• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[04.1972] Jęcząca Marta, zaułek między Nokturnem a Pokątną - Sauriel & Daisy

[04.1972] Jęcząca Marta, zaułek między Nokturnem a Pokątną - Sauriel & Daisy
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#11
12.03.2023, 03:31  ✶  
Największym problemem Daisy było to, że nie miała w sobie zbyt wiele empatii wobec innych. I tak, patrząc na Jęczącą Martę, widziała w niej przede wszystkim półprzezroczysty, przenikający przez ściany, materiał do książki brata a nie nastolatkę, która została zamordowana w damskiej toalecie w Hogwarcie. A Hogwart miał być przecież tak bardzo bezpiecznym miejscem.
Och, może jeszcze, gdyby Marta opowiedziała im wtedy jakąś fascynującą opowieść. Wtedy jeszcze sprawa nie byłaby tak beznadziejnie przegrana już na wstępie. Ale tego nie zrobiła. Właściwie to nic nie miała do opowiedzenia. Może dlatego, że po prostu nie wiedziała kim był jej morderca, a może dlatego, że wstydziła się historii, która mogła się za tym morderstwem skrywać.
To oczywiście były rozważania, które, jeśli nawiedziły kędzierzawą głowę Daisy, to zrobiły to dawno po całej awanturze a nawet po tym, jak ukończyła szkołę.
Przewróciła ostentacyjnie oczami, choć ciągle była to raczej gra pozorów niż żeby naprawdę czuła się w tym momencie aż tak komfortowo by przewracać oczami.
- Fuu, ohyda. On jest moim bratem bliźniakiem – rzuciła, jakby na przekór własnym słowom, rozbawionym głosem. Choć gdyby ją zapytać, z pewnością by nie ukrywała, że w jej oczach Darcy był jednym z najprzystojniejszych mężczyzn chodzących po czarodziejskim świecie. Sądziła tak głównie przez to, że patrzyła na niego równie bezkrytycznie jak na siebie.
I nagle coś jakby dotarło do jej umysłu. Zmarszczyła brwi, podnosząc głowę by spojrzeć na Sauriela z ukosa. Czy rzeczywiście mogła postawić na zły argument? Co właściwie to oznaczało w ustach wampira? Że był martwy i bardziej martwy już być nie mógł? Czy, że był martwy, ale wolałby w ogóle nie żyć?
Wzdrygnęła się na tę myśl. Jako istota kochająca swoje życie, nie do końca potrafiła zrozumieć taką perspektywę. Właściwie w ogóle nie potrafiła zrozumieć takiej perspektywy.
- Dlaczego? – zapytała, nie wiedząc czy sama chciałaby tak naprawdę poznać odpowiedź na to pytanie. Albo, co gorsza, skierować go ku chęci wyciśnięcia jej jak cytryny, ale z krwi. – Ale takie posiłki to najlepiej w samo południe, na jakimś dachu albo coś.
A najlepiej to w ogóle bez posiłku w tle. Tylko na słoneczku.
Uśmiechnęła się pod nosem. Tym razem inaczej: lekko, odruchowo, z pewnym zaskoczeniem wymalowanym na jej jasnej twarzy.
- Dobra, przyznaję. Potrafisz być jednak bardzo czarujący. – Tylko mnie nie zjedz. - I ciągle mi się nie przedstawiłeś. Chyba, że mam ci sama nadać jakieś imię.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#12
19.03.2023, 19:01  ✶  

Czy brak empatii to problem? Nooo... może. Bardziej dla innych niż dla ciebie. Ludzie zazwyczaj nie przepadali za osobami, które kompletnie nie zważały na problemy innych. Ewentualnie stawałeś się taką osobą "od imprezy do imprezy", albo musiałeś szukać w równie mało zobligowanym na potrzeby świata towarzystwie. W jedną czy drugą stronę dało się żyć i to raczej inni mieli problem z tobą, a nie ty miałeś problem z nimi. Nie możesz wymagać przecież od wilka, że będzie wegetarianinem. Czarnowłosy spotkał już osoby, które jakoś kompletnie rozmijały się z pomysłem na to, że Rookwood posiada jakieś wyższe emocje i że jest do nich zdolny, a na pewno takich, co nie sądzili, że mógł mieć inne problemy niż to, kogo przegryźć na śniad... kolację? Do tego obracał się w takich towarzystwie, że współczucie to ostatnie, czego oczekiwał i spodziewał się od nieznajomych. Zresztą nie trzeba być empatyczną osobą, żeby się kimś zająć czy zainteresować. O ile ta osoba była dla ciebie naprawdę istotna.

- Łoh. - Zmarszczył nos, uśmiechnięty od ucha do ucha, z tą swoją sprośną minką, na której wymalowane wręcz było "hot" na informacje o tym, że nie dość, że brat, to jeszcze bliźniak. Proszę bardzo, nie trafił na damulkę. Większość kobiet czuła się święcie oburzona z odrobiny sprośności (no dobra, to nie była odrobina), a tutaj Daisy wydawała się kloacznym żartem rozbawiona. Nawet nie wydawała, no w mniemaniu czarnowłosego rozbawiona była. - Może i Marta padła marnie, ale jakie ma w takim razie widoki PO śmierci... - Zagwizdał, ale nie tak ładnie, głośno i klarownie. Sztuka gwizdania nie zaliczała się do tej, którą opanował w pełni. Niektórzy nie potrafili gwizdać wcale.

- Moją filozofią życiową jest to, że mogę umrzeć w każdej chwili. To, że jeszcze nie umarłem, jest natomiast życiową tragedią. - Przymknął na moment oczy w aroganckim, gładkim uśmiechu. Jego ton głosu, który brzmiał jak flirt (flirt ze Śmiercią) zupełnie nie pasował do samej wypowiedzi. - Zasuwaj sobie kanapeczki, Stokrotko, w samo południe. Ja będę czekał na ciebie, gdy zapadnie zmrok. - Puścił w jej kierunku perskie oczko, obracając się ku niej przez ramię.

- Sauriel. Mam na imię Sauriel. - I choć chciał się uważać za kota dachowego, to niestety był w pełni rasowy. Niestety dla samego siebie. - Możesz się wykazać kreatywnością w wymyślaniu przezwisk, nie krępuj się. - Zachęcił ją, ale brzmiało to całkiem jak pułapka. Jak taki moment, kiedy dobrze wiesz, że ktoś kusi cię do złego, bo wie, że wynik wcale nie będzie dobry. Już tam był. Już to zrobił. A teraz chciał, żebyś się nauczyła na własnym błędzie, bez dostawania gotowych odpowiedzi i podpowiedzi.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#13
09.04.2023, 01:43  ✶  
Daisy po prostu nie potraktowała słów Sauriela na serio. To znaczy, może i były na serio, ale nie miał pojęcia, że Darcy był jej bratem bliźniakiem. I tak, pewnie w niektórych rodzinach aż taka zażyłość między rodzeństwem mogła się przydarzyć, ale nie u Lockhartów. U Lockhartów była zupełnie nie do pomyślenia.
- Widoki może i ma, ale czy może coś z nimi zrobić? – zapytała, nie zdając sobie sprawy z tego, że Marta nie była tu jedyną, która mogła tylko popatrzeć. Ba, przeszło jej przez myśl, że to, że mogła sobie tylko popatrzeć nie było jeszcze żadną tragedią. Gorzej, że ciągle pozostawała tylko zawieszoną w czasie i między światami nastolatką, która nigdy nie miał szans by dorosnąć. – Ale pochwalam twoje samouwielbienie – mruknęła po chwili. – Bo jak rozumiem pijesz do tego, że mogła cię podglądać podczas kąpieli.
Przez kilka sekund nawet uśmiechała się pod nosem. Nie była ślepa. Widziała jak Sauriel wyglądał. Zakładała, że ten wygląd – przynajmniej za życia, nie miała pojęcia jak to było u wampirów – musiał go kosztować trochę wysiłku (no, chyba, że jednak to były pieprzone geny i wtedy zasługiwał najwyżej na zazdrosną wściekłość).
Przekrzywiła głowę by lepiej się przyjrzeć jego profilowi. Daisy nie do końca potrafiła zrozumieć, co właściwie miał na myśli. Mogę umrzeć w każdej chwili, szkoda że jeszcze nie umarłem – brzmiało osobliwie. Zwłaszcza w jej uszach. Młoda dziennikarka uwielbiała swoje życie, ale gdyby los doprowadził ją do miejsca, w którym chciałaby umrzeć, zrobiłaby wszystko, by odejść na własnych zasadach.
A wampir po prostu gadał. Co oznaczało, że albo wcale nie chciał zostać unicestwiony, albo jeszcze nie dotarł do tego punktu, w którym naprawdę chciałby zniknąć.
- Brzmi jak zachęta do tego, żebym wreszcie przysiadła nad szczegółowymi informacjami o wampirach – odpowiedziała wreszcie. Nie, tak naprawdę brzmiało to jak nawet nieszczególnie zawoalowana groźba. I pewnie dokładnie nią było, bo gdy Daisy próbowała sobie wyobrazić, po co jej towarzysz mógłby na nią czekać po zmroku, w wyobraźni wcale nie widziała wcale romantycznej kolacji zakończonej w łóżku, ale własne rozerwane gardło i ściekającą z kącików ust wampira krew.
To nie była wesoła perspektywa.
- Sauriel – powtórzyła jego imię cicho. Zmarszczyła brwi. O czymś jej mówiło, coś przypominało. Gdzieś kiedyś czytała o Saurielu. Albo Surielu, aniele śmierci. Tylko co to było? I czy nie był tam opiekunem? Jakie to osobliwe imię akurat dla wampira. Ale przecież nie zawsze był wampirem. – Mam nadzieję, że właśnie nie ranię twojego ego, nazywając cię mało kreatywnie, Czarnym Kotem? – zapytała. Choć tak naprawdę to nie było pierwsze określenie, które przyszło jej do głowy. W jej myślach, miał się stać Zmrokiem. 
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#14
11.04.2023, 17:00  ✶  

Dzięki bogom, że nie traktowała tego pierdolenia trzy po trzy na serio. Tej prowokacji. Albo i nie dzięki bogom..? Prowokacje istniały po to, żeby wysupłać od drugiej jednostki jakąś reakcję. Dostać od niej emocję. Mogła być oburzeniem, mogła być trzaskiem dłoni w policzek albo śmiechem - ale reakcja istniała. Saurielowi mówili, że należał do tych ludzi, co albo się ich lubi, albo nienawidzi. Że ciężko było dostać coś pomiędzy, minąć go bez żadnego zdania, z kompletnym wzruszeniem ramionami. Nacisk był jednak na to, że ludzie go nie lubili. Ale, kto by pomyślał, nie lubili też takiej wścibskiej dziennikarki bez wielkich pokładów empatii, jaką była Daisy. A przecież zdała test na sympatyczną towarzyszkę do zwiedzania tych nieco mniej ponurych alejek Nocturnu!

- Phahaha... dobra z ciebie wiedźma. - Czy też: dobra z ciebie agentka. Tak czy siak chodziło o to, że podobało mu się to, jak Daisy samą siebie obdzierała z grzeczności, jaką nosiła większość czystokrwistych dam. Panienka Black, jak się przedstawiła. Dla nieo Blackiem była, nie miał powodu, żeby jej nie wierzyć, ale była na pewno kompletnie nietypową przedstawicielką. Wyrzutek, czarna owca, albo jakiś skok w bok. Dla niego - rewelacja. W końcu sam był czarną owcą Rookwoodów. - Podoba mi się ten brak empatii i nuta wyśmiania biednej nastolatki. - Czy właśnie chwalił jej "złe" (wg norm społecznych) cechy? Otóż tak. Sam kiedyś nie pochwalał takich cech, marzył mu się utopijny świat księżniczek i rycerzy na białych rumakach. Albo koniach na białych rycerzach? W takich czasach wszystko potrafiło się kompletnie pojebać. Teraz jednak mieli tu i teraz... tak, no tak to wychodziło, że "Teraz" jest "teraz". Genialne zdanie. Obrócił się do niej na pięcie i pokłonił w tym półobrocie robiąc ze dwa kroki w tył. - Fałszywa skromność do mnie nie pasuje. - I z klasycznym smirkiem na ustach obrócił się znów. I tak, dokładnie do tego pił, a jego reakcja i słowa miała być tego potwierdzeniem.

- Szczegółowe informacje o wampirach w książkach to mrzonka. Wampiryzm to forma spierdolonego zaklęcia i jak to bywa w takich przypadkach - potrafi być inna w każdym wydaniu. - To nie tak, że nie miało to żadnego odbicia w jakiejś normie, ale każdy miał inne przesądy o wampirach i próba zebrania ich w jedną księgę? Chyba naprawdę musiałaby być to jedna, wielka książka. - Gdybyś potrzebowała materiału na Wywiad z Wampirem to ślij sowę do rezydencji Rookwood. - Innymi słowy polubił Daisy na tyle, że był gotów dalej się bawić, gdyby ona sama miała na to ochotę. Bo przecież nie zapyta jej, gdzie mieszka. Nie to, żeby to nie było w jego stylu, ale... jakoś tak nie tu, nie teraz, nie z tej okazji. Zabrzmiałoby to gorzej, niż chciał, by brzmiało. - Nie, nie ranisz, Stokrotko. Pół mojego świata mnie tak nazywa, drugiej połowie się nie chce z lenistwa dodawać "czarny". - Zatrzymał się w końcu u wylotu z alejki. - Proszę bardzo, jesteśmy. - Spojrzał na kobietę, kiedy stanęła obok niego, albo go po prostu wymijała. - Leć łapać promienie słoneczka, a ja wracam do mojej ciemności. - Wycofał się, żegnając ją tylko poruszeniem dłoni i aroganckim uśmieszkiem, nim zniknął w cieniu jednej z bocznych uliczek.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Daisy Lockhart (3319), Sauriel Rookwood (3623)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa