15.03.2025, 14:17 ✶
Robert skrzywił się nieco. Niby auror miał rację, nie powinno się niepotrzebnie przepraszać, tłumaczyć się. Świat Ministerstwa był w końcu brutalny, można było szybko upaść na dno. Szczególnie w Wizengamocie, gdzie każdy czekał tylko na potknięcie drugiej osoby, by tylko wygryźć ją ze stanowiska. A jednak, to, co mówił Bletchley, go irytowało.
"Nie jestem ani twoim szefem, ani twoją matką". To po co te kazania? Mądre rady starszego stażem i wiekiem gościa, którego niby nic nie obchodziło? Szczególnie, jeśli jego fuchą nie było sądzenie, tylko nawalanie się z czarnoksiężnikami? Co ten człowiek w ogóle wiedział w pracy w Wizengamocie? Może znał to, jak Ministerstwo funkcjonowało, ale żeby pouczać tak nastoletniego stażystę? Typ w gruncie rzeczy nie różnił się tak bardzo od Bonesa. Może zgrywał wyluzowanego, ale tak naprawdę patrzył na Roberta tak samo z góry, jak inni.
Wszelki entuzjazm chłopaka uciekł. Może dlatego, że za cholerę nie lubił, jak ludzie mówili mu, co powinien, a czego nie. Szczególnie, jak nikt nie dał im do tego prawa. Nie było problemu, gdy przełożony w Wizengamocie coś mu doradził, ale wielce oświecone rady od członków innych oddziałów, właziły mu prosto pod skórę i raniły jego dumę.
— Oczywiście, panie Bletchley — uśmiechnął się, jak najbardziej profesjonalnie umiał. — Wezmę pańskie rady pod uwagę.
Auror miał rację, zdradzanie się z jakąkolwiek słabością nie wchodziło w rachubę. W ten sposób nigdy nie odniesie sukcesu. Nie mógł robić czegokolwiek, by można było coś mu zarzucić. Dlatego wrócił w oficjalny modus działania, jaki przyjmował, gdy spotykał się z osobami, które uważały się od niego lepsze. Pełna grzeczność, zero spoufalania.
"Nie jestem ani twoim szefem, ani twoją matką". To po co te kazania? Mądre rady starszego stażem i wiekiem gościa, którego niby nic nie obchodziło? Szczególnie, jeśli jego fuchą nie było sądzenie, tylko nawalanie się z czarnoksiężnikami? Co ten człowiek w ogóle wiedział w pracy w Wizengamocie? Może znał to, jak Ministerstwo funkcjonowało, ale żeby pouczać tak nastoletniego stażystę? Typ w gruncie rzeczy nie różnił się tak bardzo od Bonesa. Może zgrywał wyluzowanego, ale tak naprawdę patrzył na Roberta tak samo z góry, jak inni.
Wszelki entuzjazm chłopaka uciekł. Może dlatego, że za cholerę nie lubił, jak ludzie mówili mu, co powinien, a czego nie. Szczególnie, jak nikt nie dał im do tego prawa. Nie było problemu, gdy przełożony w Wizengamocie coś mu doradził, ale wielce oświecone rady od członków innych oddziałów, właziły mu prosto pod skórę i raniły jego dumę.
— Oczywiście, panie Bletchley — uśmiechnął się, jak najbardziej profesjonalnie umiał. — Wezmę pańskie rady pod uwagę.
Auror miał rację, zdradzanie się z jakąkolwiek słabością nie wchodziło w rachubę. W ten sposób nigdy nie odniesie sukcesu. Nie mógł robić czegokolwiek, by można było coś mu zarzucić. Dlatego wrócił w oficjalny modus działania, jaki przyjmował, gdy spotykał się z osobami, które uważały się od niego lepsze. Pełna grzeczność, zero spoufalania.