• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[28.10.1972, wieczór] Dog days are over

[28.10.1972, wieczór] Dog days are over
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#1
17.09.2026, 22:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2026, 08:01 przez Guinevere McGonagall.)  

Nigdy wcześniej nie była na Nokturnie. A przynajmniej… nie świadomie, bo być może zawędrowała tutaj podczas Spalonej Nocy. Prawda była też taka, że jeśli chodziło o Magiczne Dzielnice Londynu, to Guinevere nadal potrafiła się tutaj zgubić. I dzisiaj trochę niepewnie zmierzała w kierunku Nokturnu, opatulona w ciemny płaszcz, z włosami spiętymi w wysoki ogon. Kilka razy zapoznała się z listem, jaki otrzymała od… nie była w sumie pewna od kogo dokładnie, na pewno nie od Jonathana ani Anthonego – tyle wiedziała. Do opanowania był jakiś bardzo trudny pies, którego trzeba było poskromić mięsem… I dlatego to mięso, które otrzymała w drugiej przesyłce, spakowała do woreczka ze skóry wsiąkiewki, żeby przypadkiem nikt jej nie okradł: bo choć na Nokturnie nigdy nie była, no to przecież nie bez powodu, okolica była bardziej niż szemrana i kto to wie, na kogo tam w ogóle trafi…? Wolała być więc przygotowana i nie stracić tego mięsa…

Chyba się trochę zgubiła. Nie była przekonana, czy skręciła we właściwą uliczkę, czy znalazła się pod odpowiednim lokalem. Wszystko było tutaj takie obskurne, szare i smutne, zwłaszcza w porównaniu z Walią, gdzie spędzała najwięcej czasu. Poprawiła płaszcz na ramionach, było już bardzo chłodno a McGonagall nie przywykła do aż takiego chłodu, wychowana pośród gorących piasków Egiptu.

Nie wiedziała nawet, jak wygląda czarodziej, z którym miała się na Nokturnie spotkać. Dostała wytyczne, gdzie ma się udać i o której godzinie – i naprawdę miała nadzieję, że znalazła się pod odpowiednim numerem, bo rozczytanie tutaj czegokolwiek, graniczyło trochę z cudem.

Jedną rękę miała w kieszeni płaszcza, ściskała tam różdżkę. A oczy… złote oczy o pionowych źrenicach wpatrywały się czujnie w przestrzeń. Czekała.

I była przekonana, że kompletnie nie pasuje do tego obrazka. Że musi się odznaczać na tle Nokturnu niczym latarnia morska prowadząca statki do portu.


// Przewaga: Chimera; korzystam z woreczka ze skóry wsiąkiewki

!nokturn
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
17.09.2026, 22:49  ✶  

To twój szczęśliwy dzień – nic się nie dzieje.

a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#3
05.10.2026, 14:46  ✶  
Turkotały o bruk koła najętego wozu dostawczego, gdy się z wolna toczył przez Nokturn ciągnięty przez testrale. Na kontenerze wozu wymalowane było spłowiałą farbą logo browaru Mocny Merlin. Brodaty czarodziej wychylający łapczywie butelczynę.
Na koźle siedział pan Tarpaulin. Obok garbaty stangret, co mełł prawie bezzębną mordą cholera wie co, bo usta miał puste. Obwisłe wargi otwierały się i zamykały jak mrugające powieki. Oko miał kaprawe, ale powoził dobrze. Zajechali panowie niedaleko adresu, gdzie miała czekać uzdrowicielka, i wówczas Tarpaulin raźno zeskoczył z kozła. W przeciwieństwie do powożącego starucha był wciąż silnym mężczyzną, mimo że brodę miał prawie zupełnie siwiutką.
Woody nie musiał się wiele rozglądać za wysłaną do niego towarzyszką: stała tam spięta, w wyeleganconym kucyku i ładnym płaszczu.
— Czy ja na panią czekam? Woody Tarpaulin. — Ukłonił się przesadnie szarmancko. Uchyliwszy kapelusza, ukazał łysinę. W oku miał coś chytrego, jakąś budzącą nieufność przebiegłość. Ciężki, poprzecierany prochowiec czarodzieja śmierdział papierosami i czymś kwaśnym. Gdy jednak mężczyzna zbliżył się do Guinevere na tyle, że ich rozmowa stała się nieosiągalna dla uszu przypadkowych przechodniów, przemówił do niej zupełnie grzecznie: — Czy pani doktor nikt nie niepokoił? To dobrze, bardzo dobrze. Czy pani by się mogła podawać treserkę psów? Tak panią na nasze dzisiejsze potrzeby przedstawię, jakby kto pytał.
Nie łudził się, że pytać nie będą, bo jak on by miał u licha takie jarczukowe bydlę po kryjomu wytachać z Nokturnu? Zara się pewno jaki fajfus zainteresuje. No i niech się interesuje. Żadna to była nowość dla Nokturniarzy, że Woody Tarpaulin szukał okazji, gdzie mu się nawinie. Magiczny rasowy pies? Dla chciwego dziada taki pies to gratka, bo rasowy to znaczy, że się sprzeda. Czy więc powinno dziwić, że Tarpaulin spróbuje go zachachmęcić nieboszczykowi? Głupi by nie skorzystał.
— Żem się już przed naszym spotkaniem wstępnie rozeznał, gdzie to się jarczuk szlaja. Wyszedł na rewir niedawno. Zaparkujemy sobie taktycznie niedaleko leża i poczekamy, aż będzie do domu wracał. To może chwilę potrwać, ale mamy na wozie gorące winko na rozgrzewkę. Woli pani podjechać ten kawałek czy puścimy przodem Heepa — skinął głową, wskazując stangreta — a my się we dwoje przejdziemy?


piw0 to moje paliwo
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#4
07.10.2026, 11:03  ✶  

Dość niepewnie rozglądała się wokół siebie, starając się przy tym nie kręcić zanadto, żeby trochę mniej zwracać na siebie uwagę. Zła sława Nokturnu dotarła przecież i do niej i to już dawno, dlatego jakoś nigdy nie kusiło ją, by się zapuszczać aż tutaj. Chyba niczego konkretnego się po tym miejscu nie spodziewała, ale jego ponura auta i tak ją zaskoczyła.

A potem usłyszała tętent kopyt, automatycznie odwróciła w tamtą stronę wzrok i je dostrzegła: wychudłe, może nawet trochę upiorne konie z teraz złożonymi skrzydłami. Tak, widziała je, chociaż prawdę powiedziawszy nie miała ku temu zbyt częstej okazji… dopiero po chwili zwróciła uwagę na wóz, który ciągnęły. Zrobiła nawet kroków tył, żeby ten mógł przejechać i na pewno jej nie zahaczył, a jej nikt nie zaczepił, gdy wtem zatrzymał się i z kozła zeskoczył facet w kapeluszu i…

Zaczepił ją.

– Zależy na kogo pan czeka – odpowiedziała, mówiąc z wyraźnym egzotycznym akcentem, ani odrobinę nie kryjąc się z tym, że właśnie otaksowała go wzrokiem od dołu do góry. No i technicznie to ona czekała… ale ugryzła się w język. Złote kocie oczy, odbijające światło, może nie dość dobrze łapały kolory, ale w obecnym oświetleniu i tak nie miało to większego znaczenia. Bardzo krótko spojrzała w bok na drugiego gościa, który nadal siedział na koźle i już miała zrobić krok w tył, kiedy kapelusznik zaczął się do niej zbliżać jeszcze bardziej, ale wtedy zapytał ją w sposób tak charakterystyczny, że zamarła w tym półkroku do tyłu i miał już teraz jej niepodzielną uwagę.

– Och. Nie, nie, nikt mnie nie zaczepiał – potwierdziła i nawet uśmiechnęła się lekko. Ginny miewała niebywałe szczęście pod tym względem – podczas Spalonej Nocy nikt jej nie niepokoił, chociaż przebywała na ulicach Londynu bardzo długo i w celu całkowicie wiadomym, bo pomagała komu mogła, i teraz również nikt się nią nie zainteresował, a przecież wyróżniała się spomiędzy Anglików chociażby nieco ciemniejszą karnacją, nie mówiąc już o rysach twarzy, mówiących jasno, że nie jest stąd. – Guinevere McGonagall – przedstawiła się teraz i jemu. – …Guinevere McGonagall treserka psów – poprawiła się zaraz, niemalże bez zająknięcia. Rzecz jasna nią nie była, ale jej bliska rodzina faktycznie prowadziła przytułek dla zwierząt, miała więc do czynienia z różnymi gatunkami, tak całkowicie zielona nie była, i dwa lata temu przygarnęli szczeniaka po ludziach, którzy zginęli w ataku Śmierciożerców, pomagała się nim opiekować do czasu wyjazdu do Egiptu, a ten pamiętał ją do teraz i gdy przyjechała w kwietniu, to nie było w nim nieufności czy ostrożności. Oczywiście nie umywało się to do faktycznego tresowania psów, ani tym bardziej obłaskiwania jarczuka, ale to były… detale. Tak, detale. – To może się przejdziemy? Łatwiej będzie porozmawiać – zaproponowała po tym, jak Woody przedstawił swój plan. – Mam dla niego smakołyki – powiedziała i uśmiechnęła się tajemniczo, bo faktycznie nie miała przy sobie żadnej torby, ani niczego – tylko ten ukryty teraz w kieszeni woreczek i te „smakołyki” brzmiały równie nieadekwatnie do tego, czym to w ogóle było, a były to wielkie kawały mięsa… – Dziadek się ucieszy, bardzo lubi psy – powiedziała po chwili.

a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#5
26.10.2026, 21:44  ✶  
Nie pomylił się. To na nią czekał. Przywykł do tego, że zdarza mu się w tym nokturnowym attire budzić nieufność. Na Nokturnie trzymało go to na powierzchni, w zetknięciu ze zwykłym światem nieraz było wbiciem cieniutkiej szpileczki pod warstwę brudu, jaka się na nim przez lata zebrała. Bo, cholera, gdy był bogatym chłopcem w mundurze, takie panny jak Guinevere McGonagall się za nim uganiały, słowo honoru.
— Idziemy to idziemy. — Czarodziej zagwizdał na woźnicę i dał mu ręką sygnał, że ma jechać dalej, zajmować umówioną pozycję. Wóz przyspieszył i po chwili zniknął za rogiem mrocznej alei, gdzie spacerem skierowali się także Woody z Guinevere. — Smakołyki pomogą. Pani pewnie lepiej niż ja wie, co robi, bo ja noga ze zwierząt jestem. Chociaż przyznam pani, że się od niedawna trochę interesuję tematem — pochwalił się.
I rzeczywiście, w Rejwachu przybyło w ostatnim czasie zwierzęcych lokatorów. Do tej pory Tarpaulin polegał przy nich na swoich pracownikach, lecz zaczynała w nim dorastać myśl, aby do opieki nad zwierzętami samemu się przyłożyć.
— Sama przyjemność poznać. McGonagall? Z tych McGonagallów? — Tych, czyli prowadzących Ostoję, o której coś tam obiło mu się o uszy. Innych McGonagallów nie znał. — Pani nie odbiera tego źle, ale taka pani uroda, że bym nigdy nie zgadł — podzielił się swoją cenną, męską opinią.
Tarpaulinowi się na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu nikt szczególnie nie przyglądał. Stara znajoma morda, stare znajome człapanie i — znając życie — nowy chytry projekt. Słowem: nic ciekawego. Na egzotycznym klejnocie u jego boku nieco dłużej uwiesiły się tu i ówdzie ponure, podejrzliwe oczy, ale tyle tylko wisiały, ile zajmowało minięcie się na ulicy. I bardzo dobrze.
— Psina się wabi Grimm, ale nie wiem, czy reaguje. Właściciel, stary cwaniura, nie żyje. Pies jest sam, tego trzeba go zabrać. Pani sama zobaczy, jaka to wielka bestia. Pomyślałem, że czymś go trzeba będzie przewieźć, to nam wynająłem dostawczaka od takiego jednego faceta, co wozi do mnie zaopatrzenie. Heep, woźnica, nie należy do żadnego klubu, tylko sobie dziś dorabia na tym zleceniu, więc tam przy nim to lepiej… — Mężczyzna wykonał przy gębie gest zasuwnaia ust.


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Guinevere McGonagall (817), Pan Losu (9), Woody Tarpaulin (692)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa