Z kiwnięciem głowy przyjęła do wiadomości, że być może Cathal nie chce tego zgłosić – i miał do tego pełne prawo. Biorąc pod uwagę, jak aurorzy i BUM spisali się na nieszczęsnym Beltane, chyba sama trochę zwątpiła w skuteczność tej instytucji. Pytała nie dlatego, by coś na nim wymuszać, tylko z rzeczywistej ciekawości, bo chciała wiedzieć, co dalej.
– Na szczęście słowo stado nie określa ilości osobników, więc jest tam miejsce dla mnie, dla Lety, dla Nell i również dla ciebie, mój drogi – dodała usłużnie, nie zamierzając dać się zbić z pantałyku. Oczywiście w ogóle tak o nich nie myślała, jak o nieszczęściu. To była tylko głupia przekomarzanka.
Była już przyzwyczajona do przewracania oczami, sceptycznych westchnięć i prób przekonania ją do tego, że żadna siła wyższa nie istnieje, a wróżby i przepowiednie to bujda na kółkach. W odpowiedzi uśmiechnęła się tylko pod nosem, bo zadziwiające było to, jak bardzo niektórzy mieli zamknięty umysł, tylko dlatego, że nie chcieli uwierzyć w to, że wszechświat, absolut, czy co tam jeszcze, podsyła czarodziejom znaki… tylko trzeba chcieć je rozczytać.
– Mylisz przepowiadanie przyszłości przez jasnowidzów z wróżbiarstwem, to nie jest to samo, Leto – i tym też nie była zdziwiona, zadziwiająco dużo ludzi myślało, że wróżeniem może się zajmować tylko jasnowidz i jedno z drugim utożsamiano. To, że Ginewra rzeczywiście została dotknięta Okiem Horusa… To nie było nic, czym chwaliła się na lewo i prawo. – Czym innym jest wizja bazowana na intencjach, a czym innym znaki dawane przez magię o potencjalnym wydarzeniu. I oczywiste, że przyszłość można zmienić. Można się na nią też przygotować, a to już wiele zmienia w równaniu. Wiele też zależy do tego, kto wróży – mogła o tym mówić długo, ale to raczej nie był czas i miejsce. Nie chciała też roztrząsać dawnych dziejów pod tym kątem; część przepowiedni wyglądała na autentyczne, były też udokumentowane osoby z darem do jasnowidzenia czy wróżenia, ale nie każdy, kto nazywał siebie wróżbitą czy jasnowidzem, był prawdziwy. Co prawda wróżyć mógł każdy, natomiast niektórym brakowało odpowiedniego… spojrzenia i wrażliwości, miała wrażenie, że Leta nie uwierzyłaby w prawdziwość wróżb nawet wtedy, gdyby ta spełniła się co do słowa na jej oczach, a Ginny nie zamierzała zbawiać świata i przekonywać każdego, bo była to prawdziwa walka z wiatrakami. A była to nauka taka sama jak każda inna.
To nie tak, że Ginewra nie rozumiała zagrożenia. Rozumiała. Po prostu nie mówiła na poważnie, a pogrążanie się w jakiejś rozpaczy nie zrobiłoby nic dobrego, podobno powaga zabijała powoli, zresztą nigdzie nie padło miano czarodzieja, o którym rozmawiali – i nie było to nic na poważnie. Można było sobie gdybać teraz w ramach jakiegoś ćwiczenia umysłowego, ale kiedy stajesz oko w oko z zagrożeniem… to działo się zwykle mnóstwo kompletnie nieprzewidzianych rzeczy.
Próbowała zamaskować uśmieszek, kiedy Leta wypaliła z całą litanią, część jej określeń na pewno pokrywała się z tym, co sama sobie myślała, ale nawet jeśli rzeczywiście tak było, to przecież człowiek nie składał się z samych zalet, a i tymi Shafiq się przecież odznaczał.
Przyglądała się w z ciekawością, jak Ollivander kursuje po sklepiku, ściągając wybrane przez siebie pudełka z półek i jak z niemalże nabożną czcią podawał każdą z różdżek Cathalowi na spróbowanie. Obserwowała cały proces, miny Shafiqa, to jak próbuje się zamachnąć każdą z nich.
– I jak? – zapytała, gdy już wypróbował wszystkie trzy. – Któraś ci leży?