• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
Jesień 1972, 8 września - Spalona Noc // Faza I

Jesień 1972, 8 września - Spalona Noc // Faza I
your new trauma
unbothered. moisturized. happy. on diagon alley, killing innocent people. focused. flourishing.
wiek
39
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
szmalcownik
Ścigany przez prawo, lecz nie każdy czarodziej od razu skojarzy jego twarz. Błękit intrygująco pięknych oczu, tak jasny jak wiosenne niebo, zdaje się skrywać pod sobą coś innego - ciemność, jakiej nie da się uchwycić słowami. Jego postura, choć nie wykazuje nadmiernego umięśnienia, emanuje przekonaniem o własnej wyższości. Niezbyt wysoki (mierzy 175 centymetrów wzrostu), ale z pewnym nieuchwytnym urokiem, nosi ze sobą aurę tajemniczości, której źródło ukryte jest w zakamarkach przeżartej melancholią duszy. To, co sprawia, że spojrzenia przylgną do niego jak dźwięki do ciszy, to nie tylko atrakcyjność zewnętrzna, ale coś w nim, co przyciąga i odpycha jednocześnie. Nie jest stary, ale jego oblicze nosi na sobie wyraźny ciężar czasu.

Umbriel Degenhardt
#1
24.05.2025, 01:46  ✶  
Trójka pierdolniętych na Ulicy Pokątnej
Spalona Noc, po godzinie 20

Jag är ett svärd, ett låga, en dröm...

Jestem mieczem, płomieniem, snem.

Jestem ostatnim, co zobaczysz, nim twoje oczy spowije mrok.

Kiedy inni mieszkańcy Londynu odpoczywali w swoich domach lub próbowali wyszaleć swoje emocje w pobliskich barach, Umbriel Degenhardt czaił się w ciemności i wyczekiwał godziny, po której miał wyłonić się ze swojej kryjówki i rozpocząć ofensywę na jednej z głównych ulic Magicznych Dzielnic. Niekoniecznie mu się to podobało. Owszem – wykonał polecenie i stawił się na klatce jednej z kamienic, żeby stąd wraz z panienką Black przejść boczną uliczką prosto na Pokątną, ale nie wyglądał na kogoś, kto był szczególnie zadowolony z zadania jakim było strzelanie do sów. Owszem, kilku zwerbowanych szmalcowników wykona większość zadania za nich, robiąc harmider gdzieś bliżej Horyzontalnej, ale wciąż… Musiał ubrudzić sobie ręce czymś wyjątkowo mało poetyckim.

Cóż mu więc zostało, poza przypomnieniem sobie, że życie to teatr? Louvain zastał ich dwójkę, kiedy ujmował dłoń Bellatrix zapraszająco, chcąc prowadzić ich do tańca w ciszy – a może raczej w rytmie granym mu w głowie, bo kiedy tylko postawili pierwszy wspólny krok na marmurowej posadzce, Degenhardt zaczął nucić znaną melodię, której tytułu nie pamiętał nikt.

On go znał, ale ten tytuł był nieistotny. Nieistotny tak samo jak płaszcz i maska, których wcale nie chciał przywdziewać. Zapewne dlatego osłona twarzy, jaką mu przekazano, nie znajdowała się na niej, tylko na czubku głowy – jak okulary przeciwsłoneczne umieszczone tam żeby na moment nie znajdowały się na nosie.

– W Szwecji mawiamy – zaczął, unosząc dłoń Bellatrix i obracając nią wokół jej własnej osi – allt måste brinna för att nytt ska födas – zupełnie tak, jakby tę Szwecję w ogóle pamiętał, jakby się tu nie przeprowadził na tyle wcześnie, aby góry regionu Berslagen były czymś więcej niż mglistym wspomnieniem – wszystko musi spłonąć, by mogło narodzić się coś nowego. Spójrz kto tutaj jest.

Odwrócił ją przodem w kierunku stojącego w przejściu Lestrange’a i uśmiechnął się.

– Już czas.

Puścił ją, żeby wsadzić palce do ust i zagwizdać głośno. Jego ptak pocztowy uniósł się w górę, aby przekazać wiadomość do podnajętych rzezimieszków, a później uciec. Bo Londyn przestał być bezpieczny dla ptaków – ale on nie miał o co się martwić – bo pod ziemią nikt do nich strzelał nie będzie.

Chwycił ją jeszcze raz, delikatnie, przeprowadzając jak porcelanową laleczkę przez całkowicie bezpieczny i zauważalny gołym okiem stopień, a później wciąż nie zakrywając twarzy – bo po co – szedł przed siebie, prowadząc ich dwójkę przy akompaniamencie gasnącego słońca. Cywilizacja, której wypowiedział wojnę za moment stanie się ruiną.

To był gwałtowny ruch. Kop w drzwi, które otworzyły się z impetem, a później precyzyjny strzał ciśnieniem w kominek znajdujący się tuż w przy wejściu, żeby skutecznie go uszkodzić i uniemożliwić dalsze transportowanie ludzi.

◉◉◉○○ kształtowanie

Rzut Z 1d100 - 37
Slaby sukces...

A później kolejne drzwi, za którymi wiedział, że znajduje się kominek Sieci. O ile w pierwszym lokalu właściciel nie zdążył nawet sensownie zareagować na wtargnięcie, drugi podniósł się szybko i wycelował w niego różdżką. Degenhardt uśmiechnął się jedynie, a sam ten uśmiech – na środku facjaty z listów gończych – wystarczył aby żadne zaklęcie w jego kierunku nie pognało.

On zaś swoje rzucił – znów w kominek – kształtując ciśnienie, które miało rozsadzić konstrukcję i zmienić ją w stertę gruzu.

◉◉◉○○ kształtowanie

Rzut Z 1d100 - 81
Sukces!

Trzeci huk miał już miejsce w sklepie piśmienniczym, co go Umbriel wyjątkowo nie lubił. Właściciel puszczał w nim wiecznie muzykę ze starego gramofonu, który trzeszczał niemożebnie doprowadzając go do tak głębokiej irytacji, że po rzuceniu kolejnego zaklęcia (identycznego) na kominek znajdujący się nieopodal lady, cudem powstrzymał się przed poszukaniem tegoż gramofonu w celu rozwalenia go o posadzkę. Niestety nie miał na to czasu – musiał wyjść i spotkać się z resztą na ulicy, nie powstrzymał się jednak przed zgarnięciem leżącej na blacie paczki papierosów. Udawał przy tym, że nie widzi włosów trzęsącego się staruszka, wystających spod niego i zdradzającym kryjówkę.

◉◉◉○○ kształtowanie

Rzut Z 1d100 - 9
Akcja nieudana

Zakończywszy te działania, zgodnie z poprzednią myślą, wyszedł znów na Pokątną i spojrzał w niebo. Liczne wybuchy zasiały w ludziach wokół strach i uciekali w popłochu, ale nie mogli zatrzymać się tutaj na długo. Za moment pojawią się tu siły Ministerstwa, a oni musieli zniszczyć więcej kominków (paskudne dawać takie misje pianiście i damie!), celując po drodze w lecące tu i ówdzie sowy i inne ptaki pocztowe.

Umbriel westchnął. Wycelował różdżką w losowego przechodnia i rzucił na niego zaklęcie mieszające mu w głowie. Ptaki to przecież naturalni wrogowie czarodziejów, należało je zniszczyć. Zgińcie, przepadnijcie…

◉◉◉◉○ uroki

Rzut PO 1d100 - 39
Slaby sukces...


// Poszukiwany III, Muzyka I, Znajomość półświatka II, Zastraszanie I, Uzależnienie I, Uparciuch I, Dowodzenie II - !Patrol Pjerosek


they should be
t e r r i f i e d
of me
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
24.05.2025, 01:46  ✶  

Ulica nie jest patrolowana

Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#3
30.05.2025, 09:04  ✶  

Bellatrix Black była podekscytowana. Tak, czuła, że tej nocy wydarzy się coś wielkiego, w końcu nadejdzie moment, na który czekali. Wszyscy zaczną się ich bać, a czy było coś piękniejszego od drżenia na samą myśl o tym, że możesz pojawić się przed czyimiś drzwiami? No nie. Czuła, że wiele się dzisiaj zmieni, że zostaną docenieni, że dołączą do nich kolejni, którzy wcześniej nie doceniali siły Czarnego Pana. Ona od samego początku w niego wierzyła, wiedziała, że uda mu się osiągnąć swój cel, na szczęście nie była jedyna. Było kilkoro czarodziejów, którzy byli takimi wizjonerami, jak ona, którzy potrafili dostrzec więcej.

Nie do końca podobało jej się zadanie, które mieli wykonać. Uważała, że jest stworzona do większych rzeczy, ale skoro taki był plan Voldemorta, to nie zamierzała oponować. Na pewno miało to jakiś większy sens, którego po prostu w tej chwili nie dostrzegała. Wierzyła w swojego mistrza, to wystarczyło, aby znalazła się w jednej z kamienic, aby spotkać się z innymi, którzy mieli być zaangażowani w te zadanie.

Dała się poprowadzić Umbrielowi. Pamiętała jego występy, wiedziała, że jest niesamowitym artystą. To wspaniale, że takie osoby również postanowiły zaangażować się w te walkę, w budowanie lepszego świata. Jako, że humor miała wyśmienity, to pozwoliła sobie na ten krótki moment oderwania od tego, co mieli robić. Z początku nie słyszała melodii, Degenhardt zgrabnie prowadził ją po marmurowej posadzce, nie musiała jej słyszeć, wystarczyło, że pozwoliła mu się ponieść w tym tańcu.

Nie znała melodii, którą w końcu mężczyzna zaczął nucić, ale to nie było ważne. Liczyła się tylko ta chwila, na pewno na długo ją zapamięta. Wszystko miało się dzisiaj zmienić.

- To bardzo mądre słowa. - Odpowiedziała cicho, kiedy kończyła ten zgrabny obrót. Musieli pozbyć się całego plugastwa, aby móc stworzyć coś piękniejszego, to było całkiem prostym równaniem, już niedługo będą zbierać plony.

Oczy jej się zaświeciły, kiedy zobaczyła swojego kuzyna. Lou od zawsze był jej oparciem, lubiła mieć go przy sobie kiedy działo się coś ważnego. Posłała kuzynowi serdeczny uśmiech, naprawdę cieszyła się, że go widzi.

- Dziękuję. - Mruknęła jeszcze cicho do Umbriela, kiedy pomógł jej pokonać stopień. Jej towarzysze byli elitą, wiedzieli jak zadbać o damy, szkoda, że coraz mniej takich osób chodziło po ich świecie, brudna krew odbierała im to co najpiękniejsze. Już niedługo wszystko wróci do normy, wszystko będzie właściwe.

Black wyciągnęła maskę, nałożyła ją na twarz, a na głowę naciągnęła kaptur. Musiała się chować, przynajmniej jak na razie. Wierzyła bowiem w to, że niedługo nie będzie to już konieczne, że w końcu będą mogli pokazać komu naprawdę są wierni.

W końcu ruszyła dalej, przed siebie, z nadzieją, że będzie wzbudzać strach i uniemożliwi ludziom ucieczkę. Szkoda by było, gdyby wszyscy tutaj utknęli i spłonęli, prawda? Ogromna szkoda.

Pokonała pierwsze drzwi, machnęła bardzo szybko i wprawnie różdżką, chcąc zniszczyć kominek, który znajdował się w kącie pomieszczenia. Zamierzała wyczarować siłę, która rozwali go w drobny mak.


◉◉◉○○ kształtowanie (-10 za bezsenność)
Rzut Z 1d100 - 4
Akcja nieudana
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#4
30.05.2025, 20:04  ✶  

Nie przyszło mu czekać zbyt długo na kolejną noc podczas której mroczna wola jego Lorda znowu znalazła się w natarciu na końcach różdżek jego wyznawców. W maju na polanie ognisk udało się to co miało się udać, głównie dlatego, że całość była dobrze skoordynowana, a front walki jak i całe pole bitwy stosunkowo niewielkie. Zaatakowanie Londynu brzmiało bardzo zuchwale, a rozciągnięcie zniszczeń na całą długość Zadrapania to coś co do tej pory było tylko sennym marzeniem mrocznych sług. Nawet Louvain, który obecnie był najbliżej źródła, nie spodziewał się, że może się to rozciągnąć na skalę całego kraju i to w jedną noc. Najciemniejsza, ale paradoksalnie, również najjaśniejsza noc w Londynie. Ogień doskonale rozświetlał przerażenie na twarzach wszystkich tych wobec który został skierowany. Dzięki temu mrok ze spaczonych dusz mógł ogarnąć wszystko co tylko spotka na swojej drodze.

Stanął w wąskim przejściu przecinający ich zakątek z marmurową posadzką. Przywiodły go tu znajome tonacje nut o znajomym tembrze. Przez krótki moment przyglądał się tańczącej parze w sceptyczny sposób. Choć darzył tego melodyjnego psychopatę sporą dozą sympatii, to nie mógł udawać spolegliwego, kiedy wydawał się być tak zalotnie sielski wobec najdrożej Bellatrix. Z jednej strony był daleki od roli swatki, czy przyzwoitki, ale zdecydowanie nie na kryminalne palce tego szpilmana była najczarniejsza z czarnych pereł jego rodu. Chrząknął tylko, delikatnie sygnalizując swoją obecność, kiedy przecięli się spojrzeniami z Briellem.

- Augurem nie jestem, ale to Auspicjum jest bardzo klarowne, czyż nie? Odezwał się, obarczając towarzyszy ironicznym uśmiechem. Znaki na niebie i wokół nich były bardzo proste do rozszyfrowania. Spadające z nieba ptaki również powinny dawać coś do myślenia. A Czarny Pan miał dzisiaj udowadniać, że posiada niemal boskie moce i z bożym gniewem sprowadzi na swoich wrogów słuszny gniew. Nie czekał na odpowiedź, tylko tak jak reszta przywdział maskę i ruszył do działania.

Na swój pierwszy kominek wybrał ten publiczny na styku ulic Pokątnej i Horyzontalnej. Według statystyk, którymi kiedyś dysponował pracując jeszcze w biurze sieci Fiuu w Departamencie Transportu, był to jeden z najczęściej wybieranych kominków w tej części magicznego Londynu. Niewiele się raczej zmieniło od tamtej pory. Uszkodzenie go powinno w dotkliwy sposób naruszyć komunikację w tym rejonie. Tyle, że Louvain był na tyle przebiegły, że nie zamierzał zniszczyć kominek wprost, tak jak jego towarzysze. Zamierzał za pomocą magii rozpraszania odłączyć go od sieci, tak by kusił do skorzystania swoim wyglądem, ale jednak miałby okazać się bezużyteczny w momencie używania go do transportu. Przed oczyma miał już wizję jak spanikowana ofiara próbuje uciec przed zagrożeniem, ale w krytycznym momencie zamiast zniknąć w płomieniach kominka, znika z świata żywych przez złowrogie płomienie.


◉◉◉◉○ rozpraszanie
Rzut PO 1d100 - 53
Sukces!


Potem miał ochotę już na nieco więcej rozrywki i adrenaliny. Podążył więc za Degenhardtem z słuszną podstawą, że tam gdzie i on, tam czarodziejska tragedia. Nie przeliczył się, bo spoglądając panu maestro przez ramię dostrzegł w twarzy właściciela domostwa, do którego się włamali bardzo satysfakcjonujące przerażenie. Strach który paraliżował na wskroś, który uniemożliwiał nawet instykntowną obronę, lub chociaż ucieczkę. To ten rodzaj sławy, na którego Lestranga nie było stać, lecz wydawał się bardzo kuszący. Postąpił wręcz analogicznie co jego śmiertelny podwykonawca i wszedł do sąsiedniego mieszkania z tą samą agresją i z tą samą żądzom chaosu. Kiedy wszedł do środka, otrzymał najlepszy serwis strachu jaki mógł sobie tylko wymarzyć. Stłoczona w kącie szlamowata rodzina z soczystą grozą w sercach. Matka zasłaniająca dzieciom oczy swoimi dłońmi. Krzyk, płacz i błagania o litość. Lestrange zamiast litościwie podarować im natychmiastową śmierć, zadecydował, że odetnie im drogę ucieczki i tym samym skaże na tragiczna śmierć pod zgliszczami budynku, lub śmierć przez uduszenie od dymu z wszechobecnego pożaru. Chciał wysadzić ich kominek za pomocą kształtowania.


◉◉○○○ kształtowanie
Rzut N 1d100 - 94
Sukces!


Na ostatni cel wybrał sobie kominek znajdujący się znowu na zewnątrz, tym razem najbliżej ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Nie żeby chciał utrudniać ucieczkę tym łachudrom z bardziej bandyckiej strony magicznego Londynu. Prędzej, żeby utrudnić wszystkim służbom dotarcie na tę ulicę. Tym bardziej, że miał tutaj jeszcze coś do zrobienia, zanim będzie mógł kontynuować spaczone harce razem z Umbriellem i Bellatrix. Wycelował róźdżkę z zamiarem wyrwania całej zabudowy kominka i rozczłonkowania go na drobne cegiełki przy pomocy translokacji.


◉◉◉○○ translokacja
Rzut Z 1d100 - 91
Sukces!


- Dołączę do was potem. Jeszcze przed świtem zebranie w Ataraxii. Rzucił w ich stronę, a maska na twarzy zniekształciła jego głos. A potem zniknął ze świstem teleportacji, udając się na zorganizowanie dla nich wszystkich bezpiecznej przystani na tę noc.


Postać opuszcza sesję
Czarodziejska legenda
Only the dead have seen the end of war.
wiek
∞
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Celtycka bogini magii, podziemi, wojny, płodności i zniszczenia. Łączona również z przeznaczeniem i przepowiedniami, zwłaszcza tymi mówiącymi o zagładzie, śmierci i wygranej w bitwie. Przedstawiana jest zwykle w zbroi i rynsztunku. Pojawia się wszędzie, gdzie jest wojna. Krąży nad polem bitwy pod postacią kruka lub wrony. Podżega wojowników do walki i może pomóc w zwycięstwie nad ich wrogami. Morrígan zachęca wojowników do odważnych czynów, wzbudza strach w ich wrogach i jest przedstawiana jako piorąca zakrwawione ubrania tych, którym przeznaczona jest śmierć. Najczęściej jest postrzegana jako bogini bitwy i wojny, a także jako manifestacja bogini ziemi i suwerenności, głównie reprezentująca rolę bogini jako strażniczki terytorium i jego mieszkańców. Morrígan jest często opisywana jako trzy siostry, zwane „trzema Morrígan”. W mitologii członkostwo w triadzie jest przyznawane boginiom Badb, Macha i Morrígan, która może mieć na imię Anand. Uważa się, że wszystkie te imiona były imionami tej samej bogini.

Morrigan
#5
01.06.2025, 00:26  ✶  
Bellatrix

Właściwie to nie była jeszcze późna godzina, ale to będzie bardzo długi dzień, prawda? Naszła cię taka refleksja, że to dopiero początek, ale też… Kiedy właściwie ostatnio się wyspałaś? Miesiąc temu? Dwa? …Trzy? Uczestniczenie w planach Czarnego Pana nie szło w udziale ze spokojnymi nocami. Ani w ogóle ze spokojem. Machnęłaś różdżką, splatając w myślach tak dobrze znane ci zaklęcie, miało pójść idealnie, ale poczułaś, że te chroniczne braki snu w końcu zaczynają po trochu odbierać swój dług i że kręci ci się w głowie. Musiałaś na chwilę przymknąć powieki, bo świat zawirował… Twoja ręka, dotychczas taka pewna, opadła. Czułaś się tak zwyczajnie, po ludzku, naprawdę zmęczona.

Siła, która miała kominek rozwalić w drobny mak, została skierowana na szafkę stojącą obok, na obrzydliwie pstrokaty, sporych rozmiarów wazon, który chyba robił do tej pory po prostu za dekorację, udając droższego, niż był w rzeczywistości. Dobrze, że miałaś maskę, bo to wazon rozwalił się w drobny mak, a jego ostre jak brzytwa odłamki poleciały we wszystkie strony i nie oszczędziłyby twojej twarzy, gdyby nie ta ochrona.

your new trauma
unbothered. moisturized. happy. on diagon alley, killing innocent people. focused. flourishing.
wiek
39
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
szmalcownik
Ścigany przez prawo, lecz nie każdy czarodziej od razu skojarzy jego twarz. Błękit intrygująco pięknych oczu, tak jasny jak wiosenne niebo, zdaje się skrywać pod sobą coś innego - ciemność, jakiej nie da się uchwycić słowami. Jego postura, choć nie wykazuje nadmiernego umięśnienia, emanuje przekonaniem o własnej wyższości. Niezbyt wysoki (mierzy 175 centymetrów wzrostu), ale z pewnym nieuchwytnym urokiem, nosi ze sobą aurę tajemniczości, której źródło ukryte jest w zakamarkach przeżartej melancholią duszy. To, co sprawia, że spojrzenia przylgną do niego jak dźwięki do ciszy, to nie tylko atrakcyjność zewnętrzna, ale coś w nim, co przyciąga i odpycha jednocześnie. Nie jest stary, ale jego oblicze nosi na sobie wyraźny ciężar czasu.

Umbriel Degenhardt
#6
01.06.2025, 16:25  ✶  
Nie nazwałby swoich działań pasmem niezaprzeczalnych sukcesów. Mimo usilnych prób przekucia swoich działań w formę najwyższej sztuki Umbriel pozostawał sobą – marnym, paskudnym sobą, który wciąż pracował na wyniesienie swoich zasług dla świata ponad to, co ludzkie i osiągalne.

Pierwszy kominek pękł, ale to pęknięcie nie było czymś, czego dobry rzemieślnik nie załata.
Drugi, faktycznie – runął jak domek z kart, niszcząc jeden z elementów sieci.
Trzeci – nie pękł wcale. Ręka pianisty zadrżała, może ten staruszek, może pewne niedopracowanie jeżeli chodziło o stosowane techniki...

Prawdziwie dobijającym było jednak zaklęcie numer cztery. Uroki zaliczyłby do grona swoich specjalności, omsknięcie się w tej inkantacji uważał za wyjątkową słabość i nadwyrężenie danych Louvainowi obietnic. Pokraczne ruchy jegomościa, który faktycznie próbował zadusić czyjegoś ptaka, rozpaczliwie przypominały mu, że to za mało. Pragnął więcej – przekroczenia granicy własnych oczekiwań. Doskonałości, pionierstwa... wybitności w sianiu chaosu.

– Yes, sir – zwrócił się do Lestrange'a, słysząc informację o zbliżającym się zebraniu. Prawdę mówiąc, w pierwszej chwili jego odruchem była próba wymigania się od wzięcia udziału w zbiorowisku osób niespełna rozumu, ale po zagłębieniu się w to bardziej – niech będzie? Bo cóż innego mu zostało, jeżeli nie wsiąknięcie w to głębiej?

Nie miał poza tymi strukturami żadnego życia.

A Louvain był... imponujący. Nie pomylił się w tych zaklęciach ani razu, kiedy młodziutka Bellatrix poległa – uszu Degenhardta sięgnął dźwięk – głośny trzask szkła. Pokręcił głową, uderzył ramieniem w drzwi znajdujące się najbliżej niego i rzucił kolejne zaklęcie mające rozsadzić ciśnieniem kominek podłączony do Sieci Fiuu.

Rzut Z 1d100 - 94
Sukces!

Muzyk wiedział, że zbliżały się do nich służby i nie mogli zostać tutaj długo, jeżeli płomienie wzniecone przez zaklęty popiół nie rozpoczną przemieniania Magicznych Dzielnic w obiecaną przez Voldemorta ruinę znanego im wcześniej świata. Skierował więc swoje kroki ku pannie Black, zamierzając pomóc dziewczynie w czymkolwiek co napotkało ją po drodze.

– Młodzi ludzie potrafią być tak zaangażowani... – powtarzał to w myślach, to na głos, pogwizdując i pozornie nie spiesząc się, aby do niej dołączyć. Pozornie – bo to nie był czas na głupie decyzje. Ale nie mógł biec i pokazywać po sobie strachu – bo to wszystko to była gra! Gra pozorów! Widział przerażenie, jakie powoduje widok jego własnej twarzy, zestawiony z obecnością na Pokątnej. Mieli go za bezczelnego i mieli rację! – I tak charakterni! – Przypominała mu Lorien, ale... Lorien znajdowała się w jego sercu w zupełnie innej lidze.

// przewagi: zastraszanie I (powoduje ogólne przerażenie)
mi zostały dwa kominki, tobie pięć kominków i jeden rzut w sowy
@Bellatrix Black


they should be
t e r r i f i e d
of me
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#7
02.06.2025, 20:31  ✶  

Dzień był piękny, właściwie dopiero rozpoczynała się cała zabawa, a Trixie już poczuła się zmęczona. Jak do tego doszło? Nie wiedziała, przecież miała jeszcze tyle do zrobienia. Musiała sprawić, że Czarny Pan będzie z niej dumny, chciała pokazać mu, jak wiele potrafi, i że jest godna być wśród jego największych wyznawców.

Coś jednak poszło nie tak, bo dopadło ją to zmęczenie, kiedy zaczęła sklejać pierwsze zaklęcie. Zakręciło się jej w głowie, przymknęła na moment oczy, a to wystarczyło, żeby wszystko poszło nie tak. Nie trafiła w wypatrzony przez siebie kominek, a w wazon, obrzydliwy, pstrokaty wazon, który znajdował się w zupełnie innym miejscu niż planowała trafić. Na szczęście, udało jej się uniknąć szkła, które mogłoby okaleczyć jej śliczną buźkę. Cóż, nie pamiętała, kiedy ostatnio się tak do końca wyspała. Zamrugała kilka razy, bo przecież musiała jakoś wrócić do formy, tylko, czy na pewno będzie to możliwe, że też akurat w taką noc pojawiło się to okropne zmęczenie...

No nic, musiała jakoś się ogarnąć i zebrać się w sobie, bo czekało ją przecież sporo pracy, nie chciała, żeby Voldemort żałował tego, że znajdowała się w jego szeregach. Jeden kominek nie był taką tragedią prawda? Jak nie ten to kolejny. Nie miała czasu, żeby przejmować się porażkami, wręcz przeciwnie, zirytowało ją to okropnie i była gotowa do dalszego działania. Musiała nadrobić braki.

Black ruszyła dalej, weszła do kolejnej kamienicy, dostrzegła kominek, który znajdował się w sali. Spróbowała tego samego zaklęcia, które chwilę wcześniej jej się nie udało. Machnęła różdżką i wymruczała je cicho pod nosem.


◉◉◉○○kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!


Nie mogła zwlekać, nie sprawdzała, czy udało jej się rozwalić kominek, czy nie. Liczyła się ilość, a nie jakość, prawda? Weszła do kolejnego budynku, w którym miał znajdować się kominek sieci Fiuu, był to malutki sklep z eliksirami. Wycelowała w niego tym samym zaklęciem, w końcu powinno jej się udać, jeśli nie poprzednim razem.


◉◉◉○○kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 58
Sukces!


Działała szybko, bo wiedziała, że niedługo mogą pojawić się służby. Nie chciała, żeby ktoś złapał ją na gorącym uczynku, więc pomknęła ulicą dalej, by zniszczyć kolejny kominek, tą samą metodą, nie była pewna, czy zadziała, ale trudno, znowu chciała wyczarować siłę ciśnienia, która rozwali go w drobny mak, tym razem w jednym z barów.



◉◉◉○○kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 10
Akcja nieudana


Rozruszała się nieco, już nie czuła ospałości. Płomienie ognia, które rozświetlały ulice skutecznie ją pobudziły, albo tak się jej wydawało. Weszła do niewielkiego sklepu, w którym również powinien znajdować się kominek i wykonała po raz kolejny to samo zaklęcie. Nie sprawdzała, czy udało jej się trafić, musiała działać szybko.


◉◉◉○○kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 39
Slaby sukces...


Na końcu trafiła do najbardziej obleganego punktu sieci Fiuu. Był to sklep z zabawkami, który ostatnio stał się bardzo popularny. Miała nadzieję, że tym razem splecie zaklęcie fenomenalnie. Skupiła się na tym, aby jej wyszło, dużo bardziej niż wcześniej.


◉◉◉○○kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 3
Akcja nieudana


Dostrzegła Umbriela, kiedy opuściła ten nieszczęsny lokal. Dobrze, że nie była dłużej sama, bo nieco obawiała się tego, że ktoś może się tutaj pojawić i przeszkodzić im w tych działaniach. Warto było mieć przy sobie oparcie w postaci kogoś bardziej doświadczonego. Kiwnęła jeszcze głową w stronę Lou, na znak, że dotarły do niej jego słowa co do spotkania. Została tutaj z Umbrielem, na szczęście. Nie będzie musiała siać zamętu sama, zresztą w parze zawsze można było z tego czerpać większą przyjemność.

Ruszyła dość szybkim, pewnym krokiem w stronę Umbriela, rzuciły jej się w oczy ptaki, które mknęły po niebie. Mieli je likwidować, czyż nie? Zatrzymała się więc na moment, żeby wycelować zaklęciem w jednego z nich. Chciała go spalić, bo czemu by nie. Próbowała wyczarować kulę ognia, która dosięgnie sowy.


◉◉◉○○kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 20
Akcja nieudana


// porywczy, bezsenność, do tego wszystkiego -10 na kościach
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#8
03.06.2025, 16:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2025, 16:39 przez Baba Jaga.)  
@Bellatrix Black 

Chwilowe zebranie się w sobie chyba faktycznie pomogło, ale jak to bywa w przypadkach chronicznego zmęczenia i bezsenności, nie był to stan trwały. Dwa kolejne kominki poddały ci się bez problemu, ale kiedy wkroczyłaś do jednego z barów, powieki znowu zrobiły się odrobinę ciężkie. Tym razem, zamiast uderzyć bezpośrednio w kominek, tak jak planowała, posłałaś je w stronę znajdującego się obok stojaka na pogrzebacze. Ten wygiął się pokracznie i odleciał w bok, sam pogrzebacz i łopatkę do popiołu posyłając w twoją stronę, jakby los próbował ostrzec cię, że rzucanie zaklęć w takim stanie nie jest złym pomysłem. Nic ci się nie stało, oczywiście, ale niesmak pozostawał.

W końcu też dotarłaś do sklepu z zabawkami. Miałaś wielkie ambicje na to zaklęcie i faktycznie, splotłaś je fenomenalnie - wręcz fenomenalnie pokracznie, czując jak zmęczenie kładzie ci się ciężarem na barkach i sprawia że nadgarstek wykonuje złą sekwencję ruchów. Różdżka zasyczała, sypiąc z siebie iskry i buntując się przed takim traktowaniem. Drewno natomiast nagrzało się nieco, ale ponad to nic ci się nie stało.

Sennie jednak przeszło ci przez głowę, że jeśli Czarny Pan miał być faktycznie z Ciebie dumny, to musiałaś się bardziej postarać.
your new trauma
unbothered. moisturized. happy. on diagon alley, killing innocent people. focused. flourishing.
wiek
39
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
szmalcownik
Ścigany przez prawo, lecz nie każdy czarodziej od razu skojarzy jego twarz. Błękit intrygująco pięknych oczu, tak jasny jak wiosenne niebo, zdaje się skrywać pod sobą coś innego - ciemność, jakiej nie da się uchwycić słowami. Jego postura, choć nie wykazuje nadmiernego umięśnienia, emanuje przekonaniem o własnej wyższości. Niezbyt wysoki (mierzy 175 centymetrów wzrostu), ale z pewnym nieuchwytnym urokiem, nosi ze sobą aurę tajemniczości, której źródło ukryte jest w zakamarkach przeżartej melancholią duszy. To, co sprawia, że spojrzenia przylgną do niego jak dźwięki do ciszy, to nie tylko atrakcyjność zewnętrzna, ale coś w nim, co przyciąga i odpycha jednocześnie. Nie jest stary, ale jego oblicze nosi na sobie wyraźny ciężar czasu.

Umbriel Degenhardt
#9
09.06.2025, 08:30  ✶  
Na ulicy narastał harmider. Z okolicznej kawiarni dało się usłyszeć paniczny jazgot. Umbriel wcale się temu nie dziwił – sama jego obecność musiała wywoływać wśród mieszkańców Magicznych Dzielnic głębokie przerażenie, a z każdą kolejną minutą ataki Śmierciożerców narastały. Opadały w dół rolety, zasłaniano witryny kotarami. Czarodzieje radzili sobie jak mogli i liczyli na to, że zły los nie wybierze ich – nikt przecież nie chciał stać się przypadkową ofiarą zamachu.

Mogli liczyć ze strony Umbriela na współpracę.

Przypadkowe ofiary go nie interesowały. Interesowało go przerażenie, interesowało go wiele złych emocji, które dało się utkać w sztukę, którą chciał tworzyć. Nijakość i przypadek nie pasowały do klasycznych brzmień – nie potrafił się tym inspirować, a więc dostrzegał w tych działaniach najzwyklejszą w świecie stratę czasu. Jego motywacje do siania destrukcji w tym miejscu były jasne: potrzebował pieniędzy, a zawód miał... kontrowersyjny? Nie wam to oceniać!

Ale ta noc była jeszcze młoda – wiele miało się wydarzyć podczas Emberfall i spodziewał się odnalezienia w zgliszczach Londynu wielu nowych kompozycji. Kolejne drzwi uderzył więc barkiem z myślą, że nie można było zebrać plonów, jeżeli nie zasiało się pola.

I kolejny czar – znów ciśnienie wymierzone w newralgiczne miejsce konstrukcji. I znów brak reakcji ze strony przerażonych ludzi, którzy woleli stracić część dobytku aniżeli życie. Nie do końca im się dziwił, chociaż pojawiały się myśli: po cóż Śmierciożercy mieliby niszczyć Sieć Fiuu, jeśli nie po to, aby później mordować ich, pozbawiwszy połowę Pokątnej możliwości ucieczki?

Rzut Z 1d100 - 70
Sukces!

Ostatni ze sklepów mijanych przez Umbriela po drodze do Bellatrix miał zamknięte drzwi, ale właściciel nie zasunął żadnej kotary. Degenhardt ugryzł to więc inaczej – zasłonił twarz maską na wypadek, gdyby szkło oddzielające go od kominka pękło, następnie wymierzył to samo zaklęcie przez przeszkloną witrynę.

Rzut Z 1d100 - 85
Sukces!

A później jego oczy i oczy Bellatrix spotkały się mimo osłonięcia się przed światem i nie mógł zareagować inaczej niż śmiechem.

– Przez moment myślałem, że stamtąd nie wyjdziesz – powiedział wprost. Nie zamierzał się z nią przekomarzać, nawet sprawdził, czy dziewczynie nic nie jest, zanim chwycił ją za przedramię i zaciągnął w jedną z bocznych alejek, nie słuchając ani słowa sprzeciwu. Umbriel nie był jednak człowiekiem, który darowałby sobie lekką drwinę z jej niepowodzeń. – Odsuwamy się, druga para już nadchodzi. – Uniósł palec w górę, zwracając jej uwagę na już całkowicie zasłonięte chmurami niebo. Opadający na nich popiół już od kilkudziesięciu minut wzniecał coraz to intensywniejsze pożary na mapie Anglii. – Wiem, że mieliśmy nie wciągać masek, żeby tego nie wdychać, ale cholernie potrzebuję zapalić.

Więc zapalili. W tej samej kamienicy, w której na początku tej wielkiej katastrofy, jak gdyby nigdy nic tańczyli razem walca.

// uzależnienie I, uparciuch I, tworzenie dzieł sztuki II

Postać opuszcza sesję


they should be
t e r r i f i e d
of me
Sleeping Beauty
let it burn
wiek
21
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Amnezjatorka
Bellatrix jest kobietą niewielkiego wzrostu, mierzy bowiem jakoś 157 centymetrów. Jest szczupła. Włosy ma ciemne, niemalże czarne, kręcone. Cerę jasną, praktycznie białą. Oczy duże, widać w nich pewne szaleństwo, koloru niebieskiego. Ubiera się głównie w czerń, dba o to, jak wygląda. Używa perfum o zapachu liczi i czerwonej porzeczki z nutą róży, wanilii i wetywerii.

Bellatrix Black
#10
09.06.2025, 09:16  ✶  

Blackówna próbowała robić wszystko, co było w jej mocy, aby wykonać zadania zlecone im przez Czarnego Pana. Nie wszystko jednak szło po jej myśli. Nie spodziewała się, że zmęczenie postanowi tak bardzo dawać się jej we znaki. Tak to już jest, kiedy jest się okropnie zapracowanym. Nie dość, że musiała pracować jako amnezjatorka, to jeszcze nocami knuła w jaki sposób może pomóc przejąć Voldemortowi władzę nad światem. Skłaniało ją to do zastanowienia się nad tym, czy jej życie nadal powinno tak wyglądać. Być może był to moment, w którym powinna skupić się na jednej rzeczy, wiadomo, co było dla niej istotniejsze - to czym zajmowała się w czasie wolnym.

Zapewne podejmie się jakichś większych kroków w najbliższym tygodniu, bo tak być nie mogło. Musiała mieć pewność, że jest w stanie wykonać wszystkie zlecenia, które Czarny Pan kierował ku jej osobie. Nie mogła go zawodzić, to nie przystoiło takiej osobie jak ona.

W końcu udało jej się wyjść ze sklepu z zabawkami, gdzie po raz kolejny zawiodła. Na jej twarzy widać było złość i rozczarowanie, nie do końca była zadowolona z tego, jak się wszystko potoczyło. Cóż, nikt raczej tego nie zobaczył, bo miała na niej również maskę.

Umbriel na nią czekał. W przeciwieństwie do niej, on idealnie radził sobie ze wszystkimi zadaniami. Trochę było jej głupio, że nie była w stanie mu dorównać, widać jednak, że wiek i doświadczenie robiły swoje. Cóż, jakoś będzie musiała sobie poradzić z tym ogromnym rozczarowaniem, które zaczęło trawić jej duszę.

- Też tak myślałam, zawiodłam. - Nie była dumna z tego powodu, ale też nie miała problemu z tym, żeby stwierdzić iż musi popracować nad swoimi działaniami.

Londyn zaczynał płonąć, jej towarzysze całkiem zgrabnie poradzili sobie ze swoimi działaniami, dzięki czemu sytuacja mogła być jeszcze bardziej chaotyczna. Miała sporo szczęścia, że to właśnie oni się z nią tutaj znaleźli.

- Pal, na zdrowie. - Mruknęła jeszcze, gdy ruszyli przed siebie. Nie mogła się powstrzymać przed tym, żeby wyciągnąć różdżkę i rzucić zaklęcie w jedną z kamienic, które mijali, chciała coś rozwalić, bo rozgniewało ją to, że nie udało jej się wykonać wszystkich zadań, Tak też zrobiła, kiedy odchodzili, machnęła różdżką gdzieś za siebie, na oślep i próbowała rzucić kulę ognia, która uderzy w kamienicę, albo i nie, wiedziała już, że nic nie było pewne, przez to, że atakowało ją zmęczenie. Niestety była tylko człowiekiem, pozostawało jej wierzyć w to, że za chwilę trochę bardziej się rozbudzi, a noc nie będzie przynosiła snu. Szkoda by było, aby zmarnowała swój potencjał przez to, że była tylko człowiekiem.


◉◉◉○○ kształtowanie - kuli ognia

Rzut Z 1d100 - 84
Sukces!


// porywczy


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baba Jaga (194), Bellatrix Black (1503), Louvain Lestrange (719), Morrigan (175), Pan Losu (4), Umbriel Degenhardt (1616)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa