• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 Dalej »
[02.10.1972] Panic at the desk-o | Lorien & Louvain

[02.10.1972] Panic at the desk-o | Lorien & Louvain
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#1
03.10.2025, 14:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.10.2025, 14:30 przez Lorien Mulciber.)  
Początek października przyszedł szybciej niż się tego spodziewała. Zdecydowanie szybciej.
Może wypadałoby powiedzieć, że Ministerstwo Magii pracowało na zwiększonych obrotach, próbując uporządkować legislacyjny chaos jaki zrodziły wrześniowe ataki, ale sam Wizengamot zdawał się tkwić w martwym punkcie. Tym samym co zawsze. Jakby na wszystko mieli cały czas na świecie.
Sprawy rozwlekano; przesłuchania przeciągały się o kolejne godziny, gdy próbowano przylepiać oskarżonym łatkę śmierciożerców; lewica pierdoliła swoje tolerancyjne farmazony; nawet w konserwatywnej prawicy dało się wyczuć narastającą paranoję i pierwsze rozłamy. Nic nie szło dobrze. A co gorsza - nic nie szło po jej myśli.
Brakowało tego urokliwego wzdychania nad przyniesionymi jesiennymi szarlotkami. Mabon, Mabon i po Mabon. Ani się człowiek obejrzy to będzie Samhain, Dzień Pamięci, Yule i nowy rok.
Teraz nikt nawet nie kwapił się wywiesić ozdoby na Mabon. Przeszło praktycznie przemilczane, a ludzie o wiele bardziej roztkliwiali się nad pustymi miejscami przy stole.
Śmierciożercy zabili coś więcej niż mieszkańców Londynu. Zabili vibe. Niewybaczalna zbrodnia.

Nie wszyscy sędziowie urzędowali przy samych salach Wizengamotu, w bliskim i miłym sąsiedztwie Departamentu Tajemnic. Niektórzy z nich - jak pani Mulciber cenili sobie zgiełk II piętra, ciągłą obecność przedstawicieli magicznej policji  w okolicy, odczuwalną nawet przy stosownym wyciszeniu gabinetu oraz bliskość tutejszego magicznego automatu z kawą.
I właśnie w ten chaos wypuszczono Louvaina zaraz po jego obowiązkowym instruktażu proceduralnym, wskazując palcem kierunek z krótkim: “pierwsze drzwi od Biura Aurorów po lewej. Łatwo trafić.”
Proste? Tak, wręcz idiotoodporne, bo na ciemnych drzwiach błyszczała złota plakietka z nazwiskiem czarownicy i orientacyjnymi godzinami urzędowania. W dodatku wejście do środka było wprost z korytarza, więc można było uniknąć ciekawskich spojrzeń tutejszych sekretarek.
Sam  gabinet z kolei nie należał do największych, ot odpowiedni dla dwóch osób, w przytłaczających kolorach ciemnego brązu i zieloni. Lorien Mulciber ewidentnie nie należała do szczególnie sentymentalnych osób. A przynajmniej nie na poziomie niektórych urzędniczek, które radośnie obstawiały wszystkie możliwe powierzchnie zdjęciami rodziny, rysunkami sporządzonymi przez zdolne rączki ich dzieci, wyklejonymi z makaronu szkatułkami i glinianymi obciążnikami do papieru w kształcie przejechanego pufka, które ponoć są “ślicznym kotkiem wykonanym przez szalenie uzdolnionego bombelka”.
W gabinecie nie było absolutnie nic personalnego - ciężkie regały wypełniały stare, prawnicze tomiszcza, odziedziczone po ojcu, albo otrzymane w prezencie na przeróżne okazje. Jedyny obraz w pokoju, przedstawiający szanownego Ministra Magii Ignatusa Tufta, oprawiono w pozłacaną, bogato zdobioną ramę chyba tylko po to, żeby uprzykrzyć życie sprzątającym tu dzień w dzień skrzatom domowym. Jak pięść do oka pasowało proste, sygnowane ministerialnym numerem i kodem Biura Aurorów dwukierunkowe lusterko w metalowej oprawie, ustawione na biurku zaraz obok kałamarza, sterty dokumentów sądowych i najnowszego wydania Proroka Codziennego.
Drugie biurko - zresztą identyczne, wniesiono do gabinetu przed kilkoma dniami. Na szczęście na nim Lorien nie zdążyła jeszcze porozkładać się ze swoją chaotycznie porzucaną w każdym kącie papierologią, więc czekało na Lestrange'a wciąż jeszcze puste i czyste.
Wyjątkiem od reguły (zawsze przecież musi być jakiś wyjątek) była ukryta pod szklanym kloszem makieta Azkabanu, z jej miniaturowymi mieszkańcami. Dementorki unosiły się sennie na więziennej wyspie, wyjątkowo dziś nie skore do zabaw i z jakiegoś powodu obrażone na cały świat.

Sama sędzia zajęta była jedną z tych ważniejszych spraw, jaką były codzienne ploteczki z Ministrem Tuftem, który ze wszystkich swoich portretów rozwieszonych w różnych częściach Ministerstwa, ten upodobał sobie najbardziej.  Może dlatego, że Lorien cierpliwie i o dziwo uważnie słuchała jego szalonych, często mrożących krew w żyłach pomysłów udoskonalenia systemu więziennictwa.
-... Nie, Nie zgodzą się na ulokowanie dementorów w Clerkenwell, Ignatusie. Nie możemy ryzykować, że strażnicy przedostaną się w strefę przebywania mugoli…
Przerwała zdanie niemal w pół słowa, dopiero teraz zwracając uwagę, że nie będą tu sami. Stosownie zaprosiła do środka chyba jedyną osobę, której wizyty się spodziewała.
- Panie Lestrange, tak szybko wypuścili Pana ze szkolenia?- Zerknęła na wiszący nad drzwiami zegar. Wskazywał kwadrans po dwunastej. W teorii wiedziała, że pojawi się dzisiaj, ale Ministerstwo rządziło się swoimi prawami, gdy chodziło o czas.- Z reguły lubią się pastwić nad ludźmi przez cały dzień. - Odstawiła na blat biurka niedopitą kawę w zgrabnej, porcelanowej filiżance. Ministerialna lura przelana z papierowego kubeczka.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#2
23.10.2025, 20:10  ✶  

Nowe piętro, ten sam zapach kawy. A jednak Louvain czuł, jakby wszystko zaczynało się od nowa. Nie dlatego, że nie znał Ministerstwa, znał je bardzo dobrze. Ale tutaj, w cieniu Wizengamotu, wszystko miało inny ciężar. Każde słowo brzmiało jak zeznanie, każdy gest miał znaczenie. To nie była już biurokracja. To był teatr sprawiedliwości, w którym wszyscy odgrywali swoje role z należytą powagą, udając, że wierzą w prawdę. Z pozoru wyglądał jak człowiek, który właśnie wkraczał w nową przyszłość, z równym mankietem, chłodnym spojrzeniem i wyćwiczonym tonem urzędnika. W środku jednak tliło się coś innego. Nie żal. Nie strach. Coś bliższego ekscytacji. Po Spalonej Nocy zapach spaczenia nie chciał opuścić jego skóry. Nie był to zwykły dym ani popiół, lecz coś trwałego, jak wspomnienie wypalone pod paznokciami, tkwiące głęboko w każdym zakamarku ciała. Tym razem nie zamierzał zostawić śladu. Zamknął się w łazience, zanurzył w gorącej wodzie, której para została grubą smugą na każdej powierzchni. Ruchy jego rąk były mocne i nieubłagane, jakby szorowanie mogło wytrzeć nie tylko zapach, lecz i pamięć. Ścierał do żywego mięsa, nie dając możliwości, aby głupi przypadek miał przeważyć na jego wolności. Eliksiry neutralizujące, zaklęcia oczyszczające. Wszystko co tylko przybliżało go do neutralnej, bezosobowej powłoki, w której nie było ani cienia ognia, ani śladu zaklęcia.  Mętna woda spłukała to, co zewnętrzne, lecz w środku wciąż tliło się coś nieuchwytnego. Udało mu się ukryć to przed światem, a jednak część siebie pozostawała niezmiennie naznaczona tym, co pamiętał najlepiej.

Idąc korytarzem w stronę Biura Aurorów, czuł się jak szerszeń wkraczający w gniazdo os, obcy wśród pozornie swoich. Wiedział, że jeden nierozważny ruch, jedno spojrzenie za długo, mogłoby zdradzić jego prawdziwą tożsamość. A mimo to szedł spokojnie, z cichą satysfakcją, że potrafi prześlizgnąć się między nimi niezauważony. Każdy krok był precyzyjny, każdy oddech kontrolowany, a w głębi duszy czuł ekscytację na myśl o sprawach, które przyjdzie mu obserwować i notować. O aktach, w których mógł rozpoznać ślady własnej przeszłości. Nazwisko Lorien Mulciber wyryte w złocie połyskiwało na drzwiach, zbyt wielkie jak na tak niewielką właścicielkę, przyciągając wzrok i ironicznie przypominając, że ciężar reputacji bywa czasem większy niż ciało, które go nosi. Zastukał trzy razy. Wszedł dopiero po odczekanej sekundzie, lub dwóch dla uszanowania prywatno-służbowej przestrzeni. Jeszcze mógłby zobaczyć jej nogi nad głową jakiegoś aurora.

- Ogromna przyjemność znaleźć się w gabinecie, w którym zapadają prawdziwe decyzje - oznajmił w ramach przywitania z lekkim wzdechem zachwytu, tonem eleganckim, lecz z subtelnym, zadziornym błyskiem w oku. Może i nie był to gabinet ministerstwa, za to Ministra często gościł. Dlatego ukłonił się lekko w kierunku obojga. - Cóż, miałem pewną przewagę.- dodał z lekkim uśmiechem, nieco przechwalając się bez słowa niedyskrecji. - Już raz udało mi się zrobić odpowiednie wrażenie i przekonać panią sędzinę.  Wiem więc, jak zdążyć przed innymi… Brew mimowolnie mu drgnęła, coraz bardziej rozochocony. Może nie było to zbyt pasujące do wielkiej dumy, wielkiego nazwiska, ale ciepły powiew nowego spływał po jego plecach przyjemnym dreszczem. - To dla mnie? – zapytał na wysokich tonach z teatralną skromnością w głosie wskazując na puste biurko.

Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#3
11.11.2025, 01:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2025, 21:19 przez Lorien Mulciber.)  
Jakież to szczęście, że Louvain odczekał te przepisowe trzy sekundy. Zdążyłaby wepchnąć pod biurko swojego kochanka, który teraz zapewne by kulił się w nieludzkiej pozycji, próbując nie przyjebać głową w blat. Na szczęście takie scenariusze można wepchnąć między bajki dla dorosłych, bo Lorien Mulciber nie uskuteczniała romansów we własnym gabinecie. Ani w pokoju socjalnym. Ani nawet podczas niezwykle istotnej inspekcji schowka na miotły na końcu korytarza. Beznadziejny przypadek biurwy ale bez wewnętrznej kurwy.
Więc stało sobie to wyrwane wprost z mugolskich piekieł słoneczno Ministerstwa Magii w postaci sędzi Lorien, wyraźnie zaintrygowane faktem, że Louvain jeszcze się dzisiaj u niej pojawił.

Już raz udało mi się zrobić odpowiednie wrażenie…
Uniosła lekko jedną brew, ale nie skomentowała. Nikt jeszcze nie zsyłał do Azkabanu za pewność siebie i ambicję prawda? Pytanie o biurko już spotkało się z odpowiedzią.
- Słyszałam plotki jakoby wszędobylski Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów, odebrał Panu pozycję i biurko.- Westchnęła niemal dramatycznie.- Na to pierwsze będzie trzeba zapracować, ale to drugie dało się załatwić od ręki.
Lorien skrzyżowała ramiona na piersi, dając mu czas na rozgoszczenie się. Zwykle asystentów wysyłano do innego pokoju, gdzie pracowali wszyscy razem albo ofiarowywano im biurka przed drzwiami - zawsze uważała to za absurdalny pomysł. Nie potrzebowała sekretarki do odbierania poczty i umawiania terminów spotkań. O nie. Miała wobec tego chłopaka o wiele ambitniejsze plany.
- Jest kilka sposobów na awans w tym Departamencie. Żaden z nich miły i przyjemny, większość długotrwała i nużąca…
- Za moich czasów stażyści biegali po kawę i cieszyli się, że mogą oglądać rozprawy przez dziurkę od klucza.- Burknął Minister z portretu udając bardzo zaaferowanego książką, z którą go namalowano. Ale ewidentnie podsłuchiwał całą rozmowę.
- Ignatusie, nawet ja pamiętam twoje czasy One wcale nie były tak dawno.- Pokręciła głową. Minister burknął coś niezrozumiałego pod nosem w odpowiedzi.
Nie wyglądała na szczególnie przejętą fochami Tufta, do których najzwyczajniej w świecie już przywykła. Lestrange też będzie musiał, bo Minister lubił gadać długo i dużo. Taki urok polityków, nawet tych olejnych.
- Wracając.- Otworzyła pierwszą z kilku teczek z aktami sprawy nad którą aktualnie pracowała.- Dwóch rzeczy nie przeskoczymy. Kursów departamentowych i stażu protokolarnego. Mamy dzisiaj całkiem ciekawą rozprawę w planach… Dziewiątego września bieżącego roku, około godziny trzeciej nad ranem jeden z sędziów Wizengamotu został zaatakowany niedaleko głównego przejścia do Ministerstwa Magii. W wyniku ataku ucierpiał na zdrowiu i musiał być hospitalizowany przez następnych kilka dni aż do poniedziałku jedenastego września.- Przeczytała z pierwszej strony raportu Biura Aurorów.
Teczka została ostrożnie zamknięta, po czym wraz z całą resztą papierologii wylądowała na blacie biurka Louvaina. Jedno zerknięcie w jej zawartość mogło dać całkiem niezły ogląd w samą sprawę. Zeznania świadka wpisanego jako L.M., opisy i przebieg z przesłuchania, częściowo ocenzurowane wyniki ze szpitala Munga. Wszystko podpisane i sygnowane przez aurora A.Moody'ego.
- Napastnik jest synem Gregora Koroleva, osadzonego i zmarłego w Azkabanie za kradzież różdżki i spowodowanie śmierci brygadzistki. Czarodziej nieczystej krwi. Tamtej nocy szukał odwetu za ojca. Został pochwycony dwudziestego września i przesłuchany. Do dzisiaj przebywa w więzieniu Clerkenwell, gdzie..- w ostatniej chwili ugryzła się w język przed powiedzeniem “dochodzi do siebie” i “próbują go doprowadzić do stanu używalności po przesłuchaniach”. Moment jej zajęło znalezienie odpowiednich, prostych słów.-.. czeka na rozprawę.

Wreszcie zasiadła na swoim fotelu. Założyła nogę na nogę, a dłonie splotła na kolanie. Zabawne, nawet nie sięgała wypastowanymi szpileczkami
- Naszą rolą panie Lestrange jest zadbać, żeby ten człowiek nigdy już nie opuścił Azkabanu. Tacy jak oni nie zasługują na resocjalizację. Jego atak pokrywa się czasowo z atakami terrorystycznymi przeprowadzonymi przez popleczników Lorda Voldemorta. Jak przekonać sędziów, że jest między tym powiązanie?
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#4
07.01.2026, 22:37  ✶  

Przyjął jej słowa z tą samą łatwością, z jaką od lat poruszał się w strukturach władzy. Hierarchie były dla niego jak zmieniające się sztandary nad tym samym budynkiem, barwy mogły być inne, hasła odmalowane na nowo, ale mechanizm pozostawał niezmienny. Zawsze wiedział, przed kim warto się zatrzymać o pół kroku dłużej, komu poświęcić starannie dobrany ton i spojrzenie. I które stałe elementy ministerialnej codzienności można bez żalu pominąć, nie karmiąc się tą samą, rozwodnioną paszą przeznaczoną dla mało ambitnych trybików. Zmiana statusu, o której wspomniała, była dla niego jedynie przejściowym zgrzytem w papierach. Epizodem. - Departament Przestrzegania Prawa ma skłonność do nerwowych ruchów - odparł spokojnie, niemal od niechcenia. - Proszę się nie obawiać, nikt nawet nie zdąży się do tego przyzwyczaić.

Słowa ministra z portretu przyjął milczeniem. Zmęczonym, wypranym z emocji, takim samym, jakim obdarza się starczy uwiąd, który myli własne wspomnienia z autorytetem. Nie było sensu reagować, czas i tak już zrobił z nim swoje. Dopiero gdy akta sprawy Koroleva trafiły w jego ręce, Louvain naprawdę się ożywił. Otworzył teczkę bez pośpiechu, z uwagą kogoś, kto wie, że najciekawsze rzeczy nigdy nie leżą na wierzchu. Przebiegł wzrokiem po zeznaniach, po nazwiskach, po ostrożnie ocenzurowanych fragmentach raportów. I wtedy zrozumiał. Kącik jego ust uniósł się w cynicznym, ledwie zauważalnym uśmiechu. To nie była sprawa o sprawiedliwość. To było brudne wyrównywanie rachunków. Nie sądził, że istnieją rzeczy mniejsze od Lorien, a jednak. Jej ego okazało się tak drobne, że na jego istnienie istniały jedynie dowody szczątkowe, dokładnie jak na paragraf, którym zamierzała przyklepać los temu „dobremu złodziejowi”. Ten biedny, pierdolony parias miał przynajmniej tyle własnej godności, by wziąć sprawy w swoje ręce, zamiast wyręczać się cudzymi chłopcami i cudzymi wyrokami. Niezależnie od statusu, czarodzieje zawsze byli tak samo paskudni i brzydcy. Różnica polegała jedynie na tym, kto miał dość kompleksów, by się z tym kryć. A Louvain, będąc obecnie najprzystojniejszym kawalerem w tym Departamencie, rozpoznawał brzydotę jak mało kto. Wiedział też, że trudniejsze od wsadzenia Koroleva za kraty będzie zanurzenie się w tak płytkim ego jak ego sędziny. Trudniejsze, lecz nie niemożliwe.

Nie skomentował na głos tej prywatnej wendety ani jej małostkowego, frajerskiego charakteru. Nie obdarzył Lorien nawet spojrzeniem politowania. Zamiast tego zaczął myśleć. Intensywnie, metodycznie, szukając miejsca, od którego można było pociągnąć za nitkę. Całe szczęście, że Korolev nie był nikim istotnym w Kromlechu. Szczerze mówiąc, Louvain nawet nie wiedział o jego istnieniu. Być może był tylko podrzędnym Naśladowcą. Na pewno kimś na tyle nieistotnym, by dało się go odpowiednio uformować. Nigdy z nim nie współpracował i właśnie to czyniło sprawę tak wygodną. Był małą szprotką, którą był w stanie poświęcić bez cienia namysłu. - Jeśli nie przyznał się do tej pory, nie zrobi tego dalej. - rzucił w zamyśleniu, nieco rozczarowany, że słynny łowca czarnoksiężników nie potrafił wydobyć odpowiednich zeznać. Zaciekawiło go dlaczego w ogóle ten krawężnik Moody w ogóle pochylał się nad sprawą. Auror jego formatu od razu powinien wyczuć, czy ma do czynienia z poważnym czarnoksiężnikiem, czy tylko z okazjonalnym łotrzykiem. - Rozumiem, że w miejscu zamieszkania aresztowanego nie znaleziono żadnych dowodów, ani poszlak? Zanucił dość kurtuazyjnie, bo nic takiego w raporcie nie widział, ale wnioskując z cenzurowanych treści, istniał cień szansy, że istniało coś, co do kartoteki się nie nadawało. Coś o czym można było tylko wspomnieć na osobności. - Skoro ciężko mu coś udowodnić, może inny, wiarygodniejszy terrorysta potwierdzi jego motywy? Odłożył papiery na bok i w końcu spojrzał na przełożoną, sugestywnym spojrzeniem. Na pewno istniał ktoś, kto za kilka dodatkowych przywilejów wskaże na niego palcem. To byłoby łatwiejsze, od szukania nieistniejących dowodów.

Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#5
26.03.2026, 11:56  ✶  
Poruszanie się w meandrach ministerialnych struktur było szalenie ważną umiejętnością. Niezbędną jeśli planowało się w tym miejscu doczekać ciepłej państwowej emerytury, a przy tym nie dorobić się wypalenia zawodowego czy nerwicy. Nie można było zaprzeczyć, że jakimś cudem Louvain znalazł się w dobrym miejscu i czasie z kimś, z kim mógł odnaleźć zdawałoby się wspólnych poglądowych punktów zaczepienia. W dodatku ten ktoś znalazł w sobie chęć wyrwania młodziaka z bezużytecznego departamentu i wpuszczenia go na głębokie wody. To była raczej domena Departamentu Tajemnic, żeby pożerać najlepszych.
Nie zrobiłaby tego, gdyby nie wierzyła, że Lestrange ma w sobie dryg do polityki i może się przydać. Bo przecież, jeśli potrzebowała kogoś do porządkowania papierów i pisania aneksów, mogła wziąć pierwszego lepszego stażystę. Oni mieli za sobą lata wkuwania historii prawa magicznego i sądowej administracji, wiedzieli co w jakie rubryczki wpisywać, do jakich drzwi zastukać, jak kogo tytułować i ile łyżeczek cukru dosypują do herbaty poszczególni sędziowie. Louvain nie był tutaj żeby podawać kawę czy pilnować jej kalendarza. Był tutaj, bo potrzebowała mieć przy sobie kogoś bardziej ambitnego niż mugolak Harry. Może kogoś kto spojrzy na zakonserwowaną kadrę Wizengamotu i wytłumaczy jej dlaczego to przestało działać. Bo nic nie frustrowało pani Mulciber bardziej niż to, że promugolskie głosy i stronnictwa stawały się coraz silniejsze w jej własnej piaskownicy.
Czy dokumentacja, którą Louvain trzymał w dłoniach była jej prywatną vendettą? Oczywiście. Choć zapytana stwierdziłaby, że “nie ma znaczenia jaki sędzia został zaatakowany”, to przecież nie wydawała się tak przejęta swoim kuzynem, któremu niemagiczny przywalił z liścia w Atrium. Ale czy to miało znaczenie, że jego szefowa jest wkurwiająco wręcz małostkową osobą, skoro z pewnością planował być idealnym, oddanym pracownikiem? Pokładała w nim przecież tyle wiary! Widziały na kolacji gały co brały, to teraz się chłopie z charakternym i upartym liliputem męcz. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.

Gdy Louvain zapoznawał się z dokumentacją, Lorien krążyła po gabinecie, zbierając z półek niezbędne kodeksy i stare akta. Nie przerywała mu, kiedy szukał niuansów czy potencjalnych kruczków w notatkach zapisanych równym pismem pana Moody’ego. W końcu jednak zasiadła za swoim biurkiem. Jeśli chciał mógł usiąść naprzeciw niej,  albo mógł zająć miejsce na swoim nowiutkim fotelu. Gabinet był na tyle nieduży, że nawet wtedy mogli nadal komfortowo rozmawiać.
- Wiem tyle co pan.- Odpowiedziała na pytanie o dowody. Skinęła głową w stronę akt, jasno dając do zrozumienia, że cała wiedza jest w jego rękach. Może i coś tam Aaron szepnął do uszka o przemilczanych w raporcie faktach, gdy jej opowiadał o tym, że “oskarżony stawiał czynny opór wobec podejmowanych czynności, w związku z czym zastosowano środki przymusu bezpośredniego celem jego obezwładnienia przed doprowadzeniem do sali przesłuchań w Ministerstwie”, ale nawet jeśli tak było, to pani Mulciber milczała.- Jeśli aurorzy mają coś nowego, podzielą się tym z nami na rozprawie.

Przekręciła głowę w stronę Louvaina, patrząc na niego nieco uważniej, gdy rzucił kolejny pomysł. Problem był taki, że większość pochwyconych siedziała w Azkabanie, co czyniło ich zeznania szalenie niewiarygodnymi. Sprzedaliby własną matkę, żeby się wyrwać, ale… czy to rzeczywiście był aż taki problem, w tym przypadku?
- Moglibyśmy.- Powiedziała ostrożnie, wyraźnie zastanawiając się kogo ewentualnie użyć do pogrążenia tego nieszczęsnego mężczyzny, który pewnie nawet nie był śmierciożercą, tylko szalenie nieszczęśliwym człowiekiem, który postanowił wykorzystać chaos. A teraz płacił cenę swojego wyskoku.- Mugole mają w swoim słowniku legislacyjnym pojęcie “świadka koronnego”. Wyłapują najsłabsze ogniwa w siatkach przestępczych, łamią ich i składają propozycję nie do odrzucenia. Pomóż nam pochwycić większe rybki od siebie, a my oczyścimy cię z zarzutów i będziesz chodzić wolno. Kuszące. Przyjąłby pan taką propozycję? - Zapytała nagle.- Ja bym chyba nie zaryzykowała.- Odpowiedziała natychmiast sama sobie. Nie było w jej pytaniu żadnych podtekstów w stronę Lestrange’a, bo kto by podejrzewał o cokolwiek pięknego chłoptasia co to dopiero z miotły zszedł, prawda? Na pewno nie Lorien.
Uznała, że to ściąganie poważnych przestępców z magicznych zakładów karnych zostawią sobie na ewentualną powtórkę. Tak na wszelki wypadek, gdyby im się teraz oskarżony wymknął. Małe szanse, skoro jego ofiara doskonale pamiętała co się stało w z 8. na 9. września, ale... ciekawe z czego by się zaczęli spowiadać, teraz gdy dementorzy już się dobrali do ich umysłów.
- Wiele zła działo się tamtej nocy. - Stwierdziła, myślami wciąż błądząc przy spalonej nocy. Minął niemal miesiąc, a Ministerstwo wciąż biegało jak kurwa z urżniętą głową. Na ślepo. Wizengamot jeszcze nigdy nie był tak podzielony jak teraz.- Naszą rolą jako sądu jest to “zło” odsiać, zamknąć na Morzu Północnym, a klucz do celi wyrzucić. Ale zło ma bardzo szeroką definicję i szalenie mało precedensów. Korolev jest sądzony za swoją głupotę i zapewniam pana to nie odosobniony przypadek. A innych, choćby pokazali dumnie piętna zła na swoich ciałach, puścimy wolno - nikt jeszcze nie zgnił w Azkabanie za ideę.- Westchnęła nieco może zbyt ostentacyjnie niż zamierzała.- Lubi pan historię, panie Lestrange?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorien Mulciber (2055), Louvain Lestrange (1093)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa