13.06.2024, 10:33 ✶
06.08.1972
Rejwach
Rejwach
Wszystko było nie tak. Naprawdę myślała, że może uda jej się poukładać swoje cholerne życie do kupy, a jednak ciągle coś jej nie wychodziło. I naprawdę chciałaby powiedzieć, że to nie z jej winy, ale, hah, tak naprawdę wszystko, naprawdę wszystko było pokłosiem jej mniej lub bardziej złych decyzji. I miała tego czasem dość. Dość siebie i tego, co teraz się działo.
Na wpół opróżniona szklanka patrzyła na nią niemal szyderczo.
Drink był mocny, na tyle, by tylko udawać, że nie pije czystej wódki, choć może powinni wszyscy przestać się oszukiwać.
Ona powinna przestać przede wszystkim.
Pierdolone Windermere.
Nie wiedziała do końca, co jej tam odwaliło. Jak tylko wróciła do domu, zrozumiała, że jej myśli z tamtego miejsca nie miała żadnych cholernych podstaw, a jednak tam wpadła niemalże w pieprzoną paranoję.
Tak bardzo się bała, tak bardzo nie chciała znów zostać przez kogoś zdradzona, nie potrafiła zaufać Cedricowi, który przecież nie dał jej wcześniej żadnych podstaw do zwątpienia. Ubzdurała coś sobie, coś naprawdę paskudnego i było to tak cholernie głupie…
A naprawdę myślała, że uda się z tej całej relacji coś zbudować. Cedric był jednym z lepszych ludzi jacy chodzili pod słońcem, do tego przystojnym, miłym i zabawnym i zdawał się lubić jej towarzystwo.
A ona?
Miała jedynie masę nałogów, jeszcze więcej sekretów i prawdopodobnie celownik na placach, przez który niemal ostatnio jak widać nie zwariowała.
Jęknęła cierpiętniczo i położyła czoło na blacie, pozwalając burzy swoich włosów rozlać się na ladzie, za której mógł ją obserwować Tarp.
Ludzi nie było zbyt wielu, patrząc na wczesną godzinę, ale czarnowłosa miała to do siebie, że niekoniecznie zwracała uwagę na to, o której wypadało zacząć pić, a o której nie.
Ot, zawsze była dobra pora, by skończyć zalanym w trupa, gdy nie chciało się zmierzyć z rzeczywistością, którą sobie po prostu zjebała.
- Nienawidzę siebie - mruknęła, po czym podniosła się, pokazując minę dość podobną do zmokniętego, smutnego kociaka. - Naprawdę próbowałam wyjść na ludzi, ale to chyba bez sensu - stwierdziła, zanim nie wzięła potężnego łyka ze szklanki, nawet nie krzywiąc się na paskudny smak, do którego niestety już się przyzwyczaiła.
Szczerze? Powoli chciało jej się płakać, ale nie chciała wyjść na pierdołę, która najpierw ucieka od faceta, a potem nad tym roni łzy, jakby nie była sobie sama winna.
Powinna była zagryźć zęby i pogodzić się z tym, że była zjebana i może uczyniła Cedricowi przysługę. A jednak nie mogła pozbyć się naprawdę ogromnego żalu.