• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[Noc Beltaine 72, Aleja Horyzontalna] Egzorcysta potrzebny od zaraz

[Noc Beltaine 72, Aleja Horyzontalna] Egzorcysta potrzebny od zaraz
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#11
22.04.2023, 00:51  ✶  

Na komentarz zjawy dotyczącej tego, że ją ignoruje, zareagował dosyć dobitnie. Nie zaszczycił nawet Jamila spojrzeniem, nie chcąc wdawać się w żadne dyskusje, a zamiast tego wzniósł oczy ku sufitowi, wydychając powoli powietrze. Tylko spokój może cię uratować, powtarzał sobie niczym mantrę. Sądził, że będzie łatwiej. Że to będzie kolejne zlecenie, które po prostu wykona według oficjalnych instrukcji i na tym się zakończy. Musiał jednak przyznać, że fakt, że opętanie dotyczyło kogoś bliskiego, zaczynało mu ciążyć.

— Nie, nie dostaniesz — mruknął w końcu przez zaciśnięte zęby, odstawiając czarkę na bok. To były ostatnie słowa w stosunku do Salome, jakie planował wypowiedzieć. Nie licząc treści modlitw i egzorcyzmów, bo bez tego, to ani rusz w tym przypadku. — Może długo zbierała siły? — Podrapał się po głowie na uwagę Lety.

Odetchnął z ulgą, gdy reszta grupy Shafiqa zdecydowała się założyć knebel na usta Anwara. Sebastian trzymał się nadziei, że ten nie zapamięta zbyt wiele z tej nocy, poza okazjonalnymi przebłyskami. Raczej nie chciał przeżywać w swoim wolnym czasie walki z umysłem ducha, który zdecydował się wziąć w posiadanie jego ciało. W realnym świecie było wystarczająco dużo zmartwień, a z uwagi na ich fach i tak poświęcali bardzo dużo, aby wchodzić w interakcję z tak zwaną „drugą stroną”.

— Dzięki niech będą Matce! — skomentował, wytrzeszczając na moment oczy, gdy w mieszkaniu momentalnie zrobiło się ciszej, gdy uciszyli Salome. Zerknął na Cathala: — Chyba mieliście rację z tym Grindelwaldem. Musiała się błąkać po tym świecie od dłuższego czasu. — Pokręcił głową. Zanotował sobie, że na dniach powinien przesłać informację na ten temat do wydziału duchów, który zajmował się katalogowaniem takich przypadków.

Uśmiechnął się pogodnie do Lety, jakby samo to, że zaoferowała pomoc, sprawiło, że zrobiło mu się lepiej na sercu. Jego usta szybko wróciły jednak do standardowego wyrazu twarzy. Czy faktycznie mógł im dać coś do roboty, nie licząc sprawowania pieczy nad bezpieczeństwem całej operacji? Była ich czwórka przeciwko opętanemu Jamilowi... Jeśli któreś z nich życzyło sobie modlić się wraz z nim w ramach rozpoczęcie egzorcyzmów, to nie miał nic przeciwko.

— A znacie wersety chwalące dzieło stworzenia Pani Księżyca? — mruknął pod nosem, wodząc wzrokiem od Lety, przez Cathala aż po Nell.

Uniósł w powietrze modlitewnik. O ile ktoś zgłosił się do pomocy, Sebastian wykorzystał zaklęcie duplikujące, aby stworzyć kopię książki i przekazać ją chętnym. Nastąpił moment przełomowy. Wszyscy najwidoczniej byli gotowi do rozpoczęcia procedury. Oby Jamil też był, pomyślał. Nie przejmował się zbytnio samopoczuciem samego ducha. W tym momencie priorytetem była dla niego ochrona kuzyna, a nie dbanie o to, aby zjawa miała jak najbardziej komfortowe warunki.

Macmillan ułożył na pobliskim stoliku pusty srebrny medalik i otworzył go. Jeśli duch wyjdzie wyjątkowo szybko, to lepiej było mieć naczynie na niego pod ręką, zanim czmychnie. Wolał nie wysyłać Ministerstwu o tej porze kolejnych złych wieści. A duch zwolenniczki Grindelwalda buszujący w środku nocy po Londynie do najlepszych wiadomości na należał.

— Dobrze, a więc zaczynajmy. — Obdarzył wszystkich zebranych pokrzepiającym spojrzeniem, po czym wzniósł obie dłonie w górę, sprawiając, że rękawy golfa opadły mu nieco, odkrywając blade nadgarstki. — Matko – Pani Księżyca – Ty któraś ma nas w swej opiece każdego dnia i każdej nocy, odpowiedz na nasze wezwanie. Kajamy się przed tobą i prosimy o wybaczenie za nasze grzechy, łaknąc jednocześnie twej uwagi...

Sebastian kontynuował, inkantując jedną z bardziej podstawowych modlitw znanych wśród wiernych kowenu Whitecroft. Następnie przeszedł do wersetów, opowiadających o tym, jak Pani Księżyca okazała łaskę swoim kapłanom i kapłankom, dzieląc się z nimi swoimi darami. Atmosfera panująca w mieszkaniu stała się wręcz podniosła, a po dwóch kolejnych modlitwach Macmillan przeszedł do właściwych egzorcyzmów, odzywając się do Salome w czystej łacinie, a między wierszami można było śmiało odczytać, że komunikat był dosyć jasny: powinna jak najszybciej wypierdolić opuścić ciało Jamila, jeśli wiedziała co dla niej dobre.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#12
09.06.2023, 12:47  ✶  
- Ewentualnie nie miała szczęście, co do celu – mruknął Cathal. Tym razem trafiła perfekcyjnie, a przynajmniej wiele na to wskazywało. Jamil był mocno związany z limbo, jak niemal każdy, kto miał w sobie krew Trelawneyów, w dodatku tego wieczora na Polanie Ognia działy się dziwne rzeczy, które prawdopodobnie mogły naruszyć cienką równowagę pomiędzy światami. Niemniej Shafiqa w tej chwili nie interesowały przyczyny, a raczej rezultat. Czy też pozbycie się tego rezultatu.
Przez głowę przeszło mu pytanie, czy to był jedyny taki przypadek. Czy nie uwolniono większej ilości duchów, dla których Beltane obok Samhain było najlepszą porą na opętanie…? Sebastiana mogły czekać pełne ręce roboty.
Zwłaszcza że, Cathal był niemal pewien, w tej chwili w Kniei Godryka umierali ludzie. Jeśli Voldemort we własnej osobie pojawił się na sabacie, a krzyki, jakie dobiegły ich uszu tuż przed teleportacją o tym świadczyły, na pewno nie zrobił tego tylko po to, aby zatańczyć wokół ogniska. I chociaż Shafiq chciał wierzyć, że ta cała wojna go nie dotyczyła, miał paskudne przeczucia, że konsekwencje tej nocy dotkną ich wszystkich.
To drobne opętanie pewnie chwilowo nikogo w Ministerstwie nie zainteresuje. Ale Cathal uznał, że uświadomi Sebastiana w sytuacji dopiero, kiedy to skończą. Jeden problem na raz.
- Jeśli dasz mi trzy minuty, będę je znał - odparł krótko na pytanie odnośnie wersów. Wyciągnął rękę, chcąc przejąć skopiowany modlitewnik od Macmillana. Cathal nie lubił zaprzątać sobie głowy zbędnymi informacjami, więc do tej pory nawet nie przyszło mu do głowy do takiego zajrzeć i nie pojawiał się na żadnych zbiorowych modlitwach, grożących zapamiętaniem setek wersów. W tej chwili jednak tego potrzebowali. Jego pamięć gwarantowała, że pośpiesznie przeczytanie odpowiednich wersetów pozwoli potem powtórzyć je bezbłędnie nie tylko tego wieczora, ale także za dziesięć lat. Nell zawahała się, ale też wyciągnęła rękę, i po chwili głosy Shafiqa i Bagshot dołączyły do inkantacji, wypowiadanej przez Sebastiana. Cathal nie potrzebował już kartki, wpatrywał się więc w Jamila, czekając, czy pojawi się jakaś reakcja, świadcząca o tym, że madame Salome wreszcie opuściła jego ciało.
Początkowo nic się nie działo. Kiedy jednak Macmillan przeszedł do recytacji po łacinie, Anwar zaczął szarpać się w więzach. Próbował – a może próbowała? – krzyczeć, ale ze względu na knebel z ust nie wydobył się żaden dźwięk. Ani Cathal, ani Leta czy Nell nie byli w stanie powiedzieć, czy rytuał się powiódł, ale Sebastian jako doświadczony egzorcysta wiedział, że teraz może pochwycić ducha Francuski lub korzystając z mocy Beltane, odesłać ją na drugą stronę.
Jamil w końcu zwiotczał i osunął się na kanapę. Nell rzuciła kopię modlitewnika i podbiegła do niego z różdżką w ręku, pośpiesznie sprawdzając, czy oddycha, kontrolując puls i rzucając inne, tajemnicze zaklęcia uzdrowicielskie.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#13
11.06.2023, 18:06  ✶  
- Nie wiem, nie ja tu jestem ekspertem od duchów – oświadczyła, zgodnie z prawdą zresztą. Długo zbierała sił czy ie, na jedno wychodziło: mieli byt do wyeksmitowania i koniec, kropka, nie mogło być w tej kwestii najmniejszej choćby dyskusji. Nie po to zabrali Jamila do Brytanii, żeby ten zaraz wpadł w sidła kogoś już od dawna nieżyjącego i podążał cudzą ścieżką! Która wiodła do cholera-wie-dokąd.
  - Prędzej wyrecytuję z pamięci Księgę Umarłych... – mruknęła. Ale tak, generalnie rzecz biorąc, pomocy w tej kwestii nie tyle nie odmawiała, co sama chętnie chciała przyłożyć rękę do pozbycia się ducha. Dlatego też przejęła zduplikowany modlitewnik i rzuciła wpierw okiem na tekst, żeby wstępnie zaznajomić się z jego treścią, jeszcze zanim zacznie recytować.
  Głos Lety dołączył do pozostałych. Na dłuższą metę było to całkiem fascynujące doświadczenie; do tej pory nie brała udziału w egzorcyzmach, ale i też nie było to coś, nad czym się teraz zastanawiała – wszak należało działa, a nie zachwycać się, że ooo, jaki piękny tekst, jak to działa! Cuda normalnie, niby zwykła modlitwa, niby tylko słowa, a efekty jak się patrzy. Nie. Koncentrowała się głównie na tekście, prawie wcale nie unosząc znad niego spojrzenia, żeby przypadkiem się nie pogubić i nie zawalić wszystkiego.
  Zwłaszcza że nie miała wiedzy, cz nagle urwana inkantacja bądź pomylone słowa nie dałyby poważniejszych skutków…
  … koniec? Niemalże bezwiednie zamknęła modlitewnik, skupiając teraz spojrzenie na Anwarze. Na Nell. O…
  - … udało się? – spytała, zerkając krótko na Sebastiana, nie podchodząc jednak bliżej kanapy– robienie tłoku wydawało się bardziej niż zbyteczne. Zwłaszcza że na uzdrowicielstwie nie znała się ni cholery.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#14
12.06.2023, 23:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2023, 23:54 przez Sebastian Macmillan.)  

Przeszły go dreszcze, gdy do jego modłów dołączyli wszyscy zebrani. W całkiem sporej ilości przypadków wręcz zachęcał inne osoby do tego, aby wraz z nim brały udział w modlitwie. Przez swoje pochodzenie głęboko wierzył, że wzmacnia to efekt magii mającej na celu wygnanie złego lub zagubionego ducha z ludzkiego naczynia. Może było to myślenie życzeniowe, ale emocje, więzi, relacje musiały mieć jakieś znaczenie w ogólnym rozrachunku, czyż nie? Skądś się musiały brać legendy o tym, jak miłość czy przyjaźń potrafiły pokonać największe przeciwności losu. Wszyscy tutaj byli związani z Jamilem i zdecydowanie chcieli go mieć z powrotem. A już, zwłaszcza gdy alternatywą było pozostawienie w jego ciele zwolenniczki czarnoksiężnika Grindelwalda.

Ciężko mu się patrzyło na to, jak Anwar walczy z blokującymi jego ruchy więzami. W normalnych warunkach raczej nie byłoby mu dane zobaczyć podobnej sceny na własne oczy. Chyba że akurat podczas swoich przygód z badaczami Shafiqa natrafiliby na jakąś konkurencję lub najemników, tudzież jeszcze inne zagrożenie, które... Skup się, pomyślał Macmillan, odrzucając przypadkowe myśli na bok. Na to jeszcze przyjdzie czas. Może nie będą się z tego śmiać przy kolejnej popołudniowej herbatce, ale miał wrażenie, że to wydarzenie nie zostanie zbyt szybko zapomniane.

— Nie, to jeszcze nie koniec — poinformował spokojnym głosem Letę, gdy pierwszy etap rytuału dobiegł końca. Nie zdążył jednak rozwinąć swych wyjaśnień, gdyż Nell momentalnie rzuciła się ku Jamilowi. — Nell, uważaj!

Zadziałał instynktownie; i jak na siebie, całkiem żwawo. Pochwycił srebrny medalik i dopadł do ciała Anwara, przyciskając go do jego piersi. Ponownie zaczął mruczeć pod nosem frazy po łacinie, a wolną ręką wycelował w klatkę piersiową kuzyna. Po chwili z ust, nosa i uszu chłopaka wydobyły się strugi szaro-srebrnego światła, które uformowały się w kształt lin, a pod wpływem ruchu różdżki Sebastiana dostały się do medalika. Gdy resztki widma zostały usunięte z Jamila, Macmillan zamknął medalik. Odetchnął z ulgą, rzucając ostrzegawcze spojrzenie Nell.

— Nie powinnaś tego robić! To było nieodpowiedzialne, mógł przejść na ciebie, zanim zdążylibyśmy go pochwycić! A wystarczyło poczekać... Nawet nie wiesz, jakie masz szczęście! — Zacisnął dosyć mocno rękę na jej ramieniu, jakby chciał nadać swym słowom dosadnego znaczenia. Spojrzał na Cathala. — Duch zamknięty. Nie powinien uciec zbyt szybko. Przekażę go Ministerstwu, żeby odnotowano w aktach jego pochwycenie. Powinniśmy go szybko odprawić na drugą stronę.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#15
13.06.2023, 10:19  ✶  
Co racja, to racja: chcieli Jamila z powrotem, nawet jeżeli nie z czystej sympatii, to z pragmatyzmu, nie wspominając już o tym, że Cathal bardzo, bardzo nie chciał, aby po okolicy kręciła się jakaś znajoma jego ojca. O ile więc Shafiq nie poświęcał religii więcej czasu niż wymagałaby tego jego praca, o tyle tego wieczora wymawiał wersety ze sporym jak na siebie zaangażowaniem.
Nell zamarła, kiedy Sebastian zawołał, żeby uważała. Pozwoliła mu przebiec obok i dopaść nieprzytomnego Jamila, zerkając podejrzliwie to na egzorcystę, to na Macmillana, to na krzyżyk.
- Wcale by nie przeszło! – oświadczyła stanowczo, pochylając się, by zacząć sprawdzać funkcje życiowe pozbawionego świadomości Egipcjanina. – Ja mam silną wolę! Nie to, co ten tutaj. Wystarczy mu pokazać karty. Albo cukierka. Jestem pewna, że ten duch opętał go, bo obiecała mu, że będą razem grać w karty. I że wie, gdzie są świetne cukierki – zamarudziła, wyciągając różdżkę i rzucając jakieś zaklęcie. Próbowała najpierw wzmocnić organizm, a potem ocucić Anwara, chociaż ciężko było powiedzieć, czy w tej chwili ma szansę na sukces.
– Dziękuję. Przyślij mi w najbliższych dniach rachunek – odparł Cathal, zamykając książeczkę. Rozejrzał się po pokoju, milcząc przez chwilę, w swoistym momencie zawieszenia, gdy jego umysł przetwarzał informacje. Nie tylko to, co stało się tutaj.
Szukał we wspomnieniach w tej chwili czegoś innego.
Odpowiedzi na to, co stało się podczas Beltane.
Ostrzeżenie Ulyssesa, owszem, pozwoliło im ewakuować się na czas. Czy zobaczył w tłumie coś podejrzanego? Jakie słowa mógł usłyszeć w tych sekundach, zanim się teleportowali… poza najgłośniejszym okrzykiem, uciekajcie, to on?
Czy spotkał się kiedyś z czymś, co dawało takie przedziwne światło, jak to, które błysnęło pomiędzy drzewami?
– Sebastianie, podczas Beltane prawdopodobnie doszło do ataku śmierciożerców – powiedział w końcu, spoglądając na Macmillana. To był sabat organizowany przez jego rodzinę i miał prawo wiedzieć. Nawet jeżeli Shafiq trochę się obawiał, co ten zrobi. Z drugiej strony Egzorcysta był mężczyzną bardzo opanowanym i zwykle działającym metodycznie, Cathal nie sądził więc, że pobiegnie z różdżką w ręku walczyć w Kniei Godryka. – Opuściliśmy polanę dosłownie chwilę przed nim, ale zanim się teleportowaliśmy, widzieliśmy, że zaczyna tam błyszczeć szkarłatne światło, ludzie krzyczeli… i ktoś wybiegając do lasu krzyczał, że pojawił się Voldemort.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#16
17.06.2023, 12:23  ✶  
Jak to: jeszcze nie koniec? Halo, panie Sebastian, dej pan wyjaśnienia już, teraz, natychmiast. Ściągnęła brwi, już miała zadać pytanie i… och. Nie zdążyła.
  Gorzej, nawet nie była do końca pewna, co teraz właściwie czuje. W każdym razie, modlitewnik najwyraźniej nie był już potrzebny, toteż stracił zainteresowanie kobiety, natomiast zyskała na nim jej różdżka. Ta sama, którą zaraz podniosła, gotowa do miotnięcia zaklęciem, w zależności od rozwoju sytuacji.
  O ile w ogóle uda się miotnąć; niedawne przygody wszak dość dobitnie wskazywały, iż z magią nie jest tak prosto, jak by to się mogło wydawać.  Jak być powinno. Coś szalało, coś nie działało, a coś.. działało, mimo że nie powinno?
  Nie, żeby na to ostatnie zdążyła zwrócić szczególną uwagę, będąc dość zaaferowaną biegiem wypadków.
  Nie nie doceniaj Nell zamarło niewypowiedziane na wargach. Dlaczego poczuła taką dziwną ulgę? Teraz napięcie zelżało, teraz coś drapało w świadomości, sygnalizując swoją obecność, domagając się uwagi. Tej samej, na którą wciąż musiało poczekać.
  - … dobra robota – pochwaliła w końcu Macmillana. Operacja się udała, pacjent przeżył, czego chcieć więcej? - I zaraz po tym magia zdurniała – dodała po krótkiej chwili, uzupełniając słowa Cathala. Spoważniała mocniej; o ile nie zaliczała się do grona świętych, tak trudno ją zaliczyć do stronników Voldemorta – Tak że cokolwiek się tam dzieje… – te słowa wypowiedziała już bardzo cicho. Nie dokończyła, ale czy musiała? Cokolwiek się działo – musiało dziać się źle. Bardzo źle, zwłaszcza jeśli dodać do tego szalejącą magię, bo to musiało oznaczać, że coś naruszyli. W końcu samo z siebie tak się nie robiło, prawda?
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#17
18.06.2023, 00:22  ✶  

Zacisnął usta, słysząc wypowiedź Nell, jednak postanowił nie konfrontować ją z tym że niezbyt wierzy w tę wersję. Może miał zbyt wysokie zdanie o kuzynie, ale wątpił, aby tak po prostu zaprosił ducha do swojego ciała. Duchy z Egiptu mogły różnić się od tych rezydujących w Wielkiej Brytanii, ale Anwar nie mógł im tak w pełni ufać. Poza tym mieli do czynienia z kobietą, która za życia popierała Grindelwalda. Może jej esencja była na tyle silna, że zdołała wedrzeć się do ciała Jamila siłą?

— Cóż, najważniejsze, że się udało i... — Nie zdołał dokończyć myśli, gdyż wtedy do dyskusji włączył się Shafiq. Zamrugał zdziwiony tymi rewelacjami. Jak to... Śmierciożercy? Na Beltane. Jego policzki momentalnie stały się czerwone, a spojrzenie poczęło latać od prawej do lewej. — Przecież na Ostarze było bezpiecznie...

Wziął głęboki oddech, starając się zachować spokój. Wrócił pamięcią do listów, które wymienił jakiś czas temu z innymi osobami z rodziny. Faktycznie wspominali coś o tym, że ochrona w tym roku miała być nieco zaostrzona. Ba, pracownicy Ministerstwa Magii mieli być nawet bardziej widoczni niż na ostatnim święcie.

— Wspominali coś o tym, że na Beltane przydzielono obstawę z Ministerstwa Magii na wypadek kłopotów. Nie miałem pojęcia, że oczekiwali ataku. Jego ataku.. — Wbił ciężkie spojrzenie w Cathala, a po chwili przeniósł je na Letę. — Co... Co tam widzieliście? Było... Było źle?

Nawet jego uwadze nie uszły ostatnie tarcia społeczno-polityczne, jakie objęły Londyn i jego okolice. Konflikt na linii przedstawicieli obecnej władzy, a zwolenników Czarnego Pana coraz bardziej się nasilał, ale w głowie mu się nie mieściło, że ktoś mógłby wpaść na pomysł zaatakowania sabatu! Czy Śmierciożercy zdążyli już porzucić swe przekonania o świętości czystej krwi? To przecież wokół tego się to wszystko kręciło. Nienawiść do tych, którzy byli zdaniem innych niżej, bo byli gorsi. Ale atak w samo serce jednego z najważniejszych magicznych obrzędów?

— Powinienem się odezwać do krewnych — wymamrotał pod nosem, chociaż sam nie wiedział, jaki był sens w tego typu działaniu. Większość Macmillanów, zgodnie z tradycją, uczestniczyła w sabacie, więc albo brała właśnie udział w koszmarze, który miał miejsce na polanie lub zbiegli w bezpieczne miejsce. — Mam nadzieję, że ktoś już powiadomił aurorów i pogotowie ratunkowe.

Sebastian przełknął głośno ślinę, chodząc z kąta w kąta. O ile Leta miała rację i magia faktycznie zwariowała, to możliwe, że doszło tam do czegoś więcej niż do zbrojnego starcia z siłami bezpieczeństwa Ministerstwa Magii. Polana była magicznym miejscem, jednym z tych, które co poniektórzy kapłani kowenu śmiało uznaliby za święte. A skoro magia zwariowała chwilę później... Możliwe, że więcej niż jeden departament będzie miał pełne ręce roboty.

— Próbowaliście sprawdzić radio? — rzucił niespodziewanie, szukając wzrokiem urządzenia. Może do mediów przedostały się już pierwsze przecieki z miejsca zdarzenia. — M-może już coś wiedzą. Pchanie się na własną rękę do takich miejsc... Nierozsądne, nierozsądne.

Zaczął ocierać jedną dłonią o drugą, myśląc gorączkowo, ale jednocześnie starając się zachować spokój. Jego umysł momentalnie zalała fala wątpliwości i zmartwień. Nie uczestniczył w uroczystościach również dlatego, że nie chciał zawadzać. Jaki byłby z niego użytek, skoro mógłby co najwyżej pomagać przy którymś kramie? Poza tym święto miłości nie było zbytnio w jego stylu, a teraz... Teraz i tak nie wiedział, co mógłby zrobić, aby pomóc. Nie z Londynu, nie gdy był wiele kilometrów od centrum zdarzeń. Nie przy swoim braku umiejętności w pojedynkowaniu się.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#18
18.06.2023, 14:47  ✶  
- Gdyby oczekiwano ataku, byłoby ich więcej. Mignęły mi może dwa partole – mruknął Cathal. Zerknął pytająco na Nell, która kręciła się wokół Jamila. Dziewczyna wyłapała jego spojrzenie i uniosła kciuk, Shafiq skupił więc spojrzenie na Sebastianie. Skoro Anwar był już nieopętany i zdaniem uzdrowicielki nie umierał, uwaga Shafiqa przeniosła się na zupełnie inne sprawy. Wracał pamięcią do polany: do tych paru sekund, nim się teleportowali. Do słów Ulyssesa. Wyrazu twarzy. Czerwonego błysku.
Co się tam stało?
Co wciąż się działo?
- Nie zobaczyliśmy wiele. Dużo światła. Zdawało się pulsować i przenikać przez rośliny. Ludzie zaczęli krzyczeć. Byliśmy już w lesie, zrozumiałem więc tylko „uciekajcie, to on”. Potem się teleportowaliśmy – zrelacjonował Cathal. Suche fakty. Nie musiał dodawać tego, co myślał: że tak, będzie źle. Voldemort nie pojawił się tam po to, by narzucić czyjś wianek na słup majowy. Już samo jego wkroczenie musiało wywołać panikę i doprowadzić do wypadków, a przecież na pewno nie był tam sam. Śmierciożercy i pracownicy Ministerstwa z pewnością walczyli na polanie…
…albo ci drudzy zostali już pokonani.
Shafiq nie miał w nich wiele wiary.
– Być może ktoś zdołał się aportować do Kowenu Macmillanów bezpośrednio z polany i wie więcej – przytaknął Cathal. Jeśli szło o radio, Sebastian mógł namierzyć takie, ustawione w kącie pomieszczenia. – Wątpię, by coś było w radiu. Wszystko stało się… nie dalej niż pół godziny temu. A teleportacja oszalała.
– Ta, jebnęło mnie metr nad ziemią. A Jamila omal nie zgubiłam po drodze – powiedziała Nell, cofając się pod nieprzytomnego Anwara, gdy rzuciła ostatnie zaklęcie. – Wyślizgnął mi się. Skończył na rynnie. A te urocze zapachy, to dlatego, że Letę i Cala walnęło prosto w kosze na śmieci!
– W tej chwili wizyta tam to samobójstwo – dodał Shafiq spokojnie, tak na wypadek, gdyby Sebastianowi wpadło do głowy ruszać na polanę… chociaż mimo wszystko wątpił, by egzorcysta się na to zdecydował. – Jeśli zdecydujesz się tam udać rano, poinformuj mnie. Mam dziwne przeczucie, że nie będzie tam bezpiecznie.
W końcu cokolwiek się nie stało, z jakichś powodów ich teleportacja nie zadziałała w pełni tak, jak powinna, a potem zaklęcia zdawały się… działać inaczej niż by należało.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#19
28.06.2023, 23:45  ✶  

Pokiwał smętnie głową, wbijając spojrzenie w podłogę. Stronił od przemocy i nawet teraz ciężko było mu określić, czy gdyby trafił na zwolennika Czarnego Pana, to zdołałby wdać się w jakąkolwiek walkę, wykraczającą poza zwykłą samoobronę. Odpowiedź na pytanie Cathala mogła być więc tylko jedna.

— Nie jestem przygotowany, żeby tam iść — poinformował podenerwowany Sebastian, nie zamierzając ukrywać tego faktu. — Poza tym, jeśli doszło tam do jakiegoś starcia, to i tak się do niczego tam nie przydam. O ile się w ogóle skończyło.

Skoro minęło ledwo pół godziny, to ciężko było zawierzyć w stu procentach którejkolwiek z opcji. Możliwe, że Ministerstwo Magii odparło agresorów i właśnie trwały tam działania porządkowe, ale trudno było wykluczyć możliwość, że ktokolwiek kto spróbowałby się tam przenieść, wylądowałby w samym środku zagorzałej walki.

Macmillana martwiło też to, że nie otrzymał żadnej informacji, ani alarmu od rodziny. Wprawdzie nie funkcjonował oficjalnie w strukturach kowenu, ale wciąż miał wiedzę i umiejętności, które mogłyby się przydać. Czy brak kontaktu to był dobry znak? Nie stało się nic złego? A może wręcz przeciwnie, wszyscy byli tak zajęci zapewnieniem sobie bezpieczeństwo, że informowanie krewnych zeszło chwilowo na dalszy plan.

— Spróbuję się dostać do głównej siedziby kowenu. Są organizatorami, więc muszą wiedzieć cokolwiek. Powinni coś wiedzieć — stwierdził, wzdychając ciężko. Przesunął wzrokiem po wszystkich zebranych. — Dobrze by było, żeby ktoś kontrolował stan Jamila. Jak się obudzi i będzie sam, to może się przestraszyć.

W praktyce wątpił, aby kuzyn obudził się zbyt szybko, bo dosyć intensywnym opętaniu, jednak podchodził do całej sprawy emocjonalnie. Dalsza czy bliższa, Anwar to jednak rodzina. A o rodzinę należało dbać. Biorąc jednak pod uwagę wydarzenia na Beltane, Sebastian mógł mieć na głowę problemy bardzo wielu bliskich. Po zebraniu wszystkich swoich rzeczy ruszył w stronę drzwi. Nie miał zamiaru znowu korzystać z teleportacji. Pójdzie na piechotę, a na miejscu postara się zdobyć najnowsze informacje.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2451), Jamil Anwar (907), Leta Crouch (1719), Sebastian Macmillan (2862)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa