Czerwone rumieńce nie zeszły jeszcze z policzków panny Figg. Szczególnie, że Brenna wspomniała o mandacie dla jej butów, wcale nie ułatwiało to sprawy. - Ja, przepraszam...- Powiedziała nieco zmieszana. - Nie sądziłam, że te buty mogą stworzyć takie zamieszanie... - Norka czuła, że powinna odejść stąd jak najszybciej, aby się dalej niepotrzebnie nie kompromitować.
Kiwnęła głową na przywitanie Peregrinowi, zaczęło się tu robić coraz większe zbiegowisko, a ona chyba nie nadawała się szczególnie do pomocy, szczególnie w takiej formie. Nie pomoże im tu w niczym, a tylko robi niepotrzebny sztuczny tłum.
- Pewnie jakiś uzdrowiciel jest gdzieś na tym polu. - Odpowiedziała jeszcze Theonowi. Zauważyła jego spojrzenie skierowane w swoją stronę, nie zamierzała jednak nikogo tutaj dzisiaj niańczyć, co oczywiście było spowodowane tym, że miała do dokończenia swoje stoisko. - Dobrze, ja już nie zamierzam Wam tu przeszkadzać, mam nadzieję, że sytuacja jest opanowana.- Odparła jeszcze nim odwróciła się na pięcie, a jej sukienka zafalowała przy tym gdy wiatr lekko zawiał.
Kiedy zmierzała w kierunku swojego stoiska, zobaczyła Vior która przy nim stała. Nie wiedziała, czego tam szukała, może chciała podejrzeć, jak powinno wyglądać takie profesjonalnie urządzone. - Och, jakie szczęście, że byłaś obok, nasz znajomy na pewno się ucieszy, że znalazłaś ten portfel. - Spojrzała jeszcze na Theona, żeby sprawdzić, czy miała rację.
Spędzili z Theonem jeszcze dłuższą chwilę na tym, żeby dopracować wszystko na straganie. Zawiesili te nieszczęsne koszyki, poukładali kwiaty, żeby wszystko miało ręce i nogi, a następnie wrócili do Londynu.