Na komentarz zjawy dotyczącej tego, że ją ignoruje, zareagował dosyć dobitnie. Nie zaszczycił nawet Jamila spojrzeniem, nie chcąc wdawać się w żadne dyskusje, a zamiast tego wzniósł oczy ku sufitowi, wydychając powoli powietrze. Tylko spokój może cię uratować, powtarzał sobie niczym mantrę. Sądził, że będzie łatwiej. Że to będzie kolejne zlecenie, które po prostu wykona według oficjalnych instrukcji i na tym się zakończy. Musiał jednak przyznać, że fakt, że opętanie dotyczyło kogoś bliskiego, zaczynało mu ciążyć.
— Nie, nie dostaniesz — mruknął w końcu przez zaciśnięte zęby, odstawiając czarkę na bok. To były ostatnie słowa w stosunku do Salome, jakie planował wypowiedzieć. Nie licząc treści modlitw i egzorcyzmów, bo bez tego, to ani rusz w tym przypadku. — Może długo zbierała siły? — Podrapał się po głowie na uwagę Lety.
Odetchnął z ulgą, gdy reszta grupy Shafiqa zdecydowała się założyć knebel na usta Anwara. Sebastian trzymał się nadziei, że ten nie zapamięta zbyt wiele z tej nocy, poza okazjonalnymi przebłyskami. Raczej nie chciał przeżywać w swoim wolnym czasie walki z umysłem ducha, który zdecydował się wziąć w posiadanie jego ciało. W realnym świecie było wystarczająco dużo zmartwień, a z uwagi na ich fach i tak poświęcali bardzo dużo, aby wchodzić w interakcję z tak zwaną „drugą stroną”.
— Dzięki niech będą Matce! — skomentował, wytrzeszczając na moment oczy, gdy w mieszkaniu momentalnie zrobiło się ciszej, gdy uciszyli Salome. Zerknął na Cathala: — Chyba mieliście rację z tym Grindelwaldem. Musiała się błąkać po tym świecie od dłuższego czasu. — Pokręcił głową. Zanotował sobie, że na dniach powinien przesłać informację na ten temat do wydziału duchów, który zajmował się katalogowaniem takich przypadków.
Uśmiechnął się pogodnie do Lety, jakby samo to, że zaoferowała pomoc, sprawiło, że zrobiło mu się lepiej na sercu. Jego usta szybko wróciły jednak do standardowego wyrazu twarzy. Czy faktycznie mógł im dać coś do roboty, nie licząc sprawowania pieczy nad bezpieczeństwem całej operacji? Była ich czwórka przeciwko opętanemu Jamilowi... Jeśli któreś z nich życzyło sobie modlić się wraz z nim w ramach rozpoczęcie egzorcyzmów, to nie miał nic przeciwko.
— A znacie wersety chwalące dzieło stworzenia Pani Księżyca? — mruknął pod nosem, wodząc wzrokiem od Lety, przez Cathala aż po Nell.
Uniósł w powietrze modlitewnik. O ile ktoś zgłosił się do pomocy, Sebastian wykorzystał zaklęcie duplikujące, aby stworzyć kopię książki i przekazać ją chętnym. Nastąpił moment przełomowy. Wszyscy najwidoczniej byli gotowi do rozpoczęcia procedury. Oby Jamil też był, pomyślał. Nie przejmował się zbytnio samopoczuciem samego ducha. W tym momencie priorytetem była dla niego ochrona kuzyna, a nie dbanie o to, aby zjawa miała jak najbardziej komfortowe warunki.
Macmillan ułożył na pobliskim stoliku pusty srebrny medalik i otworzył go. Jeśli duch wyjdzie wyjątkowo szybko, to lepiej było mieć naczynie na niego pod ręką, zanim czmychnie. Wolał nie wysyłać Ministerstwu o tej porze kolejnych złych wieści. A duch zwolenniczki Grindelwalda buszujący w środku nocy po Londynie do najlepszych wiadomości na należał.
— Dobrze, a więc zaczynajmy. — Obdarzył wszystkich zebranych pokrzepiającym spojrzeniem, po czym wzniósł obie dłonie w górę, sprawiając, że rękawy golfa opadły mu nieco, odkrywając blade nadgarstki. — Matko – Pani Księżyca – Ty któraś ma nas w swej opiece każdego dnia i każdej nocy, odpowiedz na nasze wezwanie. Kajamy się przed tobą i prosimy o wybaczenie za nasze grzechy, łaknąc jednocześnie twej uwagi...
Sebastian kontynuował, inkantując jedną z bardziej podstawowych modlitw znanych wśród wiernych kowenu Whitecroft. Następnie przeszedł do wersetów, opowiadających o tym, jak Pani Księżyca okazała łaskę swoim kapłanom i kapłankom, dzieląc się z nimi swoimi darami. Atmosfera panująca w mieszkaniu stała się wręcz podniosła, a po dwóch kolejnych modlitwach Macmillan przeszedł do właściwych egzorcyzmów, odzywając się do Salome w czystej łacinie, a między wierszami można było śmiało odczytać, że komunikat był dosyć jasny: powinna jak najszybciej wypierdolić opuścić ciało Jamila, jeśli wiedziała co dla niej dobre.