebie nieskłonny do zamyślenia. Nawet Milford, niekiedy utrudniający szybkie reakcje czy skupienie, teraz mu nie dokuczał.

– Też nie sądziłem, że mam psa – skwitował jej słowa, z odrobiną rozbawienia. – Po prostu pewnego dnia wszedłem do domu i okazało się, że pies ma mnie.
Shafiq nie był ani wielkim wielbicielem zwierząt, ani ich wrogiem. W jego rodzinie hodowano raczej węże i matka uczyła go kiedyś ich języka, w zarastających ogrodach posiadłości Gauntów. Nie trzymał żadnych zwierzaków poza sowami, bo nie miał na to czasu, a życie w obozowych warunkach i podróże nie tworzyło wiele pola do przygarniania psów i kotów – choć zdarzyło mu się czasem jakiegoś dokarmiać. Pojawienie się psa przyjął bez wielkich zachwytów, ale i bez żadnych oporów i po paru tygodniach zaczął go lubić.
– Cavall. Kawaler. Tak nazywał się pies króla Artura. Chociaż jestem pewien, że królewski ogar był znacznie inteligentniejszy niż ten pies.

To nie tak, że nie obchodziła go Cynthia – przyszedł tutaj z nią, nie z umiłowania do gier hazardowych, których nigdy nie był wielkim wielbicielem i normalnie na pewno byłby o wiele bardziej zainteresowany nią niż kartami i drinkami. Tym razem jednak sama podsunęła mu napój, który skłaniał do odrobiny lekkomyślności: dlatego objął ją wcześniej ot tak, po prostu, przy wszystkich, nie przejmując się, czy jej to nie przeszkadza i nie uzna, że psuje jej opinię, i dlatego teraz bez wahania rzucił na stół aż tyle galeonów, jakby mógł przegrywać choćby najwyższe sumy.
Wyglądało jednak na to, że jeżeli jednak Cathal Shafiq się mylił, i szczęście istniało, to sprzyjało mu tego wieczora. Bo kiedy wymienił kartę, dostał króla. Szanse na przebicie tego układu, trójka i para, w dodatku z wysokimi figurami, istniały, owszem – ktoś mógł mieć karetę, pokera lub pokera królewskiego – to zdarzało się jednak niezmiernie rzadko.
– Remont czeka mnie tak czy inaczej. Zobaczymy, na co będę mógł pozwolić sobie przy jego okazji – powiedział, posyłając Cynthii uśmiech znad kart.
A chwilę później wyłożył na stół swoje karty.
– Full – poinformował, przebijając z pewnością pana, który dostał „jego damę”, ale full był tylko o oczko niżej od karety i wyglądało na to, że postawione galeony wrócą do Shafiqa i to znad datkiem. Zerknął znów ku Cynthii, zaintrygowany, jak poszło jej.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#15
16.06.2024, 21:01  ✶  
- Nie? A co, jeśli zapomnieli, jak wygląda ich twarz? - zapytała nieco zaintrygowana jego słowami, nie spodziewając się takiego obrotu rozmowy. Zawsze się jej wydawało, że to maski — jak w teatrze, aktorzy dostosowywali się do roli. Cynthia była młodsza od niego, nie miała tyle doświadczenia, chociaż obydwoje nie byli fanami towarzyskich spotkań na bankietach lub innych uroczystościach, które sprowadzały klimat minionych lat. Przyglądała mu się chwilę po zadaniu pytania, zaciekawiona. Każdy miał swoje sekrety, których pokazywać nie chciał, a maski ułatwiały zamknięcie ich w pudełku i schowanie. Chętnie jednak poznałaby jego dalszą opinię na ten temat, widząc szansę, na nauczenie się czegoś nowego — warto było słuchać ludzi mądrych.

Gdy ktoś się przełamywał przez jej pozory, lodową zbroję — jak zwykł nazywać to Louvain lub Sauriel, mógł się przekonać, że pieniądze czy tytuły, nie miały dla niej większego znaczenia. Podobnie, jak krew — chociaż do tego by się nie przyznała. Oceniała zwykle człowieka, nie to, co płynęło w ich żyłach, ku niezadowoleniu ojca, gdy o tym wspomniała. Czarodziej pochodzenia mugolskiego mógł być równie dobry lub nawet lepszy, niż ktoś leniwy czystej krwi. A liczyły się przecież czyny, osiągnięcia i wiedza. Nie sprawdzała go dokładnie, znała z wierzchu jego ród i osiągnięcia, ale przecież interesował ją sam Cathal, a nie jego ciotki i wujkowie. Społeczeństwo jednak było mało tolerancyjne do takiego podejścia, zwłaszcza obecnie — jeśli chciała osiągnąć sukces w Ministerstwie, musiała wyglądać na względnie konserwatywną, a najlepiej po prostu unikać tematów politycznych. Niewiele mogła ugrać kłamstwami, nie byli już na etapie, gdy po prostu sprawdzała, gdzie blondyn miał granice — teraz po prostu się dobrze bawiła. Mogła nieco odpocząć od tego wszystkiego, co działo się dookoła. No, poza tym był też przystojny. I amortencja sprawiała, że wzdychała na widok jego niebieskich, ciemnych oczu i pięknie zarysowanego podbródka. I ramion, w których cudownie było pewnie zatonąć. Ten poker mógł przestać istnieć, mogłaby po prostu z nim siedzieć i milczeć. Nie wiedziała, jakiego drinka trafił, zakładała więc, że dobrze się bawił. Oczy mu błyszczały łobuzersko, jakby co świat mógł należeć do niego, bo miał tyle szczęścia. I ten uśmiech, na Merlina, ależ on miał uśmiech.

- Powinniśmy kiedyś wziąć psa na spacer. -
stwierdziła beztrosko ze wzruszeniem ramion, posyłając mu pogodny i rozbawiony uśmiech, rozczulona przez eliksir jego stwierdzeniem. Znaleźli się z psem wzajemnie. Nie znała się zbytnio na psach i kotach, ich rasach. Znała anatomię, bo podstawy poznawała na kursach i studiach, ale nigdy nie mieli w domu zwierzaka z podobnych powodów, dla których nie miał go Cathal. Matka zmarła, ojciec podróżował, a oni byli w szkole. -Psy chyba ogólnie są dość inteligentne, a ten Twój ma bardzo dostojne imię. Nie wiedziałam, że Król Artur miał psa. Miał jeszcze jakieś zwierzęta? Zawsze lubiłam historię z czasów jego, Merlina oraz Morgany.
Cyna dramatyzowała trochę wewnętrznie, ale eliksir niebawem miał zelżeć. Zupełnie nie mogla skupić się na kartach i ich zasadach, zbyt zajęta swoim towarzystwem. Jego zaangażowanie było jednak przyjemne do oglądania, lepsze niż sama gra. Przesunęła palcami po jasnych pasmach, zgarniając je na bok i zupełnie nie przejmowała się opinią innych, wciąż zadowolona z wcześniejszego rozwoju sytuacji. Krzesła też mieli wygodne, a dostarczony przez kelnera szampan, skutecznie gasił pragnienie. Paznokcie stuknęły w szkło, wzrok przesunął się po kartach, a potem po twarzy mężczyzny, który je trzymał. Z pasją i zaangażowaniem, zdawać się można, rzucając przy tym galeonami.
Widać, że krupier był w szoku na wiadomość o tym, co archeolog miał w kartach. Cynthia zdążyła zerknąć w jego stronę, kryjąc jednak rozbawienie. Mężczyzna chrząknął, sprawdził karty i galeony ze stołu, podsunął do Shafiqa, uśmiechając się przy tym zawadiacko, bo taką miał pracę.
- Widzę, szczęście się do Pana uśmiechnęło, 67 galeonów wraca do Pana kieszeni. Chce Pan zagrać następną kolejkę? - zaproponował, tasując zebrane wcześniej karty w dłoniach. Jeden z graczy westchnął ciężko i podziękował, nieco zirytowany wstając i odchodząc od stołu. Spojrzał więc na Cynthie. - Dołącza się Pani?
- Naturalnie. - odpowiedziała krótko i z uśmiechem, chociaż nie bardzo miała ochotę. Gra z Cathalem była jednak tego warta! Zajęła wolne miejsce, podsuwając się nieco bliżej, popijając szampana. Wbiła spojrzenie w blondyna. - Proponuje hmm piętnaście galeonów? Panowie?
Oparła dłonie o blat, zakładając nogę na nogę. Wcześniej nie skupiała się na grze, więc za bardzo nie widziała, co robi i musiała zdać się na intuicję. Jeśli wszyscy się zgodzili, krupier ponownie przetasował i zaczął rozdawać karty. - Podbija ktoś stawkę?
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#16
21.06.2024, 15:13  ✶  
Cathal nigdy nie widział w Cynthii lodu: jedynie maskę, a może całą kolekcję masek, przybieranych na różne okazje i grę aktorską godną gwiazdy z teatru Selwynów. Jasne włosy Flintówny mogły sugerować, że gdzieś wśród jej babek czy prababek znalazła się jakaś wiła, ale nie przywodziły mu na myśl skojarzeń z baśniową królową, piękną, nieosiągalną i zimną, mknącą przez świat w ośnieżonych saniach.
Uważał jednak, że pieniądze, tytuły i krew miały dla niej znaczenie. Nawet jeśli sobie tego nie uświadamiała. Jak wiele kobiet czystej krwi było gotowych porzucić rodziny, dotychczasowe życie, wygody, pozycję, zrezygnować z bywania w towarzystwie i kupowania tego, na co masz ochotę, w imię miłości? Chociaż akurat pod względem czystej krwi Cathal nie był złym wyborem – nie był po prostu też wyborem dobrym.
Ale żadne z nich nie pakowało się w tej chwili przed ołtarz, a właśnie dlatego, jak mało znacząca była jego pozycja, zakładał, że kobieta prawdopodobnie po prostu dobrze bawi się w jego towarzystwie. W teorii mogłaby szukać informacji o wiosce, ale nie tak dawno temu nic nie wskazywało, że to bardzo duże odkrycie…
– Ciężko mi sobie ciebie wyobrazić na spacerze z psem – powiedział, spoglądając na nią i przez moment znów zawieszając się po swojemu, bo przed oczyma przelatywały mu te wszystkie spacery z Cavallem, kiedy ten pchał się w każdą błotnistą kałużę, tarzał w śmieciach, próbował ganiać okoliczne koty i chwilami ciągnął za smycz z taką siłą, że nawet Cathal, rosły mężczyzna, czuł to w ramieniu. Cavall był psem dużym i bardzo energicznym, jak okazało się po pierwszych dniach nieufności, w wyniku traumy po urazie i po koszmarze Beltane. – Był królem. Miał stajnię wypełnioną ogarami, końmi i sokołami myśliwskimi. W legendach najczęściej jednak pojawia się Cavall, jego ulubiony pies, który pomógł mu w polowaniu na wielkiego niedźwiedzia, Twrch Trwyth – wyrecytował Shafiq, kiedy ocknął się już z tego stanu zamyślenia i przynajmniej spróbował skupić się na kartach. Gdy te wracały w dłonie rozdającego spoglądał zresztą przez moment na nie, ale zaraz odwrócił wzrok.
Tak, liczył karty.
Nie, nie chciał dać się na tym przyłapać.
– Dlaczego miałbym nie chcieć zagrać następnej kolejki? – odparł pytaniem na pytanie, bo eliksir jeszcze szumiał mu w głowie na tyle, że był gotów grać dalej. Zresztą, ostatecznie, po to tutaj przecież przyszli. – Trzydzieści galeonów – dodał bez mrugnięcia okiem, rzucając na stół stawkę. Przez ułamek sekundy zresztą był bliski postawienia wszystkich sześćdziesięciu siedmiu, ale przyszło mu do głowy, że potem warto podbijać stawkę, jeżeli uzna to za stosowne. Zerknął jeszcze na moment na Flintównę, znów z pewnym rozbawieniem w oczach. Zastanawiał się trochę, na ile niektóre jej gesty – to jak się poruszała, jak zarzucała nogę na nogę, jak bawiła się włosami – są wykalkulowane, na ile naturalne, a na ile są… swego rodzaju kalkulacją, która weszła jej już w krew.
A potem spojrzał w swoje karty. I chociaż powinien zachowywać pokerową twarz, to przez całą rozgrywkę zdawał się raczej rozbawiony, jak i podczas poprzedniej partii. Chyba przez ten drobny dodatek do podanego mu eliksiru, nie potrafił teraz być poważny, chociaż przecież zwykle wcale nie był żartownisiem, a poczucie humoru wyłaziło z niego raczej okazyjnie niż na co dzień i głównie wtedy, kiedy akurat się mu chciało.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#17
07.07.2024, 16:42  ✶  
Może właśnie dlatego, że Cathal widział cokolwiek poza tym, co chciała pokazywać i tym, czego się nauczyła, był dla niej tak interesujący, rześki? Przypominał powiew chłodnego wiatru w upalny, sierpniowy wieczór i ciężko było z tej przyjemności zrezygnować. Być może powinna uważać, skoro nadal była panną i głupia socjeta tworzyła plotki przy każdej okazji, ale tak naprawdę, nie miało to dla niej większego znaczenia. Dla ojca owszem miało, ale czego oczy nie widziały, tego sercu nie żal, a mężczyzna sam zdecydował się na taki tryb życia, jaki prowadził. Willa z pewnością dodałaby mistycyzmu, ale Cynthia miała po prostu krew Malfoyów w swojej mieszance, od której widocznie uzyskała tak typowe dla tego rodu cechy wyglądu, za swoją babką.
Miłość kierowała się własnymi prawami, których do końca nie rozumiała, ale i trochę się bała. Widziała, co łączyło jej rodziców i co stało się z ojcem, gdy matka odeszła. Miała wrażenie, że w najciemniejszym momencie obwiniał cały świat, włącznie z nią i Castielem. Miała nieodparte wrażenie, że łatwiej okiełznać nekromancję i śmierć, niż emocje i miłość. Może była to kwestia strachu, a może chodziło o coś zupełnie innego. Gdyby jednak miała oceniać w taki prosty sposób — czystej krwi i nazwiska, nie nazwałaby Cathala złą partią, chociaż starała się w tak nie spoglądać. Ceniła piękno jednostki i indywidualizm, a dopóki miała jak się wymigiwać od pierścionka i ojciec był zajęty, wszystko pozostawało proste i pięknie. Wiedziała, że powinna przynajmniej zacząć myśleć o ślubie, ale nie umiała przekroczyć tej linii. Pomijając już matkę, była też Victoria, której serce oklejone było plasterkami i która mimo wszystko, o miłość powinna walczyć. Bo czym innym było to, co łączyło ją z Saurielem, a czego on sam — być może również ona, nie umieli określić?
Utkwiła spojrzenie na Cathalu nieco dłużej, dopijając drinka. Wciąż działał, niewiele dziś jadła i popijała go wolno, przez co efekt amortencji rozkładał się w czasie. Wyglądał na zadowolonego, skupionego i przede wszystkim, wyglądał dobrze. Nie mogła napatrzeć się na jego ramiona zakryte cienkim materiałem koszuli, która je podkreślała. Był naprawdę przystojnym mężczyzną i z pewnością nie była jedyną kobietą w kasynie, która tak myślała. Cynthia miała podzielność uwagi, trudno było nie zauważyć spojrzeń kelnerki w jego kierunku i jednej z kobiet, które siedziały kilka stolików dalej.
- Naprawdę? - zaśmiała się nieco zaskoczona tym stwierdzeniem, bo przecież to nie było nic skomplikowanego. Lubiła spacery, może nie miała doświadczenia z psami, ale wydawały się miłym towarzyszem wędrówek. Nie miała czasu na aktywności na łonie natury, zwłaszcza w czasach trwającej wojny — bo tak już można to chyba nazywać, ale umiała znaleźć w tym spokój. Zwłaszcza w tych dalekich, gdzie ścieżka prowadziła przez łąki lub lasy, gdzie nie było zbyt wielu ludzi. Odświeżało to głowę. - Tym bardziej powinniśmy wziąć psa na spacer. - zauważyła z delikatnym wzruszeniem ramion, ale w spojrzeniu zatańczyła jej drobna nuta zadziorności. Jakby chciała pokazać mu, udowodnić, że to doskonały pomysł i może być dobrym partnerem podczas spaceru z psem. Nie mogło być przecież aż tak źle z tym czworonogiem — przynajmniej w jej wyobrażeniu.
Cathal byłby dobrym nauczycielem. Lubiła go słuchać, miał przyjemny głos i znał mnóstwo historii, czym zaimponował jej już podczas wizyty w gabinecie luster. Słuchała więc z uwagą, zdając sobie sprawę, że trudno było przy nim czuć się zawstydzonym lub głupim przez brak wiedzy na jakiś temat historyczny. Wydawał się bardzo cierpliwy, tak, jakby można było go zapytać o wszystko. - Nie pamiętam psa z książek, które czytałam lub mi czytano, skupiano się faktycznie bardziej na koniu i na sokołach. Ciekawe, pies tam pasuje. Mieli wtedy dużo zwierzaków, polowania były popularną formą rozrywki. Morgana ich nie lubiła, to czytałam — chociaż nie wiem, czy książki wybrane przez ojca były oparte na faktach historycznych, czy zwyczajnie prze kolorowane. Bo miał też orła, który doskonale się z nim rozumiał i ponoć był animagiem, który nie mógł wrócić do ludzkiej formy.
Oczywiście wiedziała, że to nieprawdopodobne i ton dziewczyny świadczył o tym, że była tu rzucona luźno ciekawostka z rozdziału książki, który zapamiętała. Morgana też ponoć była animagiem i wszystko to było ze sobą powiązane. Między innymi dlatego ta kobieta wydawała się jej tak interesująca — znała swoją wartość i chciała się uczyć w czasach, gdy miała znacznie ciężej, niż dziewczęta miały teraz. Aranżowane małżeństwa były tylko kroplą w morzu.
Czy wiedziała, że liczył karty? Domyślała się, zwłaszcza przez ich wcześniejszą rozmowę. Miała mu za złe? Nie. Chciała, żeby wygrał i był szczęśliwy, miał na ten remont z wykluczeniem żółtego koloru.
Wyprostowała się na krześle, uśmiechając się pod nosem na śmiało rzuconą przez blondyna kwotę. Odliczyła swoje galeony, przysuwając je do stosiku na środku, dołączając do wybranej przez niego stawki. Nie liczyła kart i niezbyt się na tych wszystkich figurach znała, ale nie miało to przecież teraz znaczenia. Przesunęła palcami po jednym paśmie włosów, zgarniając je za ucho, rozglądała się ukradkiem po twarzach grających, jak i samego krupiera, chociaż Shafiq przyciągał jej spojrzenie, jak magnes. Zadawał sobie dobre pytanie — ile z tego, robiła naturalnie, a ile było nawykiem i wyliczeniem, które mogło przynieść korzyści? Sama nie wiedziała. Dotykanie palcami kolczyków lub włosów często pomagało jej zachować stabilność umysłu, podobnie, jak stukanie palcami o stół lub inną powierzchnię, co miała w nawyku. Krupier czasem patrzył nieco dłużej w stronę jej dekoltu czy twarzy, ale nie zwracała na niego zupełnie uwagi, skupiona na pachnącym cynamonkami, nowym pergaminem i kawą Cathalu. Próbowała rozgryźć, jakie miał karty, ale wyglądał na zadowolonego. Ona sama zerknęła we własne, ale figury i liczby w różnych kolorach i z różnymi znaczkami chyba niewiele jej sugerowały. Miała jednego asa wino, dwie dziewiątki ciemne i damy. Nic sensownego, ale jej twarz zbyt wiele nie zdradzała, może poza drobnym rozmarzeniem względem swojego towarzystwa. Minęła chwila, jeden z mężczyzn wyłożył karty na stół, bo do niego pierwszego zagaił pracownik.
- Może następna runda będzie lepsza, Panie Tillburry. - westchnął krupier, a ten machnął na niego ręką. Widocznie był tu stałym bywalcem. Popił swojej whisky i zerknął na stosik monet, które miał widocznie przyszykowane do gry. Drugi mężczyzna miał układ kart, który dawał mu szanse, ale należało czekać na Cynthię oraz Cathala. Blondynka zwilżyła wargi, dopiła drinka i odsłoniła karty, które były chyba niezbyt dobre.
- Następnym razem będzie miała Pani więcej szczęścia. - pocieszył ją przegrany wcześniej mężczyzna, któremu posłała krótki uśmiech i kiwnięcie głową, wracając uwagą jednak do archeologa. - A jak Pana karty? Henry wygrywa partię, czy ma Pan coś tam ciekawego?
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#18
20.07.2024, 20:09  ✶  
Cathal był jednym z tych ludzi, których naprawdę niewiele ograniczało. Przynajmniej póki nie liczyć głosów w głowie i spowijającej umysł choroby.
W dorosłe życie wchodził nie mając rodziców, którzy mogliby go spętać, za to mając dalszych krewnych, mogących go nieco wesprzeć. Nie był może obrzydliwie bogaty, ale matka zostawiła mu dom i trochę złota, dość, aby nie musiał się przejmować brakiem pieniędzy, i mógł wybrać taki zawód, jakiego zechce. Choroba czyniła naukę łatwą i szybką, krew Shafiqów wyszeptywała słowa we wszystkich językach świata. Wiele osób w takich warunkach wpadało w pułapkę używek, wiecznej zabawy, szukania podniet i złego towarzystwa. On uważał, że sam jest złym towarzystwem, a bardziej interesowały go podróże i historia niż uciekanie w świat narkotyków. Przejmował się głównie swoją pracą i bardzo wąskim gronem znajomych, nie dbał zupełnie o reputację, wszelkie ukłony w jej stronę wykonując jedynie przez wzgląd na ciotkę. Żadne plotki z tego wieczoru nie zaprzątały mu głowy - może sam nie ciągnąłby Cynthii na publiczne spotkania, świadom, że dla młodszej kobiety sprawa może wyglądać inaczej niż dla niego, ale to ona go tu przyprowadziła, nie zamierzał więc się nad tą sprawą zastanawiać.
O miłości nigdy nie myślał. Nie kochał chyba nigdy nikogo, a przynajmniej nie inaczej niż braterską miłością, a i tu odczuwał tę może do dwóch osób - a i tego nie był pewien. Nie uciekał przed nią, ale i jej nie szukał ani nie pragnął. Gdyby się nad tym zastanowił, może uznałby, że w jego rodzinie po prostu nikt nie potrafi kochać, ale nigdy nie poświęcał temu wiele myśli.
- Istnieje wiele różnych legend, na temat Artura, Merlina, rycerzy. Cavall pojawia się głównie w tych o polowaniu na wielkiego niedźwiedzia. Większość tych opowieści to pewnie bzdury. Merlin zapewne istniał naprawdę, był też wódz Brytów, któremu towarzyszył, była czarodziejka, działająca przeciwko nim i Nimue z Jeziora, ale większość przesłan to romantyczne wytwory wyobraźni mugoli, a i niestety kilku czarodziejów. W animaga - orła zbytnio bym nie wierzył. Antypatie i sympatie Morgany to pewnie też dodatek, mający pokazać ją w negatywnej roli. Zła wiedźma, która nie cierpiała nawet psów.
Król Artur nigdy nie był tą postacią historyczną, która interesowałaby Cathala najbardziej, ale będąc historykiem z Wysp Brytyjskich musiałeś studiować jego historię - czy też raczej, przede wszystkim, historię Merlina. I Shafiq musiał przyznać, że była to opowieść, która potrafiła poruszyć wyobraźnię.
Król przeszłych i przyszłych dni, jego dwa miecze – jeden z kamienia, drugi z jeziora, jego mag, jego rycerze, jego zamek Camelot. Zdradzona miłość i zdradzona przyjaźń, utracone zaufanie, podstęp, brat – lub syn, zależnie od wersji – odbierający życie i wreszcie powrót do mitycznego Avalonu.
*

– Zgarniam stawkę – oświadczył, rzucając na blat cholernego pokera, ku niewątpliwego niezadowoleniu reszty mężczyzn przy stole. Może to szczęście, w które absolutnie nie wierzył, dopisywało mu tego dnia? A może sprzyjało odważnym… czy lekkomyślnym? Eliksir, który spowijał jego umysł, przestawał jednak powoli działać i mocno osłabł podczas kolejnej partii. Wraz z tym, jak mikstura ulatywała, Cathalowi ciężej było się skupić w takim tłumie, a i szybko próby wyliczania możliwych kombinacji i prawdopodobieństw wykazały, że tym razem przegra z kretesem, spasował więc w odpowiedniej chwili.
Tym razem jednak, bez podszeptów mikstury, którą dodano do drinka (może kasyno celowo ją serwowało, by ludzie byli bardziej skłonni ryzykować pieniądze i nie myśleli nad konsekwencjami? Zastanowiłby się, czy to legalne, gdyby w ogóle go to obchodziło…) stracił tylko dziesięć galeonów, a w dwóch poprzednich zgarnął całkiem ładne sumy, ogólnie można było więc uznać, że wychodził mocno na plus.
– Wygląda na to, że zdobyłem trochę pieniędzy na remont kuchni – rzucił do Cynthii z odrobiną kpiny w głosie, podnosząc się, skoro zdecydował nie kusić dalej losu i nie dołączać do kolejnej partii. – Zawdzięczam ci możliwość odmalowania ścian.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#19
14.09.2024, 21:31  ✶  
Sekret lub właściwie choroba, o którą nikt by nie podejrzewał Cathala Shafiqa i jego błyskotliwego umysłu. Nie dawał absolutnie żadnych oznak tego, że szepty pojawiały się w jego głowie. Niby spędzali ze sobą czas, a jednak wciąż niewiele o nim wiedziała i właściwie nie goniło jej w tej kwestii zniecierpliwienie, jakby powolne kosztowanie było znacznie lepsze i ciekawsze, bardziej prawdziwe, niż odsłonięcie wszystkich spraw. Majątek i wielkość skrytki nie miała większego znaczenia, zawsze można było się czegoś dorobić w taki lub w inny sposób, wbrew opinii ludzi biednych, pieniądze nie był wcale trudne do zdobycia, jeśli miało się trochę rozsądku i pomysłu, chociaż tego drugiego trzeba było nieco więcej w obecnych czasach, gdzie zdawać się mogło — wszystko zostało już unowocześnione, jednocześnie nie wypierając aż tak przeszłości — przynajmniej w magicznym świecie, bo ten poza barierą zdawał się funkcjonować zupełnie inaczej.
Czy plotki będą? Pewnie tak. Czy się nimi przejmowała? Teraz wcale, a jeśli cokolwiek się rozniesie, przyćmione będzie skandalami lub dramatami rodów bardziej znakomitych, niż jej. Dziedziców ze szczytu skorowidza. Zresztą, Cynthia miała równie nieskazitelną opinię, co błękit jej oczu i nie trudno będzie wszystkie niekorzystne dla nich rzeczy sprostować. Teraz jednak nie miało to żadnego znaczenia. Cathal był na tyle praktyczny, że była pewna, że w ogóle się tym nie przejmował.
A gdyby zdarzyło się rozmawiać im o miłości, trudno było się nie zgodzić z tym, że szukanie jej było zgubne i zwykle sprowadza więcej nieszczęść, niż pożytku. Był to temat zawiły, nad którym nie lubiła lub też nie miała czasu się zastanawiać w dorosłym życiu, gdzie obecnie priorytetem był po prostu awans. Kariera była trudniejsza do zdobycia dla kobiety, niż mąż, toteż poświęcenie jej dla uczuć wydawało się jej niemądre.

- Przypuszczałam, że tak jest, ale gdy Ty mówisz to na głos, tym bardziej jestem przekonana o romantyzowaniu i dodawaniu do historii. Smutne trochę, że przez takie zabiegi bardzo często na przestrzeni lat ginie rzeczywista wersja, a fakty się zamazują. Merlin jednak zawsze dobrze się sprzedawał, rozbudza fantazję. - wzruszyła delikatnie ramionami z cichym westchnieniem, bo chociaż lubiła książkę czytaną za dzieciaka, to jednak uświadomiła sobie — dość brutalnie, dzięki swojemu przystojnemu towarzystwu, że o prawdziwych losach owego Czarodzieja i wszystkich dookoła niego, wiedziała lub też pamiętała niewiele. I była pewna, że co rodzina, co region Wielkiej Brytanii, to historia była zupełnie inna, plącząc się jedynie w tych głównych aspektach, takich, że wszędzie był mężczyzną i doradzał Królowi. Pomyślała sobie, że dobrze byłoby udać się do biblioteki i po prostu to przeczytać, odświeżyć pamięć, ale z ksiąg rzetelnych i prawdziwych, nie z opowieści sprzedawanych na jarmarkach. Będzie to miła odmiana od tego, co miała do wieczornej herbaty lub kawy.

Pokręciła głową z rozbawieniem, widząc rzucone przez niego na stół karty. Czego innego mogła się spodziewać? Grający z nimi czarodziej westchnął ciężko, chociaż była pewna, że z gardła wydobył się jęknięcie rozpaczy i niezadowolenia. Krupier niby się uśmiechał, ale gdy zerknęła w jego kierunku, niezadowolenie w jego oczach było łatwe do zauważenia. Tak już było z tymi grami, nie zawsze mógł zgarnąć stawkę dla swojego pracodawcy. Ona sama nie miała zupełnie szczęścia, ale jej to nie przeszkadzało. Zostało kilka galeonów, wciąż mogli je użyć — tylko może w lepszy sposób? Podniosła się z krzesła zaraz za nim, pilnując przy tym, aby sukienka zbyt nie poszła do góry. Wsunęła krzesło, podziękowała skinieniem głowy, a potem, jak gdyby nigdy nic, wsunęła mu dłoń pod ramię, obdarzając go przeciągłym spojrzeniem. - Faktycznie. I nawet rozmawialiśmy o kolorach. Owocny wieczór.  Co Ty na to, żebyśmy już sobie stąd poszli i uczcili to jakąś kolacją? Niedaleko mają całkiem dobrą knajpę z makaronem na wynos, jestem przekonana, że wzorowaną po cichu na świecie nie magicznym.
Zaproponowała lekko, nie zdając sobie nawet sprawy, która już może być godzina. Kasyno nie miało okien, nie miało też zegarów, ale Cynthia była przyzwyczajona do aktywności późną porą. - Chyba że wolałbyś zjeść coś innego, niż makaron. I ewentualnie wino. - wyprostowała się, tym samym jej włosy spłynęły na plecy i ramiona, kołysząc się leniwie, gdy ruszyli w stronę wyjścia.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#20
01.10.2024, 14:41  ✶  
Zdaniem Cathala właściwym słowem byłoby raczej: przekleństwo. To zresztą była klątwa, którą Slytherin sam rzucił na swoich potomków, by upewnić się, że jego głos nie zostanie zapomniany. Rozbrzmiewał w głowach dziedziców Salazara i po tysiącu lat, i Cathal doskonale wiedział, jakie mogą być tego skutki – pogrążenie się coraz bardziej w spaczeniu lub postępujące szaleństwo, bo Slytherin nie lubił, gdy ktoś postępował wbrew jego woli.
Shafiq był uparty. Sprzeciwiał się i ignorował głos w głowie tak długo, jak tylko mógł. W Egipcie zresztą głosy odzywały się rzadko, jakby pustynne piaski i afrykańskie ciepło uśpiło Salazara – ale Cathal zawsze wiedział, że ten przyczaił się raczej niż znikł. I tak też było. Śmiech i podszepty powróciły wraz z powrotem do deszczowej Anglii.
Może powinien trzymać się z dala od Wysp, ale Walia i filary fascynowały go, a poza tym Cathal przeczuwał, że tym razem Slytherin nie umilknie. Wiedział, że nie zdoła przed nim uciec – nie da się przecież umknąć przed samym sobą. Przed tym, co płynie w twojej krwi. Prędzej czy później czekało go szaleństwo, bo chociaż moralność Cathala była bliżej czerni niż bieli, nie miał zamiaru pozwolić sobą kierować.
Kiedyś głos Salazara go pochłonie.
Ale na razie… na razie trzymał się dobrze.
Jego czas jeszcze się nie skończył i Cathal korzystał z dni, które mu dano. Rzadko myślał o dniu jutrzejszym w innym kontekście niż planowanie prac na wykopaliskach – i właściwie nigdy o miłości. Ta zresztą jemu zdawała się dużo trudniejsza w znalezieniu i utrzymaniu niż kariera, ale choć nie myślał o uciekaniu przed nią, nie czuł, że jego życie bez niej nie jest pełne.
– Ta historia i bez takich ozdobników jest na swój sposób romantyczna. Ale czy rzeczywista wersja w ogóle istnieje? Historia zależy w końcu od tego, kto ją opowiada.
Zmieniała się przez lata trochę dlatego, że łączono w osobie Artura i innych wodzów Brytów, i że mugolscy pisarze wymyślali bajki, i że legendy innych odważnych ludzi stawały się legendami okrągłego stołu. Ale już u zarania tej opowieści było przecież więcej niż jedna historia: inaczej opowiedziałby ją z pewnością Artur, inaczej Merlin, a jeszcze inaczej Ginewra.
*

Nie zamierzał nalegać na dalszą rozgrywkę – zwłaszcza że ta ostatnia, trzecia, wymagała spasowania, bo wiedział już, że tym razem nie wygra. Eliksir nie szumiał mu już w głowie, zachęcając do ryzyka, a i gdy minął jego wpływ, trudniej było się skupić w głośnym pomieszczeniu pełnym ludzi. Kiedy wstał zza stołu, odruchowo wręcz zaoferował jej ramię, a potem skierował się do wyjścia, być może ku uldze krupiera.
– Czystokrwiści po cichu karmieni mugolskim jedzeniem? Skandal – wymruczał, choć bez prawdziwego oburzenia. Zawsze uważał, że czarodzieje lepsi są od mugoli, bo mieli po prostu większe możliwości, ale i nie spluwał na sam ich widok. Dostatecznie często musiał pośród nich przebywać, a nawet z nimi współpracować, zwłaszcza w Egipicie. – Skoro wygrałem taką sumą, ja stawiam – skwitował tylko, nim opuścili kasyno, pozostawiając za sobą to miejsce, które spełniało marzenia nielicznych, a łamało życia wielu innych.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (5650), Cynthia Flint (8434)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa